Dlaczego Korona Kielce powinna zatrzymać Martina Remacle'a?

2026-04-10 16:51:45; Aktualizacja: 1 miesiąc temu
Dlaczego Korona Kielce powinna zatrzymać Martina Remacle'a? Fot. IMAGO / Ball Raw Images
Norbert Niebudek
Norbert Niebudek Źródło: Transfery.info

Zewsząd dochodzą głosy, że po zakończeniu obecnego sezonu Koronę Kielce najpewniej opuści Martin Remacle. Dla klubu ze stolicy regionu świętokrzyskiego byłaby to niepowetowana strata.

Po pierwsze, Belg odgrywa niezwykle istotną rolę w środku pola kieleckiego zespołu. W tym sezonie stworzył świetnie uzupełniający się duet z Tamarem Svetlinem i nawet po transferze Simona Gustafsona utrzymuje miejsce w podstawowym składzie (inna sprawa, że forma Szweda na początku przygody w Polsce daleka jest od oczekiwań).

Nie jest to teza wyciągnięta z kapelusza. Wbrew temu, co można usłyszeć wśród części kibiców Korony, dla których pozyskany z ligi rumuńskiej zawodnik równa poziomem do obrazu przeciętnego pomocnika Ekstraklasy, Remacle w wielu aspektach wyróżnia się na tle ligowej konkurencji. Nawiasem mówiąc, trudno zrozumieć, na jakiej podstawie niektórzy usilnie próbują deprecjonować jego znaczenie.

Przejdźmy jednak do faktów. Remacle podczas blisko trzech lat spędzonych w Kielcach zdobył łącznie czternaście bramek. Dwie z nich padły w trwającym sezonie, co jest zasługą aż 49 strzałów oddanych na bramkę przeciwnika. Na jego pozycji w Ekstraklasie nie ma piłkarza, który w ten sposób częściej próbowałby swojego szczęścia. Belg dzieli też pierwsze miejsce pod względem samodzielnie wykreowanych sytuacji strzeleckich. Ma ich na swoim koncie dziewięć, tyle samo co Juljan Shehu z Widzewa Łódź.

Nie gorzej spisuje się w momencie, kiedy to trzeba strzec dostępu do własnej bramki. W tym sezonie reprezentant „Złocisto-Krwistych” zablokował aż 26 strzałów rywali, co stanowi najlepszy wynik wśród ekstraklasowych graczy występujących na pozycji numer sześć lub osiem. Do tego znajduje się w ligowej czołówce pomocników pod kątem liczby podejmowanych dryblingów oraz ich skuteczności.

Po drugie, nie trzeba być jasnowidzem, by zakładać, że latem do klubu napłyną poważne oferty za Tamara Svetlina. Słoweniec to najdroższy piłkarz w historii Korony, ale jednocześnie najlepszy przykład tego, że czasem warto sięgnąć głębiej do kieszeni i zapłacić więcej, jeśli w zamian dostaje się gościa, który wchodzi i praktycznie z miejsca robi ogromną różnicę, a przy tym posiada niemały potencjał sprzedażowy.

Dziś trudno wyobrazić sobie kielecki zespół bez tego zawodnika. Svetlin wydaje się nie do zdarcia, prawie wszystkie mecze gra od deski do deski. Pewnie jeszcze w tej rundzie przekonamy się, jak Korona będzie w stanie funkcjonować bez swojego lidera, bo od pierwszej, przymusowej pauzy dzieli go tylko jedno napomnienie ze strony sędziego.

Niemniej jednak prawdziwa weryfikacja może nastąpić w kolejnych miesiącach. Jeżeli latem Słoweniec zmieni barwy, wówczas w centralnej strefie boiska powstanie ogromna wyrwa, a problemu nie rozwiąże się machnięciem czarodziejską różdżką albo pstryknięciem palców. Svetlin i Remacle to dziś zbyt wpływowi zawodnicy, by Korona mogła pozwolić sobie na stratę ich obydwu w jednym okienku. Niektórzy powiedzą wręcz, że byłby to cios mocniejszy niż zeszłoroczny exodus Miłosza Trojaka, Mariusza Fornalczyka i Adriana Dalmau, czyli liderów drużyny poprzedniej wiosny. Taka ocena pozostaje jednak kwestią subiektywną.

Po trzecie - stabilizacja. Skąd bowiem pewność, że w miejsce Remacle’a uda się sprowadzić piłkarza o wyższej jakości? Owszem, na papierze jest to możliwe, ale nikt nie zagwarantuje, że nowy zawodnik szybko odnajdzie się w drużynie. To kolejna niewiadoma, której w przypadku Belga już dawno nie ma. Remacle występuje w Koronie od 2023 roku, wkrótce rozegra setny mecz w żółto-czerwonej koszulce. Zna klub i jego otoczenie. Zna system gry zespołu. Zna trenera i wymagania, jakie są przed nim stawiane. Doświadczył z Koroną zarówno trudnych chwil, gdy drużyna do ostatniego gwizdka walczyła o utrzymanie w Ekstraklasie, jak i tych lepszych momentów, kiedy wiosną ubiegłego roku potrafiła dźwignąć się z dołu tabeli i zapewnić sobie spokojne utrzymanie.

Są to kwestie, które często schodzą na dalszy plan, ponieważ najwięcej uwagi poświęca się rzecz jasna wydarzeniom boiskowym, jednak w przypadku zawodnika z jednym z najdłuższych staży w szatni mają one doprawdy fundamentalne znaczenie.

Z drugiej strony należy spojrzeć na całą tę sytuację oczami Korony: jej właściciela, prezesa, działaczy. Pod nowymi sterami w klubie pojawiły się większe zasoby finansowe. Drużyna nocuje w hotelach o wyższym standardzie, piłkarze otrzymują lepsze kontrakty. Nie jest to jednak studnia bez dna. Klub nie może pozwolić sobie na nieograniczone wydatki, tworzenie kominów płacowych, bo zaraz zwyczajnie zniknąłby z ekstraklasowej mapy. A powtórki z rozrywki, zafundowanej niegdyś przez niemieckich właścicieli, nikt w Kielcach przeżyć na własnej skórze ponownie nie chce.

Z boku widać klub budowany z głową, krok po kroku, systematycznie stawiający przed sobą bardziej ambitne, lecz zarazem możliwe do zrealizowania cele. Kibice wierzą, że po latach niewątpliwie trudnych obecny kurs zostanie utrzymany. A jeśli tak ma być, czasem trzeba powiedzieć: stop.