„Bóg miałby kłopoty, gdybym umarł”

3 tygodnie temu „Bóg miałby kłopoty, gdybym umarł”
fot. Jake Brown | Flickr

Rigobert Song opowiedział w rozmowie z BBC o swoim dramacie sprzed kilkunastu miesięcy, a także wsparciu, jakie otrzymał od najbliższych.

W październiku 2016 roku 137-krotny reprezentant Kamerunu, który w przeszłości grał m.in. w Liverpoolu, West Hamie, Galatasaray czy Trabzonsporze, trafił do szpitala. Wszystko z powodu pęknięcia tętniaka mózgu. Niektóre media informowały nawet, że Song już nie żyje. Na szczęście doniesienia te okazały się nieprawdziwe i Kameruńczyk po wybudzeniu się ze śpiączki wrócił do normalnego życia.

- To była trudna sytuacja. Nie żyję jednak przeszłością i teraz najważniejsze jest to, że wszystko wróciło do normy.

- W szpitalu nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Byłem zupełnie nieświadomy tego, że walczę o życie.

- W pewnym momencie po wyjściu ze śpiączki mniej więcej doszło do mnie, co się wydarzyło. Wtedy poczułem duże wsparcie ze strony wielu ludzi. Każdy chciał wiedzieć, co u mnie. I wszyscy się modlili. Znakomicie to pamiętam. Bóg miałby kłopoty, gdybym umarł. Każdy prosił go, żeby nie zabierał mnie do siebie.

- Niektórzy myślą, że piłkarze czy w ogóle ludzie sportu są dodatkowo chronieni, ale nie jest to prawdą. Gdy zmarł Marc-Vivien Foé (przyczyną śmierci Kameruńczyka był atak serca - red.), doszło do mnie, że wszystko może się wydarzyć. Tak naprawdę piłkarze mają tych problemów jeszcze więcej.

- Jeśli miałbym dać innym jakąś radę, to proponowałbym po prostu bycie ostrożnym. Gdy boli cię głowa, idź do lekarza i wszystko sprawdź - przyznał Song, który aktualnie pracuje jako trener w swojej ojczyźnie.

ŹRÓDŁO
BBC
TAGI: Rigobert Song Bahanag Kamerun
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2017 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.