Mateusz Żukowski stał się piłkarzem, którego widział w nim Jacek Magiera. „Na poziomie reprezentacji Polski”

2026-04-13 17:41:20; Aktualizacja: 4 tygodnie temu
Mateusz Żukowski stał się piłkarzem, którego widział w nim Jacek Magiera. „Na poziomie reprezentacji Polski” Fot. IMAGO / Christian Schroedter | IMAGO / Ball Raw Images
Łukasz Grzywaczyk
Łukasz Grzywaczyk Źródło: Transfery.info

Są w sporcie bramki, które ważą więcej. Gdy Mateusz Żukowski po raz 16. w tym sezonie wpisał się na listę strzelców w 2. Bundeslidze, nie było dzikiej radości. Był gest skierowany ku niebu i świadomość, że człowiek, który widział w nim kandydata na reprezentanta Polski, nie doczeka ewentualnego spełnienia swojej przepowiedni.

Jacek Magiera, który zmarł nagle kilka dni temu, był postacią wyjątkową nie tylko ze względu na warsztat trenerski, ale przede wszystkim na niesamowite podejście do ludzi.

W czasach, gdy piłka nożna wymaga wyników „na wczoraj”, on potrafił inwestować w zawodnika, do którego inni dawno stracili cierpliwość.

Przygoda Mateusza Żukowskiego w Śląsku Wrocław nie była usłana różami. Gdy skrzydłowy przechodził przez najtrudniejsze momenty w swojej karierze - walcząc z formą, krytyką kibiców i pozaboiskowymi problemami - „Magic” konsekwentnie powtarzał, że to gracz o ogromnym potencjale.

- Ma bardzo dobry warsztat, nie tylko jeśli chodzi o kwestie boiskowe. To znakomity psycholog, który potrafi dotrzeć do człowieka. Umie zawodnika zbudować mentalnie. Odbyliśmy kilka bardzo szczerych rozmów, w których trener uświadamiał mnie, jak wiele potrafię - przyznał Żukowski dla TVP Sport, niedługo po transferze do WKS-u.

Część kibiców z pewnością pamięta burzę w mediach społecznościowych z 2023 roku, gdy po niefortunnych nagraniach z życia prywatnego na piłkarza spadła lawina krytyki. To wtedy Magiera podjął trudną decyzję o odsunięciu Żukowskiego od składu na mecz z Cracovią, by ten mógł „złapać równowagę”. Ale zamiast skreślić zawodnika, trener zaczął nad nim pracować.

- Mateusz nie wykorzystuje potencjału, jaki ma i mówię o tym głośno. Ma ogromne możliwości, natomiast tego nie wykorzystuje. Ja chcę go oceniać przez pryzmat tego, co robi na boisku, a nie tego, co robi poza nim. Chociaż wiem, że harmonia, spokój, równowaga między życiem osobistym a piłkarskim jest ze sobą powiązana. Jeżeli masz spokojną głowę w domu, to jesteś w stanie dać zdecydowanie więcej na boisku. Oczekuje od niego więcej i on o tym wie. Rozmawiałem z nim - mówił wówczas Magiera.

- W żadnym wypadku go nie skreślam. Poświęcę mu dużo czasu. Szukam klucza. Będzie miał wsparcie z mojej strony - dodał szkoleniowiec, publicznie dając sygnał, że nie odpuści walki o swojego podopiecznego.

Dla Jacka Żukowski nigdy nie był stracony. Trener wierzył, że ten specyficzny „klucz” do głowy i umiejętności Mateusza w końcu się znajdzie.

- Mówię to publicznie, żeby uświadomić Mateuszowi, że on ma w swoim życiu coś zmienić. Czasami zmiana pewnych nawyków i zmiana podejścia jest jak pstryknięcie palca, coś się odblokowuje w głowie. To jeden z tych zawodników, do których ciągle szukam klucza - uważał Magiera.

- Jeżeli Mateusz w meczach zacznie wyglądać tak jak na treningach, to będziemy mieli zawodnika na poziomie reprezentacji Polski - twierdził.

Dziś te słowa brzmią jak proroctwo. Żukowski przestał być jeźdźcem bez głowy. Odnalazł spokój i stabilizację, o które tak apelował jego mentor. Efektem jest miano najlepszego strzelca 2. Bundesligi.

24-latek stał się dokładnie tym piłkarzem, którego „Magic” zapowiadał kilka lat temu - skutecznym, stroniącym od pozaboiskowych afer, który realnie puka do drzwi drużyny narodowej.

- Żukowskiego znam doskonale, bo prowadziłem go w wielu młodzieżowych reprezentacjach, no i Śląsku. Wiem, że to jest chłopak o olbrzymich umiejętnościach i że wreszcie je pokazuje. On zawsze to pokazywał na treningach, a wreszcie pokazuje to także w meczach. Coś wreszcie puściło. Pojedziemy do Magdeburga. Świeża krew jest potrzebna, bo zmusza podstawowych zawodników, żeby mieć rękę na pulsie i dalej ciężko pracować - mówił asystent Jana Urbana przed marcowym zgrupowaniem reprezentacji Polski.

Największym dramatem tej historii jest fakt, że trener, który poświęcił tyle energii, by Żukowski „złapał równowagę”, nie zobaczy jego ewentualnego występu z orzełkiem na piersi.

Napastnik Magdeburga swoją 16. bramkę w sezonie zadedykował właśnie Magierze. Było to coś więcej niż gest - to symboliczne spłacenie długu wdzięczności wobec człowieka, który nigdy nie przestał w niego wierzyć.

„Byłeś, jesteś i będziesz moim przyjacielem, mentorem i autorytetem! 🤍

Dziękuję tobie za każdą pomoc, każdą radę i za naukę pod każdym względem 🤍 na zawsze zostaniesz w moim sercu ❤️

Spoczywaj w pokoju Jacek 🕊️” - napisał na Instagramie wychowanek Pogoni Lębork.

Klucz, o którym wspominał Jacek Magiera, znalazł się. Jeśli za jakiś czas zobaczymy Żukowskiego w reprezentacji, będzie to najpiękniejszy pomnik, jaki uczeń mógł wystawić swojemu nauczycielowi.