Strzelił ponad 160 goli w III lidze. „Chciałbym jeszcze spróbować swoich sił wyżej”
2026-05-26 14:10:22; Aktualizacja: 1 tydzień temu
Zdecydowanie najskuteczniejszym zawodnikiem na poziomie III ligi jest obecnie Hubert Antkowiak. Napastnik ŁKS-u Łomża zdobył w tym sezonie 31 bramek. W rozmowie z Transfery.info piłkarz opowiedział o swoich wcześniejszych latach, w tym pobycie w Miedzi Legnica, która głównie wypożyczała go do innych zespołów, a także o aktualnej dyspozycji.
Ponad 160 goli na poziomie III ligi robi wrażenie, a właśnie takim dorobkiem może pochwalić się napastnik ŁKS-u Łomża Hubert Antkowiak. Na łamach Transfery.info porozmawialiśmy z 29-latkiem, który wychował się w Jarocie Jarocin, między innymi o Miedzi Legnica, gdzie nie dostał prawdziwej szansy i był regularnie wypożyczany do innych drużyn, a także o jego losach już na poziomie trzecioligowym, na którym w minionych sezonach występował również w Elanie Toruń, Polonii Środa Wielkopolska, Olimpii Grudziądz i Podhalu Nowy Targ. Napastnik zdecydowanie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, jeśli chodzi o grę wyżej. Opcji nie będzie mu brakowało.
Mateusz Michałek, Transfery.info: Jakiś czas temu sprawdzałem sobie, kto jest najlepszym strzelcem wszystkich grup III ligi. Zobaczyłem, że ty, a potem zerknąłem, ile masz łącznie bramek na tym poziomie i liczba robi wrażenie. Skąd to się wzięło?
Hubert Antkowiak (ŁKS Łomża): Wzięło się z pracy, bo tak naprawdę nigdy nie odpuszczałem. Zawsze staram się dawać z siebie 100 procent. Może nie wykorzystałem szansy, którą miałem w I i II lidze, ale wtedy też nie wszystko było zależne ode mnie. Śledząc wcześniejsze etapy mojej przygody z piłką, po części pewnie można to zrozumieć.Popularne
Widniejące na 90minut.pl 162 bramki to faktyczna liczba, czy jest tego jeszcze więcej?
Aktualnie nawet nie wiem. Ostatnio mi policzyli, że w samej Łomży to jest 75 meczów i 61 goli, patrząc na mecze ligowe. Więc to spora liczba.
Można powiedzieć, że już trochę bawisz się tymi rozgrywkami? I aktualnie po prostu wpada wszystko?
Często mówi się, że jak idzie, to idzie wszystko. Są sytuacje i je po prostu wykorzystuję, ale to nie jest też tak, że w tej lidze łatwo zdobywa się bramki. Znajdzie się wielu zawodników z przeszłością, ale również i z przyszłością. Ci piłkarze, głównie młodzieżowcy, za chwilę mogą grać w I lidze czy nawet w Ekstraklasie.
Dlaczego cały czas jesteś w III lidze?
Było dużo pobocznych rzeczy, gdzie pojawiały się choćby opcje z II ligi. Nawet przed przyjazdem do Łomży miałem propozycję ze Stalowej Woli. W sezonie, gdy odmówiłem Stali, zrobiła ona awans do I ligi. Ale wybrałem ŁKS. Namówił mnie trener Płuska. Przychodziliśmy tutaj do 12 punktów i to był ciężki okres, żeby zrobić utrzymanie. Finalnie wszystko się udało. Teraz nie ma czego żałować, bo to już za mną, ale te oferty z II ligi były. Zawsze gdzieś to się pojawiało, lecz podejmowałem takie, a nie inne decyzje.
Jest sporo sytuacji i wyborów, które po czasie możesz uznać za niekoniecznie najlepsze?
Jednym takim może większym błędem był wybór Miedzi Legnica, w której nie otrzymałem dużego zaufania. Cały czas byłem z niej wypożyczany i nie miałem możliwości przez dłuższy okres tam pobyć, pokazać się, dostać szansę. Myślę, że popełniłem duży błąd z wyborem tego klubu.
Te przenosiny były efektem twojego pierwszego mocnego sezonu na poziomie III ligi w barwach Jaroty Jarocin, co miało miejsce blisko dziesięć lat temu. Współpracowałeś tam z Januszem Niedźwiedziem.
Bardzo miło go wspominam. Można powiedzieć, że trener Niedźwiedź mnie ukształtował. Grałem u niego ostatni rok na młodzieżowcu i to był dla mnie przełomowy moment. Strzeliłem 19 goli, po czym przeniosłem się do Miedzi.
Dzisiaj Jarota gra w V lidze. Jak to wyglądało wtedy pod względem warunków? Typowo „oldschoolowe” czasy?
Teraz to się mocno różni, ale na tamten moment infrastruktura czy organizacja również były okej. Wiadomo, że klub borykał się z pewnymi problemami finansowymi, ale patrząc całościowo, to wszystko się tam zgadzało, żeby był poziom sportowy. Wcześniej, gdy zaczynałem w seniorskiej drużynie Jaroty, występowała jeszcze wyżej, bo w II lidze. Ona była wtedy podzielona na zachód, wschód i graliśmy w zachodniej.
Po przeprowadzce do Miedzi szybko wypożyczono cię do drugoligowej Warty Poznań. Generalnie od razu taki był zamysł, by posłać cię na pośredni szczebel?
Gdy szedłem do Miedzi, było też duże zainteresowanie ze strony Warty Poznań i potem ona nalegała na wypożyczenie. Miedź zakontraktowała mnie, płacąc ekwiwalent, ale jakby nie widziała od razu u siebie, więc skorzystałem z propozycji Warty. Wypożyczenie nie trwało długo, bo skróciliśmy je i w połowie sezonu poszedłem do Kluczborka.
Ale zakładam, że sama Miedź też miała na ciebie jakiś docelowy pomysł?
Chcieli mnie. Wiadomo, że jak ktoś na młodzieżowcu strzela 19 goli, to musi coś w nim być. Pewnie to zobaczyli, ale właśnie nie do końca było tak, że wzięli z myślą o kształtowaniu od razu u siebie. Miałem się ograć, występując na wypożyczeniach.
Początkowo notowałeś sporo minut w Poznaniu. Warta wygrywała, ale gole nie wpadały.
Uważam, że dobrze wtedy grałem. Miałem fajny początek, bo w dwóch pierwszych meczach zanotowałem po asyście. Wszystko składało się na to, że zaraz te bramki zaczną wpadać, a jednak tak się nie stało. Z każdym kolejnym tygodniem miałem też w głowie coraz większe ciśnienie. Nie byłem na to gotowy. Pewnie również na zmianę otoczenia. Oczywiście świadomość tego, że nie byłem gotowy, mam teraz. Wtedy nikt mnie nie uświadomił. Nie powiedział: „Spokojnie, może to za chwilę przyjdzie”. Wydaje mi się, że sam narzuciłem sobie niepotrzebną presję.
Można powiedzieć, że okres w Warcie okazał się kluczowy, iż nie poszedłeś szybko wyżej?
Może tak być. Może to właśnie ten moment był decydujący, a ja nie do końca byłem gotowy. Jestem z okolic Jarocina, więc wcześniej mieszkałem w domu rodzinnym. To była moja pierwsza wyprowadzka. Do tego czasu zawsze byłem związany z Jarotą. Wszedłem w zupełnie inne otoczenie. Pewnie kilka czynników złożyło się na to, że tam nie wyszło.
Z perspektywy czasu żałujesz?
Trochę żałuję, ale jestem nauczony tego, że nie ma co patrzeć w przeszłość i myśleć, co by było, gdyby to i tamto. Jesteśmy teraz tutaj. Ciężko pracuję na to, żeby jeszcze coś osiągnąć. Jestem ambitnym człowiekiem i nadal chcę.
Po wypożyczeniu do Kluczborka, gdzie strzeliłeś trzy gole w II lidze, wróciłeś do Miedzi, która awansowała do Ekstraklasy. Był temat, żebyś dostał w niej choćby małą szansę?
Nie. Wiedziałem, że po awansie Miedzi będzie ciężko z tym, żebym łapał choćby jakieś minuty, czy w ogóle, żeby mogli na mnie patrzeć w kontekście zaistnienia w pierwszej drużynie. Poszliśmy znowu na wypożyczenie.
Czyli w ogóle nie było rozmów na ten temat z prowadzącym zespół Dominikiem Nowakiem? W gronie napastników w zespole znajdowali się wtedy Fabian Piasecki czy Mateusz Piątkowski.
Nie było. To prawda, miałbym się wtedy od kogo uczyć. Podpatrywać jakieś zachowania i wyciągać dla siebie, ale nie było takiej okazji i pewne rzeczy musiałem wypracować sam.
Wylądowałeś tymczasowo w KKS-ie 1925 Kalisz, gdzie znowu strzelałeś jak na zawołanie w III lidze. Tymczasem Miedź spadła z rodzimej elity. Liczyłeś na to, że może wtedy zaczniesz więcej grać?
Na pewno, bo byłem po dobrym sezonie w Kaliszu, gdzie zdobyłem 20 bramek. Liczyłem na to, że wtedy zaistnieję w pierwszej drużynie w I lidze. Po spadku z Ekstraklasy dalej prowadził ją Dominik Nowak. Więc nie było tak łatwo, bo jeśli wcześniej mnie nie widział, to pewnie wiele się nie zmieniło. Pojawiły się występy, ale w trakcie tej pierwszej rundy przytrafiła się też kontuzja. Zostałem wyłączony z gry na dwa miesiące. Po powrocie trener Nowak mnie nie widział, więc znowu chciałem grać i poszedłem na wypożyczenie do Resovii.
Jak patrzyłeś na te ciągłe wypożyczenia? Z jednej strony chciałeś występować, ale z drugiej tak częsta zmiana otoczenia raczej nie wpływała stabilizująco.
I to nie tylko przez pryzmat samej piłki, ale i codziennego życia. A sportowo cały czas musiałem budować swoją markę i pokazywać jakość w nowych miejscach. Wiadomo, że pierwsze tygodnie pracy w nowym zespole są ciężkie. Trzeba zrozumieć filozofię trenera, odnaleźć się w nowym otoczeniu i tak dalej.
W Rzeszowie miałeś do czynienia z następnym późniejszym ekstraklasowym szkoleniowcem, a mianowicie z Szymonem Grabowskim. Co go odróżniało od innych trenerów?
Duża charyzma. Miał takie poważanie w zespole, że każdy go słuchał i nikt w żaden sposób nie podważał. Osiągnęliśmy fajny wynik, bo zrobiliśmy awans poprzez baraże. Byliśmy dobrą, zorganizowaną drużyną. Traciliśmy mało bramek. Może też mało strzelaliśmy, mieliśmy niewiele sytuacji, ale byliśmy bardzo kompaktowi i po prostu robiliśmy wyniki.
Po czwartym wypożyczeniu miałeś jeszcze jakieś oczekiwania względem dalszego pobytu w Legnicy, czy raczej stało się jasne, że definitywnie odejdziesz?
Po Resovii został mi rok kontraktu w Legnicy, ale wiedziałem, że już na pewno nie chcę być w Miedzi. Że nie chcę iść na kolejne wypożyczenia, tylko oddzielić tę drogę i obrać inny kierunek. Pójść do miejsca, gdzie ktoś na mnie postawi. Trochę to się przeciągnęło, bo do Elany Toruń dołączyłem w siódmej kolejce. Chociaż wiadomo, że na rzeszowski okres przypadł czas koronawirusa, więc liga trwała dłużej niż zwykle.
Jak całościowo patrzysz na pobyt w Miedzi? To bardziej tobie czegoś momentami brakowało, czy jednak głównie nie miałeś po prostu kiedy pokazać, na co cię stać na miejscu?
Po części to wina każdej ze stron. Ja też mógłbym pewnie zrobić coś lepiej. Ale uważam, że jednak trochę nie dostałem szansy nawet, powiedzmy, w postaci pozostawienia mnie przez pół roku, żebym pracował i grał w trzecioligowych rezerwach. Sprawdzenia mnie na tym poziomie, trenowania z pierwszą drużyną i jakiejkolwiek szansy, a tego nie było.
Finalnie to tobie zależało na rozstaniu?
Wiadomo, że Miedź nie miała z tym żadnych problemów. Chciała się dogadać, żeby rozwiązać kontrakt.
No i trafiłeś do Elany. Patrząc na późniejsze lata, można powiedzieć, że pod względem bramkowym ten nowy etap zacząłeś jeszcze dość spokojnie.
Klub borykał się z problemami finansowymi, ale dla mnie to był dobry okres, bo zacząłem więcej grać. W końcu miałem normalny kontrakt, a nie występowałem na wypożyczeniu. Chcieli mnie pozyskać i moja rola w zespole była zupełnie inna. Z tygodnia na tydzień wprowadzałem się do niego i koniec końców strzeliłem ponad 10 goli. A jak wspomniałem, pierwszy mecz rozegrałem w siódmej kolejce. To czas, w którym drużyna może się już zgrać. Dołączyłem później i musiałem jak najlepiej się wkomponować.
Z czego wynikały następne przeprowadzki? Już nie na zasadzie wypożyczeń, ale jednak w stosunkowo krótkim czasie zaliczyłeś pobyty w Środzie Wielkopolskiej, Grudziądzu i Nowym Targu. Po prostu tu i teraz wybierałeś miejsce, gdzie proponowali ci najlepsze warunki?
Nie zawsze. Mówiąc właśnie o problemach finansowych w Elanie Toruń, po sezonie zadzwonił do mnie trener Kapuściński z Polonii Środa Wielkopolska. Powiedział, że chciałby zrobić mocną drużynę, która będzie rywalizowała o awans. Doszedłem do zespołu, ale po pół roku, patrząc, że wyniki nie były na tyle dobre, by spróbować włączyć się do walki o awans, klub zdecydował, że dograją sezon juniorami. Mogłem tam zostać i trenować, tylko po prostu bym nie występował. Pojawiła się okazja dołączenia do ówczesnego lidera tabeli Olimpii Grudziądz, która rywalizowała o awans. A ja zawsze chciałem o coś walczyć. Mieć wokół mocne otoczenie, żeby cały czas się rozwijać. Skorzystałem z tej propozycji od trenera Płuski.
Po tym, jak dołączyłeś do drużyny, przegrała ona tylko dwa mecze, w tym w ostatniej kolejce ze Świtem Szczecin... Kotwica Kołobrzeg wyprzedziła was w tabeli o jeden punkt.
Mam dramatyczne skojarzenia z końcówką tamtego sezonu. Ostatnia kolejka, mecz ze Świtem, wystarczał nam remis do osiągnięcia celu w postaci awansu. Niestety przegraliśmy po rzucie karnym, po czym nastąpiły rozstania. Wiadomo było, że w momencie nieosiągnięcia celu będzie przebudowa zespołu i tak też się stało. Jeśli chodzi o morale w drużynie tuż po spotkaniu, to gdy z niego wracaliśmy, panowała duża cisza. Początkowo nikt ze sobą nie rozmawiał. Dopiero po chwili zaczęliśmy to robić. Każdy czuł żal i smutek. Szkoda.
Jak wyglądał sam mecz?
Mocno napieraliśmy na zespół Świtu. Mieliśmy swoje sytuacje. Niektóre były dobre do tego, żeby uzyskać korzystny dla nas remis. Nie udało się. Taka jest piłka.
Podhale Nowy Targ, do którego trafiłeś z Grudziądza w awans raczej nie celowało? Przynajmniej na starcie.
Takiego celu nie było. Tam wytworzyła się fajna drużyna i była dobrze prowadzona. Klub chciał trochę ją przebudować właśnie przez pryzmat wcześniejszych sezonów, gdy walczyli o awans. Zamysł przedstawiał się tak, by w znacznej części grali wychowankowie obudowani bardziej doświadczonymi zawodnikami, którzy będą im pomagali. Finalnie po pierwszej rundzie broniliśmy się przed spadkiem i klub musiał zareagować, pozyskując innych piłkarzy, którzy utrzymają zespół. Ja wtedy zimą stałem się kapitanem, gdy przychodził trener Szydełko. I wtedy mieliśmy naprawdę bardzo dobrą, owocną rundę. Sam strzeliłem 16 goli i utrzymaliśmy się dwie kolejki przed końcem. Więc w tym przypadku cel, jakim było utrzymanie, został spełniony.
W sumie zdobyłeś wtedy 19 bramek, dorzucając dużo asyst. Zaraz to się zmieni, ale tu i teraz to twoja jedyna korona króla strzelców, więc pewnie tym bardziej miło wspominasz te rozgrywki.
Zdecydowanie. Poza tym życie w Nowym Targu jest piękne. Najlepiej tam się żyje, więc to był fajny czas. Bardzo dobrze wspominam okres spędzony na Podhalu.
Co powiesz więcej o klimacie do piłki w Nowym Targu? Obecnie Podhale jest w strefie barażowej tabeli II ligi, ale jednak przez lata rywalizowało niżej. Z czego twoim zdaniem to wynikało?
To się trochę zamienia choćby przez pryzmat tego, że klub osiąga dobre wyniki. Ale wcześniej nie było tam mody na piłkę. Był hokej, wiadomo - mistrz Polski i tak dalej, więc panowała duża moda na tę dyscyplinę. A tam się naprawdę bardzo fajnie żyje i cieszę się, że zainteresowanie piłką wzrosło. Że coraz więcej osób przychodzi na stadion. To pokazuje, że w tamtej części Polski da się grać w piłkę. Nawet przy ostrych zimach.
Z Podhalem rywalizowaliście w trzecioligowej grupie z Wieczystą Kraków. Nie wierzę, że nie miałeś z niej nigdy oferty.
Możesz nie wierzyć, ale takiej propozycji nie było (śmiech). Zdobyłem bramkę w meczu z Wieczystą, lecz taka oferta się nie pojawiła.
Do Łomży przeniosłeś się na początku 2024 roku. Sam już wspomniałeś, że ważny okazał się tutaj argument w osobie Marcina Płuski, z którym wcześniej współpracowałeś w Grudziądzu.
Na pewno postać trenera Płuski była bardzo istotna. Miałem propozycje z zespołów drugoligowych, a jednak zdecydowałem się przyjść do szkoleniowca, który przedstawił mi ciekawy i długofalowy plan. Patrząc na moje wcześniejsze lata, potrzebowałem stabilności, którą otrzymałem w Łomży. Podpisałem kontrakt na 2,5 roku. Zdecydowałem się przyjść do drużyny, która walczyła o utrzymanie i miała niewiele punktów, a przecież we wcześniejszym sezonie zdobyłem koronę króla strzelców.
W poprzednich rozgrywkach zajęliście już trzecie miejsce w tabeli pierwszej grupy III ligi. W obecnym plasujecie się na drugiej lokacie. Klub nie ukrywał tego, że chce wejść do II ligi. To się nie zmieniło i parcie na awans pozostaje duże?
Parcie w Łomży jest bardzo duże. Samo miasto też mocno wspiera klub i chce, żeby po Jagiellonii Białystok, która jest największym klubem na Podlasiu, wskoczyć na poziom centralny. Żeby to była druga drużyna w województwie. Cel jest jasny. Wszystko pozostaje w naszych głowach, rękach i nogach, żeby go osiągnąć.
W Łomży możesz poczuć się jak duża gwiazda. Z twoich różnych wypowiedzi da się wywnioskować, że dobrze się tam czujesz.
W Łomży czuję się najbardziej doceniony jako piłkarz. Zarówno przez kibiców, jak i zarząd, wszystkich trenerów czy całą otoczkę medialną klubu. Mam świadomość, że jest to spowodowane również przez wynik sportowy, ale sam bardzo to doceniam.
Na początku kwietnia z ŁKS-u odszedł Marcin Sasal. Zaskoczyło cię to?
Z jednej strony tak, ale z drugiej - nie. Mieliśmy bardzo duże problemy finansowe. To nigdy nie jest łatwa sytuacja. Każdy ma swoje życie, swoje zobowiązania. Zrozumieliśmy decyzję trenera i zarządu o rozstaniu pewnie właśnie też z uwagi na zaległości finansowe.
Trener Sasal to osoba odbierana niejednoznacznie. Komuś może się podobać współpraca z nim, innemu nie. Ale mam wrażenie, że momentami ciągną się za nim aż zbyt negatywne głosy.
Trener jest bardzo bezpośredni, więc pewnie przez to jedni mogą go lubić, a drudzy niekoniecznie. Ale jednocześnie jest bardzo konkretnym szkoleniowcem. Mocno zwraca uwagę na wynik. U niego trzeba go robić i właśnie przez to parcie, osiąga się rezultat.
Wspomniałeś o problemach finansowych ŁKS-u. W październiku nieco bardziej szczegółowo poinformował o nich Kanał Sportowy. Faktycznie było aż tak źle, że część z was rozważała odejście?
Tak - było źle. Ale nie chciałbym tego rozwijać.
Sytuacja w pełni się wyprostowała?
Sytuacja się prostuje. Może tak - wszystko jest na dobrej drodze.
Nic się nie zmieniło i twój kontrakt obowiązuje do 30 czerwca?
Zgadza się.
Awans do II ligi z pierwszego miejsca w waszej grupie zapewniły sobie rezerwy Legii Warszawa. Wy macie duże szanse na baraże. Twoim zdaniem brak promocji może mieć wpływ na dalsze losy klubu?
Jeżeli chodzi o cały klub, to nie jestem odpowiednią osobą, by o tym mówić, ale myślę, że nie. Uważam, że będzie dalej funkcjonował i przetrwa bez względu na to, czy zrobimy awans, czy nie.
A twoja przyszłość zdecydowanie zależy od tego, czy uzyskacie awans?
Umowa kończy mi się 30 czerwca. Moja przyszłość nie jest wyjaśniona. Ani tutaj, ani w żadnym innym klubie jak na razie.
Masz w czym wybierać?
Oferty pojawiają się cały czas. Jest ich sporo.
Niedawny wątek transferowy dotyczący rezerw Legii Warszawa był konkretny? I ewentualnie pojawiła się wizja, choćby mała, styczności z jej pierwszym zespołem?
Temat z Legią II Warszawa pojawił się rok temu i klub bardzo, bardzo mnie chciał. Chcieli zapłacić za mnie bardzo dobre pieniądze, patrząc na warunki trzecioligowe. Rozmawiałem z dyrektorem Markiem Śledziem. Pewnie gdybym dobrze prezentował się na boiskach III ligi i zajęciach, jakąś szanse trenowania z pierwszą drużyną mógłbym dostać. Taka opcja więc się pojawiła. Ja też byłem zresztą zdecydowany na to, żeby przejść do Legii.
Temat może wrócić?
Niebawem może się dużo wyjaśnić, ale w tym konkretnym przypadku w klubie nie ma już dyrektora Śledzia, z którym wcześniej rozmawiałem. Został trener Filip Raczkowski. On też mnie bardzo chciał, ale teraz nie wiadomo, na czym stoi sytuacja.
Pana Śledzia w Legii nie ma, ale jest w Koronie Kielce...
Tam tematu nie mam (śmiech).
Zakładam, że transfery bezpośrednio z III ligi do Ekstraklasy również bardziej doświadczonych zawodników jakieś by się znalazły.
W III lidze był przypadek Andrzeja Trubehy, który zdobył w okolicach 20 bramek w barwach Legionovii Legionowo i został wytransferowany do Jagiellonii. Więc takie sytuacje faktycznie się zdarzają.
Masz w głowie podobny scenariusz, czyli pojawienie się konkretnej propozycji z Ekstraklasy?
Chciałbym, żeby tak było. Ciężko pracuję i liczę na to. Wierzę, że jestem w stanie funkcjonować w takim zespole.
Czyli głód pozostaje i nie chcesz ograniczać się do śrubowania liczb w III lidze?
Zdecydowanie chciałbym jeszcze spróbować swoich sił wyżej.
Czym w największym stopniu różnią się rozgrywki trzecioligowe od wyższych szczebli?
W III lidze jest więcej chaosu. Gra jest bardziej bezpośrednia w przypadku większej części zespołów. Gramy na dużo gorszych boiskach, ale myślę, że jakość zawodników diametralnie się nie różni. Patrząc na kadry drużyn trzecioligowych, niemal w każdej można dostrzec kilka osób z przeszłością w II i I lidze, a nawet w Ekstraklasie.
Zgodzisz się, że umiejętności czysto piłkarskie nie zawsze w 100 procentach decydują o tym, czy ktoś gra w Ekstraklasie, czy niżej?
Na pewno. W piłce potrzeba dużo szczęścia i nie ma co tego ukrywać. My jako zawodnicy trzecioligowi pracujemy i trenujemy pewnie tak samo lub bardzo podobnie do drużyn pierwszoligowych. Różnimy się tylko tym, gdzie gramy.
A ty czujesz duży niedosyt, że jesteś obecnie w III lidze, a nie wyżej?
Myślę, że nie. Przepracowałem sobie tę sytuację z Miedzią Legnica i jej wybór. Teraz już nic więcej nie zrobię. Mogę ewentualnie tylko liczyć na to, że za chwilę dostanę ofertę z jakiegoś fajnego klubu i w przypadku skorzystania z niej, będę chciał udowodnić swoją wartość. Za czasów Miedzi byłem młodym, nieświadomym zawodnikiem. Nieświadomym tego, jak wygląda piłka na wyższych poziomach rozgrywkowych. Pojawił się temat Legnicy i oczywiście chciałem z niego skorzystać. Dla mnie w tamtym momencie to była super sprawa.
Myślisz, że gdybyś dzisiaj otrzymał identyczną propozycję, potoczyłoby się to inaczej? Jesteś gotowy na grę choćby w I lidze?
Na 100 procent jestem pewny, że potoczyłoby się to zupełnie inaczej, bo jestem świadomym, doświadczonym zawodnikiem. Przede wszystkim znającym swoje umiejętności.
Mała wyliczanka. Kogo byś wyróżnił, gdybym zapytał cię o najlepszego piłkarza, z jakim miałeś styczność?
Wojtek Łobodziński. Miał te swoje „zakosy”. Wszyscy wiedzieli, że je robi, a on i tak je z powodzeniem wykonywał. Trochę w stylu Arjena Robbena, który schodził na lewą nogę. Może niekoniecznie na lewą, ale Wojtek robił podobnie.
Najlepszy środkowy napastnik?
W sumie to nie było ich wielu, ale...
Czyli ogólnie wymieniłbyś siebie?
Nie wiem, czy mogę tak powiedzieć (śmiech).
Masz jakąś „dziewiątkę”, którą lubisz szczególnie oglądać? Obojętnie z którego szczebla.
Wskazałbym Mikaela Ishaka. Zachowując proporcje, myślę, że jesteśmy podobnymi zawodnikami. On też jest bardzo silny fizycznie. Potrafi znaleźć sobie miejsce w polu karnym, ale też wyjść niżej i rozegrać piłkę.
Współpraca z którym szkoleniowcem dała ci najwięcej?
Początek mojej przygody z piłką i trener Janusz Niedźwiedź. To było widoczne, że rozwija się jako szkoleniowiec i kiedyś będzie na topie.
Macie kontakt?
Może nie jakiś duży, ale spotkaliśmy się ostatnio na lotnisku, gdy podróżowałem na wakacje. Mieliśmy ze 20 minut, żeby porozmawiać i to było fajne spotkanie.
Rozumiem, że historia może zatoczyć koło? Bo trener pracuje teraz w Legnicy.
Nigdy nie wiadomo (śmiech).
Dopytam jeszcze o III ligę. Pod względem finansowym trudno to porównywać z Ekstraklasą, ale wiem, że w niektórych klubach można dostać bardzo fajne warunki.
To na pewno. My jesteśmy profesjonalną drużyną. Trenujemy od rana i zajmujemy się tylko piłką. Staramy się podchodzić do tego bardzo poważnie i dążymy, by wskoczyć na wyższy poziom rozgrywkowy. I w naszej pierwszej grupie jest kilka zespołów, w których wygląda to podobnie, czyli zawodnicy nie muszą myśleć o dorabianiu w jakichś innych pracach, tylko skupiają się wyłącznie na piłce. Patrząc szerzej, znajdzie się takich drużyn więcej.
W ilu klubach miałeś zaległości finansowe?
Na tym poziomie pojawiały się w większości miejsc. W różnym stopniu, ale one występowały. Teraz był taki dłuższy okres, gdy właśnie borykaliśmy się z problemami. Wcześniej były dużo mniejsze.
Jak patrzysz na to jako zawodnik? Że ktoś proponuje wysoki jak na ten poziom kontrakt, a potem są przestoje albo jeszcze gorzej?
Dlatego uważam, że poza jednym dużym sponsorem powinno być to bardziej rozłożone. Jak krzesło, które składa się z czterech nóg. Odłamując jedną, nadal może trzymać się na trzech. Taki podział jest zdrowy.
Jako czołowa postać III ligi od dawna możesz cieszyć się z bardzo mocnej stabilizacji finansowej?
Trudno mi mówić za innych, ale jeżeli chodzi o mnie - tak, mogę godnie żyć z gry w piłkę.
Przyczynił się też do tego kontrakt w Miedzi? Idąc wyżej, nawet nie w roli gwiazdy, zazwyczaj wchodzi się jednak na pewien pułap.
Tak naprawdę w Miedzi nie miałem jakiejś wysokiej umowy. Dopiero później swoją pracą zasłużyłem na to, żeby mieć te kontrakty okej.














![Ireneusz Pietrzykowski wrócił do korzeni i ponownie rozdaje karty. „Chełmianka Chełm awansuje do II ligi” [WYWIAD]](img/photos/115529/170x113/ireneusz-pietrzykowski.jpg)
![„Pół roku temu karty rozdawaliśmy my, teraz rozdają je Czesi”. Piotr Klimek na gorąco po losowaniu Ligi Konferencji [WYWIAD]](img/photos/114567/170x113/taras-romanczuk.jpg)
















