„Inny finał”, czyli historia niezwykłego meczu sprzed 10 lat

„Inny finał”, czyli historia niezwykłego meczu sprzed 10 lat fot.
Redakcja
Źródło: Transfery.info

Holender Johan Kramer, finał Mistrzostw Świata w 2002 roku, królestwo Bhutanu, karaibska wysepka Montserrat i reprezentacja Holandii. Co łączy te wszystkie rzeczy? Łączy je mecz, który został rozegrany w ostatnim dniu czerwca ponad dekadę temu.

30. czerwca 2002 roku rozegrany został finał mundialu pomiędzy Brazylią a Niemcami. Ronaldo zapewnił „Canarinhos” Puchar Świata swoimi dwoma trafieniami przy 70-tysięcznej widowni w Jokohamie. 4700 km od International Stadium, wysoko w górach, miało miejsce równie ciekawe, a może i ciekawsze, spotkanie. Kilka godzin przed meczem o miano najlepszej drużyny globu, poznaliśmy... najgorszą drużynę świata. W obecności 15 000 widzów, na stadionie Changlimithang w Thimpu, Bhutan pokonał Montserrat 4-0. Dlaczego zagrały akurat te 2 drużyny? Ano dlatego, że w tamtym czasie były dwoma najniżej sklasyfikowanymi państwami w rankingu FIFA. Bhutan, ówczesny najmłodszy członek FIFA, zajmował wtedy 202. miejsce. Gorsza od Bhutanu była tylko drużyna brytyjskiego terytorium zamorskiego – Montserrat.


Skąd taki pomysł?
Inspiracją dla zorganizowania tego spotkania był... brak reprezentacji Holandii na MŚ w Korei Południowej i Japonii. Holender Johan Kramer, szef firmy specjalizującej się w robieniu filmów dokumentalnych KesselsKramer był załamany porażką Holandii w kwalifikacjach. Wobec braku możliwości wspierania „Oranje” postanowił przedstawić światu drużyny od Holandii gorsze. Padło na ekipy z dwóch różnych końców świata, z zupełnie odmiennych kultur, co uczyniło cały projekt jeszcze ciekawszym. Gospodarzem meczu wybrano Bhutan. O tym, dlaczego tak się stało, będzie nieco dalej. Pojedynek o miano najgorszego odbył się na stadionie narodowym w stolicy tego niewielkiego, himalajskiego królestwa.

 

 

 

 

A to stadion Changlimithang już po modernizacji. W 2007 roku obiekt został rozbudowany z okazji zaplanowanego na nim zaprzysiężenia nowego króla:

 

 

 

 

Kto zagrał?

Bhutan i Montserrat – to już wiadomo. Czas na przedstawienie tych dwóch ciekawych miejsc. Bhutan – Królestwo Smoka (Druk Jul – tak nazywają swój kraj jego mieszkańcy), niewielkie państwo (nieco większe od województwa mazowieckiego) wciśnięte pomiędzy Chiny a Indie, we wschodniej części Himalajów. 20 szczytów w Bhutanie przekracza wysokość 7000 m.n.p.m. Kraj ludzi niesamowicie przyjaznych, pozytywnie nastawionych do życia. W corocznym rankingu wg „Wskaźnika Wesołości Narodów” Bhutan regularnie zajmuje czołowe miejsca. Zamieszkuje go ok. 750 000 ludzi, spośród których prawie wszyscy wyznają buddyzm. Wśród tysięcy ciekawych miejsc na Ziemi, to wydaje się plasować w samej czołówce. Ich rywal – Montserrat, to maleńka wysepka na Morzu Karaibskim w Archipelagu Małych Antyli. Zamieszkuje ją niecałe 5000 mieszkańców. Miejsce piękne, ale i niebezpieczne z powodu wulkanu Soufriere Hills, którego 2 wybuchy (w 1995 i 1997) zniszczyły południową część wyspy, rujnując całkowicie ówczesną stolicę – Plymouth i zabijając 20 osób. W wyniku tej katastrofy 2/3 ludności wyspy zostało ewakuowane, a gospodarka Montserrat, opierająca się na turystyce i rolnictwie – załamała się. Z tego właśnie powodu niemożliwe było zorganizowanie pojedynku na terenie Montserrat. Innym czynnikiem był po prostu za mały stadion, a właściwie jego brak. W tamtym czasie obiekt Montserrat prezentował się tak:

 

 

 

Teraz wygląda już o wiele lepiej, ale widoczna trybunka może pomieścić zaledwie 1000 widzów:

 

 

 

Gdzie grano?

Grano w Thimpu, na wysokości 2250 m.n.p.m. Nie było więc mowy o równych szansach w tym meczu. Sytuacja przypominała tę, jaką regularnie obserwujemy w ligach Boliwii i Peru, gdzie różnice w wysokościach i rozrzedzone powietrze stawiają za każdym razem gospodarzy meczu w bardzo uprzywilejowanej pozycji. Nie było więc niespodzianki – Bhutan rozgromił przybyszów z Karaibów, a wynik mógł i powinien być jeszcze wyższy. 8 zawodników gości nie było zdolnych do gry z powodu choroby wysokościowej i infekcji wirusowej. Zespół Montserrat przyleciał do Bhutanu w poniedziałek, na 6 dni przed spotkaniem. William Lewis – trener pokonanych stwierdził, że trzeba było wylecieć tydzień wcześniej, być może wtedy nie byłoby takich problemów z aklimatyzacją i dostosowaniem się do trudnych warunków. Atmosfera panująca wokół spotkania była jednak bardzo przyjazna, mecz poprzedziły występy tancerzy ukazujące piękno buddyjskiej kultury Bhutanu, a potem kibice – z Jego Wysokością Królem Jigme Sigye Wangchuckiem na czele – obejrzeli elektryzujące spotkanie, sędziowane przez angielskiego zawodowca – Andrew Bennetta.

Bohaterem meczu został kapitan „Smoków” - Wangay Dorji, zdobywca 3 goli (czwartego dołożył Dinesh Chhetri), którego występ stał pod znakiem zapytania. Zaledwie kilka dni przed „finałem” zdołał wyleczyć się z zapalenia oka. Po meczu powiedział, że planował zdobyć tylko 2 bramki, ale skoro udało się strzelić hat-tricka – to świetnie. Jednocześnie uznał, że wynik mógł być lepszy. Trenerem Bhutanu był wtedy Holender Arie Schans, który został mianowany na to stanowisko zaledwie miesiąc przed meczem. Eksperyment wypalił – jego ekipa dała powód do radości licznie zgromadzonym rodakom. Bramki z tego meczu można zobaczyć tutaj:

 

 

 

Pomimo zwycięstwa Bhutanu, trofeum za to spotkanie zostało... podzielone na pół:

 

 

 

Mecz został przez FIFA zakwalifikowany jako oficjalne spotkanie. Ówczesny prezydent Bangladesh Football Federation, Bhutańczyk Khare Basnet stwierdził, że takie spotkanie powinno być rozgrywane co 4 lata, ale jego idea nie znalazła odzwierciedlenia w rzeczywistości. Póki co, był to jedyny taki mecz w historii piłki nożnej. Khare Basnet po tym wydarzeniu powrócił do kraju i objął reprezentację Bhutanu jako trener. Pod jego wodzą „Smoki” odniosły kolejne zwycięstwo, najwyższe w swojej historii, pokonując 6-0 Guam w 2003 roku.  

 

Kapitanowie obu drużyn. Z lewej bohater meczu - Wangay Dorji.

 

 

Po spotkaniu piłkarze Bhutanu i Monserrat zasiedli wspólnie przed telewizorami (tak, mają tam telewizory) i obejrzeli ten „właściwy finał”, zakończony wielkim show Luisa Nazario de Limy. Cała impreza przebiegła w atmosferze wielkiego święta futbolu i można zazdrościć tym, którzy mieli okazję oglądać te wydarzenia na własne oczy. Nie byłoby jednak pełnego sukcesu (o którym jak najbardziej można mówić – niemal wszystko udało się perfekcyjnie), gdyby cały świat nie został o „innym finale” poinformowany. Celem, oprócz samego meczu, był przeciez reportaż, który pozwolił nam przenieść się na chwilę do Bhutanu. Żeby zobaczyć, jak to wszystko wyglądało, zachęcam do obejrzenia całego dokumentu. Tutaj wrzucamy pierwszą część, pozostałe można z łatwością znaleźć na YouTube w kolumnie po prawej stronie filmiku. Wymagana niezła znajomość angielskiego; można oczywiście spróbować z polskimi napisami (wersja beta), ale ich jakość pozostawia niestety wiele do życzenia.

 

 

Ponad 10 lat po tych wydarzeniach w rankingu FIFA znajduje się 207 drużyn, ale ani Bhutan ani Montserrat nie zakwalifkowałyby się w tym momencie do „innego finału”. Gdyby taki mecz miał zostać rozegrany dzisiaj, zobaczylibyśmy w nim San Marino i Wyspy Turks i Caicos. Bhutan jest trzeci od końca, a Monserrat... zanotowało poważny progres i znajduje się teraz na 183. miejscu. Od meczu z Guamem Bhutan rozegrał 37 oficjalnych spotkań. Wygrał raz – z Afganistanem w 2008 roku (3-1). Zanotował 6 remisów, resztę przegrał. Obecnie gracze z Himalajów notują serię 15 porażek z rzędu. Montserrat z kolei zagrało tylko 14 razy, wygrywając raz, notując 13 porażek. Różnica w klasyfikacji pomiędzy obiema drużynami wynika z tego, że Bhutan ani razu nie wystartował w kwalifikacjach do Mistrzostw Świata; Montserrat spróbowało swoich sił trzykrotnie – w kampaniach do mundialu w Niemczech, RPA i Brazylii, stąd, mimo takich pięknych katastrof, jak 0-13 z Bermudami czy 0-7 z Saint Vincent i Grenadyny, ich wysokie (no, powiedzmy, że wysokie) miejsce w rankingu. Jedyne ich zwycięstwo miało miejsce 10. września bieżącego roku – gracze z Montserrat wygrali z Brytyjskimi Wyspami Dziewiczymi aż 7-0. Można mieć tylko nadzieję, że jeszcze kiedyś ktoś wpadnie na podobny pomysł i zorganizuje spotkanie o miano najgorszej drużyny świata. Dzisiaj nie byłoby pewnie żadnego problemu z transmisją z takiego meczu, co mogłoby być bardzo ciekawym doświadczeniem.  



Autor: Miłosz Wojtala
Więcej na temat: Artykuł Montserrat Bhutan

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy