Wydzwaniałem do trenera ze 30 razy. W końcu wepchnąłem się do zespołu [WYWIAD]

9 miesięcy temu Wydzwaniałem do trenera ze 30 razy. W końcu wepchnąłem się do zespołu [WYWIAD]
fot. FotoPyk

- Do tej pory mieszkam w okolicy, w której - szczególnie kiedyś - nie było kolorowo. Bonus BGC mógłby mieszkać u nas na dzielni. Ale ja zawsze byłem od tego odcięty. Liczyła się tylko piłka - opowiada w rozmowie z Transfery.info Dawid Kort.

Jeśli po emisji Turbokozaka uznaliście, że z Dawida Korta jest naprawdę sympatyczny gość, to tak, potwierdzamy - nie pomyliliście się. Z 21-latkiem porozmawialiśmy sobie o jego dotychczasowej przygodzie z piłką. Cios butelką w głowę, groźna dzielnica, pusta lodówka, trener, który sprawia, że wszyscy się pocą i poważne plany na przyszłość. Zapraszamy!

Trzeba przyznać, że zajęty z ciebie człowiek.
Mamy dwa treningi dziennie, w zasadzie zaczynamy o 9, a kończymy koło 16, 17. Do tego dochodzą domowe obowiązki, wspaniała dziewczyna, z którą uwielbiam spędzać czas... Ciężko się umówić.

Uczysz się?
Studiowałem, ale trudno było to pogodzić, gdy przebywałem na wypożyczeniu w Bytowie. Zrobiłem sobie rok przerwy, ale bardzo chciałbym to ukończyć. Wracając, sporo czasu i uwagi poświęcam młodszemu bratu, który również trenuje w Pogoni. Strasznie zależy mi na tym, żeby fajnie się rozwijał i miał jak najlepsze warunki.

Ile ma lat?
W tym roku kończy 14. Za niedługo wkroczy więc w ten decydujący moment i albo szybko trafi do pierwszego zespołu, albo - tak jak ja - będzie przebijał się trochę dłużej.

Jest potencjał na to pierwsze?
Jak najbardziej. Ale widzisz, ja czekałem na to nieco dłużej, a paradoksalnie miałem łatwiej. Gdy przechodziłem przez kolejne szczebelki, Pogoń nie ściągała bowiem jeszcze tylu młodych chłopaków z zewnątrz. Teraz „Portowcy” są pod tym względem w czołówce obok Legii, Lecha czy Zagłębia.

Mówisz o nieco dłuższym przebijaniu. Myślisz, że dostałeś szansę zbyt późno?
Nie. Po prostu w kluczowym momencie, gdy Pogoń wracała do Ekstraklasy, złamałem nogę w spotkaniu juniorów. Zamiast walczyć o pierwszy zespół, chodziłem po lekarzach. Ale nie będę mówił o pechu, bo i tak szybko udało się wrócić do niezłej formy. Tak naprawdę potrzebowałem jednego okresu przygotowawczego. W tamtym czasie do klubu przyszedł trener Wdowczyk, który zaprosił mnie na treningi do pierwszej drużyny. Na początku miało być z doskoku, ale jestem już w niej do dzisiaj. Oczywiście z przerwami na wypożyczenia.

Żeby uściślić, co studiowałeś?
Zarządzanie w Wyższej Szkole Bankowej. Już w szkole ciągnęło mnie do takich klimatów. Wiem, że kiedyś może mi się to przydać. Oczywiście pomysłów na przyszłość jest wiele. Bardzo chciałbym być kiedyś trenerem. Często rozmawiamy na ten temat z Kubą Arakiem. Powoli dobieramy już sobie ludzi do naszego sztabu (śmiech). Żarty żartami - wiem, że jesteśmy bliżej początku niż końca naszych przygód z piłką, ale naprawdę o tym myślimy. Nawet na kadrze się z nas śmieją. To znaczy śmiali, bo teraz trener trochę nas oszczędza...

...Pewnie boi się, że go wygryziecie.
Właśnie nie wiem o co chodzi (śmiech). Ale faktycznie było tak, że inni spali, a my dyskutowaliśmy o piłce. Robiliśmy nawet analizę Turbokozaka. Mówiłem przed kamerą, że rozpracowywałem Gabora i autentycznie tak było. Z Kubą rozłożyliśmy go na czynniki pierwsze! Jak nie trenerka, to oczywiście właśnie Liga Plus Extra albo Cafe Futbol. Jeśli nie uprzedzi nas ktoś inny (śmiech).

Nie wybiegając jednak w przyszłość, na razie własną firmę prowadzi moja dziewczyna. Mogę powiedzieć - już w liczbie mnogiej - że jeśli coś potoczyłoby się nie tak na boisku, czego nie biorę oczywiście pod uwagę, nie zaginiemy.

Co to za firma?
Asia prowadzi z mamą firmę odzieżową. Mają kilka punktów w Szczecinie.


Za niedługo startuje linia odzieżowa sygnowana twoim nazwiskiem?
Kto by to kupował (śmiech). Asia studiuje też fizjoterapię, jest na ostatnim roku. Chce iść bardziej w tym kierunku.

Czyli masz pod ręką prawdziwego fachowca.
W momencie, gdy uczy się na jakieś zaliczenie i chce coś przetestować, robi to na mnie. Jestem trochę takim królikiem doświadczalnym.

Ale krzywdy ci jeszcze nie zrobiła?
Nawet jeśli coś by się przytrafiło, niczego bym nie powiedział.



Jak to było za młodu? Byłeś łobuzem?
Do tej pory mieszkam w okolicy, w której - szczególnie kiedyś - nie było kolorowo. Bonus BGC mógłby zdecydowanie mieszkać u nas na dzielni (śmiech). Ale ja zawsze byłem od tego odcięty. Od małego dzieciaka byłem nastawiony wyłącznie na piłkę. Nie było raczej możliwości, żebym wpadł w złe towarzystwo. Nie ukrywam, kiedyś mocno obawiałem się niektórych chłopaków, ale teraz jestem z nimi raczej na „cześć”.

Nikt cię nie ruszy.
Dokładnie!

Pamiętasz jeszcze 2001 rok, w którym trafiłeś do Pogoni?
Z pierwszej drużyny w Szczecinie do tej pory zostaliśmy tylko z Robertem Obstem. Pamiętam jeszcze, jak jego tata - świetny szkoleniowiec - zawołał mnie do siebie jako pierwszego, właśnie po Robercie. Nie ma co ukrywać, jestem tutaj kupę czasu. Znam wszystkim. Wiem nawet jak ma na imię mąż przemiłej pani z pralni. Przez ten czas mogłem z bliska przyglądać się zmianom, jakie tutaj następowały. Z roku na rok wszystko idzie do przodu. No może oprócz stadionu (śmiech). Oczywiście mam nadzieję, że lada moment to też się zmieni.

Na jakim polu zaszły największe zmiany?
Mamy teraz bardzo dobrą bazę treningową, jedną z najlepszych w kraju. A przecież kiedyś były do dyspozycji trzy boiska, w tym dwa piaszczyste. Do tego zmieniło się podejście, cała filozofia klubu. Przychodzi do niego bardzo dużo młodych zawodników z całej Polski.

Trener Obst - człowiek legenda?
Na pewno. Strasznie dużo mu zawdzięczam. Nie chcę mówić, że gdyby nie on, nie grałbym teraz w piłkę, ale wszystko mogło potoczyć się inaczej. Być może byłbym teraz w zupełnie innym klubie. Bo kiedyś chciałem odejść z Pogoni. Trener powiedział jednak tylko: „No to idź”. I oczywiście zostałem. Świetny fachowiec. Otoczył nas wspaniałą opieką.
Forował Roberta?
Czasami dało się odczuć, że Robert jest jego synem. On zwsze wyglądał jednak tak dobrze, że co by się nie działo i jaki trener by nas nie objął, tak czy siak by grał. Z całą pewnością nie znajduje się teraz w pierwszym zespole, bo jego tata był tutaj znakomitym szkoleniowcem.

Podobno wykłócałeś się z trenerem o uderzenia z prostego podbicia.
Czasami to miałem tego dość... Trzeba powiedzieć, że u niego było bardzo mało zajęć taktycznych czy siłowych. Przeważała technika, prawie zawsze pracowaliśmy z piłkami. Z trenerem było też tak, że wzbudzał dość skrajne emocje. Jedni mówili, żeby iść tylko do niego, inni - żeby broń Boże tego nie robić. Ja należałem do tej pierwszej grupy. Jeśli kiedyś będę już tym trenerem, chciałbym prowadzić zespół w podobnym stylu.

Piłka ma przede wszystkim dawać radość - chyba tak można go podsumować?
Dokładnie. Wynik zawsze był na drugim miejscu, ale... jednocześnie wygrywaliśmy. Być może właśnie dlatego, że nie było stresu, spinania się. Oczywiście wszystko ma swoje plusy i minusy. Bo gdy poszedłem do pierwszej drużyny, liczył się tylko wynik. No i to było małe zderzenie ze ścianą.


Masz jakieś anegdotki związane z debiutem w pierwszym zespole? W sumie trochę już minęło. Sezon 2012/2013, mecz z Polonią Warszawa.
Gdy wchodziłem na murawę, zapomniałem ochraniaczy (śmiech). Oczywiście się cofnąłem i je założyłem. W następnym spotkaniu już strasznie na to uważałem, ze trzy razy sprawdzałem czy mam je na sobie. Zresztą Bartek Fabiniak, który to widział i reszta chłopaków raczej nie dopuściliby do tego, żebym zapomniał ich po raz drugi. Było sporo śmiechu.

Trener Wdowczyk widział?
Szczerze mówiąc to nie wiem. Chyba nie. Ale wydaje mi się, że nawet gdyby zauważył, sam by się z tego śmiał. Nie byłoby bury.

Na murawę wszedłeś za Ediego. To był dość fajny symbol.
Faktycznie, od samego początku, gdy trafiłem do pierwszego zespołu, Edi bardzo mi pomagał. On ma bardzo bezstresowe podejście do piłki, tak został wychowany. Być może zobaczył w moich zagraniach coś podobnego, siebie z młodzieńczych lat. Bardzo szybko wziął mnie pod swoje skrzydła.

Ale chyba pomagał też kilku innym młodym chłopakom?
Tak było. I pewnie również dlatego teraz jest trenerem w drugim zespole. Ma tam samych młodych zawodników. To świetne miejsce dla niego.

Trener Wdowczyk. Co o nim powiesz?
Mam przyjaciela w Warszawie i traf chciał, że gdy go odwiedzałem, spotykaliśmy się przypadkiem w stolicy... Cóż, to u niego zadebiutowałem w Ekstraklasie. Strasznie go cenię. Obok trenera Kafarskiego, który postawił na mnie w I lidze, w seniorskiej piłce zawdzięczam mu najwięcej.

Jedna cecha, która ci u niego najbardziej odpowiada?
Charyzma. Dziewczyna, z którą właśnie wpadłem na niego w Warszawie powiedziała, że to taki człowiek, z którym rozmawiasz i się pocisz. Czujesz olbrzymi respekt. Nie da się nie traktować go poważnie. Widzisz gościa i wiesz, że to jest to. Mówi do ciebie, a ty za nim idziesz. Wielki autorytet.


Czym przekonałeś do siebie wspomnianego już trenera Kafarskiego? Przypomnijmy - wziął cię na wypożyczenie zarówno do Świnoujścia, jak i Bytowa.
Tutaj też jest fajna historia. W pewnym momencie trener Wdowczyk powiedział mi, że fajnie byłoby, żebym poszedł na wypożyczenie. Po prostu uznał, że mi to pomoże. Z różnych względów nie mogłem znaleźć odpowiedniej drużyny. No i w pewnym momencie zacząłem dość intensywnie kontaktować się z trenerem Kafarskim. Przez trzy dni zadzwoniłem do niego ze 30 razy. Na początku chyba nie chciał mnie wziąć, ale ciągle wydzwaniałem i... wepchałem się do Floty. Z czasem przekonałem go, że warto na mnie stawiać. I zaowocowało to później drugim wypożyczeniem.

W Świnoujściu była wtedy straszna bieda.
Nie wiem, jakbym przeżył, gdyby Pogoń nie dopłacała mi pieniędzy. Z jednej strony nauczyłem się życia. Z drugiej, momentami bywało strasznie śmiesznie. Te wyjazdy na spotkania... Zbiórka o godzinie 12. Mija pięć minut, dziesięć, pół godziny, a tu autobusu nie ma, bo klubu nie było stać. I nie wiadomo było co robić. Był też wyjazd, to już za trenera Szukiełowicza, gdy nie mieliśmy opłaconej kolacji. Bardzo często w dniu spotkań tak naprawdę nie wiedzieliśmy czy w nich zagramy. O wszystkim dowiadywaliśmy się tylko ze strony internetowej - raz klub był, innym razem już nie... Śmieszne, ale zarazem smutne.

Miałeś za co jeść?
Mieszkałem z Pawłem Lisowskim i autentycznie bywało tak, że mieliśmy pustą lodówkę (śmiech). Ale oczywiście nie codziennie.

Już się boję, co sobie gotowaliście.
Moim popisowym daniem, gdy mieliśmy jeszcze końcówkę pieniędzy, było spaghetti. Zwykle na dwa dni (śmiech). „Lisek” też pichcił. Najlepsze jest to, że w tamtym momencie Flota nie odstawała od rywali. Wygrywaliśmy... Będąc przy Świnoujściu nie można te ż nie wspomnieć o pamiętnych Rumunach. Totalny farmazon. Te informacje o sprzedanym spotkaniu w Niemczech... Nikt nie wiedział, o co chodzi.

Jak było z tym meczem z Babelsbergiem?
Naprawdę nic nie wiem. Pamiętam tylko, że do przerwy wygrywaliśmy 1:0, a dostaliśmy od trenera taki opierdol, jakbyśmy przegrywali 0:5.

I ostatecznie skończyło się na 2:5. W Bytovii było już pewnie zupełnie inaczej?
W Bytowie było super. Najlepszy czas w mojej dotychczasowej przygodzie z piłką. Koledzy się śmiali, że gdzie nie kopnąłem, miałem asystę.

Zasługiwałeś na mocne brawa. W sumie zanotowałeś ich 11.

Bardzo fajny czas. Nie musieliśmy się o nic martwić, właściciele zapewnili nam prawdziwy komfort. Do tego był tam świetny sztab szkoleniowy - z trenerem Kafarskim współpracował m.in. Tomasz Świderski. Utrzymujemy zresztą ze sobą kontakt. Miałem też o tyle dobrze, że byłem młodzieżowcem. Mogłem się spokojnie rozwijać. Jeśli nie wyszedł mi jeden mecz, miałem taki mały handicap.

Bez tego nie poszłoby ci tak świetnie?
To pomogło na samym początku. Myślę, że później, nawet jeśli nie byłoby tego przepisu, i tak bym grał.

A trzeba zaznaczyć, że pierwszoligowej sylwetki to ty raczej nie masz.
Niedawno Andrzej Rybski po meczu Chojniczanki z Wisłą Kraków powiedział, że fajnie było uciec od tej rąbanki w I lidze. Coś w tym jest. To specyficzne rozgrywki. Oczywiście nie chcę, żeby wyszło, że uważam się za nie wiadomo kogo i twierdzę, że I liga jest be. Tak nie jest. Trzeba jednak powiedzieć, że w niektórych meczach rąbanka jest naprawdę ostra.

Pamiętasz jakieś konkretne wejścia rywali?
To jest normalna kolej rzeczy. Pamiętam coś innego - jak byliśmy w Kluczborku i dostałem butelką w łeb.

Ale nie szklaną?
Plastikową, ale była do połowy pełna. Ktoś rzucił ją z trybun. Trochę oberwałem.



Z jakimi nadziejami wracałeś do Pogoni?
Wracając zimą myślałem, że będę grał więcej. Wcześniej oczywiście byłem w pierwszym zespole, ale mało kto na mnie liczył w kontekście ekstraklasowego grania. A na wypożyczeniu udało się zrobić furorę. Myślałem, że będzie trochę inaczej... Biłem się nawet z myślami, czy nie wrócić do Bytowa, ale ostatecznie zostałem. Te dwie bramki, które zdobyłem wiosną w meczach z Cracovią równam z 11 asystami w I lidze.

O co chodzi z tą Cracovią? W tych rozgrywkach też ją pięknie ukłułeś.
Nie ma co ukrywać, leży mi ten zespół. Ale nie ma też co dorabiać ideologii. Zwykły przypadek.

W tym sezonie strzeliłeś też gola Koronie Kielce, ale teraz grasz zdecydowanie mniej.
Podchodzę do tego na spokojnie. Ostatnio dałem dwie zmiany i nie dojechałem. Kadra jest naprawdę liczna i teraz szanse dostają inni. Trzeba walczyć dalej. Czuję sportową złość, ale nie ma żadnych złośliwości.

Apetyty na pewno rozbudziłeś. Czy to kibiców Pogoni, czy postronnych obserwatorów.

Pewnie tak. Ogólnie jest moda na młodych chłopaków. Tym bardziej, gdy ktoś pokaże się z przyzwoitej strony. Nie chcę za bardzo używać tego słowa, ale po takim małym boomie ludzie zawsze chcą więcej i więcej. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że bardzo łatwo spaść z topu, jeśli już się na niego wejdzie.

Ty na tym topie przez chwilę byłeś?
Nie, nie, tak nie myślę. Wielu chłopaków w moim wieku regularnie gra w Ekstraklasie albo wyjechało już za granicę. Mają zdecydowanie mocniejszą pozycję. Po prostu zdaję sobie sprawę z tego, że tak jest.

Chyba wymieniłeś swoje dwa kolejne cele?
Każdy myśli o zagranicy. Też chcę tam kiedyś trafić. Od momentu debiutu w Pogoni sporo rzeczy jednak się pozmieniało. Inaczej patrzę na piłkę. Kiedyś mocniej się wszystkim przejmowałem. Cały czas to mam, ale w zdecydowanie mniejszym stopniu. Wiem również, jak to wszystko mniej więcej działa.

No bo kiedyś myślałem, że weźmie mnie Barcelona, że będę przenosił góry...

Cały czas możesz.
Oczywiście. Ale trzeba być realistą, na wiele spraw patrzę inaczej.


Okej, to jaki masz wymarzony kierunek?
Sam nie wiem...

(Przechodzi Edi Andradina).

Edi, gdzie mógłbym wyjechać?

Ty? Wszędzie! Do Barcy!

Widzisz! Ale jak będę miał kiedyś fajne oferty z innych klubów, nie będę na nią wiecznie czekał (śmiech).  

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Wywiad Pogoń Szczecin Dawid Kort Flota Świnoujście Drutex-Bytovia Bytów Polska
Zobacz również
Oficjalnie: Kudła opuszcza Pogoń
3 tygodnie temu  
0
Archiwalne
Oficjalnie: Kudła opuszcza Pogoń
3 tygodnie temu  
0
Oficjalnie: Załuska w Pogoni
3 tygodnie temu  
0
Pogoń po Sadajewa i Załuskę
miesiąc temu  
0
Oficjalnie: Skorża w Pogoni
miesiąc temu  
0
Skorża nowym trenerem Pogoni
miesiąc temu  
0
Oficjalnie: Hołota w Pogoni
miesiąc temu  
0
Hołota na celowniku Pogoni
miesiąc temu  
0
Kandydaci na trenera Pogoni
2 miesiące temu  
0
Oficjalnie: Moskal odchodzi z Pogoni
2 miesiące temu  
0
KOMENTARZE (
0
)
FACEBOOK:
REKLAMA:

Page generated in 0.0177 seconds.

| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2017 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.