Drużyna ponad indywidualności. Piłkarski kocioł bałkański

rok temu Drużyna ponad indywidualności. Piłkarski kocioł bałkański
fot. instagram.com/ @Zivkovic17

Niekontrolowana wylęgarnia talentów. 17-latek niespodziewanie przeistacza się w lidera, Zivković udowadnia, że zasługuje na poważne granie, a macedońska młodzież daje wyraźny sygnał.

Przeciętny polski kibic poznaje egzotyczne nazwy klubów, gdy jego drużyna rozpoczyna zmagania w europejskich pucharach od pierwszej rundy. Z autopsji wiem, że później w głowie przetaczają się Żetysu i inne Chazary, ciągnąc za sobą całą masę niepotrzebnych informacji. Od razu informuję: nie da się od tego odciąć. W tym roku na długą listę wpisuje się Pelister i słowo niepotrzebne musi zmienić priorytet.

Gdy talent zawodzi

Jedne mistrzostwa, dwa różne mecze. Spotkania Macedonii z Hiszpanią i Serbią stanowią świetne studium psychologiczne nie tylko drużyny jako jednego organizmu, ale wpływu indywidualności na obraz taktyki. Trener Milevski nakreślił strategię swoich podopiecznych wokół osoby Babunskiego, kreowanego na gwiazdę całej kadry. Trudno się dziwić, David ma w sobie to coś, ten ruch pozostały mu z 10 lat spędzonych w Barcelonie. I rzeczywiście, w pierwszym meczu był to strzał w dziesiątkę (dosłownie). Pomocnik nadawał tempo akcjom Macedończyków. Jeśli chodzi o wyszkolenie techniczne, to jakoś bardzo nie odstawał od Hiszpanów. Poruszał się na całej długości i szerokości boiska, odgrywał szybko, na jeden kontakt, widział więcej niż koledzy. Babunski rządził w środku pola i przez niego przechodziło większość piłek, ale nie robił z siebie indywidualisty, co umożliwiło sprawne zazębianie się poszczególnych części formacji. Macedonia grała wysoko, długo utrzymywała się przy futbolówce, nieźle prezentowała się rotacja w obrębie ofensywy.

Taktyka nakreślana wokół lidera zemściła się na trenerze. Babunski był cieniem samego siebie w spotkaniu z Serbią. Przez całą pierwszą połowę nie było nikogo, kto narzuci tempo i pociągnie zespół do przodu. Macedończycy zamarli. Dosłownie stanęli w miejscu i oddali inicjatywę. Z żarliwych wyznawców futbolu, o których pisałam kilka dni temu (LINK), pozostał popiół. Avramovski i Markoski/Demiri próbowali przedrzeć się bocznym sektorem, ale brakowało zawodnika zagarniającego środkową strefę. Takiego Babunskiego, który jednym zwodem minąłby dwóch piłkarzy i uruchomił wychodzącego na obieg bocznego obrońcę. Wpływ na to miały dwa czynniki: pomocnik nie schodził do drugiej linii stale balansując w okolicach ataku (nie docierały tam piłki), Serbowie grali bardzo ciasno i odcinali lidera formacji od podań.

Zbiegło się to ze słabszą dyspozycją zawodnika, który działał na pół gwizdka. Brakowało mu dynamiki, nie bazował na swoim przyspieszeniu w punkcie, notował znacznie więcej strat.  Zwieńczeniem rozpaczliwej gry było nieustanne poszukiwanie długich podań, które padały łupem obrony przeciwnika.

Trener Milevski nie miał zbyt dużego pola manewru, ale mimo wszystko postanowił zagrać va banque. Nie miał nic do stracenia i… po raz kolejny trafił w dziesiątkę. W drugiej połowie dokonał dwóch zmian, które odmieniły losy spotkania, a Macedonia odrodziła się jak feniks z wcześniej wspomnianych popiołów.  

Macedończycy przede wszystkim zaczęli grać po ziemi. Długie, bezsensowne podania zamieniono na grę na małej powierzchni. 17-letni Elmas, który karierę zaczynał w Rabotnickim, wziął na swoje barki odpowiedzialność za całą drużynę. Zrobił to, czego oczekiwano od Babunskiego – teraz on stał się liderem formacji. Podkreślić, zapamiętać, wryć gdzieś w głowę jego nazwisko. Najmłodszy zawodnik w kadrze znacznie podniósł swoją wartość tymi 30 minutami. W końcu był ktoś, kto nie tylko domknie boczny sektor, ale i zrobi to w sposób dokładny. Zminimalizowanie ryzyka straty nie było tutaj najważniejsze. Okazało się bowiem, że dynamiczna gra sprawia sporo problemów serbskiej drużynie – ich koncentracja została rozproszona, przez co duet Gjorgjev-Elmas z łatwością organizował ataki  na granicy pola karnego. Role się odwróciły, dominacja przeszła w ręce outsidera.

Wspólny element

Serbowie poszli o krok dalej i dominację rozumieli w pełnym tego słowa znaczeniu. Chcieli jak najbardziej zawęzić pole gry przeciwnikowi bazując na umiejętnościach technicznych poszczególnych zawodników. Trener Lalatović opierał swoją strategię na sprawnej rotacji części ofensywnej i zagarnięciu środka pola.

Ciasno, blisko siebie, mało przestrzeni do gry. Ryzyko, że rozegranie będzie dziełem przypadku, było naprawdę wysokie. Wolny pozostawał Gajić, który w razie czego był w stanie przejąć piłkę i poszarżować z nią pod pole karne.

Przede wszystkim, odbiór. Do rywala doskakiwało 2-3 zawodników, celem jak najszybszego uzyskania futbolówki i przekazania jej w wyższe sektory boiska. Tam, ofensywna czwórka podlegała nieustannym zmianom. Gajić wychodził na obieg ściśle współpracując w bocznych sektorach z Zivkoviciem, a wsparcie zapewniał ścinający na flankę Plavsić. Był to jeden z najbardziej powtarzalnych schematów, chociaż nie brakowało odstępstw.

Gajić zgarnia jednego obrońcę umożliwiając Zivkoviciowi dośrodkowanie na Grujicia.

Bardzo małe odległości pomiędzy zawodnikami umożliwiały sprawne organizowanie akcji ofensywnych. Warto pochylić się nad Zivkoviciem, który umiejętności techniczne łączy z ogromnym wyczuciem. Przyjęcie w pełnym biegu nie stanowiło dla niego problemu, trudno było mu odebrać futbolówkę, potrafił dobrze się z nią odwrócić i szybko zagrać do lepiej ustawionego kolegi. Tak było m.in. w 62. minucie, gdy nie widział, gdzie jest ustawiony Plavsić, ale oczekiwał go w tamtym miejscu. Chociaż pomocnik zdecydowanie najwięcej czasu spędzał na skrzydle, to bardzo chętnie ścinał do środka zagarniając dwóch obrońców Macedonii. Dynamiczne wejście sprawiały sporo problemów niepewnej defensywie przeciwnika, co było idealnie widoczne w czasie akcji bramkowej.

O sukcesie przesądziły wygrany pojedynek 1 na 1 z Demirim i ustawienie Plavsicia. Dużą rolę odegrał Gajić, który wbiegając w pole karne, zwrócił na siebie uwagę obrońców. Velkoski zaspał, linia spalonego została naruszona, a dziwne zachowanie obrońców, którzy doskoczyli do Plavsicia, dopełniło dzieła zniszczenia.

Zivković wielokrotnie stanowił podwaliny akcji ofensywnych Serbii. Strategia nie jest zbudowana typowo wokół niego, niemniej jednak jest jej bardzo istotny elementem. Pierwszy doskakiwał do pressingu, balansem ciała dawał sygnał Gajiciowi do wyjścia na obieg, organizował grę w bocznych sektorach boiska. Nie można pominąć jego ogromnego znaczenia w stałych fragmentach, dograniach na nos czy dalekich wrzutach z autu. Widać na pierwszy rzut oka, że piłka nożna sprawia mu ogromną radość nawet pomimo tego, jak wiele przykrości przez nią doświadczył (więcej: TU). Wszak third-party ownership zbiera ogromne żniwo na ziemiach serbskich.

Indywidualne umiejętności ujawniające się w funkcjonowaniu obu drużyn powinny dać wyraźny sygnał klubom z Ekstraklasy, że rynek bałkański zasługuje na większą uwagę. I nie chodzi o piłkarzy powyżej 22. roku życia, a znacznie młodszych, którzy stawiają pierwsze kroki w klubach takich jak Rabotnicki, Crvena Zvezda, czy nawet Vojvodina (pomijając Partizan, inna półka). Pierwsza okazja na bliższy kontakt z macedońskim futbolem pojawi się już niedługo, bo 29.06. Bo chociaż FK Pelister wygląda na ogórka pod względem wyników na arenie międzynarodowej, to niemalże co roku wypuszcza utalentowanych zawodników robiących karierę w europejskich klubach.



ŹRÓDŁO
transfery.info
TAGI: Macedonia Serbia Młodzieżowe Mistrzostwa Europy MME 2017
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT | POLITYKA PRYWATNOŚCI
© 2004-2018 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.