„Niejednego chłopaka sprowadziłam do parteru!” [WYWIAD]

4 tygodnie temu „Niejednego chłopaka sprowadziłam do parteru!” [WYWIAD]
fot. FotoPyk

Kobiety nie potrafią grać w piłkę? Chyba żartujecie. Może i damski futbol cały czas jest mocno niedoceniany, ale nie oznacza to, że zawodniczki nie dają z siebie wszystkiego, żeby tylko prezentować się najlepiej jak potrafią.

Porozmawialiśmy sobie z Aleksandrą Sikorą, jedną z największych gwiazd kobiecej reprezentacji Polski i Medyka Konin, z którym regularnie sięga po mistrzostwo kraju i występuje w Lidze Mistrzyń. Zapraszamy!


Co trudniejsze - trafić do siatki w Ekstralidze czy upiec przepyszny sernik, z którego słyniesz?
Mimo wszystko to pierwsze (śmiech). Z sernikiem jest tak, że wszystko mam już obcykane i robię to automatycznie. Te same składniki, przyrządy, identyczna temperatura... Na murawie bywa różnie - w zasadzie każda akcja może przynieść coś niespodziewanego. Zdecydowanie więcej potu trzeba wylać, żeby wyróżniać się na boisku.

Jakie miałaś piłkarskie marzenia, gdy zaczynałaś trenować?
Największym było dostanie się do reprezentacji Polski i gra z orzełkiem na piersi. To był mój cel, który chciałam osiągnąć od momentu, gdy zaczęłam stawiać swoje pierwsze piłkarskie kroki. No i dzięki ciężkiej pracy je spełniłam.

I to dość szybko. Marzenia ewoluowały?
Oczywiście. Jestem osobą, która lubi wyznaczać sobie kolejne cele. Tak naprawdę to dzięki temu mam motywację do dalszej pracy. Nie wyobrażam sobie robienia czegoś bez jakichkolwiek planów i dalszych celów.

Jak to było na samym początku? Pamiętasz w ogóle jeszcze, jak grałaś na podwórku?
Mieszkałam na wsi, w której główną rozrywką po powrocie ze szkoły było kopanie piłki. Na początku nie mieliśmy do dyspozycji boiska z prawdziwego zdarzenia. O wymiarowych bramkach można było tylko pomarzyć. Pamiętam jak rodzice i starsi koledzy zrobili nam je z jakichś słupków i mieliśmy takie prowizoryczne boisko na podwórku. Cóż... Wychodziło się z domu i się grało. Głównie z chłopakami, chociaż kilka innych dziewczyn też było zwykle chętnych. Nieźle sobie radziły, ale raczej nie wiązały dalszej przyszłości z graniem. Teraz jedne mają już dzieci, a inne poszły w zupełnie innym kierunku. Czasami, gdy się spotykamy, miło wspominamy sobie jednak stare czasy.

Zazdroszczą?
Ja zawsze chciałam grać, ale każdy ma inny pomysł na swoją osobę. Nikt nie zazdrości, przynajmniej tego nie odczuwam. Gdy wracam w rodzinne strony to czasami wypytują, jak mi idzie i co słychać. Zdarzy się, że ktoś powie: „Oho, nasza gwiazda przyjechała”, ale oczywiście wszystko z uśmiechem. Zawsze jak tam wracam, czuję się po prostu jak w domu.

Zawsze byłaś lepsza od chłopaków? Może byłaś tak dobra, że nie chcieli z tobą grać?

Chcieli, zawsze chcieli! Przychodzili nawet po mnie do domu, gdzie zwykle witała ich babcia. To była, że tak powiem, dość solidna babka i zdarzało się, że ich poganiała. Mówiła, że najpierw muszę odrobić lekcje i dopiero potem będę mogła do nich wyjść. A czy ich przewyższałam? Poziom był wyrównany.

Jakieś bójki na murawie?
Przytrafiały się. Niejednego sprowadziłam do parteru (śmiech).

Czyli na tym polu też wygrywałaś?
Nie wiem, czy za każdym razem, ale zdarzało się. Oczywiście to nie były nie wiadomo jakie bójki. Raz się kogoś kopnęło czy uderzyło i na tym kończyła się awantura. Z racji tego, że byłam szybka, to często zmykałam do domu zanim ktoś mi oddał...



Twoim pierwszym idolem był Emmanuel Olisadebe?
Tak było. Pamiętam jego najlepsze występy w polskiej kadrze. Strasznie mi wtedy imponował. Regularnie trafiał do siatki, a wiadomo, że dzieci uwielbiają zawodników, którzy strzelają najwięcej goli. Miałam zresztą takie swoje powiedzenie. Do dzisiaj nie wiem, co na niej robiłam, ale stojąc na bramce, motywowałam się przyśpiewką: „Olii to obronii!”.

Później pojawili się nowi idole? Bo samą piłką zbyt mocno się chyba nie interesujesz?
Gram od bardzo dawna, ale faktycznie nie śledzę mocno futbolu. Od czasu do czasu włączę mecz w telewizji, ale robię to wyłącznie dla rozrywki. Nie mam już wielkich idoli, nie kibicuję też fanatycznie jakiejś drużynie. Gdy oglądam spotkanie, potrafię obiektywnie ocenić, kto jest lepszy. Chociaż oczywiście mam pewne wzory, osoby, które na co dzień śledzę z większym zainteresowaniem.

Wśród nich jest pewnie Robert Lewandowski.
Zgadza się. Strasznie podoba mi się jego postawa - zarówno poza boiskiem, jak i na nim. To, jakim jest kapitanem. Wykonuje fantastyczną robotę.

W takim razie Cristiano czy „Lewy”?
„Lewy” przemawia do mnie zdecydowanie bardziej.

Myślałem, że spytasz - „wizualnie czy na boisku?”.
W obu przypadkach wygrywa kapitan naszej reprezentacji (śmiech).


Czujesz, że osiągnęłaś do tej pory maksimum z tego co mogłaś?
Absolutnie nie. Gdybym tak myślała, znając życie, pewne rzeczy bym olewała. Nie ma żadnej ściany, cały czas chcę więcej i dążę do tego, żeby prezentować się coraz lepiej. Mam nadzieję, że najlepsze lata dopiero przede mną. Chciałabym, żeby tak było. Z myślą o tym codziennie daję z siebie maksimum.

Po pierwszym zgrupowaniu z nowym trenerem kobiecej reprezentacji Polski powiedziałaś, że wyraźnie dostrzegłaś, nad czym musisz szczególnie pracować. W takim razie, nad czym?
Przeszłyśmy wtedy sporo testów, których wyniki uświadomiły wielu dziewczynom, że cały czas może być lepiej. Sama zdaję sobie sprawę z tego, że można wycisnąć jeszcze więcej i chcę to zrobić. Chodzi głównie o kwestie motoryczne. Trener Stępiński wykazał się ogromną wiedzą czysto boiskową. Na starcie zwrócił nam uwagę na wiele detali - choćby pracę głową czy komunikację. Jeśli mam być szczera - do tej pory nie miałam o niektórych rzeczach pojęcia.

Cecha trenera, która najbardziej przypadła ci do gustu?
Stanowczość. Jeśli coś powie, trzeba to zrobić.


Chciałabyś to od niego przejąć? W końcu sama od pewnego czasu trenujesz młode piłkarki.
Jasne. Zdecydowanie - podobnie jak i w całym życiu - jest w tej pracy bardzo ważne. Trener jest wtedy wiarygodny w oczach zawodników. Nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby podopieczni lekceważyli jakiekolwiek polecenia szkoleniowca. W takich sytuacjach brakuje właśnie tej wiarygodności, trener nie ma zaufania wśród graczy. Przede mną jeszcze trochę pracy, żeby opanować tę cechę do perfekcji.

Jaka jesteś, trenując? Krzyczysz na młode podopieczne?
Wiadomo, że czasami trzeba podnieść głos. Dzieci potrafią się szybko zapomnieć, a tłumacząc coś ważnego, nie można pozwolić sobie na dyskusje. Czasami więc to się zdarza, ale do krzyku daleko. Nie potrafię krzyczeć. Bardziej piszczę (śmiech). Dlatego zawsze staram się spokojnie zwracać uwagę.



Wiążesz poważniejsze plany z trenerką?
Oczywiście. Trochę już tego posmakowałam i z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że mi się to podoba. Po skończeniu gry w piłkę na pewno będę dalej rozwijać się w tym kierunku. Już teraz często korzystam zresztą z wiedzy innych trenerów, sporo czytam, jeżdżę na szkolenia... Robię to zarówno dla siebie, jak i zawodniczek, które aktualnie trenuję.


Obecnie posiadam licencję UEFA B. Myślę o UEFA A, ale na razie chcę jednak w pełni skupić się na karierze zawodniczej.

Wyobrażasz sobie w przyszłości pracę z mężczyznami?
Na razie pracuje z młodzieżą i tak naprawdę nie wiem, w czym najlepiej odnajdę się po zakończeniu gry w piłkę. Jeśli jednak będę miała możliwość wypróbowania swoich sił i poczuję, że jestem na to gotowa, podejmę się każdego wyzwania.

Męska i damska szatnia piłkarska. O tej pierwszej wiemy niemal wszystko. W drugiej też bywa gorąco?

Wiadomo, że w momentach, gdy nie idzie po myśli drużyny, wkrada się nerwówka, ale staramy się rozmawiać na spokojnie. Czasami trener krzyknie czy dosadniej zwróci na coś uwagę, ale same zawodniczki rozwiązują problemy raczej na spokojnie. Nerwy nie są sprzymierzeńcem, a często tylko bardziej wszystko psują.


Czyli lokówki nie latają?
Jeszcze się nie spotkałam (śmiech).

Ale w samej szatni często można je spotkać?

Jeśli spytałbyś mnie o koleżankę z boiska, która najbardziej dba o urodę, musiałabym wymienić wszystkie. Makijaż, prostownica... bez lustra byłoby naprawdę ciężko. Wiadomo, jak to w życiu, niektórym dziewczynom na co dzień schodzi z tym wszystkim dłużej, innym krócej.

Jak podsumujesz ten rok w wykonaniu damskiej reprezentacji?
Czuć niedosyt.

To raczej dobry symptom.
W niektórych meczach eliminacji przyszłorocznego Euro, na które się nie dostałyśmy, mogłyśmy dać z siebie zdecydowanie więcej. Wiemy, że stać na lepsze wyniki. Ale widzisz - nawet ciężko mi powiedzieć coś więcej... Wiadomo, w jakim miejscu znajduje się polska kadra w porównaniu do niektórych reprezentacji. Większość ludzi zresztą pewnie i tak spisywała nas na straty. Czasami to trochę przykre, że nie mamy takiego wsparcia ze strony kibiców. To naprawdę dodaje skrzydeł.

To chyba i tak zmieniło się w ostatnim czasie na plus.
Oczywiście, jest coraz lepiej. Nasze spotkania zaczęły pojawiać się w telewizji, a coraz więcej osób przychodzi też na trybuny. Widać znaczącą poprawę, ale cały czas nie zawsze spotykamy się z przychylnymi komentarzami.


Co byś powiedziała na filmiki z waszym udziałem ze zgrupowań, jak to jest w kadrze Adama Nawałki?
To byłby właśnie dobry pomysł na przyciągnięcie jeszcze większej liczby fanów. Fajna sprawa. Wiem, że chłopaków ogląda bardzo dużo ludzi, sama zresztą to robię. Bardzo przyjemne materiały.

Kto wiódłby u was prym przed kamerą?
Bez wątpienia Kasia Kiedrzynek. Jest strasznie rozgadana, ma coś do powiedzenia dosłownie na każdy temat (śmiech). Bardzo otwarta osoba.

Czyli byłoby sporo śmiechu. Jak to w ogóle jest z żartami w kobiecej szatni?
Żarty bywają i to często. Pewnie chcesz teraz jakąś petardę, ale oczywiście nic nie przychodzi mi do głowy... Ostatnio wszyscy śmiali się ze mnie. Przed meczem planowaliśmy wyjście do kina na nową część „Pitbula”. Jak większość osób wie, w tym teraz również i ja, film ma swój podtytuł. Dziewczyny tylko chodziły i w kółko o nim mówiły. Z tym, że jedne wspominały o „Pittbullu”, a drugie o „Niebezpiecznych kobietach”. - Halo, no to idziemy na „Pitbulla” czy jednak na „Niebezpieczne kobiety” - zapytałam w końcu, nie znając tematu. Fama się rozniosła i niektórzy mnie lekko wyśmiali (śmiech). Ale koniec końców film mi się podobał.




Stresowałaś się w ogóle, gdy po raz pierwszy wychodziłaś na mecz reprezentacji z opaską na ramieniu?
Po raz pierwszy przejęłam opaskę po kontuzjowanej Marcie Mice. Uczucie było strasznie miłe. Przeszedł dreszczyk, ale nie było żadnego stresu. Po prostu poczułam się wtedy wyjątkowo.


Pewnie podobne emocje targały tobą przed pierwszym występem z Medykiem Konin w Lidze Mistrzyń.
Dokładnie, również niesamowite przeżycie. Podobnie jest zresztą podczas każdego kolejnego spotkania w tych rozgrywkach. Każde jest wyjątkowe.

Masz jakieś swoje dotychczasowe ulubione mecze, które rozegrałaś w waszej Champions League?
Mam dwa. Jedno - sprzed dwóch lat z Glasgow, które wygrałyśmy u nas 2:0 i drugie, już z tego roku, z Brescią. Chodzi mi oczywiście o pierwsze spotkanie, w którym zwyciężyłyśmy 4:3. Szkoda, że w rewanżach wyglądało to inaczej. Szczególnie żal tego ostatniego... Czegoś jednak zabrakło i znowu nie udało się wejść do 1/8 finału. Zrobimy wszystko, żeby następnym razem było inaczej, ale rok temu też tak mówiłyśmy...


Może doszłyście do pewnej ściany i żeby odnosić sukcesy na europejskiej arenie, potrzebujecie większej rywalizacji na rodzimym podwórku?

Może być w tym sporo racji. Trzeba coś zrobić, żeby wskoczyć na wyższy level. Pewnie nie wszystko zależy tutaj od samych zawodniczek, ale mam nadzieję, że tak będzie. Sporo odpowiedzi może przynieść już najbliższy okres przygotowawczy. Wiem, że jedziemy na fajne obozy i zmierzymy się z dobrymi rywalami.

Podkreślmy jedno - taka Legia chciałaby zatrzymać się tak jak wy i co roku grać w Lidze Mistrzów.
Wiadomo, ale nie porównujmy tak tego. Piłkarze żyją wyłącznie z piłki. My, między meczami i treningami, musimy robić jeszcze sporo innych rzeczy. Nie myślimy tylko o futbolu, bo nie możemy. Czasami po prostu brakuje czasu.

Może właśnie przez to dajecie z siebie stosunkowo więcej na murawie.
Jestem o tym przekonana. Każda z nas robi to z czystej pasji.

Wyobrażasz sobie moment, w którym jakaś polska zawodniczka dorówna popularnością piłkarzowi?
Przenigdy w żadnej kwestii nie myślę, że czegoś nie da się zrobić. Nie lubię tak stawiać sprawy. Jest i będzie to ciężkie do wykonania, ale naprawdę wszystko jest do zrobienia. Pamiętajmy, że w tym wypadku nie wszystko zależy wyłącznie od piłkarza czy piłkarki. Trzeba otoczyć się ludźmi, którzy chcieliby osiągnąć taki sukces i byliby skłonni do wielkich poświęceń. Ale Kasia, Ewa Pajor... Trzymam kciuki, żeby im się to kiedyś udało i w ogóle żeby osiągnęły w tej piłce bardzo dużo. Ja też będę do tego dążyć.

Wymieniłaś koleżanki, które grają za granicą. Z twoich niektórych wypowiedzi można wywnioskować, że sama nie masz ciśnienia, żeby wyjechać.

Na nic się nie zamykam. Nie lubię o tym mówić, ale na pewno nie stawiam sprawy tak, że będę grała wyłącznie w Polsce i koniec.

Reprezentantka Polski może liczyć na spore zainteresowanie ze strony zagranicznych drużyn?
Na poziomie kadry te oferty się pojawiają. Nie ma jednak co ukrywać, że czasami zawodniczki same muszą wziąć sprawy w swoje ręce - wysłać gdzieś CV lub poprosić o pomoc kogoś, kto się na tym zna.


To pierwsze nie jest zbyt budujące.
Ale według mnie nie jest to żaden powód do wstydu.

Masz jakiś swój wymarzony transferowy kierunek?
Jasne, ale oczywiście ci go nie zdradzę (śmiech).



Jak w ogóle będą wyglądały u ciebie najbliższe tygodnie? Bo nie ma co ukrywać, że macie trochę dłuższą przerwę od chłopaków.
Cały czas będę nad sobą pracować. Uwielbiam chodzić na siłownię czy basen. Trzeba wylać mnóstwo potu, żeby osiągnąć naprawdę wysoką formę, ale stracić ją można bardzo szybko. Nie zapominam o tym.


Ale czasu na kolejne przygody w kuchni chyba masz teraz trochę więcej?
Szczerze mówiąc, myślałam dziś nad tym, o czym będzie najbliższy wpis na blogu. Ale nie zdradzę szczegółów. W tym wypadku wypiek musi wyjść, żeby móc podzielić się tym z szerszym gronem (śmiech).

Swoją drogą, myślisz, że zawodniczkom o wiele łatwiej utrzymać wagę niż zawodnikom?
Niekoniecznie. W dużej mierze zależy to jednak od indywidualnych predyspozycji. Każdy ma też inny charakter i inaczej walczy ze swoimi słabostkami.

A ty jesteś łakomczuchem?
Chyba mam już tak silną wolę, że idąc do sklepu, nie zwracam uwagi na te wszystkie smakołyki. Ale oczywiście są momenty, gdy mam ochotę na coś słodkiego. Staram się jednak wtedy wykonać to sama.

Jeszcze jedna sprawa. Podobno uwielbiasz tatuaże. Chyba niewiele jest na świecie naprawdę mocno wytatuowanych piłkarek?
W Polsce dziewczyny tatuują się raczej w miejscach, które można bez problemu zakryć. Za granicą jest trochę inaczej. Mimo wszystko znajdzie się sporo zawodniczek, które mają duże wzory w widocznych miejscach, choćby wytatuowane całe ręce. Nie mają z tym żadnego problemu. Widać, że decydują się na tatuaże, bo po prostu im się to podoba.

W pogoni za szczęściem”. Dobrze wyczytałem jeden z twoich?
Tak. Dlaczego akurat taki napis? Jestem osobą, która codziennie chce być szczęśliwa oraz uśmiechnięta i oczywiście staram się taka być. Myślę o tym codziennie wstając z łózka. Nie ma sensu tracić czasu na smutek.

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Polska Reprezentacja Polski kobiet Medyk Konin Aleksandra Sikora Wywiad
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.