Efekt pierwszego wrażenia: Konrad Andrzejczak

3 tygodnie temu Efekt pierwszego wrażenia: Konrad Andrzejczak
fot. facebook.com

Waleczny, szybki i nieustępliwy. 21-latek zadebiutował w pierwszym składzie Zagłębia i pokazał coś, czego często nie widać u jego starszych kolegów.

Maszyna losująca jest pusta, następuje zwolnienie blokady… Tym razem na jednym wahadle ląduje zawodnik wyciągnięty prosto z rezerw. Znaki szczególne: ambicja i zaangażowanie. Chociaż trener Stokowiec sprawdził już kilka wariantów personalnych tej części formacji, to tym razem trafił w „dziesiątkę”. Andrzejczak zdecydowanie zasłużył na grę w pierwszym składzie – nie tylko od dłuższego czasu, regularnie, mecz w mecz gra w trzecioligowych rezerwach, ale i w tym sezonie jest wyróżniająca się postacią na tej samej pozycji, na której wystawił go dzisiaj szkoleniowiec (przyp. red. informacja z twitterowego konta Adama Michalika).

Kwestia podejścia

Pierwsza minuta meczu. 21-latek od razu wyrywa do przodu po długim podaniu Jacha, oczekuje na podanie zwrotne i stara się jak najszybciej dośrodkować w pole karne.

Ostatecznie centra była bardzo niecelna i w innych okolicznościach można by było go zganić za zbyt gorączkowe podjęcie decyzji, ale do pewnego momentu akcja mogła się podobać. Zwłaszcza pod kątem samego nastawienia zawodnika do meczu. Warto już w tym momencie zaznaczyć, że przez 45 minut nie uległo ono zmianie. Andrzejczak był bardzo nieustępliwy i od samego początku spotkania usiłował jak najmocniej uprzykrzyć życie przeciwnikowi: czy to pressingiem, czy nagłym i gwałtownym oderwaniem się od nominalnej pozycji.

Chociaż wahadłowy nie wymienił nie wiadomo jak wielu podań, to był bardzo przydatny w pierwszej połowie meczu. Był szczególnie widoczny w grze bez piłki, gdy doskakiwał do rywala (najczęściej do Cebuli), opóźniał zagranie, zawężał pole i zmuszał go do podjęcia innej decyzji, skierowania futbolówki w inny sektor, np. wszerz boiska.

Jedna z prób wypchnięcia przeciwnika. Andrzejczak bardzo sprawnie radził sobie w tym elemencie, ale inni zawodnicy nie za bardzo potrafili zrobić z tego użytek – nie wykorzystywali uzyskanego czasu na odpowiednie ustawienie albo pokazanie mu się do gry po ewentualnym odbiorze.

Wahadłowy wygrał walkę o pozycję, bardzo dobrze utrzymał się przy piłce i… musiał skapitulować, bo nikt (!) nie wyszedł mu do podania.

Andrzejczak dobrze pokazywał się nie tylko przed odbiorem, ale i w jego trakcie i na chwilę po nim. Młody zawodnik utrzymywał się stabilnie na nogach, trudno było go wytrącić z równowagi.

Osaczony przez trzech rywali i tak potrafił odwrócić się z futbolówką.

Zapewniał także należyte wsparcie defensywie – takie swoiste odwdzięczanie, bo kilkakrotnie któryś ze środkowych pomocników musiał uzupełniać po nim luki, gdy za bardzo poszarżował w ofensywie. Jedna z groźniejszych sytuacji spowodowana jego absencja była w 26. minucie, lukę zdążył wypełnić Kopacz. W innych przypadkach Andrzejczak wracał jednak na tyle szybko, że ten mechanizm był dość umowny.

21-latek dość szybko wyczuł, jak powinien ustawiać się względem kolega-rywal. Całkiem nieźle zachowywał odpowiednie odległości w obrębie linii obrony tak, że zawsze mógł zapewnić wsparcie lub mieć asekuracje przy niepewnej interwencji (dwukrotnie w środkowej strefie dał się ograć, bez konsekwencji). W polu karnym kontrolował ruch przeciwnika i szybko reagował (dwie bardzo dobre interwencje).

Andrzejczak dobrze radził sobie z pracą na wahadle. Odgrywał istotną rolę w ataku i konstruowaniu pressingu, a przy tym raczej nie zaniedbywał obowiązków w obronie – tu jeden z powrotów zakończony udaną interwencją.

Poczucie przestrzeni

Paradoksalnie gra bez piłki była naprawdę jedną z mocniejszych stron młodego zawodnika. Nie wybijała się na pierwszy plan tylko w czasie pressingu, ale i w momencie samego konstruowania akcji ofensywnych. Andrzejczak dobrze sobie radził w akcjach oskrzydlających – potrafił urwać się spod krycia przeciwnika i wywalczyć sobie wolne pole.

Koledzy z drużyny bardzo rzadko korzystali „z jego usług”. W powyższej sytuacji Tuszyński wolał wypuścić Świerczoka zamiast rozciągać akcję na flankę. Powtórzyło się to w 6. minucie, gdy Pawłowski rozciągnął na Czerwińskiego po przeciwległej stronie boiska i w 28., kiedy Kubicki zdecydował się na strzał zamiast uruchomienie młodego zawodnika. Trzykrotnie w pierwszej połowie powalczył przy samym narożniku boiska – raz wywalczył rzut rożny, dwa razy futbolówka padła łupem przeciwnika (za duże zagęszczenie w polu karnym).

W drugiej części spotkania skrzydło Andrzejczaka było znacznie rzadziej eksploatowane, gra „Miedziowych” zdecydowanie siadła, a trener Stokowiec dokonał zmiany w 65. minucie (wahadłowego zastąpił Woźniak). 21-latek dał o sobie znać jedynie w pierwszej minucie po przerwie, gdy dwukrotnie dobrze odebrał piłkę w okolicach pola karnego przeciwnika. Później ciężar gry został przeniesiony do środkowej strefy, a Andrzejczak stał się bezrobotny. Można jednak mieć nadzieję, że po bardzo udanym debiucie w pierwszym składzie, szkoleniowiec obdarzy go należytym kredytem zaufania i da szansę wejścia choćby z ławki rezerwowych w kolejnych spotkaniach. Zagłębie może skorzystać na waleczności Andrzejczaka w następnym tygodni – w derbach każdy element wzmacniający siłę ataku będzie na wagę złota.

 

ŹRÓDŁO
transfery.info
TAGI: Zagłębie Lubin Korona Kielce Ekstraklasa Polska Konrad Andrzejczak
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2017 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.