„To nie jest tak, że działamy bez planu”. Działacz Widzewa Łódź odpowiada na zarzuty o „przepalanie pieniędzy”

2026-01-20 13:01:38; Aktualizacja: 1 godzina temu
„To nie jest tak, że działamy bez planu”. Działacz Widzewa Łódź odpowiada na zarzuty o „przepalanie pieniędzy” Fot. Szymon Gorski / PressFocus
Kajetan Dudzik
Kajetan Dudzik Źródło: Przegląd Sportowy Onet

Od kiedy w Widzewie Łódź pojawił się Robert Dobrzycki, zaczęło się szaleństwo transferowe, którego w Ekstraklasie jeszcze nie widzieliśmy. W tym sezonie klub wydał już ponad 15 milionów euro na wzmocnienia. Dariusz Adamczuk w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” zarzeka się jednak, że to konieczne dla osiągnięcia ambitnych celów.

We wtorek Widzew ogłosił piąty zimowy transfer - Carlosa Isaaca. Jego klauzula wykupu z Córdoba CF wyniosła okrągły milion euro, co oznacza, że pękła bariera 15 milionów wydanych przez klub w tym sezonie.

Oprócz niego w Łodzi zameldowali się ostatnio Bartłomiej Drągowski, Lukas Lerager, Christopher Cheng i Osman Bukari. Sprowadzenie tego ostatniego wymagało zresztą pobicia rekordu Ekstraklasy.

Na razie jednak ogromne jak na polskie realia wydatki nie przekładają się na wyniki. Drużyna zajmuje dopiero 15. miejsce w ligowej stawce i żeby walczyć o coś więcej będzie musiała znacząco się poprawić.

Nie sprawia to natomiast, że strategia klubu ulegnie zmianie. Dariusz Adamczuk w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” twardo bronił dotychczasowych ruchów transferowych.

- To nie jest tak, że działamy bez planu. Gdybyśmy teraz tych transferów nie przeprowadzili, to byłoby narzekanie, że właściciel nic nie robi. Ciężko dogodzić. Na końcu ma być dobra drużyna, a kibice i właściciel zadowoleni. Taki jest plan. Robimy to z głową i na pewno nie są to przypadkowe transfery - zarzekał się działacz Widzewa (cała rozmowa dostępna TUTAJ).

Jego słowa zweryfikuje runda wiosenna. Ekipa z Łodzi ma w niej powalczyć nie tylko w Ekstraklasie, ale również postarać się o zdobycie Pucharu Polski.