Podsumowanie 24. kolejki La Liga!

Podsumowanie 24. kolejki La Liga!
Redakcja
Redakcja
Źródło: własne

Miniona kolejka ligi hiszpańskiej owocowała w ciekawy i piękny pokaz futbolu. Takie spotkania, jak derby Madrytu, mecz Barcelony z Athletic Bilbao, czy Getafe z Sevillą dostarczyły nam pięknego futbolu i tego c(...)

Miniona kolejka ligi hiszpańskiej owocowała w ciekawy i piękny pokaz futbolu. Takie spotkania, jak derby Madrytu, mecz Barcelony z Athletic Bilbao, czy Getafe z Sevillą dostarczyły nam pięknego futbolu i tego co w lidze hiszpańskiej najpiękniejsze. Nie brakowało też sensacyjnych roztrzygnięć i decydujących bramek zdobytych „rzutem na taśmę”. Co ciekawe, w 24. kolejce żaden z piątki czołowych strzelców – Kanoute, Ronaldinho, Diego Milito, Van Nistelrooy i David Villa – nie potrafili tym razem znaleźć drogi do siatki rywali i tym samym powiększyć swojego konta strzeleckiego. Zobaczmy, jak sytuacje miały się, w poszczególnych spotkaniach...



Real Sociedad – Deportivo La Coruna 0:1

W pierwszym spotkaniu 24. kolejki hiszpańskiej La Liga, faworyzowane Deportivo skromnie1:0 pokonało na wyjeździe drużynę Realu Sociedad. Niespodziewanie lepiej spotkanie zaczęli gospodarze. Drużynie z San Sebastian grozi spadek do Segunda Division i każde punkty są dla nic na wagę złota. Piłkarze zdają sobie z tego sprawę i od zdecydowanych ataków rozpoczęli sobotnie spotkanie. Na szczęście dla przyjezdnych, ataki Kovacevica, Savio i Aranburu nie przyniosły zamierzonego efektu. W 28. minucie sędzia podyktował rzut wolny dla Deportivo w odległości około 40 metrów od bramki Claudio Bravo. Jeden z graczy Deportivo dośrodkował piłkę w pole karne, strącił ją głową Sebastian Taborda, a ostatecznie dopadł do niej Angel Arizmendi i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Zawodnicy gospodarzy sygnalizowali pozycję spaloną, jednak powtórki wyraźnie wskazują, iż gol został zdobyty prawidłowo. Stracony gol rozjuszył garczy Realu Sociedad i zaatakowali oni jeszcze groźniej niż na początku spotkania. Przed szansą wyrównania stanęli ponownie Kovacevic i Savio, a najlepszą okazję zmarnował pod koniec pierwszej części spotkania, German Herrera. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem gości jednak spotkanie było dość wyrównane i wydaje się, że nawet lepsze wrażenie sprawiała drużyna gospodarzy. Druga połowa to nieustanne próby wyrównania piłkarzy Sociedad. Swoje okazje mieli po raz kolejny Kovacevic, Herrera i Savio, ale ich akcje nie przyniosły skutku. Najlepszą okazję zmarnował jednak wprowadzony pod koniec meczu, Alvaro Novo, strzelając w zewnętrzną część słupka. Spotkanie ostatecznie zakończyło się wynikiem 1:0 dla przyjezdnych i Deportivo przedłużyło swoją passę ligowych spotkań bez porażki do 8.



Atletico Madryt – Real Madryt 1:1

W drugim sobotnim spotkaniu doszło do derbów stolicy Hiszpanii. Na przeciw siebie stanęły drużyny Atletico i Realu. 140. derby Madrytu zakończyły się tak, jak te poprzednie – wynikiem 1:1 i conajmniej do przyszłego sezonu żadna z drużyn nie może się pochwalić dominacją w stolicy. Spotkanie lepiej zaczęli podopieczni Javiera Aguirre. Strzał Maniche, który powrócił do składu Los Rojiblancos po urazie, zdołał jeszcze wybronić Casillas, jednak w 11. minucie Fernando Torres nie dał już szans portero Realu. Młody Hiszpan otrzymał piłkę z prawej strony od Gallettiego, zdołał ją opanować i precyzyjnym strzałem wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Gospodarze postanowili pójść za ciosem i nadal nękali obronę Realu i Casillasa groźnymi atakami. W 15. minucie Atletico wyprowadziło akcję podobną to tej, po której padła bramka – dośrodkowanie z prawej strony do Aguerro, jednak młody Argentyńczyk był faulowany. Nie wiedzieć czemu, ale sędzia nie odgwizdał przewinienia. Do piłki dopadł Pernia i umieścił ją w siatce. Arbiter jednak nie uznał bramki, twierdząc, iż gracz gospodarzy znajdował się na pozycji spalonej. Powtórki wyraźnie wskazują, iż arbiter poważnie się pomylił. W jednej akcji podopieczni Aguirre zostali pokrzywdzeni przez prowadzącego to spotkanie arbitra, gdy nie odgwizdał on ewidentnego faulu na Aguerro, a potem jeszcze nie uznał prawidłowo zdobytej bramki przez Pernię. Gra się trochę wyrównała, a Real pierwszą okazję bramkową stworzył sobie dopiero po pół godzinie gry. Strzał Higuaina zdołał jednak wybronić Leo Franco. Po 10 minutach Atletico stanęło przed możliwością podwyższenia prowadzenia, jednak strzał Torresa z 9 metrów, kapitalnie wybronił Casillas. Pod koniec pierwszej połowy świetną okazję do wyrównania zmarnował Cannavaro, który w sytuacji sam na sam z Leo Franco przegrał ten pojedynek. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Atletico. Prowadzeniem zasłużonym i gdyby nie błędy sędziowskie, byłoby ono wyższe. W drugiej części spotkania nadal dominowało Atletico, a gracze Realu coraz częściej musieli uciekać się do fauli, by przerwać ataki Torresa, Maniche, czy Aguerro. W 63. minucie, podopiecznym Fabio Capello udało się wyprowadzić na tyle dobrą kontrę, że piłka znalazła drogę do bramki. Wprowadzony po pierwszej połowie, Antonio Cassano dogrywał do Huguaina, a sprowadzony niedawno Argentyńczyk, strzelił swoją pierwszą bramkę w La Liga. Stracona bramka rozjuszyła piłkarzy Los Rojiblancos i zaatakowali oni groźniej. Szczęśliwie dla Realu, fanatastyczne spotkanie rozgrywał tego wieczora Iker Casillas. Bramkarze reprezentacji zdołał wybronić bardzo groźne strzały Torresa, Seitaridisa i Aguerro. Defensywa Realu pozostawiała wiele do życzenia, ale kapitalnie ze swoich obowiązków wywiązywał się portero Realu, rozgrywając jeden z najlepszych spotkań w bieżącym sezonie. Los Blancos nie zagrozili już bramce Leo Franco i ograniczyli się do przerywania ataków Atletico. Po jednym z fauli, Fabio Cannavaro ujrzał drugą żółtą kartkę i na około 10 minut przed końcem spotkania musiał opuścić boisko. To już druga czerwona kartka dla Włocha, od kiedy dane jest mu grać w lidze hiszpańskiej. Atletico nadal atakowało jednak nie zdołali już strzelić zwycięskiej bramki i 140. derby Madrytu zakończyły się podziałem punktów, jednak to drużyna z Vicente Calderon pokazała się z o wiele lepszej strony i pokuszę się o stwierdzenie, że nie wygrali tego spotkania tylko przez pomyłki sędziego, które ewidentnie pokrzywdziły podopiecznych Javiera Aguirre.



Celta Vigo – Racing Santander 2:2

Jednym z pierwszych sobotnuch spotkań był mecz Celty Vigo z Racingiem Santander. Gospodarze podbudowani wyeliminowaniem Spartaka Moskwa z Pucharu UEFA i awansem do 1/8 finału tychże rozgrywek, mieli nadzieje sprawić swoim kibicom i trenerowi kolejne powody do radości. Jednak przyjezdni, drużyna Racingu wcale nie mieli zamiaru ograniczyć się do obrony i jak zapowiadali, jechali do Vigo po 3 punkty. Ich słowa znalazły odzwierciedlenie w pierwszych minutach spotkania na Estadio Balaidos. Kilka dobrych akcji, po których najczęściej Zigic oddawał ostateczne uderzenia na bramkę gospodarzy, zmusiły Celtę do obrony. Świetnymi interwencjami popisywał się jednak bramkarz drużyny z Vigo, Jose Manuel Pinto, i to głównie za jego sprawą ani Zigic, ani Oscar Serrano nie zdołali strzelić bramki. Pierwszą godną uwagi akcję, wyprowadzili piłkarze Celty dopiero w 25. minucie. Nene świetnie podawał do Oubiny, a ten wbiegł z impetem w pole karne, jednak został nieprzepisowo powstrzymany przez jednego z graczy Racingu. Arbiter nie mógł podjąć innej decyzji, jak wskazać na 11. metr. Do rzutu karnego podszedł Fernando Baiano i pewnie zamienił go na bramkę. Na gospodarzy bardzo pozytywnie wpłynęła strzelona bramka i w 33. minucie zrobiło się już 2:0. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Gustavo Lopez, a piłkę z bliskiej odległości skierował głową do bramki Bamogo. Ten sam gracz stanął jeszcze przed świetną okazją do podwyższenia, ale jego strzał po ziemii, wybroniony został przez goalkeepera Santander, Tono. Pierwsza połowa zakończyła się pewnym prowadzeniem 2:0 drużyny gospodarzy, mimo, że gra była bardzo wyrównana. Druga połowa to dążenie graczy Racingu do zmiany nie zbyt ciekawej sytuacji. Efekt przyszedł w 55. minucie, kiedy to ładnym rajdem popisał się Scaloni, wbiegł w pole karne, oddał piłkę do Pedro Munitisa, a Hiszpan strzelił kontaktowego gola i przywrócił nadzieję drużynie z Santander na korzystny wynik w Vigo. Spotkanie się wyrównało, a najciekawsze rzeczy działy się w środku boiska i sporadycznie mogliśmy oglądać jakieś sytuację pod jedną, czy drugą bramką. W 78. minucie arbiter podyktował drugi rzut karny w tym meczu, tyle, że tym razem przed szansą zamiany go na bramkę stanęli przyjezdni. Do „11” podszedł rezerwowy Racingu, Cristian Alvarez i wyrównał stan meczu na 2:2. Po wyrównaniu w graczy obu ekip wstąpiła jakby druga młodość i akcje obu ekip bardzo się ożywiły. Bardzo szybko akcje przenosiły się z jednej bramki pod drugą, ale ani strzały Alvareza, Colsy i Oscara Serrano – ze strony Racingu – ani dwukrotna próba Nene – ze strony Celty – nie przyniosły prowadzenia żadnej z drużyn i na Estadio Balaidos drużyny podzieliły się punktami.



Getafe – Sevilla FC 0:0

Ciekawie zapowiadające się spotkanie pomiędzy 8. w tabeli Getafe a wiceliderem, drużyną Sevilli, okazało się niezłym widowiskiem, ale i w dużej mierze popisem nieskuteczności strzeleckiej. Od początku spotkania z lepszej strony pokazywali się przyjezdni z Sevilli, ale strzały Poulsena, Jesusa Navasa, czy Lusia Fabiano, albo były niecelne albo lądowały w rękach rezerwowego portero Getafe, Lusia Garcii Conde. Gospodarze stworzyli sobie sytuacje strzaleckie tylko dwukrotnie, ale strzał Sousy okazał się minimalnie niecelny, a uderzenie Daniela Guizy okazało się proste do wybronienia przez Palopa, strzegącego bramki Sevilli. Pierwsza część spotkania zakończyła się bezbramkowym remisem, jednak podopieczno Juande Ramosa zasługiwali na prowadzenie. Druga połowa była wręcz kopią pierwszej. Lepiej poczynali sobie piłkarze wicelidera ligi, ale niepotrafili znaleźć drogi do bramki gospodarzy, natomiast drużyna Bernda Schustera ograniczyła się do sporadycznych kontr, które nie przyniosły jednak efektu w postaci bramki. Mecz zakończył się remisem, a kibice zgromadzeni na Coliseum Alonso Perez mogli być zawiedzeni, że nie ujrzeli żadnej bramki.



Levante – Real Saragossa 0:0

Mecz pomiędzy faworyzowanym Realem Saragossa, który wciąż walczy o prawo gry w przyszłorocznych pucharach, a drużyną Levante, która zaciekle walczy, by nie znaleźć się w strefie spadkowej, zakończył się bezbramkowym remisem. Ów wynik jest przede wszystkim dziełem kapitalnej dyspozycji w tym meczu bramkarzy obu ekip. W pierwszej połowie lepiej spisywali się podopieczni Abela Resino, jednak strzały takich piłkarzy, jak Kapo, Tommasi, czy Riga kapitalnie wybronił Cesar. W odpowiedzi, bramce Jose Francisco Moliny zagrozili D'Allesandro i Ewerthon, ale tym razem także lepszy okazał się vis-a-vis Cesara. Druga połowa to aktywne ataki Levante i dążenie do sprawienia niespodzianki. Cesar jednak nie dał się pokonać Camacho, Kapo i Ridze. Przyjezdni na dobrą sprawę pokazali się z dobrej strony tylko przy okazji dwujkowej akcji Ewerthona i Zapatera, gdzie ten drugi trafił minimalnie obok prawego słupka bramki, strzeżonej przez Molinę. Mecz zakończył się podziałem punktów, ale to niespodziewanie piłkarze z Levantu byli bliżsi wygranej, aniżeli gracze Vicotra Fernandeza, którzy w dużej mierze rozczarowali w tym spotkaniu.



Osasuna Pampeluna – Espanyol Barcelona 0:2

Przemęczona ciężkim, ponad 120-minutowym bojem z Bordeaux w ramach Pucharu UEFA, drużyna Osasuny poległa na swoim stadionie 0:2. Pogromcą okazała się drużyna z Barcelony – Espanyol. Nie przeszkodził jej w tym nawet brak tak ważnych graczy, jaki bez wątpienia są Ivan De La Pena i Albert Riera. Mecz zaczął się od walki w środku pola i żadna z drużyn nie stworzyła ani jednej składnej, ciekawej akcji. Dopiero w 14. minucie podopieczni Ernesto Valverde stworzyli ciekawą akcję, po której Coro zdobył gola, strzelając w długi róg bramki strzeżonej przez Ricardo. Do końca pierwszej częśći meczu nie wydarzył się już nic godnego uwagi. Obie ekipy nadal walczyły głównie w środkowej strefie boiska, a strzały na bramkę, czy to jednych, czy drugich oddawane były bardzo sporadycznie. Po zmianie stron boiska, obraz gry uległ zmianie, jednak z małym stopniu. Najważniejsze jednak, że oglądaliśmy okazje podbramkowe, ale najpierw ani Webo, ani Soldado nie zdołali pokonać Kameniego, a potem Moises fatalnie przestrzelił w bardzo dobrej okazji po rzucie rożnym. W 66. minucie Espanyol dobił ambitnie walczącą o wyrównanie Osasunę. Po akcji Luisa Garcii i Raula Tamudo, ten drugi skierował piłkę do siatki, ustalając wynik meczu na 2:0 dla przyjezdnych. Kibice zgromadzeni na El Sadar mogą czuć się zawiedzeni, gdyż ich drużyna mimo, że nieźle spisuje się w Pucharze UEFA, to na krajowym podwórku w ostatnich 6 spotkaniach, zdołała wygrać tylko raz.



Betis Sewilla – Recreativo Huelva 0:0

Osłabiony brakiem kilku podstawowych graczy Betis zdołał zremisować bezbramkowo z 7. drużyną ligi – Recreativo. Samo spotkanie było mało porywającym widowiskiem i w zasadzie wyróżnić można zaledwie 2 akcje gospodarzy i 1 – gości. W pierwszej połowie blisko zdobycia gola był Robert, jednak Vallejo był na posterunku. W drugiej części spotkania, ten sam zawodnik główkował po dośrodkowaniu Pancarte, jednak piłka po jego strzale minimalnie minęła bramkę gości. Recreativo zdołało odpowiedzieć tylko jedną groźną akcją, po której Doblas wybronił strzał Uche. Ogólnie mecz był raczej wyrównany z małym wskazaniem na gospodarzy, ale znaczne braki kadrowe i nieskuteczność Roberta nie pozwoliły im wygrać tego spotkania.



Villarreal CF – Real Mallorca 2:1

Obie drużyny zaczęły spotkanie dość asekuracyjnie, skupiając się głównie na obronie. Ani Villarreal, ani Real Mallorca, nie chciały zacząć tego spotkania od utraty bramki. Obie drużyny ograniczyły się do gry z kontry, co przyniosło efekt w 25. minucie, kiedy to Juan Arango mocnym uderzeniem zmusił Mariano Barbosę do sparowania piłki na rzut rożny. Wykonał go Ibagaza, precyzyjnie dośrodkowując na głowę Peryeyry, który otworzył wynik spotkania. Villarreal znów grał bardzo chaotycznie, jak miało to miejsce w poprzednich 3 meczach. Jednak tym razem stracony gol podziałał na gospodarzy, niczym na byka – czerwona płachta w rękach torreadora. Podopieczni Pellegriniego ruszyli do zdecydowanych ataków, a na efekty nie trzeba było długo czekać. Duńczyk, Jon Dahl Tomasson wykorzystał dokładne podanie Matiasa Fernandeza i strzelił pierwszego gola dla drużyny gospodarzy od 3 meczów. Do końca pierwszej, jak i drugiej połowy gra była bardzo wyrównana, a najwięcej działo się nie pod bramkami, a w środku boiska, co troche popsuło widowisko. W 90. minucie w istny szał radości wprowadził wszystkich zgromadzonych na El Madrigal, Fabricio Fuentes, strzelając bramkę na 2:1 i dając „Żółtej Łodzi Podwodnej” pierwsze punkty od 4 spotkań.



Gimnastic Tarragona – Valencia CF 1:1

W zapowiadającym się dość jednostronnie spotkaniu, Valencia dość niespodziewanie tylko zremisowała z ostatnią drużyną ligi, Gimnastic Tarragona. Spotkanie lepiej zaczęli podopieczni Floresa, ale dwójkowe akcje Silvy i Villi oraz tego drugiego z Marcheną nie przyniosły efektu w postaci bramki. Valencia zaczęła mecz z wielkim impetem i zdecydowaniem, ale z minuty na minutę zdawało się, jak gdyby schodziło z jej graczy powietrze. Ich akcje były chaotyczne i często się gubili w swoich atakach, jak np. gdy Moretti potknął się o piłkę, co wywołało salwę śmiechu na Nou Estadi. Piłkarze Nastic próbowali zaskoczyć przyjezdnych, ale ich strzały nie okazały się skuteczne. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem, co uchodziło za małą niespodziankę. Druga połowa to ciekawy mecz, o dziwo wcale nie toczony do jednej bramki. Gimnastic jako pierwsze zaatakowało, ale strzał Pinilli, a potem Gila zdołał obronić Butelle. Goście zdecydowanie odpowiedzieli w 63. minucie spotkania, kiedy to rajdem lewą flanką popisał się Hugo Viana, który dograł piłkę w pole karne, doszedł do niej Villa, jednak jego strzał zdołał odbić Bizzari – który notabene rozegrał jedno z najlepszcych spotkań w tym sezonie. Tym razem zrobił to jednak na tyle niedokładnie, że dopadł do piłki Joaquin i trafił do bramki. Zgodnie z oczekiwaniami Valencia w końcu wyszła na prowadzenie. 10 minut później podobną akcją do tej bramkowej popisali się Los Che – tym razem strzelał Hugo Viana, Bizzari znów odbił piłkę pod nogi Joaquina, ale tym razem na przeszkodzie stanął mu David Garcia, wybijając piłkę z linii bramkowej. Wydawało się, że kwestią czasu jest podwyższenie wyniku przez podopiecznych Quique Floresa, a jednak to Gimnastic stworzyło sobie dobre okazje do wyrównania. Najpierw pomylił się Cuellar, a potem strzał Grahna zdołał obronić Butelle. Kiedy pierwsi kibice zaczęli opuszczać trybuny, stało się to co wydawało się niemożliwe. W 3. minucie doliczonego czasu gry Javier Portillo podał do Rubena Castro, a ten strzelił upragnionego gola. Gracze Valencii nie mogli uwierzyć w to co się stało, a na trybunach Nou Estadi zapanowała niesamowita radość. To co przed meczem wydawało się niemożliwe, stało się faktem.



FC Barcelona – Athletic Bilbao 3:0

W ostatnim meczu 24. kolejki La Liga, Mistrzowie Hiszpanii podejmowali Basków z Bilbao. Wszyscy spodziewali się jednostronnego pojedynku, jednak chyba mało kto spodziewał się, że Barca zagra tak fantastyczny mecz. Od pierwszej do ostatniej minuty dominowali bezapelacyjnie Katalończycy, nie dając najmniejszych szans drużynie Athleticu. W pierwszej „11” wybiegł długo oczekiwany Saumel Eto'o, co najwidoczniej bardzo pozytywniej wpłynęło na zespół Rijkaarda. Popularna Duma Katalonii od początku meczu zaatakowała z wielkim animuszem. Pierwszą akcją była indywidualny rajd Ronaldinho, który udrzał z 17 metrów, jednak bez problemów poradził sobie Aranzubia. Brazylijczyk jeszcze kilkakrotnie zaprezentował swoje wspaniałe umiejętności i liczna ilość trików i zwodów wywyływała za każdym razem salwę braw, kibiców zgromadzonych na Camp Nou. W 23. minucie Giuly pomknął prawą flanką i dograł piłkę w pole karne. Celem był Samuel Eto'o, jednak defensor Athleticu, Amorebieta interweniował tak fatalnie, że skierował futbolówkę do własnej bramki. Barcelona zasłużenie prowadziła, mimo, że bramka nie była auorstwem żadnego z graczy Dumy Katalonii. Kolejne zagrożenie dla bramki Aranzubii przyszło ze strony Xaviego. Wychowanek Barcy uderzył mocno, jednak portero baskijskiej drużyny zdołał na raty wybronić jego uderzenie. Kapitalną akcją popisała się Barcelona w 30. minucie meczu. Iniesta w środku pola zagrał do Ronaldinho, ten minął dwóch graczy i dośrodkował piłkę w pole karne. Był tam Eto'o i świetnie strącił piłkę do nadbiegającego Xaviego, który precyzyjnym uderzeniem wyprowadził swój zespół na dwubramkowe prowadzenie. Podopieczni Rijkaarda wciąż szli za ciosem i akcje rozgrywającego kapitalne spotknie Ronaldinho, Samuela Eto'o, Iniesty i Xaviego wciąż zagrażały bramce przyjezdnych i kolejne bramki były tylko kwestią czasu. W 42. minucie Ronaldinho posłał prostopadłą piłkę z głębi pola. Dopadł do niej Eto'o, przebiegł kilka metrów i pewnie umieścił ją w bramce. Kibice skandowali jego nazwisko i nie ukrywali radości, po pierwszej od 5 miesięcy bramce, jednego ze swoich ulubieńców. Pierwsza połowa skończyła się 3:0, a Barcelona rozgrywała kapitalne spotkanie. Reżyserzy gry – Ronaldinho, Xavi i Iniesta – pokazywali grę, jaką dwaj pierwsi prezentowali za swoich najlepszych lat, a trzeci wcale im nie ustępował, mimo bardzo młodego jeszcze wieku. W 2. części meczu Barca nadal dominowała, nie dając szans rywalowi na wyprowadzenie nawet kontry. Najlepsze okazje zmarnowali Iniesta, który najpier trafił w słupek, a dobijając fatalnie przestrzelił. Akcję meczu przeprowadził Ronaldinho. Brazylijczyk pomknął lewą stroną boiska, minął 4 rywali, niczym tyczki na treningu, pokazując sztuczki najwyższej klasy i z prawie zerowego kąta, techincznym strzałem posłał piłkę ku bramce. Ta jednak odbiła się od poprzeczki i Ronaldinho nie udokumentował pięknej akcji, bramką. Gdy w 67. minucie Rijkaard zdecydował się na zmianę Eto'o-Messi, Kameruńczyk żegnany był ogromnymi brawami, a opuszczając plac gry, uściskał się z Ronaldinho, a później z Rijkaardem, zamykając usta wszystki, którzy na siłę próbują „utworzyć” nowe konflikty pomiędzy Samuelem a innymi członkami zespołu. Do końca meczu nie padła już żadna bramka, ale Katalończycy mieli ku temu niejedną okazję – strzały Gio i 3-krotnie Ronaldinho albo minimalnie mijały bramkę, albo trafiały w poprzeczkę, albo jakimś cudem wybronione zostały przez portero Athleticu. Barcelona wygrała zdecydowanie i pewnie, pokazując futbol, jaki oglądamy w tym sezonie z ich strony bardzo rzadko. Czy to znak na lepsze chwile w katalońskiej ekipie? Czy z taką grą El Tridente jest w stanie odrobić straty w meczu z Liverpoolem? Wszyscy fanii katalońskiego klubu, z pewnością żywią takie nadzieje.

Więcej na temat: Hiszpania

Zobacz również

Zwrot środków za pierwszy przegrany kupon w Betclic nawet do 500 złotych Zwrot środków za pierwszy przegrany kupon w Betclic nawet do 500 złotych Piast Gliwice złożył wniosek o przełożenie meczów [OFICJALNIE] Piast Gliwice złożył wniosek o przełożenie meczów [OFICJALNIE] Tuchel grzmi: Tak zniszczymy piłkarzy! Tuchel grzmi: Tak zniszczymy piłkarzy! OFICJALNIE: Koronawirus w Lechii Gdańsk.  Co z Pucharem Polski?! OFICJALNIE: Koronawirus w Lechii Gdańsk. Co z Pucharem Polski?! Benfica porównana do Barcelony przez piłkarza rywali. Zaskakująca reakcja Jorge Jesúsa Benfica porównana do Barcelony przez piłkarza rywali. Zaskakująca reakcja Jorge Jesúsa Diego Maradona obchodzi sześćdziesiąte urodziny. „Przebywając z tobą, sprawia, że czujesz się najlepiej na świecie” Diego Maradona obchodzi sześćdziesiąte urodziny. „Przebywając z tobą, sprawia, że czujesz się najlepiej na świecie” Grosicki szczerze po transferowym zamieszaniu: Nie chciałem odchodzić z West Bromwich Albion Grosicki szczerze po transferowym zamieszaniu: Nie chciałem odchodzić z West Bromwich Albion Puchacz po spotkaniu z Rangersami: To nie była drużyna takich kozaków Puchacz po spotkaniu z Rangersami: To nie była drużyna takich kozaków

Najnowsze informacje

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy