„Żywego niedźwiedzia na ulicy jeszcze nie widziałem. Ale jeden pomnik stoi...” [WYWIAD]

8 miesięcy temu „Żywego niedźwiedzia na ulicy jeszcze nie widziałem. Ale jeden pomnik stoi...” [WYWIAD]
fot. FotoPyk

- Nie ukrywam, że kilka miesięcy temu temu zależało mi na zmianie. Wszystko przez to, że na świat przyszła moja córeczka. Chciałem być po prostu bliżej domu - mówi nam Janusz Gol.

Janusz Gol właśnie rozpoczął swój czwarty sezon w Amkarze Perm, którego jest czołową postacią. W rozmowie z 30-latkiem trochę ten czas podsumowaliśmy. Stanisław Czerczesow, niedźwiedzie, rosyjscy kibice, Damian Zbozień grający na gitarze, kierownik drużyny, który doznał zawału serca w trakcie meczu... Zapraszamy!


Po większości twoich goli lub asyst kibice zwykle powtarzają to samo pytanie: „To on jeszcze żyje”?
Żyję i mam się dobrze.

Ile razy byłeś w Polsce odkąd trafiłeś do Amkara?
Nie ma z tym wielkiej tragedii. Staram się pojawiać w kraju, gdy tylko jest jakaś przerwa.

Jest coś, za czym tęsknisz najbardziej? Chodzi mi o jakieś błahe rzeczy.
Czasami człowiek zatęskni za schabowym z ziemniaczkami (śmiech) i paroma innymi domowymi daniami, ale tak naprawdę już się do tego przyzwyczaiłem. Kuchnie obu krajów wbrew pozorom są naprawdę podobne.

Jak w ogóle czujesz się w Rosji? Nie myślisz o zmianie klimatu?
Generalnie jest dobrze. Choć nie ukrywam, że kilka miesięcy temu temu zależało mi na zmianie. Wszystko przez to, że na świat przyszła moja córeczka. Chciałem być po prostu bliżej domu. Nie udało się.

Byłeś bardzo blisko powrotu do Polski?
Były jakieś tematy, ale musiałbym być wolnym zawodnikiem, żeby to doszło do skutku. W tym momencie mam ważny kontrakt z Amkarem i na tym się skupiam. Zobaczymy co będzie dalej.

Ciężko znaleźć w zespole z Permu kogoś, kto gra w nim dłużej od ciebie. No, nie licząc Ivana Czerenczikowa.
Niedawno do Dynama Moskwa odszedł nasz kapitan, Dmitrij Bielorukow. Oprócz Czerenczikowa jest jeszcze Petyr Zanew, a kontrakt właśnie przedłużył Fegor Ogude, który przychodził do klubu mniej więcej w tym samym momencie. Sam Ivan gra już tutaj od ponad 10 lat. Mi na razie leci czwarty sezon.

Rosjanie traktują cię jak wielką gwiazdę?
Na przestrzeni tych wszystkich sezonów wybierano mnie do najlepszej trójki zawodników Amkara. W poprzednim sezonie zająłem drugie miejsce, dwa lata temu - trzecie. Nie będę mówił, że jestem gwiazdą, ale z całą pewnością czuję szacunek ze strony kibiców i władz klubu.

Czyli na ulicach jesteś mocno rozchwytywany?
Każdy zawsze odnosi się do mnie w miły i przyjemny sposób. Tak samo staram się zresztą na to odpowiadać.

Amkar, do którego trafiłeś przed trzema laty i Amkar obecnie - jakie są największe różnice?
W ciągu tych trzech lat kadra zespołu mocno się zmieniła. Bardzo dużo ludzi z tego początkowego okresu nie ma już w klubie. Część odeszła do innych drużyn, część zakończyła kariery. Teraz jest u nas bardzo dużo młodzieży. To chyba największa różnica.

Zmiany raczej nie wpłynęły na wyniki. W trzech ostatnich sezonach Amkar zajmował w lidze dziesiąte i dwukrotnie jedenaste miejsce. Był moment, w którym mieliście walczyć o coś więcej?
Wyższe cele były stawiane za trenera Czerczesowa. Plany były takie, żeby znaleźć się w pierwszej piątce, szóstce. Szkoleniowiec odszedł jednak w trakcie sezonu do Dynama Moskwa i wszystko się trochę posypało. Po nim zespół objął trener Muslin i po pół roku byliśmy na ostatnim miejscu w lidze... Z tego względu Serb też zbyt długo z nami nie pracował. Ostatni sezon był średni. Mimo wszystko liczyliśmy na więcej niż jedenaste miejsce. Po półfinale Pucharu Rosji z Zenitem, który przegraliśmy po rzutach karnych, drużyna trochę siadła. Pod koniec sezonu mieliśmy problemy ze zdobywaniem punktów i przełożyło się to na końcową lokatę.

Trzeba podkreślić, że to właśnie Czerczesowowi bardzo zależało na tym, żeby ściągnąć cię do Amkara. Myślisz, że trafiłbyś w ogóle do Rosji, gdyby nie legendarna bramka ze Spartakiem Moskwa?
Nie wiem czy to jedno trafienie miało tak wielki wpływ na transfer. Myślę, że bardziej chodziło o formę, jaką od jakiegoś czasu wtedy prezentowałem. Bramka ze Spartakiem była tylko jedna. Jakieś pierwsze głosy o zainteresowaniu moją osobą pojawiały się w momencie, gdy Czerczesow ściągał do Tereka Grozny Macieja Rybusa. Z mojego transferu początkowo nic nie wyszło, ale jednak ruszyłem w tym kierunku.



Kibice Spartaka dawali ci potem do zrozumienia, że pamiętają tego gola?
Fani Spartaka raczej nie, ale zdarza się, że jacyś kibice z Permu o nim wspominają.

Co w ogóle powiesz o rosyjskich fanach?
Kibiców na trybunach zasiada chyba trochę mniej niż w Polsce. To trochę dziwne, patrząc na wielkość państwa i liczbę jego ludności.

Którzy są najlepsi, najbardziej zagorzali?
Na pierwszym miejscu postawiłbym kibiców Zenita i Spartaka. O nich słychać najbardziej. Z tym, co robią kibice Legii nie da się jednak tego porównać. Na Łazienkowskiej co mecz jest świetna atmosfera. Fani robią kapitalne oprawy. Tutaj jest tego trochę mniej.

Od razu mam przed oczami film „Okolofutbola”.
Oglądałem. Wiadomo, że w takich filmach kilka rzeczy jest trochę ubarwionych, ale na pewno oddawał klimat. Podobał mi się.

Wracając do Czerczesowa. Koledzy z Legii dzwonili do ciebie, gdy obejmował warszawski zespół. Tak szczerze, obawiali się współpracy z nim?
Trochę wypytywali. Wszystkich uspakajałem. Mówiłem, że jeśli będą sumiennie wykonywać robotę na treningach, na pewno będą grali. Sądzę zresztą, że już po zakończeniu współpracy z trenerem, wspominają go i będą wspominać pozytywnie.

Łapałeś się za głowę oglądając memy z nim w roli głównej?
Coś tam do mnie doszło, ale szczerze mówiąc, jakoś mocno tego nie śledziłem.

Ustalmy, po ulicach Permu niedźwiedzie się nie przechadzają?
Ja jeszcze żadnego nie widziałem (śmiech). Niedźwiedź jest za to w herbie miasta. Stoi też pomnik, ale szczerze mówiąc jakoś głębiej w ten temat się nie zagłębiałem.

Nominacja Czerczesowa na selekcjonera kadry wywołała w Rosji zaskoczenie?
Informacja jest dość świeża i póki co koledzy jakoś mocno jej nie komentowali, ale wielkiego zaskoczenia raczej nie ma. Jego nazwisko przewijało się już od jakiegoś czasu. W ogóle atmosfera wokół kadry cały czas nie jest tutaj zbyt dobra. Wszystko jest pokłosiem ostatnich wyników. Rosjanie bardzo słabo zaprezentowali się na Euro 2016.

W sumie mogą nam trochę zazdrościć.
O naszej kadrze wypowiadają się w samych superlatywach. Na mundialu u siebie chcieliby pewnie osiągnąć przynajmniej taki sam wynik jak my we Francji.

A jak tam postrzega się samą Polskę, Polaków? Bo memy z Czerczesowem pokazały dobitnie, jak my cały czas patrzymy na Rosję.
Myślę, że jest bardzo podobnie (śmiech). Trzeba jednak powiedzieć, że dużą rolę odgrywają w tym wszystkim media. Z ludźmi, z którymi pracuję i mam regularną styczność nigdy nie miałem żadnych problemów. Od początku byli do mnie bardzo przyjaźnie nastawieni i życzliwi.

Z językiem rosyjskim jest pewnie coraz lepiej?
Dogadać się, z każdym się dogadam. Są jeszcze jakieś małe luki, ale w zasadzie z każdym rokiem jest coraz lepiej.



Jakiś czas temu powiedziałeś, że najlepszym zawodnikiem, przeciwko któremu grałeś w Rosji jest Hulk. Podtrzymujesz to?
Na dzień dzisiejszy tak. Najlepiej świadczyły o nim statystyki. W każdym sezonie strzelał przynajmniej 15 goli. Do tego notował dużo asyst. Przez cały ten czas stanowił o sile Zenitu. Bardzo ciężko się przeciwko niemu grało. Potrafi świetnie wykorzystać budowę swojego ciała, do tego jest szybki. Piłka przy nodze mu nie przeszkadza.

Jego rekordowy transfer do Chin był dla Rosjan zaskoczeniem?
Trochę się dziwili. Przede wszystkim kierunkiem, jaki obrał. Sam myślałem, że jeśli odejdzie, to tylko do zdecydowanie mocniejszej europejskiej ligi.

Jacyś inni zawodnicy?
Kilku bardzo fajnych chłopaków jest w Krasnodarze, który gra teraz naprawdę dobrą piłkę. Świetny jest Mamajew. Jego wyszkolenie techniczne robi wrażenie. W Spartaku jest też Quincy Promes. Często decyduje się na akcje indywidualne, które zwykle kończy bramkami. Myślę, że jeszcze kilku by się znalazło.

A jeśli chodzi o sam Amkar?
Przez wiele lat wiodącą postacią był Georgi Peew, ale zakończył już karierę. Mamy jednak jeszcze kilku naprawdę utalentowanych zawodników.

Przez kilkanaście miesięcy grałeś w Permie z Jakubem Wawrzyniakiem i Damianem Zbozieniem. To był chyba fajny okres?
Na pewno było trochę raźniej, ale gdy chłopaki wyjechali, trzeba było się przyzwyczaić do przebywania w drużynie samemu. Ale naprawdę nie narzekam. Mam bardzo dobry kontakt z całą drużyną. Generalnie trzymamy się razem, nie ma żadnych grupek. 

Zbozień przygrywał wam na fortepianie albo skrzypcach?
Po jakimś czasie pochwalił się swoim talentem, ale nam akurat zagrał na gitarze.

I większości zawodnikom się podobało?
Na pewno wzbudził sporo emocji (śmiech). To fajnie, gdy zawodnik ma jeszcze inne zainteresowania. Tym bardziej, że ta gra naprawdę nieźle mu wychodziła.

W Amkarze grałeś też z Konstantinem Vassiljevem, który wyczynia teraz cuda na polskich boiskach.
On zawsze był tutaj wyróżniającą się postacią jeśli chodzi o grę w ofensywie. Szkoda, że tak się to wszystko potoczyło i musiał od nas odejść. Jeśli dobrze pamiętam, zdecydował o tym trener Muslin. Jak widać Kostia świetnie sobie potem poradził.


A ty sam czujesz się zdecydowanie lepszym zawodnikiem niż byłeś trzy lata temu?
Gram w silniejszej lidze niż polska, więc rozwój nastąpił moim zdaniem automatycznie. Jeśli chodzi o same liczby, najsłabiej wypadłem w pierwszym sezonie, który zakończyłem bez gola na koncie. W drugim było już nieźle, chociaż - podobnie jak w poprzednim - mogło być jeszcze lepiej. Bo z dochodzeniem do sytuacji raczej nie mam problemów. Oczywiście mam tutaj na myśli głównie strzały z kilkunastu metrów.


Na początku gry w Amkarze byłeś obserwowany przez Jarosława Tkocza. Później było z tym różnie. Liczyłeś na cokolwiek przed Euro 2016?
Ciężko było na cokolwiek czekać i liczyć, bo generalnie od tych trzech lat nie odebrałem w tej sprawie żadnego telefonu. Ale chłopakom podczas Euro oczywiście mocno kibicowałem. Cieszyłem się z ich sukcesu.

Myślisz, że gdybyś grał w drużynie o podobnym potencjale, tyle, że w jednej z zachodnich lig, miałbyś większe szanse na grę w reprezentacji?
Podejrzewam, że jakbym miał być powoływany to kadry, to bym był. Gra w innej lidze prawdopodobnie niczego by tutaj nie zmieniła. Maciej Rybus i Artur Jędrzejczyk regularnie występują przecież w reprezentacji. Kuba Wawrzyniak też na nią jeździł, gdy był jeszcze w Amkarze.

Przechodząc do Rosji wspominałeś, że w ciągu roku, dwóch chciałbyś przejść do jeszcze lepszego rosyjskiego klubu. Patrząc na to co mówiłeś na początku rozmowy, to raczej nie wchodzi już w rachubę?
Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe. Nie składam broni, zobaczymy jak wypadnę w tym sezonie. Jeśli będę zdobywał jeszcze więcej bramek i częściej asystował, pewnie pojawi się taka możliwość. A patrząc na to co mówiłem na początku - jeśli faktycznie chodziłoby o zespół mocniejszy od Amkara, na pewno bym to rozważył.

Najfajniejszy jak na razie moment w Rosji to...
Myślę, że wspomniana już walka z Zenitem o finał Pucharu Rosji. To był zdecydowanie najciekawszy moment. Przegrana pozostawiła sporo emocji. Szkoda, że nie udało się awansować do wielkiego finału, bo wspomnienia byłyby jeszcze lepsze.

A najstraszniejszy, najgorszy?
Podczas jednego z meczów drugiej drużyny jej kierownik doznał zawału serca. Niestety nie udało się mu z tego wyjść. To było naprawdę przykre. Zdecydowanie najsmutniejszy moment mojego pobytu w Rosji.

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Janusz Gol Rosja Amkar Perm Stanisław Czerczesow Wywiad Polska Hulk FC Zenit Sankt Petersburg Spartak Moskwa Konstantin Vassiljev
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2017 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.