Czy „sufferball” to polska specjalność? Nie, to dominujący styl gry na turniejach

Czy „sufferball” to polska specjalność? Nie, to dominujący styl gry na turniejach fot. MaciejGillert / Shutterstock.com
Redakcja
Redakcja
Źródło: Transfery.info

Nawet najlepsi piłkarze na świecie muszą nauczyć się cierpieć, by coś osiągnąć na turnieju międzynarodowym.

Po pierwszym meczu polskiej reprezentacji na mundialu poznaliśmy słowo „sufferball” - tak grę Polaków określił choćby Kees van Hemmen, twórca analitycznego podcastu o Manchesterze United „Devil in the Details”.

„Sufferball” to styl gry, który - jak sama nazwa wskazuje - przynosi cierpienie. Piłkarzom, rywalom i przede wszystkim widzom. I rzeczywiście, oglądając mecz z Meksykiem (a także momentami spotkanie z Arabią Saudyjską), można było cierpieć.

Polacy nie grają porywającego mundialu. W meczu z Meksykiem skupili się jedynie na defensywie, wykonali ledwie jedno podanie w pole karne z gry. A w spotkaniu z Arabią Saudyjską - jak to określiła analityczka Grace Robertson - grali słabo poza momentami, gdy tak nie grali (co dość trafnie określa to, jak przebiegało to spotkanie).

Kto gra w sufferball?

Ale ten sufferball przyniósł Polsce cztery punkty i 75% szans na wyjście z grupy, według wyliczeń serwisu FiveThirtyEight.

I jeśli przyjrzeć się innym trenerom, do których przyklejono taką łatkę, widzimy całkiem zacne grono.

Szybkie wyszukiwanie, choćby w serwisie „The Athletic” wypluwa nam kilka wzmianek o reprezentacji Anglii Garetha Southgate’a. Na Twitterze znajdziemy też takie opinie (wygłaszane przez sensownych ludzi) o Francji Didiera Deschampsa, Portugalii Fernando Santosa, a ostatnio na takie miano zasłużyła też Brazylia prowadzona przez Tite.

Nie znaczy to oczywiście, że Polska gra na poziomie tych reprezentacji. Ale podobnie jak one, wypełnia podstawowe założenie sufferball.

Sufferball to świadome rezygnowanie z potencjału w ofensywie na rzecz minimalizowania ryzyka z tyłu.

To próba bycia znakomitym w defensywie i wystarczająco dobrym w ataku.

Jeszcze bardziej upraszczając: na zero z tyłu, a z przodu wystarczy jedna bramka.

Jak grać w sufferball?

Polska ma potencjał w ofensywie, może nawet jeden z większych na tych mistrzostwach. Ale nacisk na ofensywę obnaża braki w obronie. Dlatego w przypadku polskiej reprezentacji sufferball oznacza grę praktycznie we własnym polu karnym i sporadyczne wyprowadzanie kontrataków.

Silniejsze drużyny też oczywiście muszą swoje nacierpieć we własnym polu karnym. Jednak sufferball w przypadku drużyn walczących o najwyższe trofea oznacza najczęściej spowalnianie gry.

Oznacza wysokie posiadanie, ale posiadanie często zupełnie sterylne, bez chęci szybkiego zdobywania terenu. Portugalia ma czwarty najwyższy procent posiadania piłki na tym mundialu, ale dopiero 9. miejsce w zdobytej podaniami przestrzeni. Trudno też określić grę drużyny Fernando Santosa jako porywającej. To raczej jedna z najnudniejszych ekip na tym mundialu. Sam Portugalczyk zresztą zwraca uwagę na to, że daje swoim zawodnikiem więcej swobody w posiadaniu piłki pod warunkiem, że po jej stracie będą w stanie zamknąć odpowiednie strefy.

Gareth Southgate miał rzekomo obrać drogę sufferball, gdy przeanalizował w jaki sposób drużyny wygrywają turnieje międzynarodowe. Zobaczył, że najważniejsze jest czyste konto, że najważniejsze to po prostu nie przegrać. I zapewne przez to przez lata świadomie rezygnował (i rezygnuje dalej) z Trenta Alexandra-Arnolda na rzecz innych, lepiej radzących sobie w defensywie prawych obrońców.

O ile więc w piłce klubowej rządzi próba dominacji nad rywalem przez posiadanie piłki i pressing, o tyle w piłce reprezentacyjnej najważniejsza jest defensywa. Wyjątkiem są być może Hiszpania i Niemcy, ale oba te zespoły zbudowane są na zgraniu klubowym, głównie Barcelony i Bayernu.

Inne kadry nie mają takiego komfortu, więc trenerzy wybierają sufferball. Wynika to też z różnicy horyzontu czasowego. W piłce klubowej patrzy się na cały sezon. W piłce reprezentacyjnej - na następny mecz. Nawet w europejskich pucharach mamy dwumecze. Kadry grają tylko jedno spotkanie z danym rywalem.

W skali całego sezonu nie opłaca się remisować. W kontekście jednego meczu - jak najbardziej.

Dlaczego sufferball jest logiczny?

Dobrym kazusem do przeanalizowania dlaczego trenerzy świadomie wybierają drogę sufferball jest ostatni mecz Brazylii ze Szwajcarią, czyli głównego faworyta do tytułu z zespołem całkiem mocnym, ale wciąż jednak bardziej europejskim średniakiem niż potentatem.

Stosunek sumy goli oczekiwanych wyniósł (według fotmob.com) 1,03 do 0,3. Brazylia niemal całkowicie zneutralizowała więc atak Szwajcarii, ale sama nie rozegrała dominującego meczu w ofensywie. Wygrała po golu w samej końcówce, a równie dobrze mogła zremisować.

Zamiast golami oczekiwanymi, możemy historię tego meczu pokazać w inny sposób - przez prawdopodobieństwo danego rezultatu. Na poniższym wykresie widać, że Brazylia taki mecz wygrywa w 53% przypadków. Nie jest to dużo, ale - słowo klucz - wystarczająco dużo.


xG 1 - 0,3

Przypuśćmy jednak, że Brazylijczycy zdecydowali się zagrać o wiele bardziej ofensywnie. Na przykład od pierwszej minuty zagrał Rodrygo kosztem Freda, do tego boczni obrońcy częściej włączali się do akcji.

Brazylia tworzy więc dużo sytuacji, ale też pozwala Szwajcarom na więcej.

Przyjmijmy, że - proporcjonalnie - obydwu zespołom gole oczekiwane wzrastają dwukrotnie. Czyli Brazylijczycy mają teraz 2, a Szwajcaria - 0,6. Czyli Brazylia ma wciąż 76% goli oczekiwanych w całym spotkaniu.


xG 2 - 0,6

W takim przypadku prawdopodobieństwo zwycięstwa Brazylii znacznie wzrasta. Zamiast 53% mamy 70,5%. Czyli w siedmiu na dziesięć przypadków drużyna Tite to spotkanie wygra. Brzmi lepiej niż trochę ponad połowa. Czyli jednak warto grać ofensywniej?

Problem w tym, że gole oczekiwane wcale nie muszą wzrastać dla obydwu drużyn proporcjonalnie. Łatwo sobie bowiem wyobrazić, że Szwajcarzy tylko czekali na to, aż do akcji ofensywnych będą włączać się boczni obrońcy Brazylii. Mają teraz więcej miejsca, więc mogą sobie stworzyć jeszcze więcej sytuacji.

Sprawdźmy zatem, co się dzieje, gdy Brazylia wciąż tworzy sobie sytuacje warte dwa gole oczekiwane, ale Szwajcaria wykorzystuje zmianę strategii rywala i kończy mecz z golami oczekiwanymi na poziomie 1,3. Mamy więc taką samą różnicę, jak w pierwotnym przykładzie.


xG 2 - 1,3

Teraz, o ile prawdopodobieństwo wygranej Brazylii pozostaje takie samo, to znacznie wzrasta szansa na zwycięstwo Szwajcarii - ponad dwukrotnie.

Czyli: rzucając więcej sił do ataku Brazylia może nic nie zyskać, ale za to sporo stracić. Przy większym pechu może skończyć się odpadnięciem z turnieju.

Biorąc też pod uwagę, że w skali jednego meczu nie zawsze wygrywa zespół mający wyższe gole oczekiwane, sufferball staje się najbardziej logicznym wyjściem. Lepiej ograniczyć sytuacje dla obydwu stron niż znaleźć się po złej stronie szczęścia.

Z punktu widzenia Szwajcarii sytuacja może wyglądać podobnie. Otwarcie się może spowodować, że ryzyko porażki znacznie bardziej wzrasta.

Trenerzy wolą nie sprawdzać co się stanie, gdy położą większy nacisk na ofensywę. Tym bardziej, że raczej nie są w stanie wyszkolić takich sposobów rozegrania akcji jak w klubie.

Selekcjonerzy mogą bowiem skorzystać tylko z bardzo ograniczonej puli zawodników.

W klubach mogą wykorzystać okienko transferowe, by ściągnąć na przykład lepiej grającego piłką stopera. W kadrze trzeba rzeźbić z tego, co się ma i w dodatku w bardzo ograniczonym stopniu. Dlatego, jeśli chce się wygrać, trzeba nie przegrywać.

Rządzi zatem prostota, zachowawczość, ograniczenie ryzyka. I cierpienie.

JACEK STASZAK

Zobacz również

Relacje transferowe na żywo [LINK] Relacje transferowe na żywo [LINK] Chelsea chce robić bank na koniec zimowego okna transferowego Chelsea chce robić bank na koniec zimowego okna transferowego Nowa oferta za Moisésa Caicedo. 70 milionów funtów z bonusami Nowa oferta za Moisésa Caicedo. 70 milionów funtów z bonusami OFICJALNIE: Patryk Klimala podpisał kontrakt z nowym klubem OFICJALNIE: Patryk Klimala podpisał kontrakt z nowym klubem Transfery - Relacja na żywo [30/01/2023] Transfery - Relacja na żywo [30/01/2023] Złoty But: Enner Valencia wdziera się do czołówki. Cztery trafienia Ekwadorczyka w jednym meczu [TOP 20] Złoty But: Enner Valencia wdziera się do czołówki. Cztery trafienia Ekwadorczyka w jednym meczu [TOP 20] Mateusz Kowalski jednak nie dla Udinese?! Ma inny preferowany wybór Mateusz Kowalski jednak nie dla Udinese?! Ma inny preferowany wybór Legia Warszawa z hitowym transferem wewnątrz Ekstraklasy Legia Warszawa z hitowym transferem wewnątrz Ekstraklasy Raków Częstochowa: Walerian Gwilia blisko odejścia Raków Częstochowa: Walerian Gwilia blisko odejścia

Najnowsze informacje

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy