Aż chce się ich oglądać! TOP 7 POZYTYWNYCH zaskoczeń tego sezonu

11 miesięcy temu Aż chce się ich oglądać! TOP 7 POZYTYWNYCH zaskoczeń tego sezonu
fot. Youtube

Nim się obejrzeliśmy, minęła już spora część sezonu. Największe emocje w najsilniejszych ligach dopiero przed nami, ale i tak sporo już wiemy. Które drużyny zaskoczyły do tej pory najbardziej w rodzimych rozgrywkach?

ATALANTA

Zespół z Bergamo zakończył poprzedni sezon Serie A na trzynastym miejscu w tabeli, notując w sumie 11 zwycięstw. W tym już po 15 kolejkach brakuje im raptem dwóch wygranych, żeby wyrównać ten wynik. W miniony weekend dopiero Juventus był w stanie zatrzymać znakomitą passę ekipy Gian Piero Gasperiniego. Ostatecznie licznik spotkań bez porażki zatrzymał się na dziewięciu meczach. W tym czasie Atalanta odprawiła z kwitkiem m.in. Inter, Napoli i Romę.

„Starej Damy” ograć się nie udało, co nie zmienia faktu, że ekipa z Bergamo może w tym sezonie namieszać. Od startu rozgrywek zachwyca Franck Kessié, którego chce u siebie większość topowych europejskich klubów. 19-letni iworyjski pomocnik z pięcioma ligowymi bramkami na koncie jest najlepszym strzelcem drużyny. Znakomicie wypełnił on lukę po sprzedanym do Middlesbrough Martenie de Roonie. - Ma nie tylko wielkie umiejętności, ale też bardzo mocną psychikę, a przecież jest bardzo młodym zawodnikiem - przyznał ostatnio Gasperini.

Oprócz niego trzon drużyny stanowią obrońca Ervin Zukanovic, pomocnik Jasmin Kurtic i Alejandro Gómez. W ostatnich tygodniach bardzo dobre recenzje zbierał też 22-letni Mattia Caldara. Środkowemu obrońcy w czterech kolejnych spotkaniach udało się trzykrotnie trafić do siatki.

CHELSEA

Żadna niespodzianka - powiecie. O ile jednak spodziewaliśmy się, że „The Blues” będą prezentować się lepiej niż w poprzednim sezonie, to siła rażenia ekipy Antonio Conte jest większa niż przypuszczaliśmy. Włoski szkoleniowiec sam zresztą powiedział, że jest zdziwiony szybkością opanowania nowej taktyki przez swoich podopiecznych. Na początku sezonu wcale nie było tak kolorowo, ale 47-latek uporczywie szlifował ustawienie drużyny (4-2-4, 4-3-3) i w końcu znalazł złoty środek. W systemie 3-4-3 Chelsea prezentuje się znakomicie. Londyńczycy świetnie bronią (w 14 spotkaniach stracili 11 bramek, lepszy pod tym względem jest tylko Tottenham, a zarazem są szalenie skuteczni pod bramką rywali. Świetną robotę wykonuje Victor Moses, w którego Conte od samego początku bardzo mocno wierzył.

Więcej swobody w porównaniu do poprzedniego sezonu ma Eden Hazard, który już podwoił swój dorobek strzelecki z tamtych rozgrywek, a w znakomitej formie jest też Diego Costa. Niebieska maszyna działa niemal bezbłędnie i nawet jeśli traci bramkę jako pierwsza, co przytrafiło się w ostatnich spotkaniach z Tottenhamem oraz Manchesterem City, potrafi odrobić straty i pogrążyć rywala.

Pamiętacie przedsezonową szyderkę związaną z brakiem Chelsea w europejskich pucharach? Lada moment może być to większy atut niż się komukolwiek wydawało.




SEVILLA

Niektórzy martwili się, jak będzie prezentować się Sevilla po odejściu Unaia Emery'ego. Jorge Sampaoli szybciutko przekonał jednak do siebie kibiców i pokazał, że ekipa z Andaluzji może być w tym sezonie jeszcze groźniejsza niż wcześniej. Co prawda sobotnia porażka z Granadą trochę temu przeczy, ale patrzymy na całokształt. A przegrana na Estadio Nuevo Los Cármenes była dla Sevilli dopiero trzecią w tym sezonie.

Sampaoli mocno przebudował drużynę i nowi zawodnicy prezentują się znakomicie. Bardzo dobrze spisują się napastnicy: kupiony z Toulouse Wissam Ben Yedder i wypożyczony z Atlético Luciano Vietto. Nieźle w drużynę wkomponowali się też Pablo Sarabia, Franco Vázquez i Samir Nasri. To żaden przypadek, że mowa o zawodnikach ofensywnych, wszak Sampaoli uwielbia atakować. Ostatnio współpracę z trenerem bardzo mocno pochwalił Vitolo, a więc skrzydłowy, który w samej Sevilli występuje już o wiele dłużej. - Nigdy wcześniej nie czułem się tak dobrze - przyznał 27-latek.

Jeśli porażka z Granadą okaże się tylko wypadkiem przy pracy i ekipa z Estadio Ramón Sánchez Pizjuán szybko wróci na zwycięską ścieżkę, może skończyć sezon na podium. Po raz ostatni ta sztuka udała jej się w sezonie 2008/2009.


EINTRACHT FRANKFURT


Niesamowita przemiana. Jeszcze kilka miesięcy temu „Orły” rzutem na taśmę uratowały się przed spadkiem z Bundesligi, a w tym sezonie odprawiły już z kwitkiem m.in. Bayer i Borussię Dortmund, a także zremisowały z Bayernem. W sumie zanotowały tylko dwie porażki, przegrywając po raz ostatni na początku października. Od początku rozgrywek znakomicie spisuje się kupiony zimą z Guadalajary, Marco Fabián. To właśnie dzięki Meksykaninowi Eintracht zdobywa najwięcej bramek.

Dodając do tego gwaranta kilkunastu trafień w sezonie - Alexandra Meiera i szczelną defensywę, którą ostatnio tworzą najczęściej Jesús Vallejo, David Abraham oraz Makoto Hasebe, mamy obraz nieźle zbilansowanej drużyny. „Orły” grają bardzo mądrze i często nie dają rozwinąć skrzydeł teoretycznie mocniejszym rywalom. Trener Niko Kovac wykonuje tam kapitalną robotę.




HOFFENHEIM

Po 13 kolejkach Bundesligi drużyny Eintrachtu i Hoffenheim mają na koncie po 25 punktów. W najbliżej serii gier zagrają zresztą ze sobą. „Wieśniacy”, którzy w poprzednich rozgrywkach zdobyli raptem punkt więcej od frankfurtczyków, zasługują na jeszcze większe brawa. Do tej pory są bowiem niepokonani. Co prawda ekipa prowadzona przez 29-letniego Juliana Nagelsmanna notuje najwięcej remisów w całej lidze, ale zero po stronie porażek i tak robi piorunujące wrażenie.

Nagelsmann potrafi wycisnąć ze swoich zawodników wszystko, co najlepsze. Świetnie spisują się przede wszystkim kupieni latem snajperzy Andrej Kramaric i Sandro Wagner. - W moich oczach, aktualnie, jestem najlepszym niemieckim napastnikiem - przyznał ostatnio ten drugi. Buńczucznie, ale tak jak niektórym zbytnia pewność siebie szkodzi, tak innym bardzo pomaga. Kilka świetnych spotkań w tym sezonie rozegrali również Kerem Demirbay, Benjamin Hübner czy Lukas Rupp.

Nie zapominamy też, że piłkarzem Hoffenheim jest Eugen Polanski. Jeden z najbardziej doświadczonych zawodników „Wieśniaków” (co również sporo pokazuje, wszak ma 30 lat) jeśli gra, prezentuje się solidnie.

NICE

- Jeśli wygramy tytuł, obiecuję wsiąść w helikopter i przelecieć ponad miastem - powiedział jakiś czas temu Mario Balotelli. I Nicea jak najbardziej może powalczyć o mistrzostwo Francji. W tej chwili wyprzedza w tabeli Ligue 1 Monaco oraz Paris Saint-Germain odpowiednio o trzy i cztery punkty. Do tej pory zespół Luciena Favre zanotował tylko jedną porażkę - ze słabiutkim Caen. Po drodze zaliczyli kilka efektownych zwycięstw, chociażby rozbijąc na początku rozgrywek wspomniane Monaco 4:0.

Najlepsze jest to, że Nice utrzymuje się na szczycie bez „Balo”, który od kilku kolejek pauzuje z powodu kontuzji. Patrząc na jego dotychczasowe statystyki (sześć trafień w sześciu meczach) można więc przypuszczać, że z nim w składzie drużyna z Lazurowego Wybrzeża będzie jeszcze mocniejsza. Póki co, nie do zatrzymania są m.in. Alassane Pléa, który uzbierał już dziewięć ligowych trafień, a także wykonujący kapitalną robotę w środku pola Wylan Cyprien i Jean Michaël Seri.

O drużynie z Nicei jakiś czas temu szerzej pisaliśmy  TUTAJ.



RB Lipsk

10 wygranych i trzy remisy w 13 spotkaniach. Wiadomo było, że klub z Lipska namiesza w Bundeslidze, ale nikt nie spodziewał się, że zrobi to tak szybko i w takim wymiarze. W ostatnich tygodniach zespół Ralpha Hasenhüttla, którym już interesuje się Arsenal, wygrywa wszystko, jak popadnie. W ataku szaleje Timo Werner, który zdobył już osiem bramek. 20-latka znakomicie wspomagają niewiele starszy Marcel Sabitzer i Emil Forsberg, a w środku pola świetnie prezentuje się Naby Keïta. Ekipa z Lipska w większości spotkań gra naprawdę widowiskowo. Wysokie tempo gry i pressing robią swoje.

- To bardzo dobry zespół, który zanotował znakomity start. Jestem pewny, że Lipsk do samego końca sezonu będzie naszym rywalem do mistrzostwa - przyznał niedawno Carlo Ancelotti. Włoski szkoleniowiec jest raczej w mniejszości. Większość obserwatorów uważa, że oparta na młodych zawodnikach drużyna Hasenhuettla w końcu wpadnie w dołek, z którego będzie jej bardzo ciężko wyjść.

Takie komentarze biorą się też z ogólnej niechęci do beniaminka. Większości projekt Red Bulla po prostu się nie podoba. Bo sztuczny twór, bo nie ma tradycji... Niedawno głos w tej sprawie zabrał Toni Kroos, który stwierdził, że to dobrze, iż w futbolu pojawiają się pieniądze, a Lipsk przecież nie robi nic złego i potrafi z nich mądrze korzystać. Trudno się nie zgodzić.

ŹRÓDŁO
Transfery.info
TAGI: OGC Nice Chelsea FC RB Lipsk TSG 1899 Hoffenheim Eintracht Frankfurt Atalanta Bergamo Sevilla FC
KOMENTARZE (
0
)
NAJNOWSZE INFORMACJE
FACEBOOK:
REKLAMA:

Page generated in 0.0056 seconds.

| AKTUALNOŚCI | TRANSFERY | PUBLICYSTYKA | REKLAMA | REDAKCJA | KONTAKT
© 2004-2017 TRANSFERY.INFO. Wszelkie prawa zastrzeżone.