Odeszli z Lechii Gdańsk, ale do ojczyzny nie chcą wracać. O co tutaj chodzi?

2026-07-07 18:32:48; Aktualizacja: 1 miesiąc temu
Odeszli z Lechii Gdańsk, ale do ojczyzny nie chcą wracać. O co tutaj chodzi? Fot. Piotr Matusewicz / PressFocus
Kajetan Dudzik
Kajetan Dudzik Źródło: Michaił Spiwakowskij

Po spadku z Ekstraklasy Lechia Gdańsk straciła kilku zawodników. W gronie pożegnanych znaleźli się Anton Carenko i Maksym Diaczuk wypożyczeni z Dynama Kijów. Para Ukraińców nie stawiła się jednak w ojczyźnie. Obaj odmówili powrotu do kraju - raportuje Michaił Spiwakowskij.

Aż chciałoby się rzec, że można opuścić Lechię Gdańsk, ale i tak jakaś część klubu z Trójmiasta zostaje na zawsze. Jak inaczej wytłumaczyć losy Carenki i Diaczuka po spadku z Ekstraklasy?

Obaj Ukraińcy przyjechali nad polskie morze dzięki umowom wypożyczenia. Pomocnik występował w biało-zielonej końcówce przez dwa lata, a obrońca przez 12 miesięcy.

Relegacja do I ligi sprawiła, że Paolo Urfer i spółka musieli pożegnać sporą część ekstraklasowej kadry. Dwójka zza naszej wschodniej granicy znalazła się na liście zawodników, którym podziękowano za współpracę.

W normalnych okolicznościach Carenko i Diaczuk powinni byli stawić się na obozie przygotowawczym Dynama przed nowym sezonem. W końcu są związani kontraktami, co oznacza nie tylko pobieranie wynagrodzenia, lecz również obowiązki.

Okazuje się jednak, że piłkarzy zabrakło na pierwszych treningach. Jak donosi Michaił Spiwakowskij, odmówili powrotu do ojczyzny i w klubie nie ma po nich śladu.

Nie wiadomo jeszcze, jakie czekają ich konsekwencje. Obaj mają umowy do 2028 roku, więc w teorii nie mogą się nigdzie przenieść bez naruszenia przepisów. W dodatku ze względu na ich niesubordynację upadł temat wypożyczenia tej dwójki. Zainteresowany usługami zawodników był Czornomoreć Odessa.

Jakie będą dalsze skutki tej wolty? Trudno powiedzieć. Niewykluczone, że Carenko i Diaczuk podjęli kontrowersyjną decyzję, chcąc wymusić transfer poza granice Ukrainy.