Stał się ważną postacią w Wieczystej Kraków, teraz czas na Ekstraklasę. „Sam musiałem sobie to wywalczyć”
2026-07-21 14:42:13; Aktualizacja: 2 tygodnie temu
Wieczysta Kraków niebawem rozpocznie rywalizację w Ekstraklasie. W dwóch ostatnich sezonach jej podstawowym bramkarzem był Antoni Mikułko. W rozmowie z Transfery.info golkiper opowiedział o dotychczasowym pobycie w klubie, a także o wcześniejszym rozdziale w Lechii Gdańsk.
W dwóch minionych sezonach Antoni Mikułko w barwach Wieczystej Kraków opuścił tylko jedną kolejkę ligową. Na łamach Transfery.info 21-latek opowiedział o udanym dla siebie czasie okraszonym łączną liczbą 23 czystych kont oraz dwoma awansami. Jak bramkarz postrzega swój klub i jednocześnie patrzy na to, jak robią to inni? Nie zabrakło wątku Lechii Gdańsk, której jest wychowankiem, odejścia, a także obecnego stosunku do niej.
Mateusz Michałek, Transfery.info: Po raz pierwszy trafiłeś do Wieczystej Kraków w 2023 roku, gdy rywalizowała jeszcze w III lidze. To było wypożyczenie na drugą część sezonu z Lechii Gdańsk. Jak zapatrywałeś się wtedy na ten ruch?
Antoni Mikułko (Wieczysta Kraków): Szczerze mówiąc, w tamtym czasie szukałem możliwości grania na poziomie seniorskim. Doszliśmy do tego, że odezwała się Wieczysta, która poszukiwała młodzieżowca na bramkę. Tak to się rozwinęło, że do niej trafiłem. Więc przede wszystkim ten ruch determinowała chęć występów.Popularne
Temat transferu pojawił się również kilka miesięcy wcześniej. Byłeś blisko Garbarni Kraków, ale Wieczysta chyba też już wtedy się tobą interesowała.
Pamiętam, że pół roku wcześniej latem miałem iść do drugoligowej Garbarni, ale ostatecznie Lechia mnie nie puściła. Dušan Kuciak kontuzjował się, miał chyba coś z ręką. Musiałem zostać wtedy na ławkę. Bronił Michał Buchalik, a Dušan nie był dostępny.
W większości przypadków nie można być niczego pewnym, ale miałeś sygnały, że w Wieczystej mocniej na ciebie postawią?
Szedłem tam przekonany o swojej wartości, ale nikt mi nie gwarantował, że będę grał. Musiałem to sobie wywalczyć. Nie wyglądało to tak, że miałem wpisane minuty, czy byłem w stu procentach pewny. Nigdy nie jestem w stu procentach pewny, czy będę występował. Wywalczyłem to i trener na mnie postawił.
Jakim klubem była wtedy Wieczysta?
Przychodziłem z Lechii Gdańsk, klubu ekstraklasowego, do zespołu rywalizującego w III lidze, który jest mniejszy niż Lechia. Wszystko było takie bardziej swojskie. Mniej ludzi wokół. Więc na pewno to było inne doświadczenie niż w Gdańsku. Wiele rzeczy wyglądało inaczej. Nie było bazy treningowej, stadionu. Nazwałbym to wszystko bardziej rodzinnym. Ale od początku dobrze odnajdowałem się w tym klimacie, szybko mi on podpasował. Pojawiło się dużo osób, które mi pomagały. Czułem dobrą energię i to, że trafiłem na odpowiednich ludzi.
Wypożyczono cię na 18 miesięcy, ale z opcją skrócenia pobytu po rundzie, z czego Lechia skorzystała po finiszu sezonu 2022/2023. Nie było szans na inny scenariusz?
My wtedy nie wywalczyliśmy awansu z III do II ligi. Lechia z kolei spadła z Ekstraklasy do I ligi. W grę wszedł więc scenariusz odwrotny do tego, który miał być - bo miało być tak, że awansujemy, a Lechia się utrzyma. Wtedy pewnie zostałbym w Wieczystej na sezon w II lidze. Potoczyło się inaczej. Lechia mnie cofnęła. Doszło do dużej przebudowy. Miał zostać prezes Mandziara. Wtedy też dyrektor Smolarow zadzwonił do mnie, już nie pamiętam, ile kolejek przed końcem rozgrywek, że właśnie cofną mnie z wypożyczenia i będę brany pod uwagę w kontekście I ligi. No ale później wiadomo - w Lechii zmienił się właściciel, co miało wpływ na wcześniejsze plany.
Zagrałeś w dwóch pierwszych kolejkach zaplecza Ekstraklasy. Później między słupki niemal na cały sezon wskoczył pozyskany Bohdan Sarnawski. Jak patrzysz na to z perspektywy czasu? Jest lekki żal?
Totalnie nie mam żalu. Uważam, że mieli takie prawo. Byłem zawodnikiem Lechii i taką podjęto decyzję. Wiadomo, że na początku jeszcze nie miałem w sobie tyle akceptacji tej sytuacji. Gdy zostałem odstawiony, może trochę w środku poczułem się oszukany i było mi z tym ciężko. Ale później po nabraniu doświadczenia i obycia w piłce zrozumiałem, że takie sytuacje są normalne i mogą się zdarzyć. To nie jest tak, że mam teraz do kogoś pretensje czy żal.
Ale na początku w jakimś stopniu to na ciebie oddziaływało?
Wtedy tak. Myślę, że teraz wyglądałoby to inaczej i nie byłoby takiej sytuacji. Byłem młodszy i wydaje mi się, że miałem swoje oczekiwania, bo liczyłem na to, że po powrocie do Lechii będę grał. Więc wewnętrznie czułem pewnie takie zmieszanie z powodu tego, jak to się potoczyło. Ale obecnie naprawdę nie mam żalu. Czasami tak się dzieje. Poza tym nie mogłem w tamtym czasie na nic narzekać. Może pojawiały się jakieś sytuacje, które mniej mi się podobały, ale generalnie wyglądałem dobrze w treningach. Pracowałem i rozwijałem się. Mimo tego, że nie grałem, cały czas starałem się robić rzeczy, które mi pomagały. Mogłem liczyć na wsparcie ze strony trenera bramkarzy. Nie wyglądało to więc tak, że byłem pochłonięty tylko tą sytuacją albo, że mnie ona bez przerwy irytowała. Starałem się robić swoje. Pokazało mi to również, jakie rzeczy mogą dziać się w piłce. Finalnie moja przygoda z nią na tym nie ucierpiała, bo pewne rzeczy zrozumiałem i dzięki temu nie przestałem się rozwijać. Czasami pojawiały się jakieś emocje, lecz starałem się sobie z nimi radzić i szedłem do przodu.
Nie umniejszając Sarnawskiemu, czułeś się wtedy od niego wyraźnie słabszy?
Nie. Ale to jest w ogóle fajny chłopak. Mieliśmy dobry kontakt. Wiadomo, że wtedy mogłem się z tą sytuacją trochę kłócić, ale to nie była wina Bogdana. On przyszedł i może na początku popełniał błędy, ale otrzymał zaufanie i grał do końca. Postawili na niego. Będąc bramkarzem, nigdy nie możesz czuć się słabszy od drugiego. Chyba każdy z nas ma w sobie coś takiego, że czuje się lepszy. Uważam, że to naturalne i napędza rywalizację.
Spędziłeś w Lechii wiele lat. Jakie jest twoje obecne uczucie do klubu i jak spoglądasz na te wszystkie zawirowania, które dzieją się wewnątrz lub wokół niego?
Osobiście trochę mnie to boli. Jestem związany z tym klubem. Jego wychowankiem. Pierwsze marzenia o debiucie w seniorskiej drużynie czy też w Ekstraklasie były związane z Lechią. Chodziłem na jej mecze od małego. Mój tata jest jej kibicem. Wszystko zmierzało w jednym kierunku. Myślę jednak, że po tym, jak odszedłem z Lechii, zobaczyłem, że poza nią też jest życie. Że są inne kluby, w których mogę się rozwijać i to nic strasznego. Nie chcę nazywać tego ograniczeniem miłości do jednej drużyny, ale po prostu nauczyłem patrzeć się na to z dystansem. Że na Lechii mój świat się nie skończył i to nie jest nic złego, że z niej odszedłem i tam nie zaistniałem. Cały czas mam sympatię do tego klubu. Kibicuję mu. Przez niektóre sytuacje... Czasami człowiek ma taki naturalny odruch, że nie podoba mu się, co się tam dzieje. Nie chcę nikogo atakować, ale każdy się domyśla. Jeśli Lechia spada z Ekstraklasy przez ujemne punkty... W momencie, gdy pewne rzeczy tak wyglądają, to coś jest nie tak.
Lechia za szybko i zbyt łatwo z ciebie zrezygnowała?
Mieli takie prawo. Nie będę tego oceniał. Może nie widzieli we mnie przyszłości i potencjału. Albo uważali, że lepiej ułożą to sobie inaczej. Więc nie uważam tak. Mogli podjąć taką decyzję.
Kto dorzucił największą cegiełkę do tego, że w ogóle grasz w piłkę - życiowo i klubowo?
Trochę tych osób było. Zaczęło się od taty. To on zapisał mnie na treningi i zacząłem na nie chodzić. Później mama wybrała mi pozycję bramkarza. Nie pamiętam już dokładnie, ale stanąłem na bramce na jakimś turnieju. Spodobało mi się to. Później było wielu szkoleniowców. Choćby trenerzy Opuszewicz i Bąk, ale nie chcę też nikogo pominąć. Było sporo osób, które mnie rozwijały. Ja w pewnym momencie czułem się dobry. W wieku 15 lat miałem styczność z pierwszą drużyną. Jako 14- i 15-latek grałem już w Centralnej Lidze Juniorów U-18, więc zacząłem szybko. Ale na przykład wcześniej, gdy miałem 12-13 lat, nie byłem jakimś mega talentem. Uważam, że było wielu lepszych ode mnie. Teraz jak patrzę na swój rocznik 2005, który zaczynał w akademii Lechii, tylko ja gram na poziomie centralnym w Polsce.
Jak to mama wybrała ci pozycję?
To ona wymyśliła, że stanąłem w bramce na turnieju chyba w Bydgoszczy. Dostałem statuetkę dla najlepszego golkipera. Ale w sumie nie pamiętam już dokładnie, czy to faktycznie ona rzuciła taką propozycję, czy po prostu regularnie mówiła, żebym został na tej bramce, gdy na niej stałem, bo tam będę miał największe szanse, by zaistnieć, ponieważ najlepiej mi to wychodzi.
Twoja mama jest nauczycielką?
Zgadza się.
Byłeś kiedyś pod jej skrzydłami w szkole?
Akurat nie. Tutaj nasze drogi raczej się rozmijały. Gdy byłem w pierwszej drużynie Lechii, chodziłem już do prywatnej szkoły. Musiałem wtedy wszystko nadrabiać, bo nie byłem w stanie normalnie chodzić do szkoły.
Ogólnie byłeś chłopakiem mocno zafiksowanym na piłkę i profesjonalne granie, czy miałeś też inne pomysły na siebie?
Piłka była raczej na pierwszym miejscu. Zawsze wierzyłem w to i liczyłem, że mi w niej wyjdzie.
A że wyjdzie konkretnie w Lechii? Jak całościowo ocenisz ten rozdział i pomysł na ciebie w jej szeregach?
W Lechii miałem zapewnione wszystkie potrzebne podstawowe rzeczy. To, że przytrafiały się jakieś opóźnienia - każdy się z tym zmagał. Zrobiliśmy awans do Ekstraklasy, więc mimo wszystko był to fajny wynik. Budował też nadzieję, że wszystko może się odpowiednio rozwinąć. Z wątków transferowych pamiętam, że miałem taką rozmowę z prezesem klubu, który raz szybko złapał mnie w przejściu i powiedział, że może mnie wypożyczyć do Valmiery. Nie wiem, czy to byłem tylko ja, czy taki pomysł dotyczył większej liczby zawodników. Ale nie byłem do tego jakoś pozytywnie nastawiony (śmiech).
Mowa już o Paolo Urferze?
Tak, tak. W tym wszystkim, co się działo, trzeba mu też oddać, że zrobił wynik. Spójrzmy na Wisłę Kraków, która męczyła się w I lidze przez cztery lata. A on przyszedł i nie pamiętam już, które to były kolejki, ale sprowadził graczy po starcie sezonu. Rozgrywki trwały. Ściągnął takich piłkarzy, jak Maks Chłań, który obecnie występuje w Górniku Zabrze, Tomáš Bobček, który sięgnął po koronę króla strzelców i zaraz pewnie znajdzie dobry klub za granicą. Do tego Camilo Mena, Iwan Żelizko... Przy tym wszystkim ściągnął naprawdę jakościowych graczy. Dobrał również odpowiednich ludzi jak choćby Kevin Blackwell, którzy to wszystko trzymali i mieli swoje metody działające odpowiednio na grupę oraz trzymające w ryzach. Zafunkcjonowało to i przyniosło efekt w postaci awansu do Ekstraklasy. Następnie dwa razy zdobyto liczbę punktów dającą pod względem sportowym utrzymanie. Pod kątem dobrania drużyny, zawodników, wyskautowania i ich jakości, zrobił mega robotę. Więc to nie jest tak, że wszystko jest źle.
Styczność z którym zawodnikiem w pierwszym zespole Lechii dała ci najwięcej?
Gdy wchodziłem do pierwszej drużyny, na pewno byli to bramkarze, czyli Zlatan Alomerović i Dušan Kuciak. Ze Zlatanem też czasami coś popiszemy, a z Dušanem, gdy są przerwy, nawet trenuję, bo został szkoleniowcem golkiperów. Starsi bramkarze mi pomagali.
Jaki dla młodego zawodnika był Kuciak? Potem pojawiały się różne wywiady, natomiast do pewnego momentu uchodził za nieco niedostępną medialnie postać.
On jest otwartą osobą. To znaczy wiadomo, że każdy z nas jest inny i ma inne podejście do mediów, czy generalnie do życia, ale w szatni i już później, gdy rozmawialiśmy i rozmawiamy, Dušan jest mega zabawny i da się z nim normalnie pogadać. To, że czasami ktoś sprawia wrażenie trochę innego na zewnątrz, nie oznacza, że jest taki w środku.
Przejdźmy do Wieczystej Kraków. Można powiedzieć, że znalazłeś swoje nowe miejsce, jeśli chodzi o futbol? Po trafieniu do niej tym razem definitywnie w dwóch ostatnich sezonach opuściłeś w sumie tylko jedną kolejkę. Jest sporo czystych kont. Wygląda to nieźle.
To fajny czas. Gdy myśleliśmy z agentami, co po Lechii, ze wszystkich opcji, które się przewijały, w Wieczystej już mnie znali, a ja wiedziałem mniej więcej, jak to tu wygląda, na co mogę liczyć, co muszę zrobić i jakie są cele. Uznaliśmy, że Wieczysta to dobry wybór. Było też jakieś ryzyko, bo w grę wchodziło pójście do miejsca, gdzie jest wielu zawodników i duża rywalizacja. Bezpośrednio przed tym nie grałem, a szukałem miejsca do występów. Doszedł aspekt awansu, którego mogliśmy nie zrobić. Więc pojawiło się sporo takich różnych kwestii. Nic się samo nie zrobiło. Trzeba było to wykonać. Ale uznaliśmy, że Wieczysta to najlepsza opcja. Znałem w niej ludzi i stwierdziłem, że w tamtym momencie to najlepsze miejsce do rozwoju.
Zacząłem regularnie bronić. Uważam, że dobrze to wyglądało. Dostałem zaufanie od trenera Miśkiewicza. To jest taka postać, która już za moim pierwszym razem w III lidze coś we mnie dostrzegła. Spodobałem mu się i widział we mnie potencjał. Mogę powiedzieć, że trochę jestem takim jego produktem. Patrząc na czyste liczby, to on na mnie postawił. Wszystkie mecze, które mam oprócz Lechii, są u niego.
Oczywiście przez ten czas jak zawsze były również cięższe momenty, ale w pierwszym sezonie udało się wywalczyć awans do II ligi przez baraże. Zebrałem masę doświadczenia, patrząc na to, co się wydarzyło i jak to wszystko wyglądało zza kulis, ilu przychodziło piłkarzy. Poznawałem to. Przede wszystkim jednak regularnie grałem. W I lidze też były trudniejsze chwile. Dużo walki, rywalizacji i niełatwych sytuacji, ale znowu udało się zrobić awans po barażach. Dla mnie to naprawdę ciekawy czas, w czasie którego mogłem się dużo nauczyć.
Trzecioligowa Wieczysta i ta teraz - jak wiele zmieniło się pod kątem organizacji, zaplecza i tym podobnych?
Ludzie są ci sami i pod tym względem nic się nie zmieniło. Oczywiście zmienia się za to sposób obsługi pewnych spraw. Na poziomie Ekstraklasy jest wiele rzeczy, które trzeba mieć. Uważam, że rozwijamy się jako klub i pewnych kwestii się uczymy. Całościowo trochę się zmieniło, ale też nie ma co ukrywać, że przeskok między III ligą a najwyższym szczeblem jest wyraźny. To naturalne.
Wiadomo, że internet swoje, a realne życie swoje. Ale jak odbierasz to, w jaki sposób postrzegany jest obecnie klub?
Nie skupiam się na tym. Wieczysta dała mi możliwość rozwoju, w jakimś stopniu wyrobiła mi nazwisko, postawiła na mnie. Poznałem w niej wielu fajnych ludzi, mam dobre warunki do treningu, pieniądze są zawsze na czas... Jako piłkarz doceniam, że w klubie tak jest. Można się z pewnych rzeczy śmiać, powtarzać, że jesteśmy klubem osiedlowym i tak dalej, ale wszystkie podstawowe sprawy dotyczące funkcjonowania zespołu czy przejrzystości są u nas na bardzo dobrym poziomie. Myślę, że nie tylko ja, ale każdy, kto tu był, to docenia. Z pewnością znajdą się większe kluby, które nie mają zapewnionych takich podstawowych spraw organizacyjnych. Więc ludzie mogą się śmiać, ale mnie to kompletnie nie obchodzi, bo widzę to od środka. Jako zawodnicy mamy wszystko, czego potrzebujemy.
Pewnie w innych aspektach to się równoważy, ale zakładam, że w niektórych faktycznie jest lepiej niż w klubach, które ludzie w teorii traktują za lepiej zorganizowane.
Dokładnie tak. Mówiliśmy o Lechii. To duży klub, a czasami były jakieś zaległości finansowe czy niedomówienia. A tutaj nie ma żadnych niedomówień. Wszystko jest przejrzyste. Każdy wszystko wie. Nie trzeba się domyślać, kiedy przyjdą pieniądze albo co powie właściciel na ten temat. Nie chcę też, żeby wybrzmiało to tak, że mówię wyłącznie w kontekście Lechii, bo w innych klubach pewnie też zdarzają się zaległości. Odkąd jestem w Wieczystej, nigdy nie było żadnego opóźnienia ani sytuacji, która by mnie w jakiś sposób zaniepokoiła. Po prostu czuć stabilność.
Uważasz, że to trochę niesprawiedliwe, jak się ją postrzega? Czy generalnie taka, nazwijmy to, sprawiedliwość nie jest wam do niczego potrzebna?
My robimy wynik. Trzeba oddać klubowi, że w ciągu pięciu czy sześciu lat zrobił Ekstraklasę z ligi okręgowej. To mówi samo za siebie. Jeśli ktoś uważa to za nieprofesjonalne, proszę mi pokazać zespół, który w tak krótkim czasie zrobił pięć awansów. Jesteśmy precedensem w Polsce. Może kibice klubów z wieloletnią tradycją, sukcesami i genem wygrywania, mogą na to patrzeć, że Wieczysta pojawiła się znikąd, ma nieograniczone pieniądze i tak dalej. Z jednej strony nie dziwię się, że mogą tak myśleć. I z kolei może dla nich jest to niesprawiedliwe, że tak to wygląda. Tylko że my nie robimy niczego złego. To są prywatne pieniądze właściciela, który inwestuje w klub. Po prostu dysponuje takimi środkami i możliwościami. Ściąga dobrych zawodników, robi awanse i stworzył zespół, który w kilka lat wszedł do Ekstraklasy. Nie zapominajmy, czego dokonał. Niektóre kluby z tradycją czy większą liczbą kibiców mogą o tym pomarzyć.
W sumie z niektórymi opiniami nie ma co walczyć. Widać zresztą po ostatniej aktywności klubu w mediach społecznościowych, że chyba obrał taką strategię.
Tak jest. Każdy ma swoją opinię i może uważać, co chce.
Jak piłkarz podchodzi do występów, gdy brakuje mocniejszego pierwiastka kibicowskiego? Bo można to tak nazwać w przypadku Wieczystej.
Każdy ma wewnętrzną motywację. Gramy o swoje kariery oraz dla zespołu - o jak najlepszy wynik dla niego...
...Pewnie fajnie grać przy pełnych trybunach, ale z drugiej strony - na przykład słynne rozmowy motywacyjne prowadzone przez kibiców niczym dobrym nie są.
Umówmy się, w niejednym klubie zrobili już taką rozmowę i później rozśmieszało to dużą część obserwatorów. Okej, trzeba liczyć się ze zdaniem kibiców i akceptować to, co mają do przekazania, ale warto w tym zachować normalność i profesjonalizm. Czasami te sytuacje są niefajne. Więc dialog z kibicami jest ważny, ale nie w sposób, który obraża zawodników lub pokazuje duży brak szacunku do nich.
Który z piłkarzy obecnie znajdujących się w kadrze Wieczystej robi na tobie największe sportowe wrażenie?
Taki pierwszy na myśli, który przyszedł i można było pomyśleć: „Wow”, jest Mikkel Maigaard, który dołączył do nas zimą. Od razu można było to dostrzec. Bardzo dobry piłkarz, na pewno jeden z lepszych, którzy w ogóle tu przybyli. Ale teraz trafił też do nas choćby Tobias Christensen. Widać po nim, że ma dużą jakość z piłką. Prezentuje wysoki poziom. Ogólnie zawodników z dużymi umiejętnościami przychodziło tu wielu.
Jak patrzysz na postać i swoją styczność z Michałem Pazdanem? Przeniósł się do zespołu jeszcze w III lidze i napisał świetną historię.
To też było dla mnie fajne doświadczenie, że po przyjściu już do II ligi miałem wsparcie i mogłem grać z obrońcą mającym na koncie występy w reprezentacji Polski, osiągał sukcesy i wyrobione, duże nazwisko. „Pazdi” to jest przede wszystkim ciężka praca. Ostatnio był wywiad z Wojciechem Szczęsnym, który mówił właśnie o „Pazdim”, że on nie był jakimś wielkim talentem, ale poprzez swoją pracę, dyscyplinę i zbudowane przez siebie schematy osiągnął bardzo dużo w piłce. Wypracował to i zaadaptował się do cięższych sytuacji. Same występy z nim dużo dawały, a nie ukrywam też, że grało mi się obok niego bardzo dobrze. Czułem pewność. Mimo wieku, jaki już miał, trzymał wysoki poziom. Był najlepszym stoperem, z jakim do tej pory grałem w Wieczystej. Fajna postać.
Przed tobą nowy sezon. Jakie są twoje najbliższe cele? Obecnie bardzo szybko można zapracować na ciekawy transfer. Masz to w ogóle w głowie?
Staram się skupiać bardziej na perspektywie krótkoterminowej, czyli trening i mecz. Nie wybiegam niepotrzebnie w przyszłość. Doświadczenie nauczyło mnie, że przedwczesne planowanie i nastawianie się na coś, nie ma sensu. Wszystko może się szybko zmienić, więc wychodzę z założenia, że lepiej działać w krótkim terminie ze spotkania na spotkanie i przygotowywać się do nadchodzących meczów oraz treningów. Nigdy nie wiadomo, czym zaskoczy nas życie, więc nie mam jakiejś konkretnej długoterminowej perspektywy. Skupiam się na najbliższych, małych celach.
Do klubu przybył nowy bramkarz - Nikola Čavlina. Wchodzisz w nowy sezon jako „jedynka”? Był taki sygnał?
Nikt mi tak nie powiedział ani nikt niczego nie obiecał i to jest okej. Mamy treningi, rywalizację, będą mecze. Na tej podstawie trener będzie wybierał skład. Nie ma czegoś takiego, że ktoś jest „jedynką”, a ktoś „dwójką”. Trener będzie wybierał na podstawie naszej dyspozycji i tego, jak będziemy się prezentować. To będzie jego decyzja. Nikt nie ma zagwarantowanego, że na pewno będzie grał. Tyczy się to każdej pozycji.
Któremu z beniaminków Ekstraklasy dajesz największe szanse na najwyższe miejsce w tabeli i dlaczego?
Nie chciałbym się bawić w zgadywanki. Możliwe, że coś powiem, a potem będzie zupełnie na odwrót (śmiech). Chcę oczywiście, żebyśmy się fajnie zaprezentowali. Liczę na to, że poradzimy sobie najlepiej z beniaminków, ale nigdy nie wiadomo, jak potoczy się nowy sezon. W poprzednim mogło spaść pół ligi. Można było skończyć na ósmym miejscu, a jeszcze dwie kolejki przed finiszem nie być pewnym utrzymania.
Jest u nas ekscytacja Ekstraklasą wynikająca z tego, że zrodziła się tutaj fajna rzecz. Dla klubu i wszystkich ludzi w nim czy wokół. Mimo tego, że się z nas śmieją, myślę, iż każdy będzie nas oglądał, chcąc zobaczyć, jak ta Wieczysta sobie poradzi. Przed nami jako zawodnikami oraz klubem ciekawy czas. Bardzo się cieszę.
Ambicje Wojciecha Kwietnia są wielkie. Poszedł jasny przekaz, o co będziecie grać w tym sezonie?
Nie, nie. Nie było żadnych konkretów.
Wiem, że nazwałeś to zgadywaniem, ale gdy ktoś powie o Wieczystej w pucharach, to jest coś realnego w twoich oczach?
Nie chcę rzucać takich słów na wiatr, bo to jest już poważne zdanie. Na początku musimy skupić się bardziej na zdobywaniu kolejnych punktów. Zobaczymy, co wyjdzie w dalszym planie.
Okej, ale nie weszliście do Ekstraklasy z takimi myślami, że to tylko na chwilę?
Myślę, że nie. Mamy kontrakty i wydaje mi się, że to wszystko jest budowane w troszkę dłuższej perspektywie. Nie jestem w stanie określić, na ile lat i jak to się dokładnie potoczy, bo tego nie wiem, ale jeżeli chodzi o klub, można mówić o pewnym planowaniu z wyprzedzeniem.
Którą piłkarską siłą jest aktualnie Wieczysta w Krakowie?
Zależy pod jakim względem (śmiech).
Ograniczmy się do potencjału sportowego kadry.
Szczerze to nie orientuję się, jak dokładnie wyglądają obecnie Wisła i Cracovia. Nie patrzyłem, jakie robiły transfery. Wszystko pokaże tabela i mecze, bo mogę sobie mówić, a wszystko wyjdzie w praniu. Gramy z nimi na początku, z Cracovią zmierzymy się chyba w piątej kolejce, a z Wisłą - w szóstej, więc szybko okaże się, jak będziemy wyglądać w tych spotkaniach.
Jak oceniasz miejsce, w którym aktualnie się znajdujesz? Jest to zbieżne z twoimi oczekiwaniami sprzed lat? Bo znalezienie się na liście największych talentów świata według „The Guardian” w 2022 roku pewnie już zawsze będzie ci przypominane.
No tak... Zdobyłem trochę doświadczenia. Wszystkie dotychczasowe sytuacje dodatkowo mnie budowały i docelowo pomagały. Sam musiałem sobie to wywalczyć. Zszedłem niżej, zrobiliśmy dwa awanse, teraz znowu jestem w Ekstraklasie. To pokazało mi, że w życiu nie ma nic za darmo. Że nawet jeśli może mam jakiś talent i kiedyś uważałem, iż powinienem grać w Lechii albo że coś potoczy się inaczej, to później tego nie dostałem i musiałem wypracować samemu. Pojawiłem się na jakiejś liście, grałem w juniorskiej kadrze, ale finalnie liczy się boisko. Czasami trzeba zejść niżej, pokazać, udowodnić. Tylko to może pomóc. Naprawdę nikt ci nie da nic za darmo.
Ty już coś udowodniłeś, czy jesteś w trakcie udowadniania?
Nie, to jest nieustanny proces. Ja też chciałbym udowodnić samemu sobie, bo nie wiem, gdzie jest mój sufit. Może sufitem jest Ekstraklasa, a może jednak gra gdzieś wyżej. Jestem młody, mam 21 lat i to nie jest określone, gdzie będę występował. Tak samo mogę grać w I albo II lidze. W tym momencie jestem w fajnym miejscu. 21 lat, Ekstraklasa, ciężka praca i to mogą być dobre rzeczy. Raz - trzeba się z tego cieszyć, a dwa - wykorzystywać to.
































