Gwarancja jakości: Vadis Odjidja-Ofoe

6 miesięcy temu Gwarancja jakości: Vadis Odjidja-Ofoe
fot. FotoPyk

Real, Sporting, Górnik Łęczna. Bardzo proszę! Podejmuje każdą rękawicę bez względu na rangę spotkania i klasę rywala. Oto człowiek, bez którego Legia byłaby innym zespołem. Gwarant płynności i tempa.

Legionista na salonach

Pierwszy gwizdek sędziego i do wszystkich dociera, że po przeciwnej stronie barykady staje drużyna, która sięgnęła piłkarskiego nieba. W tym momencie powinien nastąpić paraliż kończyn dolnych i blokada umysłowa uniemożliwiające swobodne rozegranie 90 minut. No bo jaka to przyjemność kopać piłkę, gdy nogi trzęsą się jak galareta? Nie u niego.

Vadis wychodzi tak daleko przed szereg, że jego gra rzuca się w oczy nawet w momencie, gdy trzeba się zmierzyć z potężnym wymiarem kary. Legia w pierwszym meczu uległa Realowi 1:5, ale Belga to nie demotywowało. Wręcz przeciwnie, przez pełne 90 minut robił swoje i starał się jak najbardziej utrudnić życie przeciwnikowi.

Jego ofensywne wyjścia musiały wyglądać na iście desperacką próbę, chociaż kilkakrotnie okazało się, że w tym szaleństwie jest jakaś metoda. Pomocnik daje wyraźny sygnał: nie można mnie lekceważyć.

I rzeczywiście, w późniejszych fragmentach meczu, gospodarze wzięli sobie do serca złotą radę Vadisa. Pomimo, że ogólnie grali na pół gwizdka i wielokrotnie pozostawiali legionistom trochę miejsca na rozpaczliwą próbę zawiązania ataku, to Belga obstawiali.

27-latek ciągle pokazywał się do gry, czym przykuł uwagę przeciwnika i wymusił zdecydowane działania z jego strony. Już samo to świadczy o randze, jaką sobie wyrobił. Kolejny komunikat, znacznie bardziej wyraźny: Ekstraklasa to dla mnie za mało.

Belgijski pomocnik różni się od starych, ekstraklasowych wyjadaczy nie tylko wyszkoleniem technicznym, ale przede wszystkim prędkością reagowania. Wielokrotnie udowodnił, że potrafi szybko zabrać się z piłką, jednocześnie ocenić sytuację i jeszcze dokładnie podać, żeby cała akcja nie straciła na tempie. Wygląda to tak, jakby w jego mózgu kilka ośrodków łączyło się w całość zazębiając w idealnym momencie. Ogromna w tym rola jego podejścia do każdego meczu. Chociaż już dawno wyszło na jaw, że w Ekstraklasie może robić co chce, to jego piłkarska radość nie umarła. Wręcz przeciwnie, odżyła. Belg tego potrzebował i autentycznie spodobało mu się upokarzanie przeciwnika: robi to z taką lekkością, że właściwie czasem można byłoby mu podziękować za jedyny w swoim rodzaju pokaz umiejętności. Zwłaszcza, że nie potrzebuje do tego piłki. Kluczem do zrozumienia jego gry jest analiza zachowania, gdy akurat czeka na futbolówkę. Tylko, że „oczekiwanie” kojarzy się z wielką biernością, a tej na próżno wypatrywać u Odjidji. Nieważne, w którym sektorze boiska rozgrywa się akcja – Vadis obiera sobie za punkt honoru wywalczenie takiej pozycji, żeby w razie czego dało się go uruchomić, a po przejęciu nie zostaje w miejscu, a natychmiast wrzuca wyższy bieg. Z nim w drużynie, Legia nie musi się martwić o spadki energetyczne. Belg w charakterystyczny sposób zagarnia piłkę, analizuje otoczenie, natychmiast wyciąga wnioski i w ułamek sekundy podejmuje właściwą decyzję utrzymując nie tylko tempo, ale i zapewniając płynność akcji ofensywnych. W tym momencie można odnieść mylne wrażenie, że początek sezonu w jego wykonaniu tak naprawdę nie miał miejsca. No, ewentualnie należy do odległej przeszłości, gdy Stroppendragers (mieszkańcy Gandawy) sprzeciwiali się tyranii Karola V.

Level Up!

Wcale nie trzeba nerwowo sięgać do podręczników historii, żeby odnaleźć informacje o pierwszych meczach Vadisa w barwach warszawskiej Legii. Być może wielu chciałoby o nich zapomnieć. Belg był pierwszym wyborem zarówno Hasiego jak i Magiery, ale to drugi szkoleniowiec pomógł mu ewoluować i pochwycić formę, którą zachwycał grając jeszcze w Club Brugge. Wystarczy cofnąć się do meczu z Zagłębiem, gdy Vadis zaciekle walczył o transfer do rezerw.

Doszło do przemiany, która spokojnie mogłaby powalczyć o miano jednej z najszybszych i najbardziej inwazyjnych. Kibice „Wojskowych” na pewno daliby wiele, żeby wymazać z pamięci pucharowe spotkanie z Górnikiem Zabrze – już naprawdę pal-sześć wynik, bo to, co wyprawiał Vadis wołało o pomstę do nieba i nawet w pewnym stopniu przyćmiło porażkę. Nagle, człapiący po boisku piłkarz z nadwagą ewoluował w lidera formacji, gwaranta płynności i mistrza techniki. Ba, znalazło to spore odzwierciedlenie w statystykach, kontaktach z pozostałymi piłkarzami i wreszcie, rosnącej sympatii środowiska kibicowskiego. A to już sztuka.

Piłkarska radość

Wszyscy w Warszawie liczą na to, że belgijski pomocnik nie rzuca słów na wiatr, bowiem z jego ust padła poważna deklaracja. Vadis Odjidja-Ofoe (póki co) nigdzie się nie wybiera i chce walczyć z Legią o tytuł mistrzowski. W razie kontuzji, ewentualnego transferu, trener Magiera musiałby się ostro nagimnastykować, żeby znaleźć zawodnika, który chociaż w połowie zastąpiłby czarodzieja z Gandawy.

Belg wyraźnie odżył pod skrzydłami nowego szkoleniowca. Przed „nową erą” w warszawskiej Legii miał na swoim koncie zaledwie jedną asystę (Dundalk). Od 27.09 dołożył 6 asyst, 7 asyst II. stopnia, 2 gole w lidze oraz gola, asystę i 2 kluczowe podania w Lidze Mistrzów. Tym samym stał się jednym z najważniejszych zawodników „Wojskowych”.

Czytelnicy Transfery.info nie mieli najmniejszych wątpliwości, że to właśnie pomocnik z Gandawy był jednocześnie najlepszym zawodnikiem w lidze i najbardziej udanym transferem. Vadis to jeden z tych piłkarzy, dla których trudno znaleźć zmiennika. I nie chodzi tylko o wyszkolenie techniczne, szybkość myślenia i jednoczesnego działania – nieważne przeciwko komu gra Belg, zawsze daje z siebie 100%. A to nie zawsze było takie oczywiste.

 

ŹRÓDŁO
transfery.info
TAGI: Ekstraklasa Polska Legia Warszawa
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2017 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.