Ale nowego rywala Milika to wy szanujcie. „PAVOLOSO” naprawdę potrafi strzelać!

5 miesięcy temu Ale nowego rywala Milika to wy szanujcie. „PAVOLOSO” naprawdę potrafi strzelać!
fot. genoacfc.it

Po transferze Leonardo Pavolettiego do Napoli wśród większości polskich kibiców zapanował olbrzymi entuzjazm. Że słabiutki, że Arkadiusz Milik z palcem w nosie usadzi go na ławce... Spokojnie, nie tak szybko.

Dążył do celu z uporem maniaka

Patrząc perspektywicznie, największą bolączką Pavolettiego w bezpośrednim zestawieniu z Milikiem jest oczywiście wiek. Włoch ma już na karku 28 lat i jest zdecydowanie bliżej niż dalej końca kariery. Trzeba jednak podkreślić, że urodzony w Livorno snajper w ogóle bardzo późno zaczął grać na najwyższym poziomie. W Serie A zadebiutował dopiero w wieku 24 lat w koszulce Sassuolo. Pierwszą bramkę strzelił już po swoich 26. urodzinach. Nie jest to korzystna statystyka, ale z drugiej strony, z doświadczenia wiemy, że zawodnicy, którzy trafili na szczyt nieco później, są jeszcze bardziej ambitni od reszty. Choćby dlatego, że często z różnych względów rzucano im więcej kłód pod nogi.

Kariera Pavolettiego zaczęła rozpędzać się na dobre właśnie cztery lata temu. Sassuolo grało wtedy w drugiej lidze. Jego 11 trafień w premierowym sezonie w Serie B (tyle samo uzbierał choćby Domenico Berardi) miało niebagatelny wpływ na awans zielono-czarnych na najwyższy szczebel. W elicie napastnik nie otrzymał jednak szansy, bo ciężko tak nazwać 42 minuty spędzone na murawie. Strzałem w dziesiątkę okazał się jednak szybki powrót szczebel niżej w formie wypożyczenia do Varese.

I tak sezon 2013/2014 Włoch skończył z 20 trafieniami na koncie w 36 ligowych spotkaniach sezonu zasadniczego, do których dołożył sześć asyst. Do tego dorzucił jeszcze cztery bramki w barażach o utrzymanie. Po raz pierwszy mógł poczuć się jak prawdziwa gwiazda. I co prawda po powrocie do Sassuolo znowu miał cięższe chwile, ale wybawieniem okazało się kolejne wypożyczenie. Tym razem do Genoi. Po kilku wyśmienitych występach, latem 2015 roku klub z Ligurii wykupił go za trzy miliony euro. Teraz dostał za niego sześć razy więcej.



Kochany „Pavoloso”

W Genoi Pavoletti błyszczał w zasadzie od początku. Na dotarcie się w Serie A potrzebował raptem trzech spotkań. W siedmiu kolejnych, w których grał zanotował... sześć goli i trzy asysty. Bezpośrednio przekuwało się to na wyniki, więc nie ma się co dziwić, że działacze „Rossoblu” zdecydowali się na transfer definitywny. Obok nich snajpera szybciutko pokochali również kibice, którzy zaczęli nazywać go „Pavoloso”. Bajkowy, wspaniały, wyśmienity - właśnie to znaczy po włosku słówko „favoloso”. Wiadomo, o co chodzi. Napastnik zaczął być uwielbiany przez wszystkich.

Poprzedni sezon snajper zakończył z 14 bramkami na koncie. Dorobek może nie wybitny, ale patrząc na liczbę rozegranych minut, robiący wrażenie. Dziewięć ligowych spotkań Pavoletti opuścił bowiem z powodu problemów zdrowotnych, trzy - przez pauzę spowodowaną zawieszeniem za czerwoną kartkę. A była ona wynikiem uderzenia łokciem jednego z rywali na początku spotkania z Carpi.

Koniec końców „Pavoloso” skończył sezon jako piąty strzelec Serie A, ale trafiał do siatki z większą częstotliwością niż Carlos Bacca czy Mauro Icardi. Wyraźnie lepszy był tylko Gonzalo Higuaín. Zaowocowało to zresztą zainteresowaniem ze strony sporej liczby większych klubów, na czele z Milanem oraz powołaniem do reprezentacji.


Mistrz pojedynków powietrznych

Pavoletti jest typową dziewiątką. Potrafi znakomicie odnaleźć się w polu karnym i być tam, gdzie powinien w danym momencie. Szesnastka jest jego królestwem, które dość rzadko opuszcza. Jego szalenie mocną stroną jest też gra w powietrzu. Jeśli tylko otrzyma dobre dośrodkowanie, ciężko go zatrzymać. Gry głową mógłby uczyć większość snajperów w lidze włoskiej. Styczniowe spotkanie z Palermo pokazało, że gdy tylko natrafi się okazja, dobrze zbudowany napastnik może również zaskoczyć rywali efektownymi nożycami.



Szczególnie dużo snajperowi dała współpraca z Gian Piero Gasperinim. Doświadczony szkoleniowiec otworzył mu oczy na pewne sprawy. Jak przyznał kilkanaście miesięcy temu sam zawodnik, trener pomagał mu w rzeczach, które wcześniej ciężko byłoby mu sobie nawet wyobrazić. Odejście Gasperiniego z Genoi niczego jednak nie zmieniło. Już pod wodzą Ivana Juricia Pavoletti dalej prezentował się korzystnie. Tylko trzy bramki w rundzie jesiennej są efektem głównie kolejnych problemów zdrowotnych.

Jeśli mielibyśmy się do czegoś przyczepić, to największy problem widzimy właśnie w jego kontuzjach. Ostatni uraz leczy od końcówki listopada.

Świnka zwana „Mou”

Jaki Pavoletti jest poza boiskiem? To miły, otwarty i dość wylewny gość. To ostatnie ukazał choćby jego pożegnalny wpis na Facebooku skierowany do wszystkich kibiców i pracowników Genoi. „Dzisiaj zaczynam nową przygodę, ale nie zapomnę o tych, których tutaj pokochałem, i którzy pokochali mnie. Rozumiem małą gorycz niektórych osób. Widzę w tym jednak mnóstwo szczerości, która jest tak typowa dla ludzi morza. Sam przyszedłem na świat nad morzem, w Livorno. Później zrodziłem się na nowo również w niedalekiej odległości od morskich fal, w Genui. Chcę wszystkim serdecznie podziękować. Kto wie, może pewnego dnia spotkamy się ponownie?” - napisał zawodnik.

Jakiś czas temu „Pavoloso” zdradził, że wszystkie gole zawdzięcza swojemu talizmanowi. A jest nim... otyła świnka wietnamska, którą swego czasu przyprowadziła do domu dziewczyna jego brata. Ma na imię „Mou”. - Na początku była malutka, ale gdy zaczęła wszystko jeść, wyraźnie urosła i doszła do 100 funtów wagi. Po tym jak do nas trafiła, zanotowałem jednak awans z Sassuolo i teraz jest moim szczęśliwym amuletem - zdradził.


Kto wie, być może dzięki niej i swojej nieustępliwości zbliży się on do ligowych osiągnięć swojego największego idola, urodzonego również w Livorno, Cristiano Lucarellego. Jedne jest pewne - bez względu na to, kto będzie grał, Milik może się od niego sporo nauczyć.  

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Włochy Leonardo Pavoletti SSC Napoli Genoa CFC Arkadiusz Milik
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2017 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.