Mateusz Borek poirytowany po meczu Rakowa Częstochowa. „Oni zaczęli nas szarpać i wyrzucać z murawy”

2026-08-13 23:33:36; Aktualizacja: 3 tygodnie temu
Mateusz Borek poirytowany po meczu Rakowa Częstochowa. „Oni zaczęli nas szarpać i wyrzucać z murawy” Fot. IMAGO / SOPA Images
Norbert Bożejewicz
Norbert Bożejewicz Źródło: Kanał Sportowy

Mateusz Borek nie mógł w pełni cieszyć się z awansu Rakowa Częstochowa do ostatniej rundy eliminacyjnej Ligi Konferencji. Wpływ na to miały trudne warunki pracy w trakcie meczu oraz niezrozumiałe zachowanie ochrony wobec komentatora i Michała Żewłakowa.

Zespół „Medalików” wyszarpał sobie awans do ostatniego etapu kwalifikacyjnego trzeciego pod względem ważności europejskiego pucharu po odniesieniu skromnego zwycięstwa nad Hammarby IF na terenie szwedzkiej drużyny.

Mieliśmy możliwość śledzić przebieg tej rywalizacji dzięki Kanałowi Sportowemu, który po raz trzeci w bieżących eliminacjach nabył prawa do pokazania spotkania z udziałem Rakowa Częstochowa, bo nie były nimi zainteresowane Polsat oraz Telewizja Polska.

Podmiot działający na YouTubie nie odczuwał pełnej satysfakcji, pomimo pomyślnego rezultatu osiągniętego przez drużynę prowadzoną przez Dawida Kroczka, ponieważ nie miał komfortowych warunków pracy na stadionie, o czym poinformował poirytowany Mateusz Borek.

Na dodatek ceniony polski komentator starł się po ostatnim gwizdku z ochroną, która nie wpuściła go na murawę, by pojawił się w studiu prowadzonym przez reporterów Kanału Sportowego, bo nie posiadał wymaganej akredytacji... Niemniej na widocznym niżej nagraniu widać, że takowa nie była potrzebna.

Dziennikarz zapowiedział, że tak całej tej sprawy nie zostawi.

- Jesteśmy posiadaczami praw do tego meczu, więc mam taką samą akredytację jak wy. Trzech ochroniarzy mnie i Michała Żewłakowa zaczęło trącać, popychać, krzyczeć, wzywać policję, że niby nie mamy prawa przebywać na murawie na tych akredytacjach. Ja im tłumaczę, że jesteśmy broadcasterem, że byliśmy tutaj przed meczem, że pracujemy przy tej transmisji. Oni zaczęli nas szarpać i wyrzucać z murawy, twierdząc, że musimy mieć czerwone akredytacje - powiedział.

- Zrezygnowaliśmy z próby sił widząc siły wroga, że są zdecydowanie liczniejsze, że mieli przewagę liczebną. Oni od razu straszą cię policją... panowie, generalnie to jest niepoważne, bo my płacimy za prawa telewizyjne, prosimy o określone akredytacje, z którymi możemy pracować na stanowisku komentatorskim i murawie. Przez 45 minut drugiej połowy miałem na monitorze obraz opóźniony o trzy sekundy, próbowałem w tej sprawie interweniować, ale tak naprawdę żadnej akcji nie można było skomentować z monitora, bo wszystko było opóźnione i nikt się w tej sprawie nie pojawił - dodał.

- To, jak ci goście się tutaj zachowują... ja nie wiem, czy oni myślą, że to jest jakieś ich królestwo, że oni mogą tutaj ludzi popychać. Pomyliła się im odwaga z odważnikiem i na pewno tak tego nie zostawimy, tylko napiszemy proteścik i będziemy domagać się wyciągnięcia pewnych konsekwencji - zakończył.