Henry: Nazwijcie mnie szaleńcem, ale nadal chcę trenować!

Henry: Nazwijcie mnie szaleńcem, ale nadal chcę trenować! fot. AS Monaco
Rafał Bajer
Źródło: The Telegraph

Thierry Henry nie poddaje się i nadal chce osiągnąć sukces w karierze trenerskiej.

Przejście z zawodu piłkarza do trenowania nie dla każdego jest łatwe. Nietrudno o przykłady szkoleniowców, którzy po udanych występach na boiskach dobrze radzą sobie również za linią, ale nie brakuje także takich, którzy szybko zweryfikowali swoje plany. Tak uczynił choćby Gary Neville, który po nieudanej przygodzie w Valencii wrócił do roli eksperta telewizyjnego, ale jego śladami z pewnością nie pójdzie Thierry Henry. 

Legenda Arsenalu od kilku lat stopniowo wspinała się na kolejne szczeble trenerskiej kariery i po praktyce zdobytej w roli asystenta selekcjonera kadry Belgii zdecydował się na podjęcie trudnego wyzwania w AS Monaco. Ekipa z księstwa była w poprzednim sezonie na równi pochyłej ku spadkowi z Ligue 1, przez co z pracą pożegnał się Leonardo Jardim. Henry utrzymał posadę jedynie przez 20 meczów, z których wygrał cztery, a pięć zremisował. Utrzymanie monakijczykom dał powracający Jardim, a tymczasem 42-latek zaczął zbierać siły na kolejną próbę w trenerce.

- Jeśli chcecie, nazwijcie mnie szaleńcem, ale kocham piłkę nożną i wciąż wierzę, że mogę odnieść sukces w trenowaniu - powiedział Henry w rozmowie z „The Telegraph”.

- Nie myślę o bólu ani o porażce. Nie oczekuję, żeby wszystko przychodziło mi z łatwością. Chcę przewodzić i to ode mnie zależy, czy tego dokonam. To tak samo jak przechodziłem do Arsenalu jako piłkarz lub do Belgii, gdzie wspierałem Roberto Martineza. To ewolucja.

Henry dodaje, że najkonkretniejsze propozycje, które do tej pory otrzymał, zakładają jedynie rolę asystenta, na co on sam nie chce się godzić.

- Nikt do mnie nie dzwonił przez cztery miesiące od pożegnania z AS Monaco i wtedy nagle otrzymałem pięć zgłoszeń. Niektóre z nich to nie były propozycje, które mnie interesowały, ale część była naprawdę interesująca, lecz to była jedynie rola asystenta, a nie mogę zostawiać mojego sztabu. Są w nim osoby, które specjalnie dla mnie zrezygnowały ze swoich zadań, co miałbym im teraz powiedzieć? „Hej, chłopaki, wy przestaliście pracować ze względu na mnie, ale ja mam teraz nową pracę”? Nie chcę być już asystentem, bo zamierzam być głównym trenerem.

Francuz przyznał także, że nie żałuje przygody w Monako, choć była nieudana.

- Zawsze powtarzam: albo wygrywasz, albo się uczysz. Możecie więc sobie wyobrazić, że wiele się nauczyłem. Wciąż mam ten klub w sercu, to tam dostałem pierwszą szansę jako piłkarz i dali mi też możliwość rozpoczęcia kariery trenerskiej. Zawsze będę im wdzięczny. Wtedy przemówiło moje serce, chciałem wrócić tam, gdzie wszystko się zaczęło. Nie żałuję tego. To było bardzo trudne zadanie i czułem, że gdybym dostał więcej czasu, mógłbym osiągnąć więcej. Gdybym wiedział, że dają mi tylko trzy miesiące, może postąpiłbym inaczej, ale ja miałem przyszłościowe plany, których nie da się zrealizować tak szybko.

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy