Senegal chce zerwać z klątwą, heroiczna obrona Gwinei i rozczarowująca Algieria. Puchar Narodów Afryki nabiera rozpędu [WIDEO]

2024-01-15 23:13:45; Aktualizacja: 6 miesięcy temu
Senegal chce zerwać z klątwą, heroiczna obrona Gwinei i rozczarowująca Algieria. Puchar Narodów Afryki nabiera rozpędu [WIDEO] Fot. Shutterstock
Norbert Bożejewicz
Norbert Bożejewicz Źródło: Transfery.info

Trzeci dzień rywalizacji w Pucharze Narodów Afryki przyniósł nam kolejne niespodzianki. Za taką należy mimo wszystko uznać nawet wygraną faworyzowanego i zarazem broniącego tytułu Senegalu.

Następny dzień grupowych zmagań otworzyła nam potyczka „Lwów Terangi” z nieobliczalną Gambią.

W formalnych warunkach można było zakładać w ciemno, że obrońcy mistrzowskiego trofeum wywalczonego na boiskach Kamerunu nie powinni mieć większych kłopotów z pokonaniem niżej notowanego rywala.

Historia pokazuje jednak, że zespołowi przychodzącemu bronić wywalczonego tytułu nie jest łatwo. Dobitnie pokazują to przypadki z ostatniego dziesięciolecia - Egipt i Nigeria nie awansowały na turniej odpowiednio w 2012 oraz 2025 roku, a Zambia, Wybrzeże Kości Słoniowej i Algieria nie wyszły z grupy odpowiednio w 2013, 2017 oraz 2021 roku.

Jedynie Kamerunowi udało się po dwóch bezbramkowych remisach i wygranej z najsłabszą w grupie Gwineą Bissau zameldować w fazie pucharowej w 2019 roku, gdzie w 1/8 finału uznał wyższość Nigerii.

Senegal postara się zrobić wszystko, aby pozbawić trofeum klątwy i rozpoczął realizację tej misji w znakomitym stylu, odnosząc przekonujące zwycięstwo nad Gambią (3:0).

„Skorpiony” musiały na dodatek całą drugą połowę grać w osłabieniu po czerwonej kartce dla Ebou Adamsa, co też ułatwiło realizację planu „Lwom Terangi”, co nie było takie oczywiste.

***

Przekonał się o tym Kamerun, który na papierze mógł wyglądać na faworyta potyczki z Gwineą. Ostatnie rezultaty osiągane przez obie ekipy wskazywały jednak, że w lepszej formie znajdują się „Narodowe Słonie”.

W pierwszej połowie dało się to dostrzec gołym okiem, ponieważ podopieczni Kaby Diawary już w dziesiątej minucie skorzystali z otrzymanego prezentu przez ślamazarnie zachowującą się defensywę „Nieposkromionych Lwów”.

Niestety tuż przed przerwą na Gwineę spadła jak grom z nieba czerwona kartka dla kapitana Françoisa Kamano. Skrzydłowy zupełnie niepotrzebnie zaatakował jednego z rywali w środku pola, nadeptując mu na Achillesa. Sędzia ukarał go początkowo żółtą kartką, ale VAR wezwał sędziego do obejrzenia sytuacji pod kątem wyrzucenia gracza z boiska. Ten po obejrzeniu incydentu z paru ujęć zmienił swoją decyzję i odesłał piłkarza do szatni.

W efekcie Kamerun przejął całkowitą inicjatywę nad wydarzeniami w drugiej połowie. Nie miał jednak ambitnego pomysłu na sforsowanie defensywy rywali i posiłkował się jedynie wrzutkami oraz uderzeniami z dystansu.

Przyniosło to skutek w postaci zdobycia bramki wyrównującej oraz kilkukrotnego uratowania się przed groźnymi kontrami „Narodowych Słoni”, które ten remis mogą traktować w kategoriach zwycięstwa. Choć same wolałyby mieć teraz na koncie trzy, a nie jeden punkt.

***

Na koniec dnia Algieria zamierzała zmazać ciążącą na niej plamę z poprzedniej edycji, kiedy to jako obrońca trofeum zaliczył kompromitujący start zmagań od bezbramkowego remisu z Sierra Leone, by potem ulec Gwinei Równikowej oraz Wybrzeżu Kości Słoniowej i w konsekwencji zająć ostatnie miejsce w grupie.

„Lisy Pustyni” miały idealną ku temu okazję, ponieważ znów przyszło im się zmierzyć ze zdecydowanie niżej notowanym rywalem w postaci Angoli.

W pierwszej połowie ich przewaga nad „Czarnymi Antylopami” nie podlegała dyskusji i została udokumentowana objęciem jednobramkowego prowadzenia. Choć niewiele brakowało do tego, żeby Baghdad Bounedjah strzelił drugiego i zarazem kapitalnego gola z przewrotki. Niestety dla niego sędzia dopatrzył się słusznego spalonego.

W drugiej odsłonie Algieria spuściła z tonu i wzięła przykład z Egiptu. A wystarczyło wyciągnąć wnioski z potyczki sąsiada z Mozambikiem, by uniknąć utraty gola i późniejszej walki o ponowne wyjście na prowadzenie z jednoczesną obroną choćby remisu.

„Listy Pustyni” tego nie zrobiły i na pewno stanął im przed oczami obraz z poprzedniej imprezy, bo teraz już nie mogą sobie pozwolić na potknięcia, ponieważ znacząco sobie utrudnią zadanie w walce o awans lub trafienie na mniej wymagającego przeciwnika w 1/8 finału.