Marchewkowe pole

2 tygodnie temu
Marchewkowe pole
fot. FotoPyk

Gol w debiucie – jasna sprawa. Bramka w meczu z Legią Warszawa – odhaczona. Ciężko stwierdzić, czy którykolwiek z piłkarzy Lecha Poznań miał w XXI wieku lepsze wejście do pierwszego zespołu niż Filip Marchwiński.

Młody pomocnik, który już zdołał zapisać się na kartach historii poznańskiego klubu, nie zamierza się jednak wcale zatrzymywać. Chce szturmem zawojować Ekstraklasę, a zaczyna od podbicia serc kibiców „Kolejorza”. Te w ostatnim czasie przyjęły już mnóstwo ciosów. „Marchewa” jest teraz dla nich prawdziwym ukojeniem.

***

Najmłodszy 

Tak jak w Anglii miewają „zimny, deszczowy wieczór w Stoke”, tak też Filip Marchwiński przeżył swój własny „chłodny, śnieżny wieczór w Sosnowcu”. 18 grudnia, dwa stopnie poniżej zera, osiwiała od śniegu murawa Stadionu Ludowego, a do tego niecałe trzy tysiące widzów. To właśnie w tych nieco postapokaliptycznych warunkach przyszło się rozgrzewać w trakcie drugiej połowy spotkania z Zagłębiem Sosnowiec wówczas jeszcze 16-letniemu Marchwińskiemu, który za niecały miesiąc miał wejść w ostatni rok przed pełnoletniością.

Pewnie jeszcze wtedy nie spodziewał się, że jeszcze tego wieczora jego nazwisko będzie znała cała piłkarska Wielkopolska. Trener Adam Nawałka zabrał go co prawda na mecz z beniaminkiem, ale nikt się raczej nie spodziewał, że dostanie szansę od byłego selekcjonera. Szczególnie, że na ławce rezerwowych był przecież dużo lepiej znany poznańskiej publiczności Paweł Tomczyk. Ówczesny szkoleniowiec „Dumy Wielkopolski” postanowił jednak zaskoczyć i wpuścił pomocnika na boisko w 71. minucie. „Kolejorz” prowadził już wówczas z zespołem trenera Ivanauskasa różnicą czterech goli. Wtedy jednak, co nie jest w obecnym sezonie normą, Lech był naprawdę głodny kolejnych bramek.

I młodziutki pomocnik odwdzięczył się za zaufanie trenerowi w najlepszy możliwy sposób, czyli właśnie golem. Do siatki trafił na cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu gry. Owszem, świetną piłkę wystawił mu Maciej Makuszewski, ale nawet w tej akcji widać było coś bardzo charakterystycznego dla młodego poznaniaka – luz.

- Uważam, że to właśnie przede wszystkim ten duży luz i doskonała technika sprawiają, że tak szybko zadebiutował w Ekstraklasie. Jest bardzo pewny siebie i potrafi w każdym meczu pokazać to, co naprawdę umie i można było to zauważyć już w jego pierwszych ligowych spotkaniach. Pomagają mu również dobre warunki fizycznie, które bardzo dobrze potrafi wykorzystać – uważa Bartosz Cyrak, obecnie zawodnik Polonii Środa Wielkopolska, który przeciwko Marchwińskiemu mierzył się na różnych szczeblach młodzieżowych.

Jeśli trener Nawałka pozostawił po sobie więc jakąś spuściznę przy Bułgarskiej, to jest nią z pewnością rekord najmłodszego strzelca ligowej bramki dla „Kolejorza”. W dniu starcia z sosnowiczanami Marchwiński miał bowiem 16 lat i 343 dni. Trafiając do siatki Zagłębia, pobił tym samym rekord Dawida Kownackiego o… jeden dzień. To zresztą do „Kownasia” z racji gry w ofensywie pomocnik jest najczęściej porównywany:
- Czuję, że będą szli podobną drogą. Zawodnicy z przodu zawsze budzą największe zainteresowanie kibiców i mediów – to o nich się zwykle najwięcej się mówi. Sądzę, że kariera Filipa będzie podobna do tej „Kownasia”, ale wydaje mi się, że jednak nieco mniej kręta – przyznaje Dawid Dobrasz z Weszło Junior.

Najszczęśliwszy

Kibice pragnęli ujrzeć swojego bohatera w kolejnych spotkaniach. Nawałka w Lechu podejmował jednak szereg niezrozumiałych decyzji. Jedną z nich było zaniechanie korzystania z usług Marchwińskiego. Ex-selekcjoner zapewne chciał powoli wprowadzać młodziana w ekstraklasowe środowisko. Ostatecznie poznaniak rozegrał u niego jeszcze tylko dwie minuty w lutowym meczu z Legią. Wtedy dostał za mało czasu, by postraszyć mistrzów Polski. Jak jednak pokazał czas, i „Wojskowi” mieli przekonać się o skali talentu młodego poznaniaka…

Zanim jednak to się stało, drużynę ponownie przejął Dariusz Żuraw i zaczął dawać Marchwińskiemu kolejne szanse. Był przepiękny drybling i klasowe wyminięcie jednego z zawodników Pogoni Szczecin, były później coraz to dłuższe epizody z Lechią i Jagiellonią. W tym drugim spotkaniu, rozegranym już w ramach rundy mistrzowskiej, zanotował zresztą asystę przy trafieniu na 3:3 Timura Żamaletdinowa. Fani po meczu w Białymstoku domagali się „Marchewy” w pierwszym składzie na hit z Legią.
- I rzeczywiście Filip był brany na poważnie pod uwagę w kontekście pierwszego składu na spotkanie z obrońcą tytułu. João Amaral w ostatniej chwili zgłosił jednak gotowość do gry od początku i stąd decyzja trenera o pozostaniu Marchwińskiego na ławce. Wszedł jednak jako pierwszy z rezerwowych na boisko w spotkaniu z Legią i to też o czymś świadczy – przyznaje Dobrasz.

- Ciekawe jest to, czego jednym z pierwszy przykładów był Karol Linetty, że właśnie w meczach z Legią młodzi Lechici dostają jedną ze swoich pierwszych gier w lidze. To z jednej strony okno wystawowe, a z drugiej taki sygnał od klubu, by poczuli temperaturę spotkań z odwiecznym rywalem, by poczuli, że się na nich stawia – dodaje Bartosz Nosel z poznańskiej „Gazety Wyborczej”.

Marchwiński nie tylko jednak wszedł na boisku w meczu z Legią, ale też został jego bohaterem. W 81. minucie bez pardonu władował się w nogi Domagoja Antolicia, sam wywalczył sobie piłkę, po czym przedrylował kolejnych Legionistów i płaskim strzałem zapewnił Lechowi trzy punkty w spotkaniu nad największym ligowym rywalem.

- Sam fakt strzelenia gola dotarł do mnie dopiero po końcowym gwizdku. Bardzo się z tego powodu cieszę, ale wiem, że nie będzie to moja ostatnia bramka – przyznał po meczu z Legią sam Marchwiński. 

W wypowiedziach 17-latka można poczuć pewność siebie, ale wciąż słychać też w nich, że cały ten medialny splendor jest dla niego czymś nowym. Największym sukcesem poznaniaka wydaje się jednak to, że w seniorach błyszczy podobnie jak to miało miejsce w juniorach, a może nawet rozwinął się jeszcze mocniej.

- Szybka noga, przegląd pola, podanie, dobra gra głową – to wszystko znaliśmy już z jego występów dla młodzieżówki. Teraz zaskoczył mnie taką walecznością i nieustępliwością. Ostatnio się o tym nie mówiło, ale niektórzy twierdzą, że Filip zawalił kadrze U-17 awans do mistrzostw Europy. Złapał w kluczowym meczu z Rosją głupią czerwoną kartkę, osłabił zespół, a my ten mecz przegraliśmy. Był to ważny moment dla tego zawodnika, bo doskonale zdał sobie sprawę ze swojej winy. To na pewno go wzmocniło - powiedział Dobrasz.

O skali talentu Marchwińskiego najlepiej niech świadczy fakt, że niemal od razu przeskoczył on z grup młodzieżowych do pierwszego zespołu. Nie musiał rozegrać setki meczów w rezerwach, ani też udać się na wypożyczenie, co spotkało w przeszłości zarówno Bednarka, jak i Jóźwiaka czy Gumnego.

- Choć trzeba zauważyć, że podobnie jak „Guma” w zasadzie przeskoczył rezerwy i krótko po zakończeniu przygody z juniorami jest już wprowadzany do pierwszej drużyny. Co do samych występów w III-ligowej drużynie, Marchwiński od początku się w niej wyróżniał i było widać, że to jest materiał na bardzo dobrego piłkarza. Na pewno nie można powiedzieć, że wtapiał się w zespół – przyznaje obserwujący spotkania rezerw „Kolejorza” Szymon Mierzyński z WP Sportowe Fakty.

Najdroższy?

W tym momencie zasadne wydaje się postawienie pytania, jak długo kibice Lecha będą mogli się ekscytować grą Marchwińskiego przy Bułgarskiej. Gol w debiucie, teraz trafienie przeciwko Legii, ale przede wszystkim styl i potencjał, które posiada młody pomocnik, z pewnością już nawet tego lata przykują uwagę kilku zachodnich potentatów. Szczególnie, że i sam Lech dzięki ostatnim transferom swoich wychowanków zyskał w Europie miano klubu, który rzeczywiście umie dobrze szkolić.

- Daję mu trzy sezony. Jestem pewnie trochę naiwny, ale to będzie dla niego odpowiedni czas. Może coś wygra z Lechem, otrzaska się w lidze, strzeli trochę goli, zostanie filarem drużyny. Dodatkowo pogra trochę w młodzieżowych reprezentacjach, a warto zaznaczyć, że już teraz znalazł się przecież w szerokiej grupie 50 zawodników, z których Jacek Magiera wybierze piłkarzy reprezentujących nas na mundialu do lat 20 w Polsce. Przyszłość zapewne czeka go taka, że zostanie sprzedany za grubą kasę, a przecież już ponoć wcześniej pytały o niego takie kluby jak Inter, Everton czy Ajax – przyznaje Dobrasz.

Co ciekawe, choć Lech ostatnio sprzedawał na potęgę, to w grupie największych transferów klubu z Bułgarskiej nie znalazł się żaden rodzony poznaniak. Dość powiedzieć, że na czele listy najdrożej sprzedanych piłkarzy urodzonych w tym mieście wciąż znajdują się... Maciej Żurawski oraz Bartosz Bereszyński, a więc gracze, na których to najwięcej zarobili dwaj wielcy rywale „Kolejorza” – Wisła Kraków i Legia.
Wydaje się jednak, że już tego lata rekord ten pobije pochodzący z poznańskiego Łazarza Robert Gumny. Jeśli jednak Marchwiński nadal będzie prezentował się tak, jak w swoich pierwszy występach w Ekstraklasie, to i ewentualny rekord „Gumy” zbyt długo raczej nie przetrwa. 


ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Filip Marchwiński Lech Poznań Polska
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT | POLITYKA PRYWATNOŚCI
© 2004-2019 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.