Premier League zaciska sobie pętlę

2023-03-01 14:41:50; Aktualizacja: 1 rok temu
Premier League zaciska sobie pętlę Fot. Transfery.info
Redakcja
Redakcja Źródło: Transfery.info

Finansowa przewaga Premier League jest tak duża, że pierwszy raz od 2000 roku Anglicy wydali na transfery więcej niż wszystkie ligi TOP5 razem wzięte. Jednak więcej wydanych pieniędzy to też większe problemy z pozbyciem się niewypałów transferowych.

Gdy kluby w Hiszpanii mają problem z rejestracją zawodników, a Włosi muszą uciekać się do księgowego hochsztaplerstwa, Anglicy lekką ręką wydają miliardy funtów na transfery, bo je po prostu mają.

Młodzi zawodnicy, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki w seniorskiej, europejskiej piłce - Michajło Mudryk oraz Enzo Fernandez - dla Chelsea warci są w sumie ponad 200 milionów euro.

Ogółem w całym sezonie 2022/2023 angielskie kluby wydały na transfery ponad trzy miliardy euro. A reszta lig z TOP 5, czyli hiszpańska, włoska, niemiecka i francuska: 2,5 miliarda euro.


Krajobraz europejskiego futbolu wygląda dziś tak, że młodzi zawodnicy z Europy wybierają między angielskimi outsiderami, a wielkie europejskimi markami. Charles De Ketelaere w lecie miał oferty z Leeds i Milanu. Wybierał więc między drużyną, która ledwo uratowała się przed spadkiem z Premier League a mistrzem Włoch. Do przejścia do włoskiego klubu przekonał go jednak dopiero „projekt”.

Jeszcze niedawno taki wybór byłby raczej nie do pomyślenia.

Według rankingu Deloitte w pierwszej dwudziestce najbogatszych klubów Europy jest aż 11 klubów angielskich. W pierwszej trzydziestce - 16.

W tym sezonie tylko trzy kluby Premier League (Brighton, Brentford, Leicester) nie dokonały transferu powyżej 20 milionów euro. W Hiszpanii, Włoszech, Francji i Niemczech te proporcje są odwrotne. Na palcach jednej ręki można policzyć tak rozrzutne kluby. Najwięcej było ich w Hiszpanii i Włoszech, bo „aż” cztery.

Premier League staje się tą znienawidzoną przez wielu kibiców Superligą i nie jest to już jedynie figura retoryczna - to fakt.

Skąd taka sytuacja?

Za dominację Anglików na piłkarskim rynku odpowiada gwałtowny wzrost przychodów całej ligi, a zwłaszcza praw transmisyjnych.

Jak podał w sierpniu tego roku „Financial Times”, cała Premier League osiąga przychody ponad 6 miliardów funtów, więcej o 10% w stosunku do poprzedniego sezonu. Inne ligi stoją w miejscu. Bundesliga i La Liga od lat balansują między trzema a czterema miliardami, Serie A nie przekracza trzech miliardów, a Ligue 1 - dwóch.

Kontrakt na kluczowy dla angielskiej piłki rynek - USA - jest obecnie trzy razy większy niż poprzedni. „FT” tłumaczy, że za część różnicy między ligami odpowiada timing. Inne ligi są dopiero na początku obecnych umów. Następne mogą, choć oczywiście nie muszą, być większe.

Szef LaLigi Javier Tebas nazywa angielską przewagę „dopingiem” i grzmi o zagrożeniu dla całej europejskiej piłki. Nietrudno jest mu uwierzyć. Anglicy, mimo brexitowych ograniczeń, wysysają największe talenty z całej Europy. Mają też najlepszych trenerów - to w Anglii odbywają się teraz najlepsze pojedynki szkoleniowców.

To, że rosnąca przewaga finansowa Anglików jest problemem dla reszty kontynentu, wydaje się raczej oczywiste.

Z czasem może jednak się okazać, że to też kłopot dla samej Premier League.

Anglia nie zarabia na transferach


Anglicy wydają coraz więcej, ale nie równoważą tego sprzedażą zawodników. Gdy spojrzymy na bilans transferowy netto, widać jak z sezonu na sezon rośnie różnica między wydatkami a przychodami z transferów.

W tym sezonie kluby Premier League wydały o dwa miliardy euro więcej, niż zarobiły na transferach. Tylko Hiszpanie są jeszcze na minusie, a Włosi, Francuzi i Niemcy wyszli w tym sezonie na plus.

Anglicy po prostu więc nie zarabiają na transferach.

Te dwa miliardy euro to rekordowe niemal 30% przychodów całej ligi. Oczywiście duża część tych wydatków jest rozłożona w czasie, ale i tutaj mamy kolejny rekord. Jak wyliczył „The Independent” - Anglicy mają do zapłacenia w przyszłości 1,8 miliarda euro w kolejnych ratach transferowych.

Duże transfery - duży problem

W lecie zeszłego roku badacze z Twenty First Group sprawdzili, jak wielkimi „sukcesami” były „duże” transfery w pięciu najlepszych ligach Europy w ostatnich pięciu latach. Duży transfer to taki, który kosztował więcej niż 50 milionów euro. A sukces jest wtedy, gdy zawodnik rozegra ponad 70% minut w nowym klubie.

Okazało się, że jedynie 25 z 73 takich transferów okazało się sukcesami. Czyli ledwie co trzeci piłkarz, za którego zapłacono więcej niż 50 milionów euro, rozegrał w nowym klubie ponad 70% minut.

Piłkarski rynek po prostu nie jest efektywny, a duża część transferów nie spełnia oczekiwań.

Co to oznacza dla klubów Premier League? To, że rekordowe wydatki na transfery to też rekordowe pieniądze wyrzucone w błoto. Trudno uwierzyć bowiem, że nagle każdy wydany funt był świetnie przemyślany, a każdy zawodnik świetnie zaaklimatyzował się w nowym klubie, skoro historycznie transfery są raczej nieudane niż udane.

Dlatego rosnąca przepaść między Anglią a resztą kontynentu może stać się problemem dla samej Premier League. Jeśli nawet aż połowa transferów się uda, to znaczy, że angielskie kluby źle wydały aż 1,5 miliarda euro.

Dlatego skoro niewypałów transferowych będzie dużo, to klubów, które będą w stanie odkupić od Anglików tych piłkarzy - ledwie garstka.

Anglia nie tylko wydaje na transfery więcej niż ktokolwiek inny, ale także płaci piłkarzom znacznie lepiej niż inne ligi.

Średnia tygodniówka w Premier League wynosi ponad 60 tysięcy euro, w La Liga niespełna 50 tysięcy euro. W Anglii płaci się więcej praktycznie o 20%, choć pamiętajmy, że średnią w Hiszpanii zawyżają ogromne kontrakty piłkarzy Realu i Barcelony. W żadnej z pozostałych lig przeciętna pensja nie przekracza 30 tysięcy euro tygodniowo.


Szacowana średnia tygodniówka

Łatwo sobie więc wyobrazić, że dzisiejsze mocne transfery niebawem staną się dużym kłopotem dla angielskich klubów.

Nie tylko nikt nie będzie w stanie zapłacić klubom, ale też nikt nie da piłkarzowi takiej tygodniówki, jaką ma w Anglii.

To zresztą i tak jest już codziennością dla angielskich klubów. Tottenham ma olbrzymie problemy, by znaleźć nowy, stały klub dla Tanguy’ego Ndombele czy Giovaniego Lo Celso. Matteo Guendouzi ostatni mecz w Arsenalu rozegrał w czerwcu 2020 roku, ale dopiero w lipcu 2022 odszedł na dobre z londyńskiego klubu do Olympique Marsylia. Chelsea kupiła Tiemoue Bakayoko, który zagrał w niej ledwie jeden sezon, w 2017 roku. Francuz wciąż jest jej piłkarzem, bo do kolejnych klubów jest tylko wypożyczany. Być może podobnie będzie z Romelu Lukaku.

Manchester City wiedział, że nie ma co liczyć na to, iż kluby z Serie A czy La Liga wykupią Gabriela Jesusa czy Raheema Sterlinga, więc obaj odeszli do klubów Premier League, kolejno do Arsenalu i Chelsea, ryzykując wzmacnianie rywala w walce o tytuł.

W kadrach angielskich klubów roi się więc od zawodników, którzy zaraz będą musieli sobie znaleźć nowe drużyny, a chętnych będzie niewiele, a na pewno nie za takie kwoty.

Kluby bardziej powściągliwe zniechęci to do robienia nowych transferów, ale zdesperowane (a takich zawsze znajdzie się całkiem sporo) zrobią kolejne, wielkie zakupy mimo to.

A mądre kluby z kontynentu znajdą na przecenach realne wzmocnienia składu, a z tych, którzy „nie poradzili sobie” w Anglii będzie można zbudować mocną w europejskiej skali ekipę.

Dopóki oczywiście ci piłkarze nie wrócą później - za grubą kasę - do Anglii.

JACEK STASZAK

Więcej na ten temat: Anglia Premier League