O niewypale transferowym Korony Kielce nadal cicho. Niedługo pierwsza rocznica ostatniego gola

2026-09-15 10:09:17; Aktualizacja: 3 tygodnie temu
O niewypale transferowym Korony Kielce nadal cicho. Niedługo pierwsza rocznica ostatniego gola Fot. Korona Kielce
Piotr Różalski
Piotr Różalski Źródło: Transfery.info

Bywa i tak, że tam, gdzie człowiek wcześniej czuł się dobrze jak we własnym domu, to po dłuższej rozłące to uczucie z powrotem się nie pojawia. Tak na ten moment można powiedzieć o Władimirze Nikołowie, który po odejściu z Korony Kielce nadal nie wpisał się na listę strzelców w Sławii Sofia.

Nikołow w letnim oknie transferowym 2025 roku był częścią wielkiego zaciągu do ekstraklasowej ekipy. Zainwestowane wówczas około 1,8 miliona euro - uzyskane w większej mierze po sprzedaży Mariusza Fornalczyka do Widzewa Łódź - miało się przysłużyć do budowy wielkiej Korony. 100 tysięcy z tej puli zostało przeznaczone na zakup Bułgara.

Śmiało należy rzec, że ten trybik nie wypalił. Kredytu zaufania wobec niego od trenera Jacka Zielińskiego starczyło na trzy pierwsze kolejki kampanii 2025/2026. Widząc, jak 25-latek nie błyszczy skutecznością i z trudem dochodzi do sytuacji strzeleckich, wolał później ze skrzydła na środek ataku „przerzucić” Antoñína. W rundzie wiosennej, po sprowadzeniu Mariusza Stępińskiego, Nikołow grał już tylko ogony.

Tak czas płynął i płynął, aż w końcu wszystkim w środowisku „złocisto-krwistych” ulżyło 5 czerwca. Był to dzień, w którym doszło do rozwiązania umowy za obopólnym porozumieniem.

To najlepsza decyzja dla każdej ze stron. Nikołowowi w Ekstraklasie „strzelać nie kazano”. Pomimo 25 meldunków na murawie, do siatki nie trafił ani razu. Jedyny ślad, jaki po sobie zostawił, to asysta w listopadowej w sromotnie przegranej rywalizacji z Rakowem Częstochowa (1-4).

Wydawało się, że błyskawiczny powrót do Sławii wyjdzie mu na dobre. Tymczasem minęło już dziewięć serii gier w bułgarskiej ekstraklasie i... nic z tych rzeczy.

To nadal nie jest ten sam snajper, który potrafił w kampanii 2024/2025 upolować „dwucyfrówkę”. Powtórzenie dorobku z tamtego okresu (10 goli) wydaje się wręcz niemożliwe.

Władimir Nikołow nadal zalicza „puste przeloty”, a ostatnio pierwszy raz usiadł na ławce rezerwowych. Wchodząc jako zmiennik na starcie ze Spartakiem Warna, nie wniósł pozytywnego impulsu.

Jeśli tak dalej pójdzie, napastnikowi dla przypomnienia przyjdzie „uczcić” pierwszą rocznicę ostatniego trafienia. Miało ono miejsce 28 października w drugiej rundzie Pucharu Polski na tle Znicza Pruszków.