„Lech Poznań dawno nie miał tak słabego piłkarza na kluczowej pozycji”

2026-02-04 09:08:21; Aktualizacja: 1 godzina temu
„Lech Poznań dawno nie miał tak słabego piłkarza na kluczowej pozycji” Fot. Michal Chwieduk/Arena Akcji
Patryk Krenz
Patryk Krenz Źródło: Transfery.info

Lech Poznań zaprezentował się źle w starciu z Piastem Gliwice i w efekcie przegrał 0:1. Po ostatnim gwizdku duża krytyka spada na Pablo Rodrígueza. „Na końcu sam spartolił dwie najlepsze okazje Lecha i został antybohaterem” - podsumował Mateusz Janiak.

Urodzony w Las Palmas ofensywny pomocnik nie ma łatwych początków w Lechu. Sztab musiał poświęcić nieco więcej czasu, by przygotować go do rywalizacji w pierwszym zespole. W końcu ten zaczął regularnie pojawiać się na murawie, ale nie potrafił ustabilizować formy.

Hiszpan prezentuje zaledwie przebłyski. Pod koniec rundy jesiennej trafił dwukrotnie do siatki w lidze. Nie poszedł jednak za ciosem i obecnie znowu wygląda nieprzekonująco.

Po wtorkowej porażce z Piastem Gliwice na 24-latka spada duża krytyka. 

„Dawno Lech Poznań nie miał tak słabego piłkarza na kluczowej pozycji jak Pablo Rodriguez. Kolejny dramatyczny występ Hiszpana, aż ciężko komentować…” - ocenił Jakub Kłyszejko z TVP Sport.

„Pablo Rodriguez ma niezłe umiejętności, ale ten jego element pierdołowatości w kluczowych momentach kosztuje Lecha coraz więcej. Oczywiście Ishak i inni też mogli strzelić, ale to on miał najlepszą okazję” - dodał Przemysław Michalka.

Odbiór występu Rodrígueza byłby z pewnością znacznie lepszy, gdyby jego koledzy nie mieli takich problemów ze skutecznością. Rozgrywający „Kolejorza” posłał trzy niezłe podania, po których powinien cieszyć się z asyst. Na koniec to jednak on nie wykorzystał najbardziej dogodnej okazji.

W 71. minucie musiał tylko przyłożyć stopę z bliskiej odległości. Uderzył jednak niefortunnie i futbolówka przeleciała nad poprzeczką. 

„Pablo Rodriguez uznał, że zemści się na kolegach, którzy zepsuli trzy okazje po jego podaniach i sam zepsuje trzy (została jedna). I to jest jakby okej” - skwitował żartobliwie Mateusz Rokuszewski.