Prezydent Sportingu wbija szpilę Tottenhamowi. Bardzo szczery wywiad

Prezydent Sportingu wbija szpilę Tottenhamowi. Bardzo szczery wywiad
Rafał Bajer
Rafał Bajer
Źródło: Sporting TV

Frederico Varandas, prezydent Sportingu, udzielił wywiadu klubowej telewizji, w którym tłumaczył rynkowe decyzje klubu.

W większości klubów sprawy transferowe zazwyczaj odbywają się za kulisami, a ewentualne przecieki mediów nie doczekują się konkretnych komentarzy oficjeli. Taki trend zdecydował się jednak złamać prezydent Sportingu, który w rozmowie z klubową telewizją wyjawił kilku szczegółów działania dyrektorów na tegorocznym rynku transferowym. Wyjaśnił między innymi, dlaczego Bruno Fernandes ostatecznie nie zmienił klubu, a uczynił to Raphinha. Nie omieszkał przy tym wbić sporej szpili Tottenhamowi.

- Bruno Fernandes? Byłem gotowy do rozmów aż do ostatniej środy sierpnia. Pojechałem do Monako, gdzie byli wszyscy działacze największych klubów. Wtedy zdałem sobie sprawę, że Bruno Fernandes na pewno nie zostanie sprzedany - zaczął Varandas.

- Zdecydowaliśmy się go zatrzymać i przeszliśmy do innego planu - sprzedać Raphinhę. Nie chciałem tracić w jednym oknie dwóch niekwestionowanych liderów Sportingu. Pozwoliliśmy odejść młodemu graczowi z doświadczeniem międzynarodowym za 21 milionów euro. Gdybym zapytał ludzi, kogo lepiej sprzedać - Bruno Fernandesa czy Raphinhę - 100 na 100 osób stwierdziłoby, że powinienem zatrzymać tego pierwszego. Właśnie dlatego tak się to potoczyło.

W prasie krążyła informacja, że Bruno Fernandes mógł otrzymać premię za to, że pozostanie w klubie, prezydent Sportingu stanowczo temu jednak zaprzecza, dodając przy tym, iż pomocnik zostanie wynagrodzony w inny sposób.

- Nie wypłacimy mu żadnych pięciu milionów. Zrewidujemy za to jego kontrakt, lecz nie dlatego, że to planowaliśmy, a dlatego, że on na to zwyczajnie zasługuje. To będzie też przykład dla innych piłkarzy. On pracuje i cierpliwie czego na owoce tej pracy.

Mimo to, Bruno Fernandes przyznał w ostatnim wywiadzie, że przyjął ofertę Tottenhamu, ponieważ zawsze marzyła mu się gra w Premier League. Dodał wtedy, że do porozumienia nie doszły jednak kluby, co tłumaczy Varandas.

- Otrzymaliśmy od Tottenhamu ofertę w wysokości 45 milionów euro plus 20 milionów w formie bonusów. Jednym z ich głównych warunków był ich triumf w Premier League oraz Lidze Mistrzów, oni jednak nigdy tego nie osiągnęli [w rzeczywistości Tottenham wygrał ligę angielską, lecz stało się to dość dawno, w 1951 oraz 1961 roku - przyp. red.]. Nie mieliśmy zatem gwarancji, że może się to zmienić w najbliższej przyszłości, dlatego też nie rozumiałem, dlaczego miałbym go sprzedać na takich warunkach.

- Wyjaśniłem Bruno, dlaczego odrzuciliśmy tę ofertę, a on to zrozumiał. To jednak nie koniec jego marzeń. Chcę mieć tutaj piłkarzy ambitnych, którzy chcą wygrać Ligę Mistrzów, grać dla klubów takich jak Real Madryt. Fernandes zdał sobie sprawę, że ta oferta nie była wystarczająco dobra.

Na koniec Varandas przyznał, że zdaje sobie sprawę z trudności portugalskich ekip, nawet tych największych, które muszą pozbywać się swoich najbardziej wartościowych graczy.

- Wszystkie kluby muszą sprzedawać. Weźmy taką Benfikę, która sprzedała João Félixa, swojego najlepszego zawodnika... Albo FC Porto, które oddało Édera Militão i straciło z minimalnym zyskiem swoje dwie gwiazdy - Herrerę i Brahimiego. Czy Sporting też musi sprzedawać? Tak! Najlepszy napastnik na świecie gra w Juventusie, najlepszy obrońca i bramkarz są w Liverpoolu, a my możemy tworzyć takich piłkarzy. Może trudno w to uwierzyć, ale taka jest rzeczywistość portugalskiej piłki - kluby muszą sprzedawać.

Najnowsze informacje

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy