Major League Soccer – Liga (nie)Starych Panów

Major League Soccer – Liga (nie)Starych Panów
Piotr Przyborowski
Piotr Przyborowski
Źródło: Transfery.info

Liga emerytów. Odcinanie kuponów. Dom spokojnej starości. To tylko niektóre określenia pojawiające się w kontekście Major League Soccer.

Tymczasem większość z nich już dawno się zdezaktualizowała. Od dobrych kilku lat Stany Zjednoczone wcale nie są już bowiem ciepłą przystanią dla podstarzałych europejskich gwiazd, lecz wylęgarnią młodych talentów, które dopiero zamierzają obrać kurs na Stary Kontynent.

Styczeń tego roku. Przemysław Frankowski podpisuje kontrakt z Chicago Fire. W naszym kraju słychać kilka pozytywnych głosów odnośnie tego, że to dla niego oczywisty awans sportowy, ale też wiele komentarzy lamentujących, iż młody skrzydłowy reprezentacji Polski udaje się do ligi dla starców i tym samym bezpowrotnie zamyka sobie drzwi do kadry. Czas pokazuje jednak, że 24-latek podjął dobrą decyzję. Choć jego drużyna jest daleko od play-offów, to Frankowski gra regularnie w lidze będącej na wyższym poziomie niż Ekstraklasa. A i w kadrze Jerzego Brzęczka już po transferze do Stanów pojawił się na boisku w trzech spośród czterech wiosennych spotkań.

Były zawodnik Jagiellonii jest jednym z modelowych przykładów współczesnych transferów w Major League Soccer. Młody piłkarz o jeszcze nieugruntowanej pozycji w świecie piłki, do tego wciąż głodny rozwoju. Teraz to właśnie tacy mają trafiać do MLS i coraz częściej zostają też oni Designated Players – zawodnikami, których kontrakty nie są objęte limitem w budżecie klubów.

- Aktualnie rzeczywiście mamy raczej do czynienia ze ściąganiem Young Designated Player. Sporo mówi się też o zmianach przepisów i przewija się nawet temat podwyższenia salary kosztem odjęcia jednego miejsca DP (w tej chwili każdy zespół może mieć maksymalnie trzech zawodników o tym statusie – przyp. red.). Widać, że kluby stawiają na młodzież i coraz młodsi przychodzą do MLS, a coraz więcej wychowanków dostaje szansę gry w pierwszym zespole – mówi Kasia Przepiórka, redaktor naczelna serwisu amerykanskapilka.pl.

W przeciągu ostatnich lat systematycznie spada wiek piłkarzy przychodzących do MLS. W 2018 roku ta średnia wyniosła już zaledwie 25,05 lat. Ta tendencja zauważalna jest również w przypadku wspomnianych już Designated Players. O ile w 2014 roku średnia wieku takowych zawodników sięgała 29,34, tak w minionym sezonie zmalała ona do jedynie 27,32.

Choć dużą rolę wciąż odgrywają ci nieco bardziej doświadczeni gracze, jedną z niekwestionowanych gwiazd ligi i jej aktualnym liderem klasyfikacji strzelców pozostaje Carlos Vela z Los Angeles FC. A ten, mimo iż stuknęła mu w marcu trzydziestka, wciąż z powodzeniem mógłby grać w niejednym klubie hiszpańskiej La Ligi, skąd przywędrował za ocean.

Ferrari wśród Fiatów

Wizerunek MLS jako ligi dążącej do drenażu młodych talentów w regionie został jednak nieco nadszarpnięty pod koniec marca ubiegłego roku. To właśnie wtedy do rywala LAFC zza miedzy, czyli Los Angeles Galaxy trafił Zlatan Ibrahimović. Niekwestionowana gwiazda, piłkarz o renomie porównywalnej pewnie jedynie do dwóch innych piłkarzy wcześniej grających w nowożytnej historii ligi amerykańskiej: Davida Beckhama oraz Kaki. Przyjście wielkiego (w każdym tego słowa znaczeniu) Szweda do Stanów nie ma jednak oznaczać zmiany obranej przez ligę strategii.

- Przypadek Zlatana to zupełnie inna historia. Fenomen marketingowy i zabieg, który miał dać do zrozumienia, że Los Angeles Galaxy to wciąż wielki klub. Prawda jest taka, że swego czasu Galaxy trochę zdominowali MLS. Reszta klubów poszła jednak po rozum do głowy i peleton dogonił uciekinierów, którzy walczą teraz o pozostanie w stawce najlepszych, a jest to zadanie piekielnie trudne. Na razie w Carson wprowadzają pierwsze zmiany, ale Zlatan to zabieg czysto marketingowy. Bez jego osoby całą uwagę skupialiby na sobie Los Angeles FC – przyznaje Przepiórka.

- Zlatan jest jeden jedyny w swoim rodzaju, więc nie ma sensu wyciągać z tego wniosków dotyczących całej ligi. MLS dalej będzie kontraktować doświadczonych piłkarzy takich jak on czy Nani, ale będą oni ściągani coraz rzadziej na rzecz młodych gwiazd, które z zyskiem sprzeda się do Europy – dodaje jej redakcyjny kolega Bartek Kiernicki.

Byłego gracza m.in. Barcelony, Interu czy Milanu bronią też liczby. W 20 dotychczasowych występach ustrzelił 18 goli i dołożył do tego trzy asysty. Jako kapitan Galaxy sprawdza się w roli lidera zespołu, który póki co zajmuje całkiem niezłe trzecie miejsce w konferencji zachodniej i wiele wskazuje, że po dwóch beznadziejnych sezonach powróci wreszcie do play-offów.

Zlatan jest jednak… Zlatanem. Sam określa siebie mianem „Ferrari wśród Fiatów”, ostatnio nazwał system rozgrywek „gówni*anym”, ale najwięcej poruszenia wywołała jego wypowiedź na temat wspomnianego już wcześniej i walczącego z nim o koronę króla strzelców Carlosa Veli.

- Ma 29 lat, jest w życiowej formie i gra w MLS. Gdzie ja byłem, gdy miałem 29 lat? W Europie. To duża różnica – przyznał w jednym z wywiadów. I choć w sumie ma przy tym sporo racji, to nieodwracalnie Major League Soccer w ostatnich latach stara się odwrócić tę sytuację.

To nie jest kraj dla starych ludzi

Graham Ruthven z „The Guardiana” transfer Zlatana trafnie opisał jako „krok przeciwko ostatnim działaniom MLS, które miały doprowadzić do zaprzestania postrzegania ligi jako toksycznej i leniwej”. Od kilku lat kluby z USA coraz rzadziej patrzyły bowiem na przebrzmiałe nazwiska z Europy. Zamiast tego zaczęły inwestować w rozbudowany skauting na Amerykę Południową i za spore sumy rok w rok ściągają stamtąd największe gwiazdy. A ostatnio też trenerów, co pokazuje przykład Guillermo Barrosa Schelotto, który doprowadził Boca Juniors do finału Copa Libertadores, a na początku tego roku trafił do… LA Galaxy.

- Ściąganie młodzieży z Ameryki Południowej jest po prostu opłacalne, a MLS to często dla tych zawodników ostatni przystanek przed przenosinami do Europy i ich ostateczna weryfikacja. Efekty zaczęło przynosić też szkolenie młodzieży, bowiem aktualnie akademia jest jednym z wymogów, który muszą spełnić kluby MLS. Stawianie na młodzież jest najzwyczajniej w świecie opłacalne. Piłkarze przenoszą się do Europy za coraz większe pieniądze, a wychowankowie jeszcze w trakcie rozgrywek pod szyldem U.S. Soccer Development Academy są wypatrywani przez skautów z Europy i co roku zawodnicy zamieniają akademie klubów MLS na zespoły młodzieżowe w Europie – głównie w Niemczech i Holandii. Od tego roku MLS zaczął też uznawać mechanizm solidarności FIFA na rynku międzynarodowym, więc staje się to jeszcze bardziej opłacalne – przyznaje Przepiórka.

Choć U.S. Soccer Development Academy wystartowała stosunkowo niedawno, bo w 2007 roku, w gronie jej „absolwentów” znajduje się już kilku zawodników o uznanej renomie również w Europie. Tym najgłośniejszym nazwiskiem w tym gronie jest bez wątpienia Chrisitian Pulisic, który przez ostatnie lata był jednym z najjaśniejszych punktów Borussii Dortumnd, a od tego lata ma być jednym z liderów Chelsea. Do grupy piłkarzy, którzy przewinęli się przez tę ligę, są też dwaj inni piłkarze mający już doświadczenie w Premier League: Matt Miazga, występujący aktualnie w Reading, dokąd jest wypożyczony właśnie z „The Blues” Reading, oraz DeAndre Yedlin z Newcastle.

- Oprócz samego szkolenia warto też wspomnieć, że kluby coraz częściej decydują się na ściąganie właśnie młodych piłkarzy. Spośród dziewięciu nowych Designated Players w tym okienku ani jeden nie ukończył jeszcze 30. roku życia, a tylko trzech z nich nie załapałoby się do kategorii U-23. I tutaj średnia wieku tych piłkarzy może robić wrażenie, bo wynosi zaledwie 22,8 – podkreśla Kiernicki.

Wszystko to powoduje, że Stany Zjednoczone już od dawna nie są wymarzonym kierunkiem dla europejskich gwiazd. Teraz przybysze coraz częściej preferują oni wyjazd na Bliski Wschód, do Chin czy ostatnio też Japonii. To właśnie w tamte rejony trafili przecież w ostatnich latach chociażby hiszpańscy multimedaliści tacy jak Xavi, Andrés Iniesta, Fernando Torres czy David Villa.

Czas na młodych

- Skończyły się czasy dla których kibice przychodzili na stadiony dla jednego piłkarza (oczywistym wyjątkiem od tego jest LA Galaxy ze Zlatanem). Największe tłumy ściąga obecnie dobra gra drużyny i najlepszą frekwencje mają teraz takie kluby jak Atlanta United FC, Seattle Sounders, LAFC czy Portland Timbers, dla których główny czynnik przy ściąganiu piłkarzy to aspekt sportowy i wpasowanie do stylu drużyny, nie natomiast aspekt marketingowy – zauważa Kiernicki.

Amerykańskie kluby wreszcie więc dostrzegły, że praca organiczna i szkolenie własnych piłkarzy są kluczem do tego, by liga stawała się coraz lepsza, a reprezentacja już nigdy nie ominęła mistrzostw świata tak, jak to miało miejsce w przypadku ostatniego mundialu w Rosji. Zmiana jest też widoczna wśród fanów. Są coraz bardziej wymagający, ale zarazem doświadczeni. Dzięki temu pojedynczy trick czy renoma piłkarza nie działają już na nich tak samo jak w przeszłości. Najlepszym tego przykładem niech będzie Giovani dos Santos, który po swoim transferze do LA Galaxy już miał okazję zostać wybranym najbardziej przereklamowanym zawodnikiem w całej lidze.

- Kibice są arcyważni dla klubów MLS, stąd spodziewam się, że te coraz bardziej będą stawiały na ściąganie młodych piłkarzy i dalszy rozwój akademii piłkarskich. Już teraz kluby sprzątają sprzed nosa młode gwiazdy z Ameryki Południowej klubom z Europy i ta tendencja z pewnością się w najbliższym czasie utrzyma. Wydaje mi się też, że MLS stanie się ligą bardziej atrakcyjną dla młodych zawodników również Europy. Nie będziemy mieli do czynienia tylko i wyłącznie z transferami gwiazd czy piłkarzy w sile wieku, ale również z młodzieżowcami i młodymi talentami, które będą chciały udowodnić swoją wartość – dodaje Przepiórka.

W ciągu najbliższych kilkunastu lat raczej niemożliwe jest, by świat stanął na głowie i piłkarze z MLS na stare lata trafiali do Europy, by to właśnie tutaj odcinać kupony. Niewykluczone jest jednak, że rzeczywiście coraz więcej młodych talentów ze Starego Kontynentu będzie decydować się na transfer za ocean. Stany Zjednoczone nie są już bowiem wcale piłkarską egzotyką i pod względem zarówno sportowym, jak i organizacyjnym dużo bliżej jest im do piłkarskiej Ligi Mistrzów niż niejednym europejskim rozgrywkom. A przecież MLS i tak nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

Fot. Mlssoccer.com

Najnowsze informacje

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy