Marek Papszun staje w obronie krytykowanego zawodnika. „Będę mu pomagał”

2026-02-01 20:55:50; Aktualizacja: 55 minut temu
Marek Papszun staje w obronie krytykowanego zawodnika. „Będę mu pomagał” Fot. PIOTR KUCZA/400mm.pl
Norbert Bożejewicz
Norbert Bożejewicz Źródło: Legia.net

Trener Marek Papszun nie będzie najmilej wspominał swojego debiutu na Łazienkowskiej w charakterze trenera Legii Warszawa. Wszystko za sprawą poniesionej porażki z Koroną Kielce (1:2).

Kibice „Wojskowych” oczekiwali natychmiastowej poprawy w grze oraz rezultatach osiąganych przez ich zespół po nastaniu rządów Marka Papszuna.

Pierwszy sprawdzian byłego szkoleniowca Rakowa Częstochowa został jednak oblany, ponieważ w swoim debiucie na własnym stadionie uznał wyższość Korony Kielce po dublecie ustrzelonym przez Mariusza Stępińskiego i honorowym trafieniu odnotowanym przez Bartosza Kapustkę z rzutu karnego.

Być może końcowy rezultat niedzielnego spotkania byłby zupełnie inny, gdyby tuż przed przerwą do wyrównania z jedenastki doprowadził Mileta Rajović.

Najdroższy piłkarz w historii Legii Warszawa przegrał jednak dwukrotnie pojedynek z Xavierem Dziekońskim. Golkiper „Żółto-Czerwonych” zatrzymał najpierw jego uderzenie z rzutu karnego i po chwili dobitkę.

W zaistniałych okolicznościach ponownie na barki Duńczyka spadła ogromna fala krytyki ze strony między innymi kibiców, komentujących postawę 26-latka.

Trener Marek Papszun zdawał sobie z tego sprawę po ostatnim gwizdku sędziego i na pomeczowej konferencji prasowej stanął w obronie swojego podopiecznego, zapewniając, że może liczyć na jego wsparcie oraz pomoc.

- Było widać, że Mileta bardzo się starał, dobrze grał, ale nie wykorzystał rzutu karnego – to boli mnie najbardziej. Nie chodzi tylko o wynik, który jest najważniejszy, ale z perspektywy jego pracy, jaką wykonał w okresie przygotowawczym, po ludzku mi go żal. Ciśnienie na nim jest duże, otoczenie swoje robi, że on jest pod presją. Taki jest jednak ten zawód – trzeba to dźwigać. Na pewno będę mu pomagał, by się odblokować i w kolejnym spotkaniu zdobył jedną, a może więcej bramek - powiedział szkoleniowiec, cytowany przez Legia.net.

Nie jest również tajemnicą, że nowy opiekun „Wojskowych” chciałby dysponować nowym napastnikiem, ale na razie takowy nie znajduje się blisko podpisania kontraktu z klubem.

- Na tę chwilę nie dzieje się nic konkretnego. Najbliższe dni mogą coś przynieść, ale tego nie wiem. Nie podzielę się teraz żadną informacją - dodał.

Legia Warszawa plasuje się w dalszym ciągu w strefie spadkowej Ekstraklasy po niedzielnej porażce. W następnej serii gier zmierzy się na wyjeździe z Arką Gdynia (7 lutego o godzinie 14:45).