Dzień szósty - czeskie “G”
Domyślna (3) Komentarze »Wczoraj nie pojawił się wpis na blogu, chociaż działo się sporo. Dzisiaj nadrabiamy zaległości, nawet z nawiązką.
Piątek, postanowiliśmy się trochę rozerwać. Najlepiej w jakimś lokalnym, odwiedzanym przez miejscowych klubie. Niestety nie było to rzeczą łatwą. Wybraliśmy się na przedmieścia do polecanego nam wcześniej przez Czechów klubu Zanzibar. Miejsce to chyba krąży w ich opowieściach tylko w formie legendy, bo w teoretycznie miejscu zabawy, praktycznie mieścił się jedynie plac budowy i kampus akademicki (dość wiekowy, swoją drogą).
Finalnie wieczorem zagościliśmy w dyskotece w Hotelu Babylon. Wśród bawiących się gości nie mogło zabraknąć uczestników mistrzostw (w końcu to ich miejsce zakwaterowania). Pojawili się między innymi Forestieri (AC Siena), Okaka (FC Modena), menadżer i jeden z członków sztabu szkoleniowego angielskiej kadry, asystent selekcjonera Włochów. Specjalnym zaskoczeniem nie było, że na parkiecie brylowali przedstawiciele Italii. Co ciekawe, pierwsze skrzypce grał najbardziej sędziwy z nich.

Jeszcze przed imprezą spotkaliśmy Polaka, na co dzień pilota wycieczek. Ten zwrócił naszą uwagę na brak litery “G” w czeskim alfabecie. No, może z jednym wyjątkiem. Jedyne “G” występuje w logo jednego z największych czeskich browarów (moim zdaniem też najlepszego) Gambrinusa.
Piliśmy je w pubie tuż obok dyskoteki. Zadziwił nas tam widok kilkunastu Czechów siedzących wokół baru, gdyż kilka godzin wcześniej zajmowali dokładnie takie same pozycje. Żaden z nich nie ruszył w tym czasie z miejsca, istny wodopój. Prócz wyjątku, który donosił nam piwo w zastępstwie kelnerki. Lepszej obsługi nie mogliśmy sobie wymarzyć!
Paweł Machitko





















Ostatnie Komentarze