Pięć zimowych powrotów, które rozgrzały kibiców Ekstraklasy

2022-02-04 12:22:13; Aktualizacja: 2 lata temu
Pięć zimowych powrotów, które rozgrzały kibiców Ekstraklasy Fot. Piast Gliwice
Redakcja
Redakcja Źródło: Transfery.info

Podobno najbardziej podobają nam się piosenki, które już dobrze znamy. Podobnie bywa z piłkarzami - oczy wielu kibiców w pierwszej kolejności zwrócone będą na tych, z którymi mają masę dobrych wspomnień. Ciekawych powrotów do ligi nie zabrakło!

To już coś więcej niż trend, raczej stała tendencja. W każdym okienku transferowym liczną grupę wzmocnień (przynajmniej na papierze, boisko czasem brutalnie to weryfikuje) stanowią powroty piłkarzy doskonale znanym wszystkim fanom ligowego futbolu.

Grupę tę możemy zawsze podzielić na główne podzbiory:

* uznani reprezentanci Polski, którzy postanawiają przed emeryturą jeszcze trochę pokopać, najczęściej w klubie, w którym się wychowali, albo z którego wyjeżdżali na podbój świata;
* nieźli krajowi ligowcy, którzy jednak przepadli za granicą - byli za słabi piłkarsko, trafili do niewypłacalnego klubu albo nie zaadoptowali się „życiowo” w innym miejscu;
* przyzwoici obcokrajowcy, którzy wyrobili sobie na tyle niezłą markę, by dostać w Polsce dobry kontrakt za nazwisko i dobre wspomnienia.

Oczywiście zdarzają się też fatalni Polacy i obcokrajowcy, których pamiętamy głównie z tego, że ich zagrania często trafiały na „łamy” Out of Context Ekstraklasa, ale skoro takich znajdziemy nawet w Bundeslidze czy LaLidze, trudno, żeby omijali kluby z naszej ligi, która samymi Vadisami i Amaralami przecież nie stoi. I to eufemistycznie mówiąc.

Jak to było w ostatniej rundzie?

Latem w powroty do PKO Ekstraklasy obrodziło nadzwyczajnie. Nawet jeśli z boku zostawimy Lukasa Podolskiego, którego kazus był odrobinę inny, to nazwiska chociażby Grosickiego, Kądziora, Pazdana, Furmana, Sobiecha, Murawskiego, Parzyszka czy Hlouška robiły wrażenie. Na boisku wyszło to różnie.

Wydaje się, że summa summarum najwięcej swojemu nowemu klubowi po powrocie do Polski dał Janusz Gol. Początki w Łęcznej miał takie sobie, ale to, że dołujący na starcie ligi niemiłosiernie klub z Lubelszczyzny w pewnym momencie złapał wiatr w skrzydła i potrafił wyrwać punkty Lechowi, Rakowowi czy Jagiellonii w Białymstoku, to w dużej mierze zasługa byłego piłkarza Legii czy Cracovii.

A skoro jesteśmy w Białymstoku - bardzo, ale to bardzo przyzwoicie radzi sobie po powrocie z Turcji do naszej ligi Michał Pazdan. Klasa. Na zupełnie przeciwnym biegunie mieliśmy za to Daniego Quintanę. który do stolicy Podlasia trafił z chińskiego CD Rongcheng i nie udało mu się jesienią zapisać na koncie nawet stu ligowych minut.

Wydaje się, że największym zawodem wśród powracających do PKO Ekstraklasy, można określić byłego kolegę Pazdana z linii defensywnej Legii - Adama Hlouska. Piłkarz, który przez pewien czas był przymierzany do Górnika Łęczna, trafił ostatecznie do Niecieczy i… wiosną już go na naszych boiskach nie zobaczymy. To chyba wystarczy za cały komentarz.

Na liście plusów za to zdecydowanie należy zapisać nazwiska Grosickiego, Kądziora, no i, odzyskanego dla Lecha przez Skorżę, Amarala, który jesienią był absolutną gwiazdą naszych boisk.

PIĄTKA NA RADARZE - ZIMA 2022

Tak to w skrócie prezentowało się jesienią, ale my wybiegniemy myślami wprzód, wszak runda wiosenna już nie tyle za rogiem, co wpycha się do sieni. I na dobrą sprawę to ostatni tydzień przyniósł najciekawsze karty na liście powrotów, w kilku przypadkach mocno niespodziewanych.

Dawid Kownacki - wypożyczenie do Lecha

Ruch lekko szokujący. Wciąż do rzadkości należą bowiem powroty do kraju zawodników tak młodych (Kownacki w marcu będzie obchodził 25. urodziny) i kosztujących niedawno tak dużo. Napastnik Lecha raptem dwa lata temu był wykupiony przez Fortunę Düsseldorf za rekordowe dla niemieckiego klubu 7,5 mln euro. Pamiętajmy też, że mówimy o piłkarzu, który na rosyjskim mundialu wyszedł w podstawowej jedenastce kadry Nawałki na mecz z Kolumbią, decydujący o być albo nie być na turnieju.

Ostatnie półtora roku to dla Kownackiego dość szybki zjazd. W Lechu spróbuje się odbudować, odciąć od krytyki, docinek ze strony fanów Fortuny. Pytań jednak nie brakuje, bo trudno sobie wyobrazić, by poznański klub stać było na wykupienie piłkarza latem, pozycje ofensywne ma teraz obstawione naprawdę godnie, a sam Kownacki jeszcze w grudniu w Poznaniu się… rehabilitował i trudno jednoznacznie orzec, kiedy będzie w pełni gotowy do gry. Najmniej można się przejmować motywacją do gry samego Dawida, który tej wiosny będzie miał naprawdę bardzo dużo do udowodnienia.

Kamil Wilczek - powrót do Piasta Gliwice po siedmiu latach

Informacja o powrocie ligowego króla strzelców sezonu 2014/2015 do Piasta Gliwice, z którego po tym spektakularnym wyczynie na kilka lat wyruszył w świat, trafiła do nas ostatni poniedziałek stycznia. I trzeba powiedzieć jasno - zaintrygowała!

Z jednej strony Brożek, Frankowski, Robak, bracia Paixão - oni wszyscy w naszej lidze strzelali (albo jeszcze strzelają) grubo po trzydziestce i w kilku przypadkach, właśnie wracając w ekstraklasowy światek po mniej lub bardziej udanych wojażach zagranicznych.

Z drugiej jednak mamy Żurawskiego, Wichniarka czy Jelenia, którym w zasadzie ani przez chwilę nie udało się dorównać oczekiwaniom, nawiązać do pięknych pocztówek z przeszłości.

Stawiamy dolary przeciwko orzechom, że Wilczkowi bliżej będzie jednak do tej pierwszej grupy. Napastnik Piasta był na dobrą sprawę stale w grze i pewnie nie miałby żadnego problemu, żeby jeszcze zaczepić się gdzieś w słabszym klubie w Danii, gdzie wyrobił sobie przez lata znakomitą renomę. Facet, który przez lata potrafił wykręcać ponad piętnaście goli w sezonie, nagle przecież nie zapomniał, jak to się robi.

Paweł Wszołek - wypożyczenie do Legii Warszawa

Jako głosił przed dekadami Tadeusz Boy-Żeleński, „Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz”. Ponowny związek Wszołka i Legii, to taka trochę relacja z rozsądku, gdy obie strony są na musiku i mogą sobie pomóc, choć jeszcze wiosną 2021 roku wyglądało to zgoła odwrotnie.

Jeszcze niewiele ponad pół roku temu Legia miała trzech bardzo mocnych prawych wahadłowych i nie uznała za priorytet przedłużenie umowy z Wszołkiem. Ten nie musiał czekać z założonymi rękoma na gest dobrej woli Dariusza Mioduskiego i Radosława Kucharskiego i z kartą na ręku zdecydował się skorzystać z oferty solidnego Bundesligowca, Unionu Berlin.

Pod koniec stycznia 2022 roku Legia nia miała żadnego solidnego prawego wahadłowego, a Wszołek żadnej rozegranej minuty w Bundeslidze. Nie ma żadnej gwarancji, że wiosną próba reaktywacji tej relacji zakończy się powodzeniem, ale to zarazem sytuacja, gdy obie strony mogą więcej zyskać niż stracić.

Zvonimir Kožulj - były gwiazdor Pogoni Szczecin zakotwiczy w Niecieczy

28-letni Bośniak trochę poczeka na swój debiut w Termalice, bo w pierwszym sparingu w barwach nowego klubu doznał urazu. Niewiele będzie miał zatem czasu, żeby odświeżyć pamięć o sobie kibicom PKO Ekstraklasy, ale piłkarz wypożyczony z tureckiego Eyüpsporu ma potężne atuty, które mogą w tym pomóc.

Tak - Kožulj ma naprawdę kapitalnie ułożoną stopę. Przez dwa lata - 2018-2020 - w barwach Pogoni środkowy pomocnik strzelił ponad dziesięć bramek, w większości bardzo efektownych. Do tego dopisał na koncie jedenaście asyst. To nie jest przypadkowy zawodnik i fajnie byłoby, gdyby znowu dał nam trochę wrażeń estetycznych.

Zdeněk Ondrášek - powrót do Wisły Kraków

Czeski napastnik nie zawsze miał w Polsce dobrą prasę. Tak naprawdę dopiero ostatni sezon, a konkretnie jedna runda w Wiśle - jesienią 2018 roku - była w jego wykonaniu naprawdę udana, strzelił wtedy jedenaście goli i miał dwie asysty w dziewiętnastu meczach. Czy jest szansa, żeby i teraz tak odpalił? Raczej nie, bo krakowski zespół stwarza niewiele sytuacji, stracił zimą dwa filary, a sam Ondrasek jest już znacznie starszy i nie miał ostatnimi czasy świetnej passy.

To jednak nie znaczy, że nie warto wrzucić go na tapet. Celnie o tym transferze napisał na „Newonce Sport” Michał Trela:

- Jeśli Wisła poszukiwała konkretnych cech i chciała mieć pewność, że je dostanie, musiała wziąć kogoś dobrze znanego. Tutaj sytuacja jest podwójnie idealna, bo zawodnik jest znany zarówno klubowi, jak i trenerowi. Skoro obie strony zdecydowały, że tego właśnie potrzebują, można tylko przyklasnąć.

***

ANDRZEJ CAŁA