Równy boskiemu Diego

Równy boskiemu Diego fot.
Redakcja
Źródło: Piotr Dumanowski

- Neapol to moja druga rodzina, za którą biorę odpowiedzialność. Nie jestem neapolitańczykiem, ale w moich żyłach płynie błękitna krew – tak Marek Hamšík opisuje swoją wyjątkową relację z Neapolem.

Miastem, klubem, które przez 12 lat były jego domem. Mówisz Napoli, myślisz Marek Hamšík. Trudno będzie przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości na Stadio San Paolo. Kapitan Azzurrich zdecydował się na transfer do Chin.

Marek Hamšík to jeden z niewielu piłkarzy na świecie, który nie wzbudza negatywnych emocji. Nie sposób nie lubić i nie szanować kapitana Napoli. Przynajmniej ja nie potrafię wyobrazić sobie hejtu skierowanego w jego stronę. Hamšík to symbol wartości, które są już passé. Hamšík to synonim lojalności, wierności, oddania i przywiązania do zasad. Przykład człowieka, który wielokrotnie odrzucił pokusę zarobienia ogromnych pieniędzy, sięgania po wielkie trofea, bo wierzył, że zdoła spełnić marzenie swoje i milionów kibiców Napoli. Hamšík to również przykład tego, że by być liderem, idolem nie trzeba podnosić głosu. Sam o sobie mawiał „lider silenzioso” (cichy lider) i opowiadał o swoim uwielbieniu dla Pavla Nedveda, który również przemawiał głównie na boisku.

Hamšík do Neapolu trafił mając zaledwie 20 lat. Przychodził z drugoligowej Brescii. W Neapolu dojrzał i rozwinął się jako piłkarz i przede wszystkim jako człowiek. W mieście i aurze, która je otacza zakochał się od pierwszego wejrzenia, co opisywał w swojej autobiografii, wydanej minionego lata:

- Od zawsze czułem, że w Neapolu, jeszcze bardziej niż w każdej innej części Włoch piłka nożna to jedyna rzecz, która ma znaczenie. Przekonałem się o tym już na starcie, gdy w 2007 roku trafiłem z Brescii do Neapolu. W Brescii byłem młodym chłopakiem, którego nikt nie znał i którym nikt się nie interesował. Po przenosinach do Napoli, już pierwszego dnia, nie mogłem swobodnie przejść ulicą, nie napotkawszy rozentuzjazmowanych kibiców. Jeśli urodziłeś się w tym mieście jesteś kibicem Azzurrich. Inaczej jest w innych miejscach, w Rzymie są fani Romy i Lazio, w Turynie Juventusu i Torino, w Mediolanie Interu i Milanu, w Genui Sampdorii i Genoi – opisywał „Marekiaro”.

Hamšík w ciągu ponad dekady spędzonej na Stadio San Paolo, zaczynając od zera zbudował sobie pomnik. Dla kibiców Napoli, szczególnie tych młodszego pokolenia, urodzonych na przełomie lat 80. I 90. Słowak to żywa legenda ich ukochanej drużyny. Dla tych, którzy Diego Armando Maradonę oglądali tylko na kasetach VHS, słuchając opowieści swoich ojców, czy dziadków – Hamšík stanowi punkt odniesienia. Co znaczy Słowak dla pokolenia 20-30 latków urodzonych w Neapolu, zapytałem znajomego dziennikarza z Radia Marte w Neapolu, Andreę Falco:

- Dla kibiców Napoli urodzonych w latach 90-tych, po opuszczeniu klubu przez Diego Armando Maradonę, Marek Hamšík jest symbolem odrodzenia klubu. Za naszego życia Napoli dwa razy spadało do Serie B. W 2004 roku zbankrutowało i startowało z poziomu Serie C, mozolnie odbudowując swoją pozycję dzięki Aurelio De Laurentiisowi. Mogliśmy zacząć marzyć, dzięki piłkarzom z Ameryki Południowej, Lavezziemu, Cavaniego i Higuainowi. Ich występy były niekiedy bardziej spektakularne, niż te Hamšíka, ale różnica pomiędzy Markiem a wymienioną trójką jest taka, że oni odeszli a Hamšík nigdy nie dał się skusić. Pozostał wierny Neapolowi, oddając nam swoje najlepsze lata. Marek to pomost pomiędzy odradzającym się Napoli a obecnym zespołem, znajdującym się w szerokiej europejskiej czołówce. Urodził się na Słowacji, ale został Neapolitańczykiem z wyboru. Te 12 lat za 30, 40 czy 50 lat zawsze będzie kojarzone jako epoka Marka Hamšíka – podsumował Andrea Falco.

Hamšík dla wielu w Neapolu znaczy tyle ile sam Diego Armando Maradona. W księgach rekordów klubu Słowak zdołał wejść na sam szczyt. Zdobywając 121 bramek dla Azzurrich prześcignął legendarnego Argentyńczyka. Wychodząc na boisko 520 razy w ciągu 12 lat w niebieskiej koszulce wyprzedził Giuseppe Bruscolottiego. Dotychczas mury Neapolu pokrywały sylwetki Maradony. Teraz dołączył do niego Hamšík. Latem 2018 roku w dzielnicy Quarto powstał pierwszy mural oddający hołd Słowakowi. Hamšík w trakcie swojej kariery wielokrotnie bił również rekordy skromności: - Gdy patrzę tę ścianę ze swoim wizerunkiem, czuję się dziwnie. Wiem, że mury Neapolu należą do Diego Maradony, z którym nie mogę się równać - skomentował to w swoim stylu.

Historia Hamšíka i Napoli to piękna opowieść, która przez lata była niepełna a teraz już wiemy, że zawsze zostanie nieukończona. Bez bajkowego zakończenia. Pointy, o której najbardziej marzył chyba sam Marek.

„Mogłem odejść do Milanu, chciał mnie także Juventus, w najlepszym momencie mojej kariery, ale to byłoby zbyt łatwe opuścić statek, który prędzej, czy później dopłynie do portu. Wciąż wierzę, że wygranie czegoś istotnego tutaj będzie doświadczeniem unikatowym i niepowtarzalnym, różnym od jakiegokolwiek innego triumfu” – pisał Hamšík w swojej autobiografii. 

Niestety jego statek nigdy nie zacumował w porcie Scudetto. Najbliżej było w poprzednim sezonie. Gdy Napoli po golu Koulibaly’ego pokonało w Turynie Juventus na trzy kolejki przed końcem, wydawało się, że marzenie jest na wyciągnięcie ręki. Miasto, jak i sami piłkarze zachłysnęli się jednak wygraną bitwą i znowu przegrali wojnę z Juventusem. Wówczas coś musiało pęknąć w Hamšíku, bo jak sam przyznał, gdyby nie osoba Ancelottiego i wiara w nowy projekt, już latem przeniósłby się do Chin. Carletto, mimo szumnych zapowiedzi, nie zdołał jednak „ulepić” ze Słowaka kogoś na kształt Andrei Pirlo. W ostatnich tygodniach znaczenie Hamšíka dla gry Napoli było coraz bardziej marginalne. Marek gasł w oczach i nie potrafił na boisku udowodnić, że jest jeszcze w stanie nawiązać do czasów swojej świetności.

- Marek jest sfrustrowany tym, że nie udało mu się zdobyć Scudetto. To było jego największe marzenie. Odrzucał wiele ofert, żeby ofiarować to trofeum mieszkańcom tego miasta. Odejście do Chin oczywiście wiąże się z zastrzykiem pieniężnym. Marek nigdy nie rozpatrywał żadnego oferty z Włoch czy z Europy. Nie zdradziłby w ten sposób Napoli – opowiedział włoskim mediom Richard Hamšík, ojciec Marka.

Kapitan Napoli miał obsesję sięgnięcia po Scudetto.

- Naprawdę myślę, że zwycięstwo odniesione w Neapolu jest najpiękniejszym, do jakiego można aspirować, ponieważ nie wygrywają tylko piłkarze, kibice, ale całe miasto – tak opowiadał o swoich marzeniach, wspominając choćby noc po zdobyciu w 2012 roku Coppa Italia. Napoli wówczas sięgnęło po pierwsze trofeum od czasów Maradony i miasto pochłonęła szaleńcza radość.

Hamšík, gdy zdał sobie sprawę, że Scudetto dla Napoli z nim na pokładzie to już mrzonka, postanowił złożyć broń i zrobił to w swoim stylu. Po cichu. Bez blichtru, szukania atencji i wychodzenia na pierwszy plan. O swojej decyzji poinformował kolegów dopiero w przerwie meczu z Sampdorią rozgrywanego przed dwoma tygodniami. Mimo, że spekulowało się o tym od kilku miesięcy i tak informacja ta zszokowała kibiców. Mnie zasmuciła, bo taka Legenda nie powinna żegnać się ze Stadio San Paolo w trakcie meczu, na którym trybuny świeciły pustkami. Bez należnych mu honorów. Chociaż znając skromność Hamšíka, w pełni to rozumiem.

Przez większość kariery Marek rezygnował z dużo większych pieniędzy. Teraz należy mu się godziwa piłkarska emerytura. Stracił szanse na trofea, ale wygrał dużo więcej, niż mógłby włożyć do gabloty – status legendy. Na murach Neapolu i w głowach kibiców Napoli Hamšík już zawsze będzie równy boskiemu Diego.

PIOTR DUMANOWSKI

Polub fanpage autora:

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy