Były agent Griezmanna: On cierpi na amnezję. Nigdy nie ogląda się za siebie

Były agent Griezmanna: On cierpi na amnezję. Nigdy nie ogląda się za siebie fot. Movistar+
Rafał Bajer
Źródło: Le Journal du Dimanche

Eric Olhats, były agent Antoine'a Griezmanna, wypowiedział się w szczerych słowach o transferze nowego nabytku Barcelony.

Francuz miał na Wanda Metropolitano status gwiazdy i cieszył się sporą sympatią kibiców, ale relacje z sympatykami Atlético Madryt znacząco się pogorszyły ze względu na okoliczności transferu gracza. Jego odejście było niemalże pewne od dłuższego czasu, lecz piłkarz narobił wokół siebie sporo szumu, kiedy odmawiał powrotu do treningów, a kontrowersje wzbudził też fakt, że dogadał się z Katalończykami już w okolicach marca. Eric Olhats, były agent Griezmanna, a obecnie pracownik „Los Colchoneros” wypowiedział się o zawodniku w „Le Journal du Dimanche”.

- Antoine zawsze marzył o grze w Barcelonie, więc nie byłem zaskoczony jego odejściem - powiedział Olhats, który pokierował karierą Griezmanna, kiedy ten za młodu nie mógł znaleźć dla siebie klubu we Francji.

- Jeszcze jak reprezentowałem jego interesy, Piqué i Suárez dzwonili do niego kilka razy, raz również Messi. Przekonałem jednak Antoine'a, że jest zbyt wcześnie na transfer. Barcelona skontaktowała się z nim ponownie przed ćwierćfinałami Ligi Mistrzów między Atlético a Juventusem. Wierzę Miguelowi Ángelowi Gilowi, gdy zapewnia, iż ma na to dowody. Było to duże zaniedbanie.

Przez całe zamieszanie napastnik nie mógł liczyć na uroczyste pożegnanie z madrytczykami.

- On zasługiwał na godniejsze odejście, ale to już wina jego i jego otoczenia. Jest mi trochę przykro, bo on wiele zawdzięcza Gilowi, dyrektorowi sportowemu Andrei Bercie oraz trenerowi, Diego Simeone. Rozumiem, że po pięciu latach chciał spróbować czegoś nowego. Wciąż myślę, że był szczerze przywiązany do Atlético.

- Antoine zadzwonił do mnie, gdy zrealizował swój transfer, ale czuję trochę gorzki smak. Nasze drogi się rozeszły. Jako osoba zatrudniona w klubie, który on właśnie opuścił, czuję się z tym niekomfortowo. On nie jest złym człowiekiem. Po prostu jak chce iść do przodu, nie odwraca się za siebie. Wiem, że jest wdzięczny, ale dla niego jestem historią. On na to nie patrzy. Chciałbym, żeby popracował nad tą amnezją.

- Po przerwaniu współpracy nie rozmawialiśmy już tak wiele. Niektórzy twierdzą, że miałem na niego zbyt duży wpływ w młodości, wyłącznie przez finanse, nasze relacje nie opierały się jednak tylko na marketingu i komunikacji. Coś jednak się rozeszło. Był dla mnie bardzo ważny, ale kartka się przewróciła. Ludzie twierdzą, że wiele mi zawdzięcza, ale ja też jestem jego dłużnikiem. Współpraca z nim przyniosła mi rozgłos, dała wiarygodność, chronił mnie też finansowo. Mam nadzieję, że gdy zgasną stadionowe reflektory, naprawimy nasze relacje.

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy