Historia legendarnego gola Darrena Benta. Jak piłka plażowa poskromiła Liverpool

Historia legendarnego gola Darrena Benta. Jak piłka plażowa poskromiła Liverpool
Rafał Bajer
Rafał Bajer
Źródło: Sky Sports

Dokładnie 10 lat temu Darren Bent zdobył jedną z najdziwniejszych bramek w historii piłki nożnej. Teraz opowiada, jak do tego doszło.

Był 17 października 2009 roku, kiedy to zmagający się z kryzysem Liverpool przyjeżdżał na Stadium of Light, by zmierzyć się z Sunderlandem. „Czarne Koty” również nie radziły sobie najlepiej, ale „Sky Sports” przypomina, iż napastnik Darren Bent był wtedy w wyśmienitej formie. Właśnie w starciu z Liverpoolem powiększył swój dorobek do ośmiu goli w dziewięciu meczach, ale to ta bramka najbardziej zapadła kibicom w pamięć.

Jeden z kibiców Liverpoolu wyrzucił piłkę plażową w stronę boiska z sektora gości, a wiatr zrobił już resztę. Piłka znalazła się w polu karnym „The Reds” akurat gdy Sunderland atakował Darren Bent uderzył na bramkę i los chciał, że trafił prosto w przeszkodę. Futbolówka odbiła się od piłki i wpadła do siatki obok bezradnego Pepe Reiny.

- Andy Reid dobiegł z piłką do końcowej linii. Miał świetnie ułożoną lewą nogę, ale tutaj musiał zagrać prawą, więc wiedziałem, że zagra nieco do tyłu, w wolną przestrzeń - wspomina Bent.

- Wszyscy obrońcy ustawiali się na piątym metrze, więc ja wybiegłem nieco do tyłu. Pamiętam, że gdy piłka leciała w moja stronę i skozłowała przede mną, myślałem tylko o tym, by uderzyć celnie. Nie trafiłem szczególnie czysto, ale byłem pewien, że piłka poleci w światło bramki. Później zobaczyłem, że odbiła się od piłki plażowej i wpadła do siatki. Ale w ogóle o tym nie myślałem, to nie było coś w rodzaju: „Boże, co tu się właśnie wydarzyło!”. Cieszyłem się po prostu z gola i biegłem cieszyć się.

Gol wywołał wiele kontrowersji, a piłkarze i kibice Liverpoolu domagali się anulowania bramki.

- Obejrzałem to nagranie już nie wiem ile razy i ciągle patrzę na reakcje różnych osób. Spójrzcie na Reinę, Glena Johnsona, Jamie'ego Carraghera... Wszyscy pytają: „co tu się wyprawia!”.

W teorii protesty piłkarzy „The Reds” były słuszne. Sędzia powinien był przerwać grę w związku z pojawieniem się przeszkody na boisku, lecz gol został uznany, ponieważ arbiter Mike Jones był przekonany, iż futbolówka wpadła do siatki po rykoszecie od Glena Johnsona, który starał się zablokować strzał.

- Pamiętam minę sędziego, gdy podszedł do mnie w przerwie. Spytał czy trafiłem w tę piłkę, więc odpowiedziałem, że tak. Wyraźnie widziałem, że spanikował. Zdał sobie sprawę, że popełnił duży błąd. Wtedy podszedł do mnie Pepe Reina i krzyczał, że przecież trafiłem w piłkę. Odparłem, że wiem o tym! Nasz menedżer też myślał, że to był rykoszet od zawodnika. Później śmialiśmy się, że ta piłka ma wielki herb Liverpoolu, jaki to musiał być dla nich wstyd.

Po meczu eksperci zrzucili winę na sędziów, twierdząc, iż to nieprawdopodobne, że ani arbiter główny, ani liniowy, ani techniczny nie wiedzieli, co tak naprawdę się wydarzyło. Rafael Benitez nie dopatrywał się przyczyn porażki w tym incydencie, a uznał, że jego drużyna zagrała po prostu kiepski mecz. W zupełnie innych nastrojach był Sunderland.

- To był chyba nasz najlepszy mecz w tamtym roku. Ciągle stwarzaliśmy sytuacje, to śmieszne, że nasz jedyny gol padł właśnie po kontakcie z piłką plażową. Graliśmy świetnie, mogliśmy ich rozbić nawet 5:0.

Dziś gol prawdopodobnie nie zostałby uznany po konsultacji z VAR, ale Bent nie przejmuje się tym.- To szalony incydent, ale fajnie było strzelić takiego gola. Zdobyłem łącznie 106 bramek w Premier League, choć niektórzy wciąż mi zarzucają, że mam ich tylko 105! Ale to strasznie dziwna historia i cieszę się, że mogłem być jej częścią.



Najnowsze informacje

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy