Nie 60 tysięcy złotych, on zarabia w Śląsku Wrocław jeszcze więcej. „Strzelili klubowi w kolano”

2026-02-18 13:09:06; Aktualizacja: 2 tygodnie temu
Nie 60 tysięcy złotych, on zarabia w Śląsku Wrocław jeszcze więcej. „Strzelili klubowi w kolano” Fot. STANISLAW KLEPKA/ARENA AKCJI
Patryk Krenz
Patryk Krenz Źródło: Piotr Potępa [X] Transfery.info

Od niedawna trwa dyskusja na temat Śląska Wrocław i zarobków Miłosza Kozaka. 28-latek nie figuruje w planach klubu, ale nie kwapi się do rozwiązania kontraktu. W rzeczywistości zgarnia on ponad 60 tysięcy złotych miesięcznie - ustalił Piotr Potępa.

Marcin Torz wywołał dyskusję na temat Miłosza Kozaka. Dziennikarz skierował w tym przypadku głównie zarzuty do piłkarza, który mimo braku szans na grę, nie zamierza rozwiązać kontraktu.

„Miłosz Kozak dostał ofertę rozwiązania kontraktu ze Śląskiem. Piłkarz odszedlby z klubu, a w zamian dostałby kilka pensji. Mógłby więc na rękę dostać nawet jakieś 200 tysięcy zlotych i znaleźć sobie inny klub (no i w nim i grać, i zarabiać). Ale nie. Lepiej zostać we Wrocławiu i udawać poważnego piłkarza. Zarobki Kozaka: ponad 60 tysięcy zlotych miesięcznie brutto” - napisał Torz.

Jeszcze przed sfinalizowaniem transferu 28-latka świadomym kibicom mogło zapalić się wiele czerwonych lampek. Nie wydawało się, że będzie to odpowiedni piłkarz dla Śląska, który celował przecież w błyskawiczny awans do Ekstraklasy. Działacze nie mieli jednak żadnych zastrzeżeń.

Oprócz podpisania umowy ważnej do 30 czerwca 2027 roku z opcją automatycznego przedłużenia po awansie Kozakowi zagwarantowano atrakcyjne zarobki. Jak ustalił Piotr Potępa, mowa dokładnie o 68 tysiącach złotych brutto. 

„[...] Jeszcze bardziej niezrozumiałe było zaproponowanie Kozakowi kontraktu na 68 tysięcy złotych brutto (tak, sprawdziłem to jest 68, a nie 60 tysięcy). O zgrozo! Musiolik zarabiał jeszcze więcej.

No, ale w Śląsku potrzebowali 15 meczów żeby uświadomić sobie, że dyrektor sportowy, który go tu sprowadził i ludzie z Rady Nadzorczej, którzy ten kontrakt klepnęli strzelili klubowi w kolano. To jest tylko i wyłącznie ich wina i przede wszystkim ich problem. W kwestii rozwiązania umowy Kozak nic nie musi, Kozak ewentualnie może. Wczoraj wspomniałem, że to jest kwestia ambicji i życiowych priorytetów. Każdy ma własne” - czytamy na platformie X.

Kozak ma wszystko na papierze. To klub zgodził się na parafowanie dokumentu na uzgodnionych obopólnie warunkach. Nikt we Wrocławiu nie pomyślał, by w jakikolwiek sposób się zabezpieczyć. 

68 tysięcy - takich pieniędzy urodzony w Gostyniu skrzydłowy nie dostałby, i z pewnością nie dostanie, już nigdzie indziej.