Legia rozbiła Radomiaka Radom [WIDEO]. Czarny sen o Warszawie dla piłkarza gości

2026-08-14 22:24:31; Aktualizacja: 3 tygodnie temu
Legia rozbiła Radomiaka Radom [WIDEO]. Czarny sen o Warszawie dla piłkarza gości Fot. Fot. Igor Jakubowski / Arena Akcji
Piotr Różalski
Piotr Różalski Źródło: Transfery.info

Legia Warszawa odniosła najwyższe zwycięstwo za kadencji Marka Papszuna. Przed własną publicznością położyła na łopatki Radomiaka Radom, wygrywając aż 5-0. O piątkowym wieczorze jak najszybciej będzie chciał zapomnieć bramkarz gości, Bartłomiej Gradecki.

Przed startem czwartej kolejki Ekstraklasy Legia znajdowała się w bardzo dobrym położeniu. Mając już za sobą zwycięstwa nad Pogonią Szczecin i Zagłębiem Lubin, ostatnio doszło do podziału punktów w Kielcach z Koroną. „Wojskowi” nie mieli jednak na co narzekać.

Co innego „Zieloni”. Po udanej inauguracji i zdobytym trzem punktom na tle Wieczystej Kraków przyszły później porażki - kolejno z GKS-em Katowice i Górnikiem Zabrze.

Faworyt mógł więc być tylko jeden. Gospodarze z tej roli wywiązali się aż zanadto dobrze, ale do spełnienia takiego scenariusza mocno przyczynił się golkiper Radomiaka.

Koszmar Bartłomieja Gradeckiego rozpoczął się w siódmej minucie. Najpierw on sam źle rozegrał piłkę, która później trafiła do Michala Ševčika od Pawła Wszołka. Przy uderzeniu ofensywnego pomocnika bramkarz również powinien się zachować zdecydowanie lepiej - tak samo po chwili przy drugiej straconej bramce po dobitce Rafała Augustyniaka.

Ledwo minął pierwszy kwadrans, a na tablicy wyników było już 3-0. Rúben Vinagre zdążył dośrodkować futbolówkę z linii końcowej, do główki złożył się Rafał Adamski. Tym razem Gradecki praktycznie nie miał żadnych szans na uchronienie swojego zespołu przed trafieniem.

Jeszcze przed przerwą na listę strzelców wpisał się również Bartosz Kapustka, który bardzo precyzyjnie przymierzył z okolicy 20. metra. „Wojskowi” nie okazali litości również w drugiej odsłonie - ten sam piłkarz pokonał Gradeckiego z trochę bliższej odległości uderzeniem po koźle.

Radomiak praktycznie w żadnym momencie nie napędził stracha przeciwnikowi. Otto Hindrich był zmuszony jedynie do dwóch mniej groźnych interwencji.

Tym samym Warszawianie z 10 punktami na koncie i bilansem bramkowym 10-2 wspięli się na fotel lidera. Radomianie po wywalczeniu trzech „oczek” na razie tkwi na 13. lokacie.