Czy władze Widzewa Łódź dały dość czasu Januszowi Niedźwiedziowi?

2023-09-11 11:04:15; Aktualizacja: 10 miesięcy temu
Czy władze Widzewa Łódź dały dość czasu Januszowi Niedźwiedziowi? Fot. Dziurek / Shutterstock.com
Kacper Adamczyk
Kacper Adamczyk Źródło: Transfery.info

Janusz Niedźwiedź we wtorek został zwolniony z funkcji pierwszego trenera Widzewa Łódź. Większość uważa, że to słuszna decyzja, jednak znajdują się i tacy, którzy twierdzą, że zasłużył on na większe zaufanie.

Zacznijmy od faktów. 41-latek prowadził RTS od początku lipca 2021 roku i w pierwszych dwóch sezonach swojej pracy przy alei Piłsudskiego spełniał stawiane przed nim cele. Najpierw wywalczył awans do Ekstraklasy, a następnie się w niej utrzymał. Poprowadził czterokrotnego mistrza Polski w 79 spotkaniach, w których osiągnął średnią 1,47 punktu na mecz.

Te statystyki bez dwóch zdań przemawiają na korzyść szkoleniowca, ponieważ Widzew nie posiada obecnie odpowiedniej jakościowo kadry, aby walczyć o najwyższe cele, a jesień kampanii 2022/2023 zakończoną na podium należy ocenić jako pewnego rodzaju efemerydę. Wówczas łodzianie skorzystali na efekcie świeżości tuż po uzyskaniu promocji do najwyższej klasy rozgrywkowej i punktowali lepiej, niż wskazywały na to wszelkiego rodzaju algorytmy.

Natomiast po mundialu w Katarze ewidentnie coś w tej dobrze funkcjonującej maszynie się zacięło. Początkowo Widzew nadal prezentował się dobrze, ale jakby szczęście się od niego odwróciło. Do marcowej przerwy na kadrę uzbierał osiem punktów w ośmiu meczach, a tuż przed jej rozpoczęciem uległ u siebie Lechowi Poznań (1:2), mimo że przez długi okres czasu skutecznie powstrzymywał „Kolejorza”, dzięki swojej intensywności.

Z kolei od początku kwietnia RTS w dziewięciu starciach wywalczył zaledwie cztery punkty, ostatecznie utrzymując się w lidze za sprawą sporej zaliczki z jesieni.

Latem bez dwóch zdań kadra łodzian została wzmocniona, ponieważ z więcej grających piłkarzy odszedł tylko Martin Kreuzriegler, a sprowadzono chociażby: Frana Álvareza, Luísa Silvę czy Imada Rondicia. W końcówce okienka dokooptowano do tego zestawienia jeszcze: Sebastiana Kerka i Juana Ibizę, a dopiero po kontuzji wraca Dawid Tkacz. Nowy sezon Widzew rozpoczął przeciętnie, żeby nie powiedzieć słabo, bo w siedmiu meczach zgromadził tylko siedem „oczek”, punktując jedynie z beniaminkami (Puszczą Niepołomice i ŁKS-em Łódź) oraz źle wyglądającym na starcie kampanii Górnikiem Zabrze.

W tabeli, obejmującej cały zeszły sezon i początek obecnego RTS plasuje się na czternastym miejscu, wyprzedzając tylko Koronę Kielce, jeśli odejmiemy spadkowiczów i beniaminków. Warto jednak zauważyć, że ekipa ze stolicy województwa świętokrzyskiego traci w niej do łodzian dwa punkty i ma jedno spotkanie rozegrane mniej. Natomiast w tabeli za rok 2023 zespół z alei Piłsudskiego zajmuje już piętnastą lokatę, tracąc do wyprzedzającej go bezpośrednio Stali Mielec sześć „oczek”, a do następnej Warty Poznań już dziesięć.

Elementy, z jakich warto zapamiętać drużynę prowadzoną przez Janusza Niedźwiedzia, to z pewnością bramki zdobywane w końcówkach spotkań (od początku sezonu 2022/2023 aż dziewięć strzelonych goli po 90. minucie), przebieganie dużej ilości kilometrów w poszczególnych spotkaniach i charakterystyczna dla tej ekipy intensywność w działaniach boiskowych.

41-latek został zwolniony dopiero 5 września, ale już wcześniej stracił zaufanie wielu osób w klubie. Nie ma, co tutaj wspominać o relacjach z piłkarzami, ponieważ nawet jeśli one nie były najlepsze, to nie uwidaczniało się to na boisku. Chodzi tutaj bardziej o współpracę z szefostwem klubu, które już na wiosnę było bliskie zmiany na stanowisku szkoleniowca, a Niedźwiedzia uratowało wówczas wyjazdowe zwycięstwo z Miedzią Legnica po indywidualnej akcji Dominika Kuna.

Od tamtej pory wokół Janusza Niedźwiedzia nie było spokoju, a jeszcze przed startem sezonu 2023/2024 mówiło się, że może być to pierwszy szkoleniowiec, który straci pracę, ponieważ wewnątrz Widzewa wiele osób czekało na jego potknięcie, a posadę trenera długo ratował jedynie właściciel klubu Tomasz Stamirowski. Stanął on po stronie 41-latka w trakcie konfliktu z byłym już prezesem RTS-u Mateuszem Dróżdżem.

Gdy popatrzy się na suche dane, to zwolnienie w tym momencie Niedźwiedzia wydaje się ruchem rozsądnym, ponieważ teoretycznie otrzymał sporo czasu na poprawę rezultatów zespołu, a przerwa na kadrę zawsze jest najlepszym momentem na zmianę na stanowisku trenera. W praktyce jednak 41-latek dostał od swoich szefów dużo mniej czasu, niż się wydaje, skoro wiele osób wewnątrz klubu już od końcówki poprzedniej kampanii czyhało na jego zwolnienie.

Z pewnością żadnemu trenerowi nie pracuje się łatwo, gdy co chwila czyta, że jego posada jest zagrożona. W wywiadzie dla telewizji Canal+ przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok (1:2) sam zainteresowany powiedział, że oczekuje w zaistniałej atmosferze wielu plotek, dotyczących jego przyszłości wsparcia dla niego i drużyny ze strony władz klubu. Publicznie wprost nic takiego jednak nie nastąpiło, a nawet jeśli ktoś by na tego typu ruch się zdecydował, to puste słowa i tak w ostatecznym rozrachunku nie mają żadnego znaczenia, o czym już wiele razy w futbolu się przekonaliśmy.

Janusz Niedźwiedź doskonale zdając sobie sprawę ze swojej pozycji, w letniej przerwie postanowił coś zmienić i na nowo wprowadzić do Widzewa element zaskoczenia dla przeciwników w postaci odejścia od dotychczasowego ustawienia na rzecz tego z czwórką obrońców, choć w swoim ostatnim meczu na ławce czterokrotnych mistrzów Polski wrócił do starego systemu.

Modyfikacja ta nie przyniosła efektu w postaci uszczelnienia defensywy, ponieważ podobnie jak wiosną, tak i teraz RTS posiada największą liczbę straconych bramek w lidze (w tym sezonie do spółki z Puszczą Niepołomice). Linia obrony łodzian już w zeszłej kampanii pod względem personalnym nie wyglądała imponująco i to właśnie ona zaliczyła spory zjazd w rundzie rewanżowej minionych rozgrywek, a wcześniej prezentowała się zdecydowanie powyżej swojego potencjału.

Tego lata do Widzewa przyszło dwóch stoperów z Półwyspu Iberyjskiego, więc dostrzeżono w klubie potrzebę wzmocnienia tej pozycji. Jeden z nich otrzymał już w kampanii 2023/2024 dwie czerwone kartki, a drugi dopiero, co dołączył do drużyny. Patrząc na pracę Daniela Myśliwca w Stali Rzeszów, to prawdopodobnie RTS pod jego wodzą będzie ustawiony na czwórkę obrońców, choć sam 37-latek deklaruje w tej kwestii elastyczność.

Nowy szkoleniowiec musi przede wszystkim sprawić, że drużyna z alei Piłsudskiego ponownie stanie się groźna jako całość, a nie będzie tylko oczekiwać na indywidualne zrywy: Bartłomieja Pawłowskiego, Jordiego Sáncheza, Dominika Kuna czy Frana Álvareza. Wydaje się, że nadal zbyt bardzo jest ona zależna zwłaszcza od tego pierwszego, który tak, jak w ubiegłej kampanii stanowi czołówkę ligi pod względem ilości oddawanych strzałów oraz liczby i skuteczności podejmowanych dryblingów. Być może w osobie niedawno sprowadzonego Sebastiana Kerka były gracz między innymi hiszpańskiej Malagi znajdzie większe oparcie.

Janusz Niedźwiedź miał w tym sezonie lepszy materiał do pracy, niż przed rokiem, ale nie potrafił go wykorzystać, a zmianę ustawienia można odbierać jako desperacką próbę ratowania swojego stanowiska. W tym miejscu przypomina się postawa Adama Nawałki, który po sromotnej porażce z Danią (0:4) w kwalifikacjach do Mistrzostw Świata w Rosji i słowach selekcjonera rywali Åge Hareide, w jaki sposób jego podopieczni pokonali Polaków, przestraszył się, że „Biało-czerwoni” stali się dla przeciwników zbyt czytelni i zaczął stopniowo wdrażać ustawienie z trójką stoperów.

Podobny ruch, tylko w odwrotną stronę, wykonał Janusz Niedźwiedź i również okazał się on nieskuteczny. Nie bez powodu wielu ekspertów w rundzie jesiennej sezonu 2022/2023 porównywało jego zespół do Rakowa Częstochowa pod względem sposobu gry. Nie jest z kolei tajemnicą, że aktualny mistrz Polski to jedna z najprostszych do przeczytania ekip w Ekstraklasie, ale jednocześnie bardzo trudna do zatrzymania, bo swoje mechanizmy wykonuje na bardzo wysokim poziomie. Tak samo mogło być z RTS-em. Dopóki realizował on swój plan na mecz prawie perfekcyjnie, ponad przewidywane możliwości swoich piłkarzy i sprzyjało mu szczęście, to punktował nadspodziewanie dobrze. Gdy poziom wykonywania założeń spadł, to i rywalom o zatrzymanie Widzewa było prościej.

Wydaje się, że decyzja o momencie zwolnienia Janusza Niedźwiedzia nie jest zła, choć pewnie można było go pożegnać już po zakończeniu minionej kampanii, skoro wiele osób w klubie już wówczas w niego nie wierzyło, a ta współpraca i tak chyliła się ku końcowi. Wówczas Daniel Myśliwiec miałby wpływ na przygotowania zespołu do rozgrywek, a także budowę kadry, choć plany w tej ostatniej kwestii były przygotowywane już od wielu tygodni. Ta sprawa pokazuje tylko, jak nie najlepszy wpływ na funkcjonowanie drużyny może mieć istnienie wewnątrz instytucji więcej, niż jednego ośrodka decyzyjnego.

Ostatecznie 41-latek otrzymał szansę na poprawę postawy zespołu w pierwszych siedmiu kolejkach sezonu 2023/2024. Zapewne warunków do pracy nie miał łatwych z uwagi na atmosferę panującą wokół jego osoby, ale nie powinno to być dla niego wymówką, bo finalnie piłkarze na boisku nadal się nie oszczędzali i w każdym spotkaniu walczyli do ostatniego gwizdka sędziego.

Warto jeszcze odnieść się do drugiego z desperackich kroków trenera, mianowicie niewystawienia młodzieżowca w pierwszej kolejce, co dodatkowo zdenerwowało władze klubu, a następnie często tego typu zawodnik nie przebywał na murawie w czerwono-biało-czerwonych barwach przez pełne 90 minut. W efekcie takich działań piłkarze w wieku młodzieżowca w pierwszych siedmiu kolejkach spędzali w zespole Widzewa na murawie średnio nieco ponad 57 minut, a aby wypełnić limit 3000 minut i uniknąć kary, której szefowie łodzian nie zamierzają płacić, potrzeba, aby gracz z rocznika 2002 lub młodszy przebywał na boisko przez średnio ponad 88 minut.

Poprawienie tego współczynnika jest z pewnością jednym z zadań postawionych przed Danielem Myśliwcem. Swoją drogą aspekt wypełniania limitu minut przez młodzieżowców może w przyszłości okazać się jednym z czynników przy zwalnianiu trenerów.

Janusza Niedźwiedzia czeka teraz czas refleksji i odpoczynku, ale zapewne prędzej czy później ponownie zasiądzie na ławce trenerskiej na poziomie Ekstraklasy, czy pierwszej ligi, ponieważ, mimo słabych ostatnich miesięcy w barwach RTS-u wcześniej jego zespół prezentował się bardzo dobrze. Rzadkością na rynku są trenerzy, którzy nie przeżyli kryzysu i sami odeszli z pracy, dlatego przy analizie dostępnych szkoleniowców władze klubów biorą pod uwagę zarówno ich lepsze, jak i gorsze okresy u poprzednich pracodawców, starając się odpowiednio wyważyć plusy i minusy.

Były już trener Widzewa z pewnością nie pozostawił po sobie w Łodzi spalonej ziemi, a jesień sezonu 2022/2022 pokazała, że zasługuje na otrzymanie w przyszłości posady w kolejnym klubie, choć nie z czołówki Ekstraklasy.