„Nagle zgasły światła, nikt nie krzyczał”. Dziewięć lat od tragedii Chapecoense

2025-11-29 23:29:08; Aktualizacja: 2 godziny temu
„Nagle zgasły światła, nikt nie krzyczał”. Dziewięć lat od tragedii Chapecoense Fot. ACF
Kajetan Dudzik
Kajetan Dudzik Źródło: Marca

29 listopada 2016 roku doszło do tragedii, o której mówił cały świat. Samolot z piłkarzami Associação Chapecoense de Futebol rozbił się pod Medellin. Po dziewięciu latach katastrofę wspominał Alan Ruschel w rozmowie z „Marcą”.

Katastrofa lotnicza sprzed dziewięciu lat przydarzyła się brazylijskiemu zespołowi w momencie, gdy pojawiła się okazja na pierwszy międzynarodowy triumf.

Chapecoense było w drodze na pierwszy mecz finałowy Copa Sudamericana z Atlético Nacional. Spotkanie nigdy się nie odbyło, bo samolot z piłkarzami ekipy z Kraju Kawy rozbił się 32 kilometry od lotniska w Medellin.

Na pokładzie znajdowało się w sumie 77 osób - 68 pasażerów (brazylijska drużyna piłkarska Chapecoense oraz 21 dziennikarzy) i 9 członków załogi.

Spośród nich z większymi lub mniejszymi obrażeniami katastrofę przeżyło tylko sześć osób: trzech piłkarzy - Alan Ruschel, Jakson Follmann i Hélio Neto, dziennikarz - Rafael Henzel (później zmarł na atak serca), stewardessa - Ximena Suárez oraz mechanik pokładowy - Erwin Tumiri.

Pierwszy z wymienionych udzielił ostatnio wywiadu „Marce”. Wspominał pierwsze chwile po katastrofie.

- Pilot oznajmił, że lądujemy, zatoczyliśmy koło raz, potem drugi i nic… nie lądowaliśmy. Nagle, podczas jednego z tych kręgów, wszystkie światła w samolocie zgasły i wszystko ucichło. Nikt nie krzyczał, nie było paniki. Potem pojawiły się bardzo silne turbulencje, w samolocie rozległ się alarm… i potem już nic więcej nie pamiętam. Przypuszczam, że to był moment uderzenia - opowiedział.

W tej samej rozmowie zdradził, że pierwsze opinie lekarzy nie dawały wielkich nadziei na to, że będzie mógł chodzić.

- Kiedy lekarz w Chapecó zobaczył zdjęcia, powiedział mi, że jego zdaniem na zawsze straciłem mobilność i nigdy już nie będę chodził. Powiedział, że uraz kręgosłupa był tak poważny, że prawdopodobnie uszkodził mi rdzeń kręgowy. Kiedy przyjechałem do szpitala, przeprowadził badanie: wziął igłę i zaczął nakłuwać moją stopę, żeby sprawdzić, czy coś poczuję. Poczułem. A potem powiedział: „Dobrze, jest duża szansa, że ​​znowu będziesz chodził” - wyjawił.

Ruschel wrócił później na boisko. Obecnie gra dla EC Juventude. Z kolei Chapecoense wywalczyło ostatnio awans do brazylijskiej ekstraklasy.