Cierpieli, ale wrócili bardzo mocni. Oby Milik poszedł w ich ślady!

11 miesięcy temu Cierpieli, ale wrócili bardzo mocni. Oby Milik poszedł w ich ślady!
fot. Youtube

Zerwane więzadło krzyżowe przednie w lewym kolanie - tak skończyło się spotkanie z Danią dla Arkadiusza Milika. Kontuzja dramatyczna, bez dwóch zdań. Ale można wrócić po niej jeszcze silniejszym. Kilku świetnym napastnikom to się udało!

Listopad 1999. Ronaldo był wtedy raptem rok starszy od Milika, ale już znajdował się na szczycie. Na koncie miał Złotą Piłkę, nagrodę dla Piłkarza Roku FIFA i korony króla strzelców Eredivisie oraz La Liga - że wspomnimy tylko o kilku wyróżnieniach indywidualnych. Błyszczał wszędzie, gdzie grał - w reprezentacji Brazylii, z którą jeszcze jako młokos sięgnął po mistrzostwo świata, PSV, Barcelonie... W pierwszym sezonie w barwach Interu również. W pewnym momencie zaczął jednak borykać się z problemami zdrowotnymi. Prawdziwy dramat przyszedł w listopadowym spotkaniu z Lecce. Nie wytrzymały więzadła krzyżowe w prawym kolanie.

Ból był ogromny, ale Brazylijczykowi udało się dość szybko wrócić na murawę. Wychodząc na rozgrywany wiosną finałowy mecz Pucharu Włoch z Lazio, czuł się znakomicie. Niestety, okazało się, że pechowe kolano nie jest do końca wyleczone. Po kilku minutach gry „Il Fenomeno” najnormalniej w świecie upadł. Nikt nie musiał go nawet atakować. Płakał jeszcze mocniej niż kilka miesięcy wcześniej. Za głowę łapał się trener, koledzy z drużyny i rywale, a na murawie pojawił się nawet Massimo Moratti. Ronaldo zdawał sobie sprawę z tego, że może już nigdy nie wrócić na wysoki poziom, co zresztą słyszał potem od wielu osób. Przez długi czas wydawało się, że faktycznie tak będzie. Niektórzy całkowicie przestali w niego wierzyć.



Brazylijczyk stracił cały sezon 2000/2001 i znaczną część następnego. Świtało mu w głowie, że to może być koniec, ale nie poddawał się i żmudnie pracował z rehabilitantami. Wracał długo, bardzo długo - ale w końcu się udało. Na dobre odrodził się w trakcie mundialu 2002, na którym ośmiokrotnie trafiał do siatki. Potem przez lata imponował skutecznością w Realu. Nigdy nie dowiemy się czy bez urazów osiągnąłby jeszcze więcej.

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy Ronaldo zrywał więzadła po raz pierwszy, do formy po identycznej kontuzji wracał Alessandro Del Piero. Doznał jej w... doliczonym czasie spotkania ligowego Juventusu z Udinese. - Był to dla mnie strasznie trudny okres. Moja kariera w zasadzie zawisła na włosku. Te dziewięć miesięcy strasznie się dłużyły, ale tak naprawdę nigdy się nie poddałem. Od początku byłem nastawiony na powrót do gry - przyznał po latach Włoch.


Podkreślmy - on również był wtedy jeszcze młodym chłopakiem. Niektórzy uważają, że kontuzja zabrała mu sporo dynamiki, ale 91-krotny reprezentant Włoch i tak miał masę innych atutów. Fatalny uraz nie przeszkodził mu zresztą w rozegraniu 11 kolejnych sezonów w barwach „Starej Damy”. Był i już zawsze będzie jej ikoną.

Sam Del Piero przyznał po latach, że to być może właśnie dzięki kontuzji tyle osiągnął. Jak powiedział - to ona ukształtowała jego charakter.



Będąc przy Turynie i Półwyspie Apenińskim w ogóle, nie można nie wspomnieć o Roberto Baggio. Włoch walczył z więzadłami krzyżowymi przez całe swoje piłkarskie życie. Dosłownie. Po raz pierwszy zerwał je w wieku 18 lat. Chodziło o prawe kolano, a mniej więcej w tym czasie usunięto mu łąkotkę w drugim. Również kazano mu zająć się czymś innym, ale nie posłuchał. Co prawda mniejsze lub większe problemy ze zdrowiem wracały do niego przez całą karierę, ale nie przeszkadzało mu to brylować we włoskiej kadrze, „Juve”, Milanie, Bolonii czy Interze.

Pod jej koniec, grając już w Brescii, Baggio zerwał więzadła po raz kolejny. I uwaga - wrócił do gry po 77 dniach. A miał wtedy 35 lat!- Wielu młodszych zawodników zmagało się z podobnymi urazami. Ich rehabilitacja wyglądała jednak tak, że po kilku godzinach szli do domu. Ja cierpiałem, ale spędzałem na siłowni po 10 godzin - mówił potem.

Podobnie było z Alanem Shearerem. To samozaparcie jest najważniejsze przy powrocie po długich kontuzjach i Anglikowi go nie brakowało. A był w o tyle trudnej sytuacji, że właśnie przeniósł się z Southampton do Blackburn. Był to 1992 rok, a Rovers zapłacili za niego prawie pięć milionów euro. W sumie umknęło mu pół rundy.

Co się działo potem? W trzech kolejnych sezonach strzelił 31, 34 i 31 goli w Premier League, po czym przeniósł się do Newcastle. W barwach „Srok” skuteczności nie zatracił, a trzeba dodać, że chwilę przed rozpoczęciem przygody na St James' Park kolano odezwało się po raz drugi.



Zerwane więzadła opóźniły debiut w Premier League Ruuda van Nistelrooya. Noga Holendra odmówiła posłuszeństwa po dwóch fantastycznych sezonach w barwach PSV. Strzelił w ich trakcie 60 goli w Eredivisie. Transfer do Manchesteru United mógł przejść mu koło nosa, ale w tym wypadku słowa uznania - nie licząc samego zawodnika - należą się Alexowi Fergusonowi. Szkot cierpliwie poczekał na powrót Van Nistelrooya do zdrowia i zakontraktował go rok później.

Holender odpłacił mu się za to 149 bramkami w 215 spotkaniach „Czerwonych Diabłów”. Obie strony były więc w pełni zadowolone.

Świetnie radę po zerwanych więzadłach dawał sobie również Henrik Larsson. Najlepszy szwedzki zawodnik przed erą „Ibry” doznał kontuzji grając w Barcelonie. Miał już 33-lata, więc niektórzy przebąkiwali o zakończeniu przez niego kariery. Doświadczony snajper udowodnił jednak, że na emeryturę jeszcze się nie wybiera i mimo małej liczby minut spędzonych na murawie, po powrocie strzelił kilkanaście bramek w La Liga.

Nie pozostaje nic innego tylko trzymać kciuki, żeby Arek poszedł w ich ślady. Zdrowia!

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Arkadiusz Milik Ronaldo Alessandro Del Piero Rutgerus Johannes Martinius van Nistelrooy Alan Shearer Roberto Baggio Henrik Larsson
KOMENTARZE (
0
)
NAJNOWSZE INFORMACJE
FACEBOOK:
REKLAMA:

Page generated in 0.0363 seconds.

| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2017 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.