Karol Linetty skomentował starcie Śląska Wrocław z Jagiellonią Białystok

2026-09-06 23:56:45; Aktualizacja: 1 miesiąc temu
Karol Linetty skomentował starcie Śląska Wrocław z Jagiellonią Białystok Fot. Canal+ Sport
Łukasz Grzywaczyk
Łukasz Grzywaczyk Źródło: Canal+ Sport

Chwalony po debiucie Karol Linetty zanotował następny udany występ w barwach Śląska Wrocław. 47-krotny reprezentant Polski po meczu z Jagiellonią Białystok porozmawiał z Tomaszem Witasem, dziennikarzem Canal+ Sport.

Karol Linetty po dekadzie wrócił do Ekstraklasy, lecz nie zasilił Lecha Poznań, którego jest wychowankiem i z którym trenował po rozstaniu z Kocaelisporem. Nowym klubem pomocnika został beniaminek - Śląsk Wrocław. Debiut 31-latka przypadł na pucharowe starcie WKS-u z Pogonią Szczecin (2:1), w którym otrzymał 57 minut.

W ligowej rywalizacji z Jagiellonią doświadczony piłkarz pojawił się na murawie po przerwie i pozytywnie wpłynął na postawę zespołu. Mimo to podopieczni Ante Šimundžy przegrali w Białymstoku 1:2.

Po ostatnim gwizdku 47-krotny reprezentant Polski udzielił wywiadu Tomaszowi Witasowi z Canal+ Sport.

- Jak ta Ekstraklasa dzisiaj wygląda? Co się zmieniło? No... Dwie bramki stoją, 22 biega... I każdy walczy, żeby wygrać mecz - rozpoczął żartobliwie Linetty.

- Poszło, poszło do przodu. Widać to na przestrzeni ostatnich lat - w zeszłym roku drużyny grały w Lidze Konferencji, teraz mamy dwie - Jagiellonię i Lecha Poznań w Lidze Europy, więc myślę, że to idzie w fajnym kierunku, rozwija się. Więc teraz tylko trzymać za te dwie drużyny kciuki w europejskich pucharach. Szkoda, że nam się nie udało chociaż punktu urwać, bo Jagiellonia to naprawdę dobry zespół, będzie na pewno walczyć o czołówkę... No, ale no zasłużenie wygrali to spotkanie, choć mogliśmy zremisować - ocenił nowy nabytek Śląska.

- W pierwszej połowie to zawsze łatwo ocenić, wiesz, ze strony kibica albo jak z ławki, że mogliśmy zrobić coś lepiej. Nie byłem na boisku. Mogliśmy na pewno zapobiec temu kontratakowi przy pierwszej bramce na 1:0. No, a drugą no to... Ładnie skrzydłowy zszedł do środka, no i uderzył nie do obrony dla bramkarza, więc takie dwie bramki strzelili, gdzie może wcześniej mogliśmy zapobiec, ale tego nie zrobiliśmy. W drugą połowę wyszliśmy bojowo. Jagiellonia myślę, że nie stwarzała większych sytuacji, chciała kontrolować to spotkanie, a my strzeliliśmy bramkę kontaktową na 1:0... No i mieliśmy szansę, żeby wyrównać na 2:2, no ale się nie udało. Walczyliśmy do końca - stwierdził pomocnik, dodając, że trzyma kciuki za szybki powrót do zdrowia kontuzjowanego Piotra Samca-Talara.