„Cracovia to całe moje piłkarskie życie”. Teraz walczy o następne marzenia
2026-06-01 15:21:00; Aktualizacja: 5 dni temu
W poprzednim roku związany wcześniej z Cracovią Fabian Bzdyl zdecydował się na przenosiny do Žiliny. W rozmowie z Transfery.info 18-letni zawodnik wrócił wspomnieniami do pobytu w szeregach „Pasów”, opowiedział o dotychczasowej przygodzie na Słowacji oraz planach na przyszłość.
Na początku maja o Fabianie Bzdylu zrobiło się głośno. Zawodnik triumfował z Žiliną w Pucharze Słowacji, by chwilę później strzelić swojego pierwszego gola w jej barwach w spotkaniu ligowym z Zemplínem Michalovce. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że tego samego dnia pisał maturę w Polsce, a po meczu - udał się na kolejną. Na łamach Transfery.info porozmawialiśmy z 18-latkiem o jego dotychczasowym pobycie za południową granicą, wcześniejszych opcjach transferowych, o tym, czym jest dla niego Cracovia, a także wymarzonym kierunku na przyszłość.
Mateusz Michałek, Transfery.info: Egzamin na prawo jazdy już zdany, czy to dopiero za chwilę?
Fabian Bzdyl (MŠK Žilina): Jeszcze nie. Aktualnie jestem na wakacjach i po powrocie z nich będę ustalał termin. Wcześniej musiałem wyjeździć do końca jazdy, bo brakowało mi bodajże chyba sześciu godzin. Udało się to zrobić. Teraz tak naprawdę zostało mi przyjechać i umówić się na egzamin. Liczę, że uda się zdać, bo niewątpliwie to duża wygoda. Jestem poza domem, ale jednocześnie dość blisko niego, przez co mogę często być w Krakowie i ogólnie w Polsce. Popularne
Masz już wybrane auto? Generalnie jesteś lekkim motoryzacyjnym świrem czy totalnie nie te klimaty?
Powiem szczerze, że właśnie na odwrót. Kompletnie się na tym nie znam. Nawet gdy rozmawiam czasem z kolegami i mówią o koniach czy jakichś rzeczach silnikowych, to jestem w tych tematach zielony. Dla mnie najważniejsze, żeby auto przysłowiowo miało cztery kółka i jeździło. Na pewno nie jestem też typem szpanera, który wynajmie albo weźmie sobie bardzo dobry samochód. Staram się podchodzić do tego typu spraw spokojnie. Chodzi o to, żeby było wygodnie. Natomiast na razie jeszcze o tym nie myślałem. Najprawdopodobniej na początku pożyczę coś od rodziców, żeby w pełni nauczyć się jeździć. Później pewnie też wybiorę coś klasycznego. Nie będę wydziwiał.
Jak w szkolnej skali ocenisz swój dotychczasowy pobyt w Žilinie? W zeszłym roku brałbyś w ciemno to, co się wydarzyło, czy miałeś inne oczekiwania?
Gdyby pytanie padło po pierwszym półroczu, powiedziałbym, że nie jestem z niego w pełni zadowolony. Patrząc całościowo razem z drugą połową sezonu, która, uważam, była w moim wykonaniu bardzo dobra, wystawiłbym czwórkę z plusem. Rozegrałem wiele minut, była młodzieżowa Liga Mistrzów i zwycięski Puchar Słowacji. Mówi się, że nieważne, jak zaczynasz, ważne, jak kończysz i myślę, że w tym przypadku to dobrze odzwierciedla. Przed sezonem zakładałem sobie, by rozegrać ponad 1000 minut w piłce seniorskiej i to się udało. Mam na myśli pierwszy zespół, bo były też występy w rezerwach, ale tego nie liczę. Więc swój cel spełniłem. Oczywiście ta pierwsza część sezonu była pod wieloma względami specyficzna. Przez miesiąc nie mogłem grać, ale przez jeden, dwa bardziej wchodziłem na boisko z ławki rezerwowych albo czasami w ogóle nie udawało się z niej podnieść. Wierzę w to, że nowy sezon będzie już w pełni równy i rozegram go w całości. Taki jest mój cel - występować od deski do deski.
W UEFA Youth League strzeliłeś gola w starciu z Liverpoolem. Myślisz, że twoje nazwisko dzięki tej bramce zostało gdzieś zapisane?
Znajdzie się pewnie dużo przypadków, gdy jedna czy dwie bramki w konkretnym meczu są zapamiętywane i trafia się do czyjegoś notesu. Myślę, że ktoś moje nazwisko sobie zapisał. To był dla mnie ważny moment i cieszę się, że strzeliłem gola Liverpoolowi. Mowa o ogromnym klubie. Wiele osób, w tym skautów, oglądało to spotkanie właśnie pod kątem Liverpoolu i nie dość, że udało się go pokonać, to jeszcze zdobyłem bramkę. Generalnie uważam, że zagrałem bardzo dobry mecz. Świetnie go zresztą wspominam. Pierwszy raz doświadczyłem czegoś takiego, że na spotkanie drużyny młodzieżowej przyszło tyle ludzi. Cały stadion. W Cracovii na poziomie juniorskim to było bardziej 100 czy 200 osób. Oczywiście nie wiadomo, jak to dalej się potoczy, ale wierzę, że ta bramka mi pomogła czy też pomoże w przyszłości.
Jak czułeś się na tle młodych zawodników „The Reds”? Wyraźnie przewyższali cię pod jakimiś aspektami?
Nie chcę zabrzmieć nieskromnie, bo naprawdę nie jestem taką osobą i zawsze staram się patrzeć na wszystko bardzo obiektywnie. Podszedłem do tego meczu na spokoju i luzie. Chciałem cieszyć się tym, że mogę zagrać z taką drużyną jak Liverpool. Już na boisku totalnie nie czułem żadnej różnicy między nimi a mną. To mocno podbudowało moją pewność siebie. Ci zawodnicy na co dzień trenują w Anglii, podejrzewam, że wielu z nich robi to również z pierwszym zespołem. W moich oczach zagrałem bardzo dobrze i pod wieloma względami byłem od nich lepszy. To pokazało również, że choć droga na szczyt jest skomplikowana, długa i kręta, to jednak nie jest to coś nieosiągalnego. Ktoś mógłby założyć, że chłopak z Žiliny czy cała nasza drużyna mogła wyglądać słabiutko na tle Liverpoolu, ale nie było przepaści. Uważam wręcz, że w wielu fragmentach meczu byliśmy dużo lepsi.
Wiadomo, co wydarzyło się z twoim udziałem na początku maja już w pierwszym zespole. Najpierw wygrany finał pucharu kraju z Košicami, następnie wyjazd na maturę i gol strzelony jeszcze tego samego dnia w meczu ligowym z Zemplínem Michalovce. Zakładam, że będziesz o to pytany już do końca kariery.
Historia jest ciekawa i nietypowa, bo o dziewiątej rano pisałem maturę z matematyki, a potem zdobyłem bramkę i to jeszcze fajną, ponieważ została nominowana do nagrody na gola miesiąca. Wiadomo, że nie tylko ja spośród piłkarzy pisałem maturę, ale udało mi się tego samego dnia wrócić na Słowację i zanotować to trafienie, a następnego pojechać jeszcze na kolejną maturę. Pewnie ta sytuacja faktycznie będzie się za mną ciągnęła do końca życia, ale to jak najbardziej pozytywna rzecz.
Jak w ogóle żyje ci się w Žilinie, zestawiając to z Krakowem?
Žilina jest kompletnie innym miejscem niż Kraków. Ja generalnie jestem spod niego, ale tak naprawdę całe dotychczasowe życie wychowałem się w Krakowie. Wszystko działo się tam - czy to jeśli chodzi o treningi, czy spędzanie czasu ze znajomymi. Kraków jest niemal milionowym miastem. Žilina ma 80 tysięcy mieszkańców, więc proporcjonalnie jest ich około dziesięć razy mniej. Panuje tu spokojniejszy tryb życia. Wygląda ono kompletnie inaczej. Nie ma tylu aut na ulicach. Myślę, że dla młodego zawodnika to bardzo dobra opcja jako taki pierwszy krok poza Polską. Pewnie w niektórych przypadkach ktoś z dużego miasta może się w jakichś kwestiach zagubić, bo to inna rzeczywistość, ale młody zawodnik może troszeczkę nauczyć się życia. Nie ukrywam, że wyjeżdżając z domu, nie miałem umiejętności radzenia sobie ze wszystkim, czy to życiowo, czy na przykład w mieszkaniu, jak mam teraz. To bardzo mi pomogło i wyszło na plus. Bardzo dobrze mi się tutaj żyje. Tak naprawdę spodziewałem się czegoś gorszego. To znaczy, w jakimś stopniu nie wiedziałem też, czego dokładnie się spodziewać, ale jednak myślałem, że może być gorzej. Jestem zaskoczony na plus. Jeśli miałbym coś wyróżnić, to na pewno wspaniałych ludzi. Czy to w klubie, czy na ulicy, czy choćby w restauracjach i sklepach. Są świetnie nastawieni do Polaków. Bardzo otwarci i pomagają, jak tylko mogą, co też mi wiele ułatwiło. Ogólnie czas płynie tutaj wolniej. Oczywiście Kraków zawsze będzie dla mnie numerem jeden i myślę, że nie ma dla mnie piękniejszego i lepszego miejsca na ziemi, natomiast w Žilinie czuję się bardzo dobrze.
Pod względem sportowym pomocne jest pewnie z kolei to, że w klubie trafiłeś pod skrzydła Pavola Staňo, który spędził wiele lat w Polsce zarówno jako piłkarz, jak i później w roli trenera. Zakładam, że współpraca ze szkoleniowcem niemającym w przeszłości żadnej styczności z naszym krajem mogłaby wyglądać inaczej.
Osoba trenera Staňo bardzo mi pomogła i pomaga. On zresztą namawiał mnie na ten ruch. Odbyliśmy odpowiednią rozmowę i przekonał do przyjścia. Po czasie mogę powiedzieć, że jestem zadowolony ze współpracy ze szkoleniowcem. Początek nie był taki, jak sobie wymarzyłem, natomiast później postawił na mnie i myślę, że dla obu stron wyglądało to bardzo dobrze. Nie ma co ukrywać, że jego znajomość języka okazała się pomocna. Oczywiście język słowacki jest podobny do naszego. Po dziewięciu miesiącach rozumiem go praktycznie w 90 procentach. Nie mówię w pełni, lecz próbuję. Ale na samym początku ten język polski u trenera był pomocny. Dla mnie to bardzo dobry szkoleniowiec, ale przede wszystkim taki sam człowiek. Jest zafascynowany Polską. W tej kwestii wszystko się zgadzało.
W zakończonym sezonie zajęliście czwarte miejsce w tabeli słowackiej ekstraklasy. Slovan Bratysława uciekł stawce, ale wydaje się, że druga i trzecia lokata była w zasięgu. W Žilinie czuć w ogóle presję związaną z chęcią powrotu na ligowy szczyt?
Każdy chciałby odzyskać tytuł. W tym roku zdobyliśmy puchar, więc w przyszłym fajnie byłoby sięgnąć po mistrzostwo. Na pewno jest to jednak skomplikowane, Slovan pod kątem finansowym, infrastruktury czy zawodników znajduje się na bardzo dobrym poziomie. Będzie więc ciężko, lecz podejmiemy rękawice. W minionym sezonie troszkę zabrakło. Mieliśmy moment, w którym byliśmy blisko, ale końcówka, w której pogubiliśmy punkty, nieco zamazała ten obraz. Trzeba mieć na uwadze, że niedawno Slovana po kilku latach opuścił trener, który w sumie ma na koncie bodajże osiem tytułów mistrzowskich. Wiadomo, jak to bywa po odejściu szkoleniowca, który pracował dość długo w klubie. Pojawia się moment przejściowy i myślę, że można w tym upatrywać szansę. Poza tym sami mamy dobry zespół, który w meczach ze Slovanem i każdym innym przeciwnikiem walczył jak równy z równym. Nie przypominam sobie spotkania, w którym byliśmy kompletnie bez „sztycha”. Powalczymy. Nie wiem, co z tego wyjdzie, ale mogę zagwarantować, że nie odpuścimy.
Widzę, że w ostatnim sezonie najwięcej goli strzelili u was doświadczeni Michal Faško i Marko Roginić. Ten drugi grał kiedyś w Polsce. Wśród najwyżej wycenianych na Transfermarkt.de są z kolei Tobiáš Pališčák (2,5 miliona euro), ty (1,5 miliona) oraz Aleksandre Narimanidze (1,2 miliona). Te ostatnie nazwiska niebawem mogą pójść wyżej?
Z pewnością mają potencjał. Pališčák i Narimanidze grają w obronie. Tak jak ja są młodzi, więc przyszłość przed nimi. Nie da się przewidzieć tego, co się wydarzy, ale oczywiście fajnie byłoby, jakbyśmy w trójkę zaistnieli w większych ligach. Taki jest plan każdego z nas.
Opowiadałeś już, że liga słowacka jest mniej fizyczna od Ekstraklasy. Osobiście w której z nich czujesz się lepiej? Co cię najbardziej zaskoczyło w nowych rozgrywkach?
Zaskoczyło mnie to, że praktycznie wszystkie kluby chcą grać w piłkę. Budują akcje po ziemi. W Polsce jest to oparte bardziej na fizyczności, na długich podaniach i tak dalej. Oczywiście nie w przypadku każdej drużyny, bo Lech Poznań czy Jagiellonia Białystok grają naprawdę dobry dla oka futbol, natomiast jest wiele zespołów, nie chcę ich wymieniać, które grają antyfutbol. Tutaj nie spotkałem się jeszcze w żadnym meczu, by drużyna się przed nami zamurowała, czy żebyśmy zrobili to my. Każdy próbuje otwartej piłki.
Otoczka medialna i kibicowska jest na pewno inna. W Polsce mamy to na światowym poziomie. Na mecze przychodzi mnóstwo ludzi i atmosfera jest rewelacyjna. Na Słowacji wygląda to trochę gorzej. Na nazwijmy to polskim poziomie pod względem otoczki, stadionu, kibiców, są Slovan i Spartak Trnawa.
Całościowo poziom sportowy ligi jest nieco niższy niż w Polsce, natomiast są kluby, które spokojnie wygrywałyby w Ekstraklasie, a Slovan, jak już kiedyś mówiłem, moim zdaniem w każdym roku walczyłby o mistrzostwo.
Cofnijmy się do czasów Cracovii. Trudniej zdać rozszerzoną matematykę, czy zadebiutować w Ekstraklasie?
Rozszerzonej nie pisałem...
To trochę spaliłem. W takim razie podstawowa matematyka i rozszerzony angielski czy gra w Ekstraklasie?
Myślę, że debiut w Ekstraklasie to cięższa rzecz (śmiech). Jest mnóstwo zawodników, którzy grają w piłkę, trenują w akademiach, a pewnie jeden procent z nich w ogóle zadebiutuje na najwyższym szczeblu, nie mówiąc o zaistnieniu na nim w większym stopniu typu rozegraniu kilkudziesięciu meczów. Ten odsetek jest jeszcze mniejszy. Więc o debiut jest trudniej. Matematykę czy angielski wystarczy wykuć na blachę. W piłce jest tak, że nawet robiąc wszystko dobrze, możesz trafić na trenera, który cię nie widzi lub mieć jakieś delikatne braki. Nie ma w niej jednego przepisu na sukces i gwarancji gry w Ekstraklasie mimo pracy. A w drugim przypadku po prostu trzeba się uczyć.
Premierowy mecz ligowy w barwach Cracovii wiązał się u ciebie bardziej ze stresem czy pozytywną ekscytacją?
Było trochę tego, trochę tego. To na pewno jeden z ważniejszych momentów w mojej dotychczasowej karierze. Początek przygody w seniorskiej piłce. Przed wyjściem na boisko towarzyszyła trema, ale również ekscytacja. Dla mnie to było spełnienie marzeń. Mogę powiedzieć, że wychowałem się na stadionie i od małego marzyłem o tym, by zadebiutować oraz grać w biało-czerwonej koszulce przy tamtejszych kibicach. Na pierwszy mecz poszedłem, jak miałem dwa latka i od tego czasu liczyło się to, by wystąpić kiedyś przed tymi trybunami. Udało się. Czułem dumę. To było pierwsze spotkanie, w którym znalazłem się w ogóle w kadrze meczowej. Wszystko było dla mnie nowością i rewelacją.
Jak wspominasz Jacka Zielińskiego? To szkoleniowiec z grupy bardziej doświadczonych. Ty na przykład odczuwałeś jakikolwiek dystans? Pytam również dlatego, że do Ekstraklasy wchodzą coraz młodsi trenerzy.
Nie patrzyłem na to pod takim kątem, natomiast trzeba przyznać, że miałem porównanie, bo współpracowałem z trenerem Jackiem Zielińskim, teraz robię to z Pavolem Staňo, a w międzyczasie byli trenerzy Kroczek i Elsner. Ta trójka to szkoleniowcy w okolicach czterdziestki, więc należą do grupy młodszych trenerów. Nowego pokolenia. Natomiast Jacek Zieliński to na pewno legenda Ekstraklasy. Tak uważam. Zdobył mistrzostwo Polski z Lechem Poznań i tak naprawdę cały czas w niej pracuje. Wyróżnia go duże doświadczenie, czutka, której młodsi trenerzy jeszcze nie mają, bo zdobywa się to z wiekiem. O trenerze Zielińskim mogę powiedzieć, że był spokojny. Wiadomo, że każdy może się czasami zdenerwować, ale nie była to osoba łatwo tracąca kontrolę nad emocjami.
No właśnie - w krótkim czasie mogłeś posmakować pracy z różnej maści trenerami. Był weteran, była młoda szkoła, byli szkoleniowcy z zagranicy.
To prawda. Mam dopiero 18 lat, a już dotknąłem czterech trenerów w seniorskiej piłce. Dla mnie to ciekawe, zwłaszcza że pojawiła się możliwość pracy z trenerami zagranicznymi. Trener Elsner przyszedł z Ligue 1, więc miał styczność z wielką piłką. Każdy szkoleniowiec ma coś swojego. Czasami chodzi o detale, ale one robią różnice. Cieszę się, że już mogłem poznać różne szkoły i filozofie. Jako młody zawodnik chłonę wiedzę i od każdego trenera można się czegoś nauczyć. Wyznaję zasadę, że nawet jeśli ja nie podchodzę w pełni jakiemuś szkoleniowcowi, czy on mi, to od każdego można coś wyciągnąć.
Wiem, że współpraca z trenerami w Cracovii nie była długa i pewnie nie za bardzo chcesz to oceniać, ale jednak ciekawi mnie, czyja filozofia w danym momencie najbardziej do ciebie przemawiała?
Nie zagrałem aż tylu meczów w Krakowie. Za trenera Zielińskiego to było jedno spotkanie. Za trenera Kroczka - trochę więcej, u trenera Elsnera - bodajże dwa. Oczywiście uczestniczyłem w procesie treningowym, natomiast miałem też kontuzję, która się ciągnęła, bo to było od pierwszego meczu z Lechem do ostatniego, na którym byłem, z Legią. Cały czas borykałem się z tym urazem. W jednym tygodniu grałem, w drugim nie. Leczenie nie wyglądało tak, jakbym chciał, bo cały czas czułem dyskomfort. Myślę, że gdyby nie to, złapałbym więcej minut za trenera Elsnera i generalnie mogłoby się to wszystko inaczej potoczyć. Ale czasu się nie cofnie. Widocznie taki był plan i tak to się potoczyło. Nie żałuję tego, co się stało. Trafiłem do miejsca, w którym dobrze się czuję. A wracając, jeśli chodzi stricte o proces treningowy, największe wrażenie zrobił na mnie trener Elsner. Jest to chyba zrozumiałe, bo pracował wcześniej z bardzo dobrymi zawodnikami w mocnej lidze. Nie chcę mówić, którego szkoleniowca najbardziej lubię, bo pod tym kątem nawet ciężko byłoby wybrać i współpraca z każdym coś mi dała, ale w moich oczach najbardziej jakościowe zajęcia były u trenera Elsnera.
Jak będziesz pamiętał krakowską szatnię? Są może postacie, które szczególnie wzięły cię pod opiekę na samym początku w pierwszej drużynie?
Przyszedłem do zespołu w trudnym momencie. Była śmierć profesora Janusza Filipiaka. Cracovia do ostatniej kolejki tamtego sezonu walczyła też o utrzymanie. Mimo ciężkiego okresu od początku pomocną dłoń wyciągnął do mnie Otar Kakabadze. Nie pamiętam, czy już wtedy był kapitanem, natomiast zdecydowanie wziął mnie pod swoje skrzydła. Jeździłem z nim na treningi. Na pewno bardzo pomogli mi też Virgil Ghiță, a także Patryk Sokołowski. Mówię tutaj o bardziej doświadczonych zawodnikach, którzy starali się ułatwić mi wejście do seniorskiej ekipy. Oczywiście jako młodszy samoistnie trzymałem się też z młodymi - Oskarem Wójcikiem, Filipem Rózgą czy Kacprem Śmiglewskim. Generalnie szatnia bardzo dobrze mnie przyjęła i nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że o nim zapomniałem. O nikim nie mógłbym powiedzieć złego słowa. Ta grupa była świetna i tęsknię za niektórymi piłkarzami.
A ogólnie za klubem? Jakbym zapytał, czym dla ciebie jest Cracovia, to jaka byłaby odpowiedź?
Mogę powiedzieć, że Cracovia to całe moje piłkarskie życie i moja miłość. Spędziłem w niej większość lat, które przeżyłem. Cały czas pozostaje w moim sercu. Więc pod kątem piłkarskim jest dla mnie miłością. Myślę, że to się nigdy nie zmieni. W tym klubie się wychowałem, stawiałem pierwsze kroki i z niego wyszedłem na świat. Zawsze będzie to dla mnie specjalne miejsce. Stadion przy Kałuży, stary obiekt na Wielickiej czy centrum treningowe w Rącznej będą bliskie mojemu sercu i mam z nimi miliony wspomnień.
Nie zmieniło się to, że nie chcesz rozmawiać o swoim odejściu?
Nie za bardzo. Dla mnie to zbyt delikatny temat i nie jest to odpowiedni czas.
Okej. To tylko, żeby wybrzmiało. Nie chodziło o to, że oczekiwałeś nie wiadomo jakiego kontraktu i go nie otrzymałeś?
Nie, nie nie. Nie stawiałem żadnych chorych żądań. Chciałem zostać w Krakowie, ale potoczyło się to, jak się potoczyło. Nie chodziło o pieniądze. To nie jest tak, że ja się na Cracovię obraziłem.
Masz w sobie coś takiego, że kiedyś chciałbyś wrócić? Chodzi mi o daleką przyszłość.
Na pewno. Nie wiadomo, jak potoczy się życie, więc nie chcę niczego obiecywać, natomiast chciałbym kiedyś wrócić do Cracovii. Marzy mi się droga, jaką miał Mateusz Klich, który powrócił do Krakowa po europejskich wojażach i gra w niej do teraz. Chciałbym czegoś podobnego, ale oczywiście zobaczymy, w jakim dokładnie momencie będzie mogło się to stać.
Najlepiej dla ciebie tak za 15 lat. Przynajmniej.
Oczywiście, bo to by oznaczało, że zrobiłem dobrą karierę. Naprawdę bardzo bym chciał, żeby potoczyło się to podobnie jak u Mateusza. Z takich okolic czasowych byłbym zadowolony. Mam swoje marzenia i do nich dążę. Chciałbym pograć w dobrych ligach i klubach. Więc na ten moment - zdecydowanie tak, ale nie chcę ubierać tego w słowa jako obietnicę, bo czasami nie na wszystko ma się wpływ.
Grecja i Panathinaikos. To była bardzo poważna sprawa w poprzednim roku czy wstępne zainteresowanie?
To był bardzo, bardzo konkretny temat. Patrząc pod tym kątem - na poziomie Žiliny. Była przesłana oferta i przedstawiony mi kontrakt. Chodziło o realne zainteresowanie. Byłem tego blisko, ale droga Žiliny od początku bardziej pasowała mi w kwestii rozwoju. Bo w tamtym momencie najważniejszy był dla mnie rozwój. Nie patrzyłem na pieniądze, mieszkanie w Atenach czy cokolwiek innego. Myślę, że ten rozwój był najważniejszy wtedy, jest teraz i będzie jeszcze przez wiele sezonów. Jeśli będzie się dobrze grało, otrzymywało szanse, to pieniądze same przyjdą. Nigdy na nie nie patrzyłem.
Czyli ogólnie można powiedzieć, że wybrałeś nowy klub spośród Žiliny i Panathinaikosu?
Tak. To nie były też jedyne oferty, ale o innych nie chciałbym mówić, bo mowa o propozycjach z klubów ekstraklasowych. Uważam, że to był najrozsądniejszy wybór i gdybym miał wybrać jeszcze raz, zrobiłbym dokładnie tak samo. Jestem zadowolony z tego, jak to wygląda w Žilinie. Pod kątem rozwojowym przedstawiono mi tam najlepszy plan i on się spełnia.
Bez nazw, ale wśród chętnych był ktoś z TOP 5 Ekstraklasy?
Wpłynęła oficjalna oferta z klubu Ekstraklasy, ale Cracovia patrzyła na to raczej negatywnie i wolała, żebym tam nie szedł. Poza tym odejście z niej do innego zespołu w Polsce nie zmieniłoby nic w kontekście rozwoju - ta sama liga i podobny sposób gry. A klub nie skończył w piątce, ale to solidna marka.
Sytuacja w świecie transferów czasami potrafi zmienić się z dnia na dzień. Skupiasz się na Žilinie, ale zostawiasz ewentualnie lekko uchyloną furtkę na to, że coś może wydarzyć się już tego lata?
Jestem przygotowany i nastawiony na to, że zostanę na następny sezon w Žilinie, natomiast nigdy nie można niczego wykluczyć. Życie jest bardzo przewrotne. Rok temu nie przypuszczałbym, że odejdę z Krakowa, a jednak to się wydarzyło i nauczyło mnie, że nigdy nie można brać czegoś za pewnik. Ciężko mi więc teraz powiedzieć, że definitywnie i na pewno nie odejdę, natomiast jeśli miałby wskazać, co w tym momencie jest bardziej prawdopodobne, to za takie trzeba uznać zagranie z Žiliną w europejskich pucharach. Na tym się skupiam i nie myślę o innych klubach. Jeśli pojawi się konkretna opcja, będę ją rozważał, a obecnie nie chcę zaprzątać sobie tym głowy. Jest mi dobrze w tym miejscu.
Masz konkretne cele na nadchodzący sezon?
Typowo liczbowych dotyczących goli czy asyst nie mam. Chciałbym po prostu rozegrać cały sezon. Pokazać się z jak najlepszej strony i udowadniać swoją wartość w każdym kolejnym meczu. I zobaczymy, co potem z tego wyniknie.
Nauka języka hiszpańskiego jest czymś, co wynikło u ciebie samoistnie, czy to świadoma część przygotowania do dalszej kariery?
Do hiszpańskiego zainspirował mnie mój tata, który mówi w tym języku. Generalnie jestem zafascynowany Hiszpanią, tamtejszą ligą, krajem, jedzeniem - wszystko mi tu odpowiada. Obecnie zresztą przebywam w Hiszpanii. Czuję, że to jest po prostu takie moje miejsce na ziemi. Marzeniem jest zagrać w LaLidze. Oczywiście chciałbym w jak najlepszym klubie. Moim ulubionym zespołem jest tam Betis i bardzo, bardzo chciałbym do niego trafić. Będę do tego dążył. Więc z jednej strony to trochę fascynacja, a z drugiej przygotowanie do spełnienia następnego marzenia.
Przypuśćmy, że za kilka, kilkanaście miesięcy ofertę składa ci Sevilla. Co robisz?
Nie, nie. To jest klub, do którego nie poszedłbym z uwagi na to, że jestem za Betisem. Oczywiście jest wiele innych drużyn, do których bym dołączył, natomiast w tym przypadku tak samo, jak do Wisły... Po prostu nie wypada niektórych rzeczy robić.
Powiem szczerze, zaskoczyłeś mnie, że powiedziałeś to tak jednoznacznie w momencie, gdy mowa jednak o zagranicznym klubie.
To wróćmy do tego, że w życiu nie można niczego wykluczać... Natomiast bardziej bym celował w Betis. Oczywiście można zagrać w obu tych klubach, ale moim marzeniem są występy w Betisie i będę starał się to osiągnąć.
Nie znamy się, ale sprawiasz wrażenie bardzo ułożonej osoby. Wypracowałeś to sam, czy od zawsze byłeś tak kierowany?
Zostałem wychowany w taki sposób, żebym był świadomy tego, co robię, a także skutków podejmowanych decyzji. Więc w bardzo dużej części stoi za tym wychowanie, natomiast teraz sam też sobie to tak układam, że chcę dojść na szczyt, robiąc wszystko, co w mojej mocy, by to się udało. Unikać niepotrzebnych rzeczy. Staram się dobrze prowadzić, więc pod tym kątem nie ma żadnego problemu, jeśli chodzi o moje zachowanie czy profesjonalne podejście do roboty.
Dzisiaj wystarczy strzelić trzy gole i jest się pompowanym przez media, kibiców - generalnie przez wszystkich. Jest to jedna z pułapek, na które muszą uważać młodzi zawodnicy?
Potencjalnych przeszkód czy problemów jest wiele. To pewnie jedna z nich - zagra się jeden czy dwa dobre mecze i od razu można znaleźć się parę metrów nad ziemią, myśleć, że jest się królem wszystkich. Ważne, żeby w takich momentach twardo stąpać po ziemi, nie odlatywać i nie bujać w obłokach. Strzelenie dwóch goli nie oznacza jeszcze, że jest się od kogoś dużo lepszy. Oczywiście to fajna sprawa i miło, gdy media o tobie piszą, ale nie można wpaść w poczucie, że już jest się kimś. Mnie każda bramka czy dobry mecz przybliża do jakiegoś celu, który sobie założyłem, ale nie stanowi jego spełnienia.
Młodzi piłkarze dopiero wchodzący do większej piłki zarabiają obecnie za dużo?
Myślę, że nie powinno się oceniać zawodnika pod kątem tego, czy jest młody, czy stary, tylko patrzeć na jego umiejętności i to, co może dać drużynie. Wystarczy spojrzeć na Barcelonę i bodaj najlepiej zarabiającego tam Lamine'a Yamala. Wydaje mi się, że w Polsce patrzymy na to za bardzo przez pryzmat tego, że ktoś jest młody i dlatego mu się nie należy. Jeżeli piłkarz prezentuje odpowiedni pułap, to powinien zarabiać tyle, ile należy się komuś na jego poziomie. Jeśli tego nie robi, to nie i nie powinien tego oczekiwać. Więc to bardziej kwestia tego, by patrzeć pod kątem umiejętności czysto sportowych. Wiek to rzecz względna. To tak samo jakby powiedzieć, że stary zawodnik nie powinien tyle zarabiać, bo swoje już zrobił. Sprawa jest na pewno dyskusyjna, ale ja jestem zdania, że piłkarz, nieważne od wieku, powinien zarabiać tyle, na ile zasługuje na murawie i ile oferuje mu klub.
Mówiliśmy o maturze. A masz konkretne plany dotyczące dalszej nauki?
Na razie nie idę na żadne studia, ponieważ nie mam na to konkretnego pomysłu. Chcę się skupić w pełni na piłce. Natomiast planuję naukę języka francuskiego, z którym miałem styczność w szkole, ale nie jest to poziom, który mnie satysfakcjonuje. Chciałbym w najbliższym czasie go poprawić. Bez względu na to, czy chodzi o studia, czy nie, warto się dokształcać, żeby nie stać w miejscu. A akurat języki są chyba najważniejszą tego typu rzeczą w piłce. Matematyka i język polski z towarzyszącymi mu lekturami jednak się nie przydadzą. Języki obce są potrzebne w szatni. Bez tego ciężko się obejść, dlatego chcę się na tym skupić.
Nie tak dawno temu niektórzy nie przywiązywali do tego większej wagi.
Czuję, że to potrzebne i dlatego mi na tym zależy. Poza tym bardzo lubię naukę języków. Można powiedzieć, że to taka moja naukowa pasja.
A co jeszcze lubisz robić w wolnych chwilach?
Bardzo lubię spędzać czas z rodziną, bliskimi, znajomymi. Gdy jestem sam, lubię sobie pograć w Counter-Strike'a czy po prostu odpocząć. Ale bycie z rodziną i bliskimi to dla mnie najlepsza forma spędzania czasu.
Grywasz z kimś z szatni?
Gram z chłopakami z Žiliny, ale często też z innymi kolegami również z czasów dzieciństwa.
Śledzisz dalej Ekstraklasę? Lech Poznań zasłużył twoim zdaniem na tytuł mistrzowski i jest obecnie najlepszą ekipą w kraju?
Mieliśmy okazję zagrać z nim sparing w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. To bardzo dobra drużyna. Nie śledzę wszystkich meczów, ale staram się oglądać dwa-trzy w kolejce. To liga, z której pochodzę, więc mnie to ciekawi. Lech zasłużył na mistrzostwo. Ma największą indywidualną jakość i dobry styl gry. Myślę, że pod względem prezentowanej piłki w tym sezonie nie było zespołu lepszego od niego.
To dobrze, że Wisła Kraków wróciła do Ekstraklasy?
Pomidor (śmiech). Czy się cieszę, to trudno powiedzieć, ale czekam na derby i na pewno będę oglądał ten mecz. Jeśli będzie taka opcja, może zjawię się na nim osobiście. Pod tym względem fajnie, bo dawno nie było derbów. Szykuje się ciekawe spotkanie i liczę, że Cracovia je wygra.
Wspomniałeś o lidze hiszpańskiej. Masz jeszcze jakieś inne marzenie do spełnienia w najbliższych latach?
Chciałbym zagrać w Lidze Mistrzów. Ona i liga hiszpańska są takimi marzeniami - realnymi celami do spełnienia. Oczywiście mam wiele innych wyższych marzeń, ale to takie punkty na mojej drodze do odhaczenia.
Czyli raczej świadomie patrzysz na to, że jest to jak najbardziej do wykonania?
Oczywiście. Jest to do zrobienia. Jeżeli będzie się ciężko pracowało, wszystko jest możliwe.














![Ireneusz Pietrzykowski wrócił do korzeni i ponownie rozdaje karty. „Chełmianka Chełm awansuje do II ligi” [WYWIAD]](img/photos/115529/170x113/ireneusz-pietrzykowski.jpg)
![„Pół roku temu karty rozdawaliśmy my, teraz rozdają je Czesi”. Piotr Klimek na gorąco po losowaniu Ligi Konferencji [WYWIAD]](img/photos/114567/170x113/taras-romanczuk.jpg)
















