Kto najlepiej zaczyna, a kto najlepiej kończy mecze w Ekstraklasie?

2026-03-13 08:34:45; Aktualizacja: 1 miesiąc temu
Kto najlepiej zaczyna, a kto najlepiej kończy mecze w Ekstraklasie? Fot. Tomasz Folta/PressFocus
Norbert Niebudek
Norbert Niebudek Źródło: Transfery.info

Jedni chwytają byka za rogi i skaczą rywalom do gardeł już od pierwszych minut. Inni, zamiast gwałtownych zrywów, stawiają na biegi długodystansowe i mocny finisz. Są też i tacy, których na potrzeby naszej analizy trudno zaszufladkować. Sprawdzamy, kto najlepiej zaczyna, a kto najlepiej kończy mecze w Ekstraklasie.

Na wstępie garść faktów. Po 24 rozegranych kolejkach Ekstraklasy bilans strzelecki wszystkich klubów partycypujących w ligowych zmaganiach na najwyższym szczeblu krajowym zatrzymał się na 593 golach. Dokładnie 74 z nich kibice oglądali już w pierwszym kwadransie, co przekłada się na około 12,5% ogólnego dorobku w tej fazie spotkań.

Powyższa statystyka stanowi jednak tło dla emocji serwowanych w końcówkach, podczas których taktyczna myśl szkoleniowa częstokroć ustępuje miejsca brawurowym atakom, a w skrajnych przypadkach - chaotycznym próbom przedarcia się pod pole karne za pomocą długich podań lub desperackich dośrodkowań. To właśnie między 75. a 90. minutą (a mówiąc precyzyjnie: w ostatnim kwadransie czasu podstawowego powiększonym o doliczone minuty gry) padło aż 136 goli, co na obecnym etapie rozgrywek generuje niespełna 23% całego wkładu strzeleckiego.

Kto najlepiej wchodzi w mecz? 

Odpowiedź brzmi: Zagłębie Lubin. „Miedziowi” w ciągu zaledwie kwadransa od rozpoczęcia gry zaaplikowali rywalom dziesięć goli (najwięcej w stawce). Ich ofiarami padły Lechia Gdańsk (w sumie trzy bramki), Arka Gdynia (dwie), a także Wisła Płock, Górnik Zabrze, Lech Poznań, Motor Lublin i GKS Katowice (po jednej). Przy tym zawodnicy Leszka Ojrzyńskiego potrafią zachować należytą czujność we własnej szesnastce (tylko trzy stracone gole), co w ostatecznym rozrachunku sprawia, że pod względem bilansu bramkowego w otwierającym kwadransie są zdecydowanie najlepszą ekipą w lidze.

Całkiem solidne wejścia w mecz notują też GKS Katowice i Motor Lublin. Ekipa dowodzona przez Mateusza Stolarskiego bywa co prawda skuteczniejsza od innego z zeszłosezonowych beniaminków (odpowiednio osiem przy sześciu trafieniach „GieKSy”), tyle że jednocześnie dała wbić sobie trzy bramki więcej (kolejno pięć przy dwóch sztukach przyjętych przez zespół Rafała Góraka).

Na przeciwległym biegunie zestawienia znajdziemy Koronę Kielce, Arkę Gdynia oraz Piast Gliwice. W przypadku ekip z Kielc oraz Gliwic kluczowym mankamentem pozostaje efektywność pod bramką rywala, a właściwie jej drastyczny deficyt. „Złocisto-Krwiści” zdołali strzelić zaledwie jednego gola przy czterech straconych, natomiast „Piastunki” pozostają jedynym zespołem bez dorobku bramkowego w premierowym kwadransie spotkań. W analogicznym przedziale czasowym Gliwiczanie przyjęli sześć ciosów - tyle samo co Pogoń Szczecin, Górnik Zabrze i Lech Poznań.

Mimo to najgorzej pod względem bilansu między pierwszą a piętnastą minutą wypada Arka Gdynia. O ile w rubryce zdobytych bramek podopieczni Dawida Szwargi plasują się nawet w górnej połówce zestawienia, o tyle kompletnie zawodzą w tyłach. Aż dziesięć straconych goli na przestrzeni pierwszego kwadransa gry to zdecydowanie najgorszy rezultat w całej stawce.

Kto najlepiej zamyka mecze?

Parafrazując słynną wypowiedź jednego z polityków: Prawdziwy zespół poznaje się nie po tym, jak zaczyna, a jak kończy. Taką filozofię w bieżących rozgrywkach zdają się realizować Lechia Gdańsk, Radomiak Radom, Bruk-Bet Termalica Nieciecza czy… Zagłębie Lubin. Obecność „Miedziowych” w tym gronie na pierwszy rzut oka może wydawać się zaskakująca, jednak twarde liczby pokazują, że sensacyjny lider Ekstraklasy - poza solidnymi początkami spotkań - bardzo dobrze radzi sobie również w ich końcowej fazie, kiedy to zdobył aż jedenaście bramek i stracił raptem cztery.

Dwa trafienia więcej od Lubinian w kwadransie poprzedzającym ostatni gwizdek zanotowała Lechia Gdańsk, która przy okazji może pochwalić się największym ogólnym dorobkiem bramkowym w całej lidze (49 goli). Szkopuł w tym, że ekipa z Trójmiasta nie tylko dużo trafia, ale też najczęściej wyciąga piłkę z siatki - dotąd aż 45 razy. Osiem z tych bramek padło właśnie w końcówkach.

Taką samą różnicę goli, jeśli spojrzeć wyłącznie na ostatni kwadrans spotkań, ma Radomiak Radom. „Zieloni” w tym fragmencie gry zdobyli dziewięć bramek, tracąc jedynie cztery. O jedno trafienie mniej po stronie ofensywnej ma natomiast Bruk-Bet Termalica Nieciecza, która zamyka podium najbardziej efektywnych drużyn w końcówkach meczów Ekstraklasy.

Zdecydowanie mniej optymistyczny obraz wyłania się natomiast w przypadku Motoru Lublin. O ile drużyna z województwa lubelskiego całkiem przyzwoicie radzi sobie w początkowych fragmentach ligowych potyczek, o tyle końcówki są dla niej wyraźnym problemem. Dziesięć bramek straconych przez Motor pomiędzy 75. a 90. minutą to drugi najwyższy wynik w stawce (ex aequo z Koroną Kielce i Legią Warszawa). A przecież po drugiej stronie też nie ma się czym chwalić - zaledwie dwa gole strzelone w końcówkach to najgorszy rezultat w zestawieniu z innymi klubami. 

Jeszcze gorzej od Motoru w statystyce bramek traconych na przestrzeni ostatniego kwadransa prezentuje się Widzew. Łodzianie przyjęli w tym okresie aż dwanaście goli, sami postraszyli pięcioma trafieniami. Powodów do zadowolenia nie ma również Korona Kielce. Drużyna Jacka Zielińskiego, oprócz wysokiej liczby traconych bramek w końcowych minutach spotkań, rzadko znajduje drogę do siatki po przeciwnej stronie boiska. W tym sezonie udawało jej się to czterokrotnie.


Kogo trudno wrzucić do worka?

Są jednak zespoły, które trudno jednoznacznie przyporządkować do którejkolwiek z analizowanych kategorii. Dobrym przykładem jest Legia Warszawa. „Wojskowi” zdobyli w końcówkach spotkań dziesięć bramek, co teoretycznie mogłoby sugerować, że należą do drużyn szczególnie groźnych w decydujących momentach rywalizacji. Z drugiej strony jednak w tym samym przedziale czasowym dopuścili rywali do identycznej liczby goli, co sprawia, że ich bilans pozostaje neutralny.

Co więcej, podobny obraz wyłania się również wtedy, gdy spojrzymy na pierwsze piętnaście minut meczów w wykonaniu stołecznego zespołu. W tym fragmencie gry Warszawianie stracili zaledwie dwie bramki, natomiast problem stanowi skuteczność - również dwa trafienia.

Niewielkie różnice - bądź wręcz ich brak - w bilansie dotyczącym początkowej i końcowej fazy spotkań można dostrzec także w przypadku innych drużyn. Dotyczy to między innymi Lecha Poznań (0-15 minuta: dwa na minus, 75-90 minuta: plus jeden), Rakowa Częstochowa (0-15 minuta: plus dwa, 75-90 minuta: zero), Górnika Zabrze (0-15 minuta: dwa na minusie, 75-90 minuta: zero) oraz Pogoni Szczecin (0-15 minuta: minus dwa, 75-90 minuta: plus jeden).