Czeski wojownik i rezerwowy u Arne Slota. Kim jest Ondřej Lingr?
2026-08-29 14:28:24; Aktualizacja: 1 tydzień temu
Mało który zawodnik w polskiej Ekstraklasie przeszedł tak elitarny uniwersytet futbolu jak Ondřej Lingr. Nowy nabytek Korony Kielce ma w swoim CV grę pod okiem Arne Slota. Po jednym wspólnym sezonie w Feyenoordzie drogi obu panów mocno się jednak rozeszły. Holender przeniósł się do Liverpoolu, z którym sięgnął po mistrzostwo Anglii, podczas gdy Czech nie potrafił na nowo odnaleźć swojego miejsca i ostatecznie trafił tego lata do Korony Kielce.
Przede wszystkim wyjaśnimy sobie jedną rzecz: nowy zawodnik Korony nie posiada cech wymaganych od profilu skrzydłowego. Owszem, wielokrotnie występował na tej pozycji, ale zwyczajnie nim nie jest. Nie jest też do końca ofensywnym pomocnikiem, a już na pewno nie klasyczną „dziewiątką” - napastnikiem nieskwapliwie opuszczającym sąsiedztwo pola karnego i żyjącym przede wszystkim z piłek dostarczanych przez partnerów.
W zasadzie trudno przypisać mu konkretną rolę. Najbliższym, a zarazem chyba najbardziej trafnym określeniem wydaje się „nove e mezzo”, czyli z włoskiego „dziewiątka i pół”. Od razu należy jednak zaznaczyć, że Lingr najlepiej sprawdzał się wtedy, kiedy miał przed sobą jeszcze jednego kolegę, a nie wtedy, gdy grał jako najbardziej wysunięty zawodnik swojej drużyny.
Korona pozyskuje więc zawodnika wszechstronnego, co już samo w sobie powinno stanowić duży atut. Co do zasady może on obsadzić kilka pozycji w przedniej formacji, ale nie posiada wiodących atrybutów pozwalających jednoznacznie przypisać go do konkretnego miejsca na boisku.Popularne
Zasadne jest zatem pytanie, czy taki brak jednoznacznej klasyfikacji może okazać się problematyczny. Odpowiedź brzmi: nie, dopóki Czech będzie robił to, czego wymaga się od zawodników ofensywnych - czyli dostarczał liczby.
Lingr to zawodnik żyjący z goli i asyst. Dopóki te regularnie pojawiają się przy jego nazwisku, nikt specjalnie nie narzeka na to, że czasami piłka mu odskoczy, a w innej sytuacji przegra pojedynek. Ów wniosek płynie do nas z kilku niespokrewnionych źródeł. Potwierdzają go również słowa trenera Slavii, Jindřicha Trpišovský'ego.
- To chłopak, który przez całe życie strzelał gole i na nich opiera swoją grę. Kiedy masz jakąś charakterystyczną cechę, swój czynnik X, i nagle to nie wychodzi, zaczynasz za bardzo o tym rozmyślać - tłumaczył szkoleniowiec „Zszytych” po domowym meczu z Bohemians.
Jak się później okazało, był to ostatni akcent Lingra przed kolejnym wyjazdem z Pragi. Zaledwie pół roku wcześniej Slavia odkupiła go po nieudanej przygodzie z Feyenoordem za 2,2 miliona euro, z głęboką nadzieją na równie owocną współpracę w nowym rozdziale wspólnej historii.
Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała jednak te wyobrażenia. Podczas drugiego pobytu w stołecznym klubie Lingr zdołał dołożyć do swojego dorobku zaledwie gola i asystę. Paradoks polegał na tym, że sam fakt dochodzenia do sytuacji strzeleckich nie stanowił większego problemu. Z Czech słyszymy, że Lingr od zawsze miał do tego naturalny instynkt. Przysłowiowego „nosa” i odpowiednią czutkę. Wie, jak się ustawić, by za chwilę stanąć w dogodnej sytuacji do zdobycia bramki. Potrafi przewidzieć, gdzie spadnie futbolówka, by uprzedzić obrońcę i zapakować ją do sieci. Szuka piłki, a piłka szuka jego.
Negatywne opinie oraz rosnące niezadowolenie klubowych gabinetów z dyspozycji zawodnika po jego powrocie na Eden można zrzucić wyłącznie na karb nieskuteczności. Gdy po raz drugi odchodził ze Slavii, mógł pochwalić się współczynnikiem oczekiwanych goli na poziomie 0,57/90 minut - najwyższym spośród wszystkich ofensywnych piłkarzy praskiego zespołu. Rzecz w tym, że na przestrzeni 24 meczów zdołał przekuć go w zaledwie jednego gola.
Tymczasem konkurencja nie próżnowała. Dla porównania: Tomáš Chorý i Mojmír Chytil notowali po 0,49 xG/90 minut, a mimo to mieli na swoich kontach odpowiednio sześć i siedem bramek, nie uwzględniając rzutów karnych. Kontrast jest więc ogromny i właśnie on najlepiej tłumaczy, dlaczego w marcu ubiegłego roku Slavia bez większego żalu pożegnała się z Lingrem, sprzedając go do Houston Dynamo.
⚪️ Ondřej Lingr from there... 🤩#UEL | @slaviaofficial pic.twitter.com/12Ie0iYeWp
— UEFA Europa League (@EuropaLeague) December 2, 2020
Halo, Houston, mamy problem!
Przeprowadzka za ocean otworzyła przed Czechem nowe horyzonty, ale podobnie jak w przypadku Feyenoordu, okres ten był dla niego naznaczony przeciętnością. O ile w premierowym sezonie grywał jeszcze regularnie w wyjściowym składzie, notując cztery trafienia i sześć asyst, o tyle wraz z początkiem kolejnej kampanii wylądował na ławce rezerwowych i przeważnie meldował swoją obecność na murawie dopiero w samych końcówkach.
Z drugiej strony niesprawiedliwym byłoby stwierdzenie, że Korona zakontraktowała piłkarza przeciętnego. Śmiało można założyć, że wielu ligowców z zazdrością spogląda na CV nowego nabytku Kielczan. Dwa tytuły mistrza Czech, dwa krajowe puchary, a do tego Puchar oraz Superpuchar Holandii - to dorobek, który robi wrażenie. Dodajmy do tego 20 występów w Lidze Europy, cztery w Lidze Mistrzów oraz 25 meczów w seniorskiej kadrze Czech, którą reprezentował w trzech spotkaniach na ostatnich Mistrzostwach Europy. Można oczywiście dyskutować, jednak zebranie takiego doświadczenia na pewno nie jest dziełem przypadku.
W zasadzie wszędzie, gdzie próbujemy zasięgnąć języka, przewija się też jedno, kluczowe hasło: zaangażowanie. Lingr na boisku daje się z naprawdę wszystko. Biega, walczy, nie odstawia nogi, potrafi wręcz wypruć płuca dla zespołu. Pod tym względem doskonale pasuje do „koroniarskiego” DNA.
Czynnik charakterologiczny jest zresztą jednym z tych, na które przy transferowych negocjacjach najmocniej zwraca uwagę Paweł Golański. Dyrektor sportowy klubu ceni zawodników, którzy w trudnych momentach są gotowi pójść za drużyną w ogień. I właśnie takim podejściem we wszystkich dotychczasowych klubach wyróżniał się Lingr.
Poza tym cechuje go niesamowita energia, widoczna zwłaszcza w fazie pressingu. Czech potrafi świetnie wyczuć odpowiedni moment, by doskoczyć do przeciwnika, wymusić na nim błąd i zmusić do oddania piłki. To bez wątpienia jeden z jego największych atutów i w drużynie Jacka Zielińskiego może przynieść wymierne korzyści - Korona znajduje się bowiem w czołówce najlepiej pressujących zespołów na starcie obecnego sezonu Ekstraklasy.
Nie wszystko wygląda jednak tak okazale, gdy spojrzymy na Czecha przez pryzmat danych. Szybki rzut okiem na radary i można dojść do wniosku, że Lingr zdecydowanie nie należy do grona zawodników, którzy przykuwają uwagę analityków i skautów przeczesujących rynek przy użyciu zaawansowanych statystyk. Po zestawieniu z ligową konkurencją jego słupki najczęściej oscylują wokół średniej, a poszczególne wskaźniki świecą na żółtopomarańczowo.
Podobne wnioski można wyciągnąć, analizując jego niedawne występy za oceanem. W MLS nie pokazał niczego nadzwyczajnego. Ba, w wielu metrykach wypadał nawet gorzej od Osmana Bukariego - tego samego, na którego Widzew wyłożył rekordowe w skali polskiej piłki fundusze, a który ostatecznie okazał się w Łodzi kompletnym niewypałem.
Nie oznacza to, że historia Lingra w Kielcach z góry skazana jest na niepowodzenie. Wręcz przeciwnie - wiele będzie zależało od samego zawodnika, jego nastawienia i tego, jak odnajdzie się w nowym środowisku.
Trudno też ignorować różnicę w poziomie presji, jaka towarzyszy obu przypadkom, bo choć przyjście Lingra budzi ogromne nadzieje, a Korona ponownie sięgnęła głębiej do kieszeni, to jednak nie jest to poziom, który można porównywać z inwestycją Widzewa w Bukariego. Łódzki klub wydał na Ghańczyka około pięć razy więcej, co automatycznie wywindowało poprzeczkę oczekiwań na piekielnie wysoki poziom.

Czeskie nadzieje
Lingr to obok Patrika Hellebranda drugi czeski piłkarz w stajni Jacka Zielińskiego. Mimo że legitymuje się zdecydowanie bardziej okazałym CV, jego transfer nie wywołał jednoznacznie pozytywnego odbioru. Zapewne wynika to z faktu, że od czasu głośnych przenosin do Feyenoordu każdy kolejny ruch w karierze wydawał się być krokiem w tył.
Zupełnie inaczej wyglądało to w przypadku Hellebranda, który przychodził do Kielc w momencie, gdy wszyscy spodziewali się jego rychłego wyjazdu za granicę. Wszak mówimy o absolutnej czołówce pomocników naszej ligi.
Jak twierdzi obecny lider środka pola „Złocisto-Krwistych”, Korona za sprawą transferu jego rodaka zyskuje - tutaj posłużmy się drobną parafrazą - pozytywnego walczaka.
W gruncie rzeczy wszystko po raz kolejny sprowadzi się prawdopodobnie do jednej, najważniejszej kwestii - tego, jak skutecznym graczem będzie Lingr.
📞 Houston, mamy transfer! ✅
— Korona Kielce (@Korona_Kielce) August 27, 2026
Nowym piłkarzem Korony Kielce został Ondřej Lingr, który związał się z naszym Klubem kontraktem do 30 czerwca 2029 roku ✍️🟡🔴
Ondřej, witamy na pokładzie i życzymy Ci samych sukcesów z Koronką na piersi! ✊ pic.twitter.com/bHvi0rYNyq

![Transfery - Relacja na żywo z ostatniego dnia okna transferowego [DEADLINE DAY - Lato 2026]](img/photos/122551/170x113/deadline-01092026.jpg)





























