Klub Kima Dzong Una kontra „drużyna Hezbollahu”, czyli Derby Zła w finale azjatyckiego pucharu

Klub Kima Dzong Una kontra „drużyna Hezbollahu”, czyli Derby Zła w finale azjatyckiego pucharu fot. The-afc.com
Paweł Machitko
Paweł Machitko
Źródło: Transfery.info

W finale AFC Cup, czyli drugiego rangą klubowego pucharu w Azji, zmierzą się 4.25. SC i Al-Ahed.

Pierwszy klub jest mistrzem Korei Północnej - należy do armii. Każdy z zawodników jest więc jednocześnie wojskowym oficerem. Z góry oczywiście trudno też o rozerwanie relacji między drużyną a koreańskimi politykami, a właściwie z przywódcą i jednocześnie naczelnym dowódcą Koreańskiej Armii Ludowej, w końcu mowa o dyktatorze, Kim Dzong Unem na szczycie.

Dlaczego akurat 25 kwietnia? Tego dnia w 1932 roku według dokumentów w Pjongczangu utworzono Koreańską Ludową Armię Rewolucyjną, rzekomego poprzednika obecnej Armii Ludowej, i w latach 1978-2014 obchodzono oficjalne święto państwowe. I naprawdę mało ważne, że zdarzenie założycielskie miało miejsce tylko w fikcyjnej wersji wydarzeń na potrzeby lokalnej propagandy. Bliższe prawdzie jest obecnie święto - 8 lutego, bo tego dnia w 1948 roku faktycznie mogła powstać wspomniana Armia Ludowa. Co ciekawe, obecny 4.25. niedługo po założeniu został przemianowany na 2.8. SC, by dostać ostateczną nazwę w 1972 roku. W 2015 roku natomiast, przy okazji ustanowienia święta państwowego 8 lutego, założony nowy klub - 2.8. SC, ale nie ma on poza nazwą związku z 4.25..

Klub z Pjongjangu awansował do decydującej fazy AFC Cup drugi raz z rzędu, bo w 2018 roku zawędrował aż do półfinału (czy właściwe finału strefy), gdzie jednak musiał uznać wyższość Altyn Asyr z Turkmenistanu. W dwumeczu padł wynik 3-3, a o porażce Koreańczyków zdecydowały dwie bramki strzelone przez rywali w Pjongjangu.

Ale nie ma tego złego, co na dobre nie wyjdzie. Jako że konfederacja azjatycka postanowiła, że finały AFC Cup będą naprzemiennie gościć w strefach geograficznych, to teraz przychodzi czas na gospodarza ze wschodu kontynentu. I tak się złożyło, że 4.25 SC awansował do finału akurat w tej edycji. Trzeba przy tym dodać, że będzie to wydarzenie prestiżowe, bo futbol w Korei Północnej jest uznawany za sport narodowy, a na meczach kadry widziany był sam Dzong Un.

Jako że finał drugiego najważniejszego po Azjatyckiej Lidze Mistrzów kontynentalnego pucharu w Azji rozegrany zostanie w Pjongjangu, przywódca może pojawić się i tym razem na dużym stadionie imienia Kim Ir Sena, czyli dziadka obecnego dyktatora, mogącym pomieścić 50 tysięcy kibiców.

Politycznych wpływów nie wyrzeknie się jednak również Al Ahed, rywal 4.25.. Premier Izraela, Binjamin Netanjahu, określił mistrza Libanu „drużyną Hezbollahu” (co prawda określenia używano już wcześniej, ale polityk je spopularyzował), po tym jak rzekomo na stadionie bejruckiego klubu przechowywano rakiety bojowe, chociaż libańska federacja piłkarska błyskawicznie zaprzeczyła oskarżeniom. Przypomnijmy - Hezbollah to libańska partia polityczna założona przez islamskich szyitów, przez wiele państw, między innymi Stany Zjednoczone, uznawana za organizację terrorystyczną.

O ile nie udowodniono finansowania klubu przez partię, nieoficjalnie powiązanie wydaje się oczywiste. W Libanie sympatie kibicowskie związane są bezpośrednio z poglądami politycznymi - Al Ahed to klub zwolenników Hezbollahu. - Kiedy jechaliśmy autobusem na mecz, słuchając starych, wojennych utworów Hezbollahu, to zagrzewało zespół do walki. Zaakceptowałem to - tak opowiadał o pracy w Bejrucie w 2007 roku niemiecki trener Robert Jaspert.

***

W rozgrywkach, podzielonych aż do samego finału ze względów geograficzno-logistycznych na dwie strefy, 25 Kwietnia pokonał Hanoi FC z Wietnamu, natomiast Al Ahed - Al Jazeerę z Jordanii.

Ciekawym aspektem pozostaje również fakt, jak i czy finałowy mecz w ogóle zostanie pokazany na zewnątrz. Odizolowana od świata Korea Północna niechętnie wpuszcza jakichkolwiek obcokrajowców na teren swojego państwa (nielicznych turystów dokładnie pilnując), tym bardziej dziennikarzy. Podczas półfinałowego starcia z Wietnamczykami jedyny przekaz dotyczył opublikowania wyniku w przerwie i na koniec spotkania na... oficjalnym koncie AFC Cup na Twitterze. I tyle. Nie wiadomo w związku z tym, czy azjatyckiej federacji uda się porozumieć w sprawie transmisji telewizyjnej finału - co by nie było - dość ważnych dla słabszych federacji kontynentalnych rozgrywek.

Najnowsze informacje

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy