Marcin Bułka w Paris Saint-Germain. Sen czy jawa?!

Marcin Bułka w Paris Saint-Germain. Sen czy jawa?! fot. Chelsea FC
Redakcja
Źródło: Transfery.info

Marcin Bułka po trzech latach spędzonych w Chelsea latem opuści Anglię i na zasadzie wolnego transferu dołączy do drużyny Paris Saint-Germain.

Tym samym stanie się drugim Polakiem, który przywdzieje koszulkę potentatów z Paryża. Cel: bycie członkiem pierwszej drużyny jest oczywisty, ale czy realny?

Obecność Polaków w młodzieżowych drużynach czołowych zespołów świata już nikogo nie dziwi, szczególnie na pozycji bramkarza, gdzie od lat możemy szczycić się najlepszymi przedstawicielami w Europie. Dlatego informacja o przejściu Marcina Bułki nie spotkała się z większym rozgłosem. Ot kilka artykułów o zaistniałym fakcie. Jednak 19-letni golkiper nie zmienia Londynu na Paryż, aby przez kolejnych kilka sezonów przebijać się do pierwszej drużyny, on chce z miejsca stać się trzecim bramkarzem, co jak niżej spróbuję pokazać nie jest wcale nierealne i niekoniecznie musi skończyć się natychmiastowym wypożyczeniem do słabszych drużyn.

Powodów odejścia z Chelsea można znaleźć kilka, ale tym najważniejszym jest brak realnej szansy na dołączenie do pierwszej drużyny The Blues – choć trzeba przyznać, że w przedsezonowych sparingach Polak był uwzględniany przez Maurizo Sarriego, jednak do czasu pewnego transferu: - Chelsea latem zakontraktowała za rekordową kwotę Kepę, który cały czas jest młody i podpisał długi kontrakt, więc Marcin Bułka nie widział szans, aby w najbliższym czasie dostać szansę na występy – twierdzi Simon Phillips, redaktor i właściciel portalu „The Chelsea Echo”.


- Nie zmienia to faktu, że jego odejście może być dotkliwą stratą. Wszyscy w klubie bardzo cenili Bułkę i wiązali z nim przyszłość. Moim zdaniem ma wszelkie atuty, by stać się czołowym bramkarzem na świecie - kontynuuje Phillips.

Mimo zapewnień o wielkich umiejętnościach trzeba zaznaczyć, że Bułka nie był pierwszym bramkarzem w rezerwach Chelsea. Tzn. był, ale tylko na początku rozgrywek – łącznie pięć występów, a po nieco ponad miesiącu utracił miejsce na rzecz równolatka Jamiego Cumminga, który do końca sezonu nie oddał już bluzy z numerem jeden. Ponadto na wypożyczeniu w drużynie Yeovil Town (League Two) dobrze spisywał się Nathan Baxter, który również jest uważany za duży talent. Tym samym ścieżka do pierwszej drużyny londyńczyków okazała się naprawdę wyboista. 

Zainteresowanie perspektywicznym bramkarzem, któremu wygasa kontrakt było spore. Lecz związanie się z PSG z pozoru wydawało się zamienieniem siekierki na kijek i skutkować powinno brakiem większych szans na zaistnienie w katarskim paryskim klubie. Ale jak się okazuje, wybór nie był przypadkowy choćby z tego powodu, że aktualny trener bramkarzy Gianluca Spinelli w poprzednich latach pracował w Chelsea, gdzie mógł na co dzień przyglądać się umiejętnościom bramkarskim Bułki, a te, jak mówi Simon Phillips, są naprawdę duże: - Każde jego zagranie nogami jest bardzo pewne, świetnie broni strzały na linii i dzięki niezwykłej pewności siebie potrafi być liderem, który w trakcie gry bardzo dużo mówi i pomaga kolegom w jej organizacji.

A z jaką konkurencją przyjdzie Marcinowi Bułkce zmierzyć się w Paryżu? Ze średnią bym powiedział. Pewność i ogromne doświadczenie miał wnieść weteran Gianluigi Buffon. O jego wpływie na szatnie, bo i takie miał zadanie, ciężko się wypowiadać, ale w momencie, gdy szczególnie liczono na jego doświadczenie, zawiódł na całej linii i jego kiks w ogromnym stopniu przyczynił się do porażki PSG z Manchesterem United w Lidze Mistrzów. Jeden poważny błąd, który rzutuje na całą przygodę Włocha z PSG do tego stopnia, że coraz głośniej mówi się o braku przedłużenia wygasającej wraz z końcem czerwca umowy.

Przypadek Alphonse’a Areoli jest natomiast dość złożony. Przed sezonem wraz z Buffonem zostali poinformowani, że żaden z nich nie ma pewnego miejsca w składzie. Do takiej sytuacji Francuz jest przyzwyczajony, gdyż na podobnych warunkach konkurował w poprzednich sezonach z Kevinem Trappem. Zeszłoroczny mistrz świata, to cały czas młody zawodnik – 26 lat na karku – ale po bardzo udanych wypożyczeniach do Bastii i Villarrealu nie potrafił wejść na podobny poziom w PSG. Nie popełnia wielu błędów, ale w żaden sposób nie wybija się ponad średnią ligową, a tego wszyscy oczekują od bramkarza mistrza Francji. W przyszłym sezonie numer jeden, jeśli latem nie dojdzie do zakupu klasowego golkipera, ale bez wątpienia będzie to decydujący sezon, który określi jego przydatność w stolicy.

Schodząc na ziemię, trzeba jasno powiedzieć, że powyższa dwójka-trójka, jeśli uwzględnimy wypożyczonego do Eintrachtu Trappa, jest poza zasięgiem Polaka. W walce o bluzę numer trzy Bułka może konkurować przede wszystkim z Remym Descampsem i Sebastienem Cibois. Pierwszy aktualnie wypożyczony do Clermont Foot (Ligue 2) jest starszy o trzy lata i rozgrywa bardzo udany sezon na zapleczu francuskiej ekstraklasy. Cibois natomiast prawdopodobnie odejdzie po sezonie. Jednak jak wieść niesie, za sprowadzeniem Polaka stoi w dużej mierze dyrektor sportowy klubu Antero Henrique, który widziałby naszego rodaka jako trzeciego golkipera. A nie trzeba tłumaczyć, ile znaczy przychylność drugiej osoby w hierarchii.

Szansą na szersze przedstawienie swojej osoby bez wątpienia byłby udział w rozpoczynających się w przyszłym tygodniu Mistrzostwach Świata U-20 rozgrywanych w Polsce, niestety na ostatniej prostej Bułka wypadł z kadry Jacka Magiery. W zeszłym roku mogło się jeszcze wydawać, że młody golkiper aspiruje do bycia numerem jeden na turnieju, jednak jak sam selekcjoner stwierdził w jednym z wywiadów o braku powołania zadecydował brak regularnej gry w klubie i w pierwszej jedenastce reprezentacji Polski zobaczymy gracza Legii Radosława Majeckiego.

Jeśli zapowiedzi się sprawdzą i Marcin Bułka zostanie na stałe włączony do pierwszej drużyny, można liczyć na pojedyncze występy w początkowych fazach Pucharu Francji czy Pucharu Ligi Francuskiej, ale i o to będzie ciężko. Wiara we własne umiejętności i pewność siebie na pewno są potrzebne na tej pozycji, ale najpierw trzeba udowodnić, że szansa trenowania wśród takich gwiazd jak Neymar czy Mbappe nie jest dziełem przypadku.

MICHAŁ BOJANOWSKI

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy