Dani Aquino - murcjański syn marnotrawny

Dani Aquino - murcjański syn marnotrawny fot. Piast Gliwice
Piotr Przyborowski
Źródło: Transfery.info

Miał wszystko, by zostać wielkim piłkarzem. Gdyby wraz z techniką i umiejętnościami przyszła też odpowiednia mentalność, mógłby być teraz mistrzem świata oraz dwukrotnym mistrzem Europy.

Dani Aquino przez lata rozmieniał jednak swój talent na drobne. Po kilku lepszych sezonach w niższych ligach hiszpańskich teraz spróbuje pomóc Piastowi Gliwice w obronie mistrzostwa Polski.

Wrzesień 2007. Dani Aquino wraz z reprezentacją Hiszpanii do lat 17 przygotowuje się do finału południowokoreańskiego mundialu przeciwko rówieśnikom z Nigerii. Napastnik Realu Murcia strzelił już na turnieju trzy gole, jest jednym z bohaterów „La Rojity”. Przed młodziutkim piłkarzem drzwi piłkarskiego świata stoją szeroko otworem.

Wrzesień 2019. Dani Aquino wysłuchuje odprawy przedmeczowej w wykonaniu Waldemara Fornalika. Po przemowie „Waldka Kinga” bierze swój sprzęt i pakuje się do autokaru Piasta Gliwice. Jego zespół czeka wyjazd na mecz ósmej kolejki Ekstraklasy przeciwko Cracovii.

Oczywiście nie można z góry założyć, co wydarzy się za te nieco ponad dwa miesiące. Jeśli jednak zdrowie mu pozwoli, najprawdopodobniej tak będzie wyglądał początek jesieni w wykonaniu jednego z najbardziej zmarnowanych talentów hiszpańskiego futbolu ostatnich lat.

Można się sprzeczać, że spośród tamtej hiszpańskiej młodzieżówki tylko niewielka grupa zawodników przebiła się do wielkiego futbolu. Do pierwszej reprezentacji trafiła zaledwie czwórka: Bojan Krkić, David de Gea, Aser Illaramendi oraz Nacho. Wielu zniknęło, kilku pokończyło już nawet kariery. Fran Mérida po kilku latach kopania się po czole dopiero teraz wraca triumfalnie z Osasuną do Primera División. David Rochela, wówczas podstawowy obrońca zespołu, jest kapitanem zespołu z Tajlandii Thai Port. Przypadek Aquino wydaje się jednak szczególny.

- Miał wszystko, by zostać wielką gwiazdą. Zadebiutował w Primera División jako przecież bardzo młody chłopak. Nie osiągnął tyle, ile mógł, ponieważ nie był wtedy w pełni skoncentrowany na piłce – przyznaje Germán Abril, dziennikarz „Onda Regional de Murcia”.

Śliwka robaczywka

Urodził się w piłkarskiej rodzinie. Jego ojciec, Daniel Toribio Aquino strzelał gole dla takich zespołów jak Murcia, Albacete czy Betis. Aquino Junior był więc poniekąd skazany na futbol. I u progu swojej dorosłej kariery wydawał się prawdziwym brylantem akademii Realu Murcia. Młodziutkim królewiczem w mieście nazywanym często „Sadem Europy”. Przez kolejne szczeble młodzieżowe pędził jak burza. Wreszcie w sezonie 2007/2008, już po młodzieżowym wicemistrzostwie świata, przyszedł czas na debiut w pierwszym zespole. I to od razu w Primera División.

- Miał wtedy zaledwie 16 lat. Być może tak wczesne wejście do świata profesjonalnej piłki miało wpływ na jego późniejsze losy. To właśnie wtedy przylgnęła do niego ta łatka imprezowicza, a wszystko przez to, że czasem widywano go na mieście. Jego postawa nie była wtedy pewnie tak bardzo właściwa, jak powinna, szczególnie biorąc pod uwagę, jak obiecujący był to zawodnik – przyznaje Abril.

To zapewne z tego powodu po ogłoszeniu przez Piasta podpisania kontraktu z napastnikiem w internecie pojawiły się komentarze hiszpańskich kibiców, w których wskazywali oni nowemu zawodnikowi mistrza Polski, gdzie w naszym kraju są najlepsze dyskoteki i kluby.

- Trzeba go zrozumieć. Podczas swojego pierwszego okresu w Murcji był jeszcze nastolatkiem, więc to oczywiście, że widywano go na różnych imprezach. Kiedy jednak po wielu latach powrócił do domu, miał już żonę i syna. Jego życie nocne już nie jest więc żadnym problemem – przyznaje Antonio Ruiz, organizator akcji #HazloTuyo, która jesienią 2018 roku poprzez sprzedaż akcji Realu Murcia uchroniła klub przed upadkiem.

- Kibice oceniali go wtedy jako piłkarza, który nie jest w pełni skoncentrowany na futbolu. Od tego czasu jednak dorósł i okrzepł. Mocno się zmienił. Nie należy więc przywiązywać dość dużej wagi do tych komentarzy – dodaje Abril.

- Zresztą on sam na konferencji prasowej rok temu mówił o tym, że skoro teraz założył rodzinę, to postępuje inaczej niż kiedyś – uzupełnia z kolei Marek Zarzycki, jeden z akcjonariuszy i polskich kibiców Realu Murcia.

Pod względem indywidualnym jego pierwszy sezon, a właściwie rundę w dorosłej piłce można było uznać za całkiem udaną. Od połowy marca grał już regularnie, a rozgrywki zakończył z asystą przeciwko Deportivo i golem w meczu z Racingiem Santander. Być może trenerzy postawili na niego nieco śmielej, ponieważ zdawali już sobie sprawę z nieuchronnego spadku. Murcja z zaledwie 30 punktami na koncie zajęła w tabeli Primera División dopiero 19. miejsce i z hukiem spadła z najwyższej klasy rozgrywkowej.

Czas tułaczki

Aquino pozostał wtedy na Estadio Nueva Condomina, słynnym obiekcie będącym miejscem kompromitacji kadry selekcjonera Franciszka Smudy w sparingu z Hiszpanią. Piłkarz nie chciał w ten sposób po spadku wyrazić jedynie swojej wdzięczności wobec klubu, który go wychował. Liczył też, a być może przede wszystkim na regularną grę na seniorskim poziomie.

Wtedy jednak zaczęły się kontuzje. Choć w ciągu dwóch kolejnych sezonów udało mu się łącznie rozegrać 29 meczów ligowych, to problemy z mięśniami, a także uraz palca sprawiły, że stracił gdzieś tę swoją regularność. Po tych dwóch latach zdecydował się na transfer do innego klubu z zaplecza Primera División – Realu Valladolid. O tym okresie w swoim życiu sam zawodnik chyba jak najszybciej chciałby jednak zapomnieć. Ówczesny trener „Puceli”, Miroslav Djukić, nie miał kompletnie zaufania do młodego Hiszpana i przez cały sezon pozwolił mu rozegrać zaledwie 16 minut.

Po odejściu z Estadio José Zorrilla Aquino rozpoczął prawdziwą wędrówkę po kolejnych klubach. Real Oviedo? Zaledwie jedna runda. Rezerwy Atlético Madryt? Co z tego, że Diego Simeone bacznie mu się przypatrywał, a nawet dał szansę zasiąść na ławce podczas jednego z ligowych spotkań, skoro ostatecznie był on tylko gwiazdką rezerw „Rojiblancos”. Numancia? Powrót na zaplecze Primera, lecz znów bez szału. Błyszczeć zaczął ponownie tak naprawdę dopiero w Racingu Santander. Tylko że wtedy był to już klub występujący zaledwie w Segunda División B.



Syn marnotrawny

Kiedy więc po wielu latach pojawiła się oferta z jego macierzystego klubu, występującego na tym samym poziomie rozgrywkowym, zdecydował się z niej skorzystać i wrócił na stare śmieci. W Racingu czuł się dobrze, ale sami przedstawiciele tego klubu przyznawali, że po kolejnym niezłym sezonie w jego wykonaniu ciężko będzie im go zatrzymać u siebie. Murcja ostatecznie jednak za piłkarza, który mógł być wart miliony, zapłaciła zeszłego lata zaledwie 30 tysięcy euro.

Kto wie, jak potoczyłyby się losy Aquino, gdyby ten zdecydował się pozostać w stolicy jednego z największych banków na świecie. Racing w minionym sezonie spisywał się bowiem rewelacyjnie i teraz powraca do Segunda División. Real Murcia ma z kolei za sobą kompletnie nieudane rozgrywki, na które duży wpływ miał też 28-letni już napastnik.

- Wielu kibiców było zafascynowanych jego powrotem do Murcji zeszłego lata. To jest bez wątpienia piłkarz przerastający swoimi umiejętnościami Segunda B i wszyscy byli niesamowicie szczęśliwi, kiedy nagle zdecydował się powrócić do domu. W pierwszej części minionych rozgrywek spisywał się świetnie, był absolutnie najlepszym zawodnikiem zespołu – przyznaje Abril.

Aquino jesienią zeszłego roku wręcz cieszył się futbolem. Jego osiem goli sprawiły, że w Murcji zaczęto myśleć o być może nawet awansie i powrocie na zaplecze La Ligi. Wtedy jednak wydarzyło się coś, co z perspektywy kibica tego klubu wydaje się wręcz nieprawdopodobne.

- Kiedy wrócił do Realu, to mówił dużo o tym jak bardzo jest szczęśliwy, że znów może tu grać, a gdy zimą pojawiała się szansa wyjazdu za granicę do Larnaki, poprosił o rozwiązanie kontraktu i odejście za darmo. Wiadomo, że Real miał w tamtym czasie spore problemy finansowe i dlatego nie zgodził się na rozwiązanie kontraktu, dość logicznie argumentując to, że zainteresowany klub może go po prostu wykupić. Skończyło się na tym, że Cypryjczycy go wypożyczyli – opowiada Zarzycki.

- To zawodnik, który wychowywał się w Realu Murcia. Tu wszyscy go kochali. Klub potrzebował jego goli, ale on z osobistych powódek postanowił odejść, zostawiając zespół poniekąd na lodzie. Nie tego należałoby się spodziewać od kogoś, kto po każdym golu całował herb klubu. Fani poczuli się zdradzeni – dodaje Ruiz.

Real Murcia w momencie, kiedy Aquino odchodził do Larnaki, wciąż miał realne szanse na awans. Drużyna plasowała się na szóstym miejscu, tuż za lokatami dającymi prawo gry w barażach. Bez swojego najskuteczniejszego napastnika zespół kompletnie się jednak posypał, trener Manolo Herrero stracił pracę i ostatecznie na koniec sezonu ekipa prowadzona już przez Julio Algara uplasowała się na jedenastej pozycji.

A sam zawodnik wylądował na swoim wymarzonym Cyprze, ale tamtejszej First Division nie zawojował. W 12 meczach strzelił dwa gole i choć z Larnaką ostatecznie został wicemistrzem kraju, to ta nie zdecydowała się go wykupić. Napastnik nie miał po co wracać do Murcji, dlatego musiał spróbować czegoś zupełnie nowego. Wybór padł na wówczas jeszcze walczącego o Ligę Mistrzów Piasta.



Kolejny hiszpański magik

Aquino trafia do Ekstraklasy, będąc wciąż zaledwie u progu trzydziestki. Nic więc dziwnego, że w Gliwicach oczekują od niego, że zostanie kolejną armatą rodem z Półwyspu Iberyjskiego, która zawojuje naszą ligę.

- Jeśli otrzyma odpowiednie wsparcie od swoich kolegów z zespołu, może być piłkarzem decydującym o przewadze drużyny na ostatnich metrach przed bramką przeciwnika. Ma ten dar, że z łatwością przychodzi mu zarówno strzelanie goli, jak i asystowanie w polu karnym rywala. Świetnie czyta grę, a dodatkowo w ostatnich latach często ustawiał się nieco niżej, jako cofnięty napastnik lub nawet rozgrywający. Jeśli chcemy go porównać do piłkarza o podobnym profile, byłby nim Paulo Dybala – uważa Abril.

- Świetna lewa doga, potężny strzał, no i ta piłka po prostu się go trzyma. Dysponuje ogromną możliwością kończenia akcji – również głową, choć przecież jego warunki fizyczne nie są jakieś rewelacyjne. Pod względem technicznym nie brakuje mu niczego – dodaje Ruiz.

Santi Samanes, Rubio, Erik Expósito, Israel Puerto, Pirulo – Aquino jest już szóstym Hiszpanem, który trafił do Ekstraklasy w obecnym okienku transferowym. Spośród nich wszystkich to jednak piłkarz nie tylko z najbogatszą historią, ale wydaje się też, że o największych możliwościach.

- To piłkarz z umiejętnościami nawet na Primera División. Dlatego, jeśli się odpowiednio zaaklimatyzuje, może być najlepszym piłkarzem Ekstraklasy – mówi Abril.

- Jeśli chodzi o potencjał, to bez wątpienia spośród wszystkich tych zawodników Aquino jest najlepszy. Choć niesmak towarzyszący wydarzeniom z poprzedniego sezonu pozostał, to jako kibic Realu Murcia życzę mu powodzenia w Polsce. Jeśli Aquino odniesie sukces w Piaście, może to też mieć wpływ na finanse również klubu, w którym się wychował – dodaje Ruiz.

Aquino z kibicami Piasta przywitał się golem w sparingu przeciwko Miedzi Legnica. W oficjalnych spotkaniach zanotował póki co cztery epizody z ławki – dwa krótkie w spotkaniach eliminacji Ligi Mistrzów z BATE oraz dwa dłuższe – przeciwko Lechii w Superpucharze i Lechowi w Ekstraklasie. I choć póki co jest jedynie zmiennikiem Piotra Parzyszka, prędzej czy później powinien dostać szansę od trenera Fornalika. A wtedy kto wie, kto wie…

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy