Trudne początki, odrodzenie i szanse na wyjazd na EURO. Michał Skóraś w Club Brugge potrzebował czasu

Trudne początki, odrodzenie i szanse na wyjazd na EURO. Michał Skóraś w Club Brugge potrzebował czasu fot. David Catry/Isosport/Content Curation/SIPA USA/PressFocus
Norbert Niebudek
Norbert Niebudek
Źródło: Transfery.info

Michał Skóraś w końcu gra na miarę oczekiwań. Polak przez pierwsze miesiące pobytu w Belgii sprawiał na boisku wrażenie przygaszonego, niepewnego, wycofanego. Teraz to zupełnie inny zawodnik. „Potrzebowałem czasu” – powiedział na łamach „Het Nieuwsblad” po spotkaniu z Royalem Antwerp FC.

Transfer za sześć milionów euro

Kwiecień ubiegłego roku. Lech Poznań rywalizuje w ćwierćfinale Ligi Konferencji Europy. Przeciwnikiem podopiecznych Johna van den Broma jest włoska Fiorentina. Faworyt tego dwumeczu może być jeden, co widzimy już podczas pierwszego starcia, kiedy mistrz naszego kraju ulega w stolicy województwa wielkopolskiego aż 1:4. W rewanżu, który odbył się tydzień później, dokładnie 20 kwietnia, mistrz Polski niespodziewanie doprowadza do wyrównania stanu rywalizacji, strzelając na Stadio Artemio Franchi trzy gole. Ekipa z Florencji obudziła się jednak w porę i to ona awansowała do półfinału wspomnianych rozgrywek.

Sześć dni po tym meczu okazuje się, że dla jednego z zawodników Lecha są to ostatnie tygodnie w poznańskim klubie. Michał Skóraś zostaje oficjalnie zaprezentowany jako nowy piłkarz Clubu Brugge. Żadna ze stron nie zdradziła kwoty transferu, lecz belgijskie media piszą o sześciu milionach euro podstawy. Na tamten moment daje to w przeliczeniu ponad 27 milionów złotych, które wpłyną na konto Lecha.

Polak dołączy do nowego zespołu od lipca. Club Brugge sprowadza go docelowo w miejsce holenderskiej gwiazdy drużyny, bowiem w tamtej chwili za pewnik można było uznać to, że Noa Lang opuści Jan Breydel Stadium podczas letniego okna transferowego. Skóraś podpisuje jednak kontrakt w momencie, kiedy nie wiadomo, kto zostanie nowym trenerem i poprowadzi „Blauw-Zwart” od przyszłego sezonu. Nieco ponad miesiąc później wybór padł na Ronny’ego Deilę, co z perspektywy czasu okazuje się fatalną w skutkach decyzją w kontekście najbliższej przyszłości polskiego skrzydłowego.

Zderzenie ze ścianą i brutalna rzeczywistość

Norweski trener zaczął zaprowadzać porządki w kadrze zespołu. Do Brugii z greckiego Olympiakosu przyprowadził Philipa Zinckernagela. Obaj panowie znali się ze Standardu Liege, gdzie mieli okazję współpracować przez znaczą część poprzedzającej kampanii ligowej. Szybko stało się jasne, że znajomość Duńczyka ze szkoleniowcem Clubu Brugge znacznie ułatwi życie temu pierwszemu, a mocno skomplikuje sytuację naszego rodaka.

Skóraś zadebiutował w niebiesko-czarnych barwach 27 lipca przy okazji meczu drugiej rundy eliminacji do Ligi Konferencji Europy z Aarhus GF. Wszedł na boisko w 73. minucie. Trzy dni później odnotował także swój pierwszy występ w lidze belgijskiej, kiedy po pół godziny gry z KV Mechelen zastąpił kontuzjowanego Andreasa Skov Olsena.

Jednak w kolejnych tygodniach 24-latek nie miał już wielu powodów do radości.

Latem na Jan Breydel Stadion został ostatecznie Andreas Skov Olsen, za którego klub dostawał oferty rzędu kilkunastu milionów euro. W dodatku gwałtownie wystrzelił Antonio Nusa. Norweski talent będący w pełni zdrowia potrafił oczarowywać trybuny. Dokładając do tego ulubieńca trenera - Philipa Zinckernagela - dla Skórasia brakowało miejsca.

Były gracz „Kolejorza” łapał ogony. Do wyjściowej jedenastki docierał niezwykle rzadko - w okresie od lipca do października zaledwie cztery razy i to głównie ze względu na to, że inni wcześniej wspomnieni skrzydłowi zmagali się z kontuzjami lub chorobami. Po ostatnim z występów w pierwszym składzie sytuacja 24-latka zrobiła się dramatyczna.

Fakty były takie, że Michał Skóraś znalazł się poza kadrą meczową na trzy następne spotkania ligowe. Deili miał jednak ku temu argumenty, bo Polak nie sprostał na tamtą chwilę oczekiwaniom. Bał się podjąć pojedynku jeden na jednego z obrońcą, unikał dryblingu. Jeżeli już w niego wchodził, to zazwyczaj takie działanie kończyło się stratą piłki. Z drugiej strony mocno ograniczony czas gry oraz prawie kompletny brak zaufania ze strony ówczesnego trenera mogły w prosty sposób tłumaczyć dyspozycję letniego nabytku belgijskiego klubu. Mimo to trzeba też pamiętać, że Skóraś miał pojedyncze przebłyski. Na przykład przez 45 minut z Besikatsem zanotował dwie asysty, a sam występ był w jego wykonaniu niezły.

Ale ogólnie cała sytuacja wyglądała, lekko mówiąc, bardzo kiepsko. Uderzające było, gdy Deila, mając do swojej dyspozycji dwóch nominalnych skrzydłowych - w tym Michała Skórasia - zamiast Polaka wolał wystawić nominalnego napastnika, czyli Ferrana Jutglę. Nie ulegało wątpliwości, że za kadencji norweskiego szkoleniowca Skóraś nie złapie zbyt wielu minut, odgrywając marginalną rolę w zespole.

„Jestem zawodnikiem szybkim, dysponującym dobrym strzałem z dystansu i dobrym dośrodkowaniem” - mówił w lipcu na kanale YouTube Clubu Brugge. Czy ktoś widział takiego piłkarza w pierwszych miesiącach po transferze z Lecha?

Odrodzenie

Club Brugge pod wodzą Deili nie grał atrakcyjnego futbolu, lecz za każdym razem, gdy ukazywały się spekulacje dotyczące tego, że posada 48-latka wisi na włosku, ten wychodził obronną ręką, notując serię kilku zwycięstw. W ten sposób Ronny Deila przedłużył swój pobyt na Jan Breydel Stadion aż do końca sezonu zasadniczego.

Czarę goryczy przelała jednak wyjazdowa porażka z Sint-Truidense VV. Po niej Deila został zwolniony z Clubu Brugge. Jego obowiązki tymczasowo przejął Nicky Hayen, który do tej pory odpowiadał za wyniki drużyny rezerw rywalizującej na zapleczu belgijskiej ekstraklasy. W kontekście Michała Skórasia okazał się to idealny scenariusz.

Choć zalążki tego, co obecnie prezentuje Polak, można było zobaczyć w jego grze już pod koniec urzędowania Deili, to tak naprawdę dopiero od momentu, kiedy dowodzenie objął Hayen, Skóraś wygląda na zawodnika, z którego zrzucono ciężar sporej presji i któremu dużą przyjemnością sprawia gra w piłkę. Nie tylko wchodzi, ale i wygrywa pojedynki jeden na jednego. Wykonuje rzuty rożne, co poskutkowało między innymi asystą w starciu z Anderlechtem, kiedy precyzyjnie dograł futbolówkę na głowę Brandona Mechele. Kilka miesięcy temu żaden z kibiców „Blauw-Zwart” nawet sobie nie wyobrażał, że Skórasia stać na takie zagranie, jak to w stronę wbiegającego w pole karne Igora Thiago z pierwszej połowy rzeczonego meczu. W skrócie polski skrzydłowy odpalił i to teraz zupełnie inny piłkarz niż ten z jesieni.

Oczywiście, nie można zapomnieć, że z problemami zdrowotnymi mierzy się obecnie Andreas Skov Olsen, więc odpada jeden z konkurentów w walce o skład. Aczkolwiek w przeciwieństwie do poprzednich miesięcy, to Skóraś jest aktualnie w najlepszej dyspozycji. Nie Antonio Nusa. Nie Philip Zinckernagel. Michał Skóraś. Kluczowym czynnikiem okazał się kredyt zaufania, jakim Nicky Hayen obdarzył Polaka. To, na co nasz rodak nie mógł liczyć za czasów Ronny'ego Deili, zagwarantował mu nowy trener. Skóraś robi więc wszystko, co w jego mocy, aby go nie zawieść, ale również udowodnić coś tym, którzy już dawno go skreślili.

„Nasz cel jest jasny - chcemy zdobyć tytuł”

Hayen poprowadził Club Brugge w czterech spotkaniach. W każdym z nich Michał Skóraś zagrał od pierwszej minuty. Strzelił gola i zaliczył dwie asysty. Z Anderlechtem zanotował najlepszy występ w niebiesko-czarnych barwach (wówczas dwie asysty). Wychodził na murawę w pierwszym składzie na kluczowe mecze, odgrywając pierwszorzędną rolę w poczynaniach ofensywnych (nie równa się to z zaniedbywaniem obowiązków w defensywie, bo liczby dowodzą, że ze Skórasiem Club może agresywniej grać w odbiorze niż robiłby to ze Skov Olsenem). Oprócz wspomnianego Anderlechtu, podopieczni trenera Nicky'ego Hayena stoczyli bój w derbach Brugii przeciwko Cercle, pojedynkowali się z Royalem Antwerp FC (wszystkie trzy w ramach spotkań grupy mistrzowskiej Jupiler Pro League) oraz rywalizowali z greckim PAOK-iem w ramach ćwierćfinału Ligi Konferencji Europy.

Club Brugge zremisował tylko w derbach miasta. W pozostałych trzech meczach odniósł zwycięstwo. Zgarnął siedem na dziewięć możliwych do zdobycia punktów w grupie mistrzowskiej ligi belgijskiej, co przy koszmarnych wynikach uzyskiwanych przez Royale Union Saint-Gilloise pozwoliło na zmniejszenie straty do lidera do zaledwie pięciu „oczek” (na czele stawki znajduje się jednak Anderlecht, który w weekend pokonał RUSG, wyprzedzając go w tabeli).

„Nasz cel jest jasny: chcemy zdobyć tytuł” - powiedział Michał Skóraś po starciu z Royalem Antwerp FC, w którym odnotował swoje pierwsze trafienie w rozgrywkach ligowych w Belgii. Tak dysponowany Polak w nadchodzących tygodniach będzie miał fundamentalne znaczenie w kwestii walki o mistrzostwo kraju.

Były piłkarz Lecha Poznań zbudował też silną relację z kibicami. Fani zaczęli go wspierać i stawać w jego obronie jeszcze za czasów, kiedy ten był pomijany przez Deilę. Na platformie X (dawniej Twitter) powstał nawet wówczas hasztag „FreeSkoras”. Sam Skóraś niejednokrotnie podkreślał, jakie znaczenie ma dla niego wsparcie ze strony trybun. Piękne obrazki oglądaliśmy między innymi po meczu z Royalem Antwerp FC, kiedy Skóraś wszedł z kibicami w interakcję, biorąc w swoje dłonie megafon.

„Kibice? Uwielbiam grać dla tego klubu, ponieważ zawsze są za nami. Tak, teraz schodzę w doskonałym nastroju. Zacząłem wychodzić w podstawowym składzie. Ciężko pracowałem na tę okazję” - mówił po meczu z Royalem Antwerp FC dla „Het Nieuwsblad”.

„Oczywiście moje pierwsze miesiące nie były łatwe. Musiałem się przystosować i potrzebowałem czasu. Poziom treningów jest tutaj o wiele wyższy, ale teraz jestem gotowy. Na szczęście wszyscy w klubie zawsze mnie wspierali. Powtarzam: potrzebowałem czasu i na szczęście go dostałem” - dodał na łamach flamandzkiego dziennika.

W czwartek postara się awansować z „Blauw-Zwart” do półfinału bieżącej edycji Ligi Konferencji Europy. W pierwszym spotkaniu padł rezultat 1:0, co w obliczu wykreowanych okazji nie satysfakcjonowało do końca środowiska związanego z belgijskim klubem. Bilet do najlepszej czwórki bieżącej edycji rzeczonych rozgrywek trzeba zaklepać sobie w Grecji.

Skóraś nie przepadł. Ma się dobrze i z zaciekawieniem możemy teraz patrzeć na to, jak spisze się w nadchodzących tygodniach.

Kiedyś pozytywów w jego grze szukano na siłę. Teraz on sam podaje je na tacy.

Szanse na wyjazd na EURO 2024 wzrastają z każdym kolejnym dobrym występem.

Zobacz również

Relacje transferowe na żywo [LINK] Relacje transferowe na żywo [LINK] Wysokość klauzuli Benjamina Šeško ustalona. Tyle będzie kosztował latem Wysokość klauzuli Benjamina Šeško ustalona. Tyle będzie kosztował latem Trzech kandydatów do zastąpienia Xaviego w FC Barcelonie Trzech kandydatów do zastąpienia Xaviego w FC Barcelonie Legia Warszawa zainteresowana niemieckim skrzydłowym Legia Warszawa zainteresowana niemieckim skrzydłowym Chelsea dopięła swego. Słowne porozumienie w sprawie transferu wielkiego talentu Chelsea dopięła swego. Słowne porozumienie w sprawie transferu wielkiego talentu Rafael Benítez rywalem... Marka Papszuna w walce o prestiżową posadę Rafael Benítez rywalem... Marka Papszuna w walce o prestiżową posadę Jagiellonia Białystok ratuje punkt w samej końcówce. Powrót na fotel lidera [WIDEO] Jagiellonia Białystok ratuje punkt w samej końcówce. Powrót na fotel lidera [WIDEO] Sensacyjny zwrot akcji w sprawie José Mourinho. To będzie jego nowy klub?! Sensacyjny zwrot akcji w sprawie José Mourinho. To będzie jego nowy klub?! OFICJALNIE: Sławomir Peszko może otwierać szampany. Awans Wieczystej Kraków do II ligi stał się faktem OFICJALNIE: Sławomir Peszko może otwierać szampany. Awans Wieczystej Kraków do II ligi stał się faktem

Najnowsze informacje

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy