Legia = Nikolić. Zmiennicy na ratunek!

rok temu Legia = Nikolić. Zmiennicy  na ratunek!
fot. Piotr Kucza - FotoPyk

Drużyna jednego zawodnika wygrywa z ekipą... bez zmienników. Legia uzależniła się nie tylko od Nikolicia, ale i od nosa do roszad Czerczesowa.

Mocno osłabione wiślackie szeregi zmusiły Marcina Broniszewskiego do posadzenia na ławce rezerwowych niemal samych juniorów. Po zobaczeniu ich nazwisk wielu kibiców "Białej Gwiazdy" zaczęło obawiać się najgorszego. Przeczucia rozwiała jednak rzeczywistość, która okazała się pomyślniejsza dla następcy Moskala. Mimo przegranej, to Wisła prezentowała znacznie lepszą grę niż goście ze stolicy.

Na pierwszą połowę w Legii wyszedł jedynie Michał Pazdan (bez przerwy w formie reprezentacyjnej), Dusan Kuciak (Malarzowi zrobi się jeszcze bardziej przykro), na chwilę pojawił się też Ondrej Duda. Gospodarze pokazali kilka niezłych ataków pozycyjnych, a także starali się wykorzystać postawę bocznych obrońców przyjezdnych. Mówiąc delikatnie ani Bereszyński, ani Brzyski nie pałali zbytnią chęcią do powstrzymywania ataków wiślaków. Podobnie zachowywali się w ofensywie - najsłynniejszy rezerwowy polskiej piłki postrzelał nad bramką Cierzniaka, a jego kolega z drugiej flanki znów stał się hitem internetu. Tym razem jednak nie dzięki celnemu centrostrzałowi, a - ciężko to nazwać próbą - no, temu zagraniu.


Świetny Uryga, gryzący trawę i walczący jak równy z równym nieopierzony Jakub Bartosz, który musiał zmienić kontuzjowanego Jovicia, niedokładny, ale robiący sporo zamieszania Cywka - "Biała Gwiazda" w pierwszej połowie naprawdę robiła lepsze wrażenie niż statyczna Legia. Wojskowi ożywili się dopiero po zejściu Jovicia, ale poza próbą Dudy piłkarze Czerczesowa wyglądali na kompletnie niezainteresowanych grą. 

Zwycięstwo dziełem zmienników

Rosyjski szkoleniowiec, widząc kompletny marazm w grze swoich zawodników również na początku drugiej części spotkania, zdecydował się posłać w bój tercet egzotyczny. Guilherme, wprowadzony jako pierwszy, nadał znacznie większe tempo atakom legionistów. Kiedy Wisła z minuty na minutę zaczęła słabnąć, do gry został desygnowany Arkadiusz Piech. Skreślony przez wielu kibiców napastnik znany ostatnio głównie z pobicia w świdnickim szpitalu, po raz kolejny miał walny udział przy bramce Legii. To on wypatrzył startującego do piłki Nemanję Nikolicia, który wyraźnie zamierza być najskuteczniejszym napastnikiem świata. Swoje trzy grosze dorzucił też Aleksandar Prijović, który ustalił wynik spotkania.

Gra na trzech napastników i stopniowe osłabienie sił Wisły były kluczem do dzisiejszego, dość szczęśliwego zwycięstwa Legii. W jej grze nie ma jednak nic, co mogłoby dawać choć cień optymizmu na dalszą pogoń za Piastem. Pokiereszowana Wisła broniła się dzielnie - jednak zamiast stawiania autobusu pozwoliła sobie na kąsanie przeciwnika i efektowne próby jak nieudana przewrotka Guerriera. Wyrazy uznania można kierować jedynie do Michała Pazdana, który zagrał dziś naprawdę profesorskie spotkanie (w dodatku często asekurował Brzyskiego i Bereszyńskiego).

Czy to jednak jest ta Legia, która ma zdobyć mistrzostwo na stulecie klubu? Czerczesow na razie nie zmienił nic, a Nikolić staje się powoli drugim Radoviciem. Dalsze losy stołecznego klubu zależą tylko od węgierskiego superbohatera. Oby zimą wokół niego nie pojawili się żadni Chińczycy...

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: Wisła Kraków Legia Warszawa Ekstraklasa Polska
KOMENTARZE (
0
)
| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2016 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.