Wybawienie przyleci z Kraju Kawy? Co oznacza przyjście Neymara już latem?

Wybawienie przyleci z Kraju Kawy? Co oznacza przyjście Neymara już latem?
Szymon Podstufka
Szymon Podstufka
Źródło: Transfery.info

Radio Monte Carlo podało wczoraj w swoim serwisie, że wszystko jest już dogadane, samolot zarezerwowany, a zawodnik gotowy. Neymar od tego lata ma wreszcie zaprezentować się kibicom w Europie w barwach Barcelony.

- Kontrakt jest już podpisany, Neymar w następnym sezonie zagra dla Barcelony - powiedział wczoraj na łamach RMC dziennikarz El Mundo Deportivo, Paco Aguilar. A więc nie udało się zatrzymać tego dobra narodowego w kraju aż do mundialu w 2014 roku. Chęć gry w Europie zwyciężyła, nie można było tego przecież odwlekać w nieskończoność. Krytycy jego talentu już ostrzą sobie zęby na każde jego potknięcie w stolicy Katalonii, by mogli go nazwać drugim Robinho - wielkim technikiem, który w Europie tak naprawdę zaistnieć nie potrafił. A ci, którzy zachwycają się filmikami z jego bramkami, dryblingami, ale i show, jakie wokół siebie robi, a jednocześnie nie umieją się zmusić do siedzenia do późna i czekania na spotkania Santosu, są po prostu zachwyceni. Wreszcie będzie można oglądać tego wirtuoza o normalnej porze, w lidze, która "opakowana" jest znacznie ładniej, niż brazylijska. 

Jego saga transferowa już dawno stała się telenowelą, w której postaci drugoplanowych pojawiały się całe zastępy. Działacze Santosu, Manchesteru City, Chelsea Londyn, PSG, Realu Madryt, Barcelony, ojciec zawodnika, dziennikarze prześcigający się w wiadomościach na temat tego, w jakiej koszulce, gdzie, z kim i po co widziany był Neymar. Przegapić go trudno - jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych piłkarzy globu, którego kojarzyć będą nawet osoby, które futbolem nieszczególnie się interesują. Można na przykład natknąć się na niego, słuchając co popularniejszych kawałków muzyki brazylijskiej w wykonaniu choćby Gusttavo Limy czy Michela Telo. 
 
 
Bo pierwsze, co Neymar może wnieśc do szatni Barcelony, to właśnie to show wokół niego. Nie wiadomo, czy w stolicy Katalonii jego sceniczna niezależność nie zostanie znacznie ograniczona, czy na przykład wzorem Gerarda Pique nie będzie śledzony każdy jego krok, jednak coś nam podpowiada, że jeśli ktoś ma jeszcze rozruszać ten zespół robotów, któremu ewidentnie brakuje uśmiechu i zwyczajnej radości z gry w piłkę, to to musi być ktoś taki, jak właśnie Neymar.
 
 
W spotkaniach z Bayernem było też widać, że tej drużynie brak ruchliwości, która sprawiła, że tiki-taka była w nogach zawodników "Blaugrany" zabójczą bronią. Tak naprawdę poza Pedro, dziewięciu pozostałych piłkarzy z pola ruszało się tak apatycznie i grało tak statycznie, że równie dobrze w ich miejscu można było postawić plastikowe manekiny, znane z treningów rzutów wolnych. Żadnej różnicy. A jeśli wymieniać główne atuty Brazylijczyka, to poza zapierającym dech w piersiach dryblingiem, będzie to z pewnością ruchliwość, która znów da Messiemu trochę luzu. Rywale w kryciu będą bowiem musieli się uporać z dwoma niesamowitymi technikami, którzy uwielbiają wkręcać przeciwników w ziemię.
 
Największym problemem Neymara może więc być tylko... on sam. Niejednokrotnie przyznawał otwarcie, że nie zasługuje na stawianie go na równi z Messim, ale słowa słowami, a ambicje młodego chłopaka swoją drogą. Jeśli w stolicy Katalonii pogodzi się z tym, że on będzie gwiazdą, ale to Messi bogiem, może zajść naprawdę wysoko i sprawić, że pojęcie "Messidependencia" zostanie odstawione na kilka dobrych lat.
 
Jeśli zaś chodzi o ryzyko utraty pieniędzy, przeznaczonych na transfer (suma w okolicach 45 milionów euro), to ono praktycznie nie istnieje. Zakup Cristiano Ronaldo za sumę dwukrotnie wyższą zwrócił się Realowi Madryt już trzy lata temu, dzięki sprzedaży koszulek i gadżetów z nazwiskiem portugalskiego gwiazdora. A chyba wszyscy mamy świadomość, czyje koszulki po ewentualnym transferze do Barcelony, będą najbardziej pożądanym towarem - nie tylko na brazylijskim rynku? Dodajemy do tego azjatyckie czy amerykańskie tournee "Blaugrany" i ani się obejrzymy, a te miliony euro zwrócą się z nawiązką.
 
Pieniądze to też powód, dla którego Santosowi po prostu nie opłaca się trzymać Neymara na siłe u siebie aż do mistrzostw świata w 2014 roku, właśnie na boiskach Brazylii. Jeśli bowiem tak by się stało, do kasy Santosu nie wpłynie ani cent ze wspomnianych 45 milionów. Gdyby natomiast zdecydowano się na pozbycie się gwiazdy "Peixe" już teraz, 55%, a więc nieco ponad 24 miliony. 
 
 
My w przewidywanie, jak potoczy się europejska kariera wciąż jeszcze gwiazdy Santosu, bawić się nie będziemy. Mimo to z niecierpliwością oczekujemy na to, aż Neymar przywdzieje wreszcie barwy europejskiego klubu, przywita się z kibicami na prezentacji, a później wreszcie stanie w blasku fleszy w swoich pierwszych spotkaniach na Starym Kontynencie. Na żadnego innego zawodnika nie czekaliśmy z taką niecierpliwością od czasu... Robinho.

Najnowsze informacje

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy