Luboš Kozel łączony z Rakowem Częstochowa. „Spokojnie poradziłby sobie w klubie z najwyższej półki”
2026-05-21 15:36:28; Aktualizacja: 2 tygodnie temu
Michał Świerczewski po nade wszystko szokującym zwolnieniu Łukasza Tomczyka powierzył zespół w ręce Dawida Kroczka - niemniej jego przyszłość wciąż stoi pod znakiem zapytania. Docelowo stery w Rakowie może objąć trener bardziej doświadczony, którego przydatność dla klubu zweryfikuje proces rekrutacyjny.
Raków Częstochowa przez długie lata był nierozerwalnie kojarzony z Markiem Papszunem; można wręcz rzec, że klub utożsamiano z twarzą tego cenionego szkoleniowca. Nie było w tym przypadku, bo Papszun - poza wyrazistą osobowością i bezdyskusyjnym autorytetem - stał się w Częstochowie architektem największych sukcesów. To on wprowadził Raków na piłkarskie salony, zdobył z nim mistrzostwo Polski i poprowadził do bardzo dobrego wyniku w europejskich pucharach.
Dziś Michał Świerczewski, mimo mieszanych uczuć towarzyszących zimowemu odejściu trenera do Legii Warszawa, z czysto sportowego punktu widzenia zapewne chętnie wróciłby do tamtej współpracy. Bo choć bywała ona podszyta różnymi kaprysami Papszuna, gwarantowała coś najważniejszego - wyniki.
W pewnym sensie gwarantowała to, czego w krótkim okresie pracy pod Jasną Górą nie zdołał zapewnić Łukasz Tomczyk. Sprowadzony z pierwszoligowej Polonii Bytom trener wszedł w buty zdecydowanie za duże. Pod jego wodzą zespół miał przesunąć akcent w stronę bardziej ofensywnej gry, ale wyraźnego postępu w tym elemencie nie stwierdzono. Owszem, zarysy taktycznego konceptu były dostrzegalne, niemniej w tamtym momencie nie owocowało to ligowymi punktami.Popularne
Koniec końców, nazajutrz po przegranym finale Pucharu Polski, Tomczyk został z Rakowa zwolniony, co sprawiło, że w klubowych gabinetach odżyły dyskusje dotyczące obsady kluczowego stołka. Według informacji przekazanych przez Łukasza Olkowicza z „Przeglądu Sportowego Onet” na liście kandydatów miał znaleźć się Luboš Kozel.
Do Polski mógł trafić już wcześniej?
Kozel to były reprezentant Czech, w narodowych barwach zaliczył dziewięć występów. Jako ligowiec najdłużej związany był ze Slavią Praga, choć w jego CV znajdziemy również Újpest FC, Bohemians Praga oraz Viktorię Pilzno. Karierę zakończył dość wcześnie, bo mając zaledwie 30 lat. Na przeszkodzie stanęło zdrowie, a konkretnie trzy poważne kontuzje w kolanie. Po zawieszeniu butów na kołku nie rozstał się jednak z futbolem - najpierw zbierał szlify jako asystent, a potem samodzielnie prowadził rezerwy Slavii. W 2007 roku dostał pierwszą poważną szansę w FK Jablonec. Przygoda ta potrwała ledwie trzy miesiące i skończyła się zwolnieniem.
Kozel zrobił więc krok w tył, przyjmując rolę asystenta w Slovanie Liberec, gdzie miał okazję pobierać nauki u boku Ladislava Skorpila. Po blisko dwunastu latach wrócił do Liberca, ale już jako główny szkoleniowiec. W międzyczasie pracował na własne konto w Dukli Praga (2009-2016, awans do czeskiej ekstraklasy), prowadził czeskie kadry U-18 (2016-2019) oraz U-19 (2019-2020), a także Baník Ostrawa (zwolniony po czternastu miesiącach). Dwa lata temu historia zatoczyła koło i ponownie trafił do Jablonca.
- W ostatnich dwóch sezonach drużyna wróciła do ligowej czołówki, w czym największa zasługa trenera Luboša Kozela. W ubiegłym sezonie otarli się o Ligę Konferencji, tracąc szansę na udział w eliminacjach dopiero w ostatniej kolejce. Jablonec nie ma zbyt wielu kibiców - pod tym względem przypomina nieco Raków. To klub z drugiej ligowej półki, obok takich drużyn jak Hradec, Liberec, Baník, Ołomuniec czy Pardubice. Najwyższa półka to oczywiście Sparta, Slavia oraz Pilzno - wyjaśnia Jiří Fejgl, redaktor iSport.cz.
Z polską piłką nie ma kompletnie nic wspólnego - ani jako piłkarz, ani jako trener nigdy nie rywalizował z naszymi klubami w oficjalnych meczach. Nad Wisłą zrobiło się o nim głośniej tylko raz, późną wiosną 2024 roku, gdy prasa łączyła go z przejęciem Lecha. Poznańska drużyna znajdowała się wówczas na sportowej równi pochyłej pod batutą Mariusza Rumaka. Działacze mieli świadomość, że podobny blamaż nie ma prawa się powtórzyć, dlatego poszukiwania nowego szkoleniowca zlecili zewnętrznej, wyspecjalizowanej firmie. Kozel do koncepcji Lecha nie pasował, ponieważ styl jego zespołów odbiegał od pomysłu na grę „Kolejorza”, opartego na dominacji i długim utrzymywaniu się przy piłce.
Dopóki nie masz piłki, nie musisz martwić się, co z nią zrobić
Kozel zaś nie jest trenerem, który za wszelką cenę chce przejmować kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Zwłaszcza gdy nie ma do tego architektów. W tym sezonie jego Jablonec plasuje się w dolnej części ligowej stawki pod względem średniego posiadania piłki (48,5%, 9. miejsce), a także liczby celnych strzałów na mecz (3,7/90 minut, 11. lokata).
I wygląda na to, że taki obraz zupełnie mu odpowiada. Zespół broni bardzo głęboko, ale robi to w sposób skuteczny. W bieżącej kampanii piłkarze Jablonca średnio podejmują próbę odbioru piłki dopiero około 37 metrów od własnej bramki, co czyni ich najniżej broniącą drużyną w całej lidze. Po stracie trudno też mówić o natychmiastowym kontrpressingu. Priorytetem pozostaje szybki powrót na pozycje i odbudowanie ustawienia na własnej połowie.
Jablonec nie rzuca się ponadto zbyt wcześnie do odzyskania futbolówki. W statystyce PPDA (liczba podań przeciwnika przed próbą odbioru) zajmuje przedostatnie miejsce. Więcej swobody ligowym przeciwnikom pozostawia jedynie Hradec Králové.
- Statystyki pokazują, że grają powyżej oczekiwań, ale Kozel właśnie pod taki styl zbudował ten zespół. To doświadczony trener - potrafi wyczekać rywala, pozwolić mu na pressing, a przy tym zachować dużą skuteczność. Kozel po prostu wyczuł, czego potrzebuje Jablonec - tłumaczy Jiří Fejgl. - Przywiązuje dużą wagę do detali i jest pod tym względem bardzo wymagający. Lubi, gdy bramkarz i obrońcy aktywnie uczestniczą w wyprowadzaniu piłki. Kiedyś trzymał zawodników krótszą ręką, ale z czasem nieco złagodniał. Jako piłkarz był elegancko grającym środkowym obrońcą, ma też wykształcenie pedagogiczne.
Fundamentem szczelnej defensywy przy tak głęboko ustawionej linii obrony wydaje się kontrola centralnego pasa boiska, włącznie z półprzestrzeniami. Kozel stara się doprowadzić do tego, by rywale nie rozwijali akcji środkiem, nakazując swoim zawodnikom spychanie ich do bocznych sektorów, gdzie zagrożenie jest zwykle mniejsze. Nic więc dziwnego, że przeciwnicy Jablonca często szukają drogi do pola karnego poprzez dośrodkowania.
Co jednak ciekawe, kiedy Jablonec zdoła już przejąć futbolówkę, relatywnie rzadko decyduje się na wykorzystanie wolnych przestrzeni na połowie rywala. Zamiast tego znacznie chętniej skłania się ku cierpliwemu budowaniu wielopodaniowych akcji i próbom transportowania futbolówki w pole karne z bocznych sektorów boiska.
Raków Częstochowa i Luboš Kozel. Temat realny?
- Tak, zarejestrowałem to zainteresowanie, o którym nadaje polska prasa. Powiedziałem jednak, że nawet jeśli teraz ono istnieje i ktoś chce o czymś porozmawiać, to na pewno bez mojego udziału. Przed nami najważniejsza część sezonu i skupiamy się na najbliższych meczach. Poza tym obowiązuje mnie tu kontrakt na kolejny sezon, więc nie chodzi tylko o mnie - powiedział paręnaście dni temu Kozel, zapytany o doniesienia łączące jego osobę z objęciem Rakowa.
Sprawa nie jest zatem prosta, ponieważ na jakiekolwiek rozmowy szkoleniowca z tegorocznym finalistą Pucharu Polski zgodę wydać musi jego obecny pracodawca. W tym miejscu należy zaznaczyć, że Jablonec zabezpieczył swoją pozycję już w październiku, gdy po najlepszym początku ligowych zmagań w historii parafował z Kozelem nowy kontrakt.
W każdym razie ostatnie tygodnie mogły delikatnie nadszarpnąć wysokie notowania czeskiego szkoleniowca. Jego zespół przełknął gorycz porażki w finale krajowego pucharu, dając się ograć teoretycznie słabszej Karwinie (1:3), a wcześniej zebrał dwie bolesne lekcje w lidze (1:5 ze Slavią Praga i 0:5 z Viktorią Pilzno), przez co w tabeli osunął się z trzeciej na piątą lokatę i stracił matematyczne szanse na uzyskanie awansu do europejskich pucharów poprzez wyniki sportowe.
Sformułowanie to padło celowo, bo nad Karwiną cały czas ciążą przecież poważne zarzuty korupcyjne. Jeżeli UEFA podejmie decyzję o niedopuszczeniu tego klubu do rozgrywek na arenie międzynarodowej, wówczas wolne miejsce przypadnie zapewne właśnie Jabloncowi. A to z kolei wydatnie zwiększyłoby szanse na pozostanie Kozel.
Niezależnie od ostatecznych rozstrzygnięć, przed oczami powinien dominować jasny i pozytywny obraz zawodowych dokonań szkoleniowca nad Nysą Łużycką. 55-latek z powrotem wprowadził drużynę do ligowej czołówki, a także udowodnił, że potrafi namieszać w szykach krajowych potentatów.
- Moim zdaniem to trener, który spokojnie poradziłby sobie w klubie z najwyższej półki - mówi nam Jiří Fejgl.
Nawet jeśli drogi Kozela i Rakowa ostatecznie się nie zejdą, polskie kluby nie powinny spuszczać go z oka - niemniej przy podejmowaniu wiążących decyzji muszą zachować dużą ostrożność.
Bo Kozel, choć powszechnie szanowany, nie wszędzie był gwarantem dobrego wyniku.































