Latający Holender – Mickey van der Hart

Latający Holender – Mickey van der Hart
Piotr Przyborowski
Piotr Przyborowski
Źródło: Transfery.info

W Ajaksie wszyscy traktowali go jako kolejną perełkę wyprodukowaną przez tamtejszą akademię i wróżono mu, że zostanie bramkarzem amsterdamczyków na lata. Życie zweryfikowało jednak te plany bardzo brutalnie.

Po burzliwym okresie w Go Ahead Eagles i PEC Zwolle w ostatnim sezonie w tym drugim klubie Mickey van der Hart wreszcie grał na miarę swoich możliwości. Teraz będzie miał okazję je pokazać już jako piłkarz Lecha Poznań.

- Niekoniecznie muszę odchodzić za granicę, choć oczywiście to poniekąd jest mój główny cel. Chcę iść naprzód i zagrać w zespole, który nie będzie się tylko bronił przed spadkiem – tak van der Hart mówił o swojej przyszłości w rozmowie z „De Stenor Zwolle” jeszcze w połowie kwietnia.

Nieco ponad miesiąc później okazało się jednak, że Holender po raz pierwszy w swojej karierze spróbuje swoich sił poza ojczyzną. Wybrał Lecha Poznań, który poszukiwał nowego bramkarza po tym, jak ogłosił, że Bułgarską wraz z końcem sezonu opuszczą obaj golkiperzy, którzy bronili barw „Kolejorza” przez ostatnie lata – Jasmin Burić i Matus Putnocky. 21 maja van der Hart został przedstawiony jako pierwsze wzmocnienie Lecha przed nowym sezonem i podpisał z nim trzyletni kontrakt. 

Niespełniony

Gdyby wszystko ułożyło się w karierze Van der Harta zgodnie z tym, co mu przepowiadano, teraz zapewne wraz z Ajaksem byłby półfinalistą Ligi Mistrzów i świętowałby odzyskane po kilku latach przerwy mistrzostwo Holandii.

- W ostatnich latach, szczególnie w czasie tego trudnego dla siebie okresu, Mickey nauczył się chyba jednak wreszcie, że nie jest się w stanie zaplanować swojej kariery – przyznaje Thierry Boon, dziennikarz na co dzień zajmujący się holenderskim futbolem w NOS Sport.

Van der Hart, amsterdamczyk z krwi i kości, w dodatku mieszkający zaledwie pięć minut od stadionu, traktowany był jako jeden z największych bramkarskich talentów akademii Ajaksu. Nic więc dziwnego, że w szybkim i regularnym tempie przechodził przez kolejne grupy młodzieżowe tego klubu. Aż wreszcie odbił się od ściany pierwszego zespołu.

- Wielu ekspertów i kibiców uważało, że będzie on bramkarzem Ajaksu na lata. W 2012 roku dostał nagrodę dla największego talentu tamtejszej akademii. Grający w pierwszej drużynie, Kenneth Vermeer i Jasper Cillessen już wtedy byli jednak świetnymi zawodnikami – przyznaje Boon.

To właśnie mocni konkurenci okazali się głównym powodem, dla którego van der Hart w pierwszej drużynie Ajaksu zagrał ostatecznie tylko raz. 29 października 2013 rozegrał 90 minut w wygranym przez „Godenzonen” 4:1 meczu Pucharu Holandii przeciwko grającej na pograniczu poważnego futbolu ekipie ASWH Ambacht. 

- Powiedzmy sobie jednak szczerze – przez Ajax co chwilę przewijają się młode talenty, ale tylko mała część z nich zdołała przebrnąć przez zespoły juniorskie aż do dorosłej drużyny. Dość powiedzieć, że w przypadku bramkarzy ostatnim takim przypadkiem był Maarten Stekelenburg, który opuścił przecież Ajax w 2011 roku – przyznaje Jurrien Schuiringa, dziennikarz piszący o PEC Zwolle dla „De Stenor Zwolle”.

Skrzydlaty

W dniu, w którym jego klubowy kolega Jasper Cillessen szykował się do półfinału brazylijskiego mundialu przeciwko Argentynie, Van der Hart został wypożyczony do Go Ahead Eagles. Gra dla czterokrotnego (lecz przedwojennego) mistrza Holandii miała być dla wciąż młodego, lecz niebędącego już nastolatkiem, bramkarza szansą na zaistnienie w Eredivisie. Szczególnie, że w Ajaksie nie łapał się choćby na ławkę i częściej jeździł na mecze z występującymi na drugim poziomie rozgrywkowym rezerwami.

- Do tego momentu wszyscy sądzili, że jego kariera potoczy się dobrze. W Go Ahead Mickey spotykał się jednak ze sporą krytyką i chyba trochę nie umiał sobie wówczas z tym wszystkim poradzić. Jego pewność siebie gdzieś zniknęła – przyznaje Boon.

Bo choć van der Hart sezon 2014/2015 rozpoczął na ławce rezerwowych, to ostatecznie w 11. kolejce wywalczył sobie miejsce w składzie, którego nie oddał do niemal samego końca rozgrywek. Drużyna ze wschodniej Holandii prezentowała się jednak wtedy fatalnie i ostatecznie po barażach spadła z ligi. Równie dramatyczna była sama przygoda wychowanka Ajaksu z tym klubem. Do historii przeszło bowiem pewne spotkanie, w którym mimo że przepięknego gola dla Go Ahead strzelił Sjoerd Overgoor, to w pomeczowych relacjach trafienie zostało zepchnięte na dalszy plan. Wszyscy mówili tylko i wyłącznie o van der Harcie i jego kardynalnym błędzie a’la Artur Boruc w meczu z Irlandią Północną. A w spotkaniu tym rywalem „Dumy znad IJssel” był… Ajax.


- Obecnie kiedy ktoś przypomina mi tego gola, traktuję to jako zwykły żart ze strony takiej osoby. Wówczas była to jednak dla mnie trudna sytuacja. Do Go Ahead Eagles byłem przecież wypożyczony właśnie z Ajaksu, więc pojawiły się głosy, że ustawiłem ten mecz i popełniłem ten błąd specjalnie. Ciężko mi z tym było, miałem przecież zaledwie 20 lat i musiałem zmierzyć się z naprawdę ogromną krytyką – powiedział z kolei o tej sytuacji sam zainteresowany w rozmowie z Mateuszem Jarmuszem na antenie Lech TV.

Waleczny

Go Ahead opuściło więc szeregi Eredivisie, a Van der Hart zaczął się rozglądać za nowym pracodawcą. Definitywne rozstanie z Ajaksem nastąpiło w połowie sierpnia 2015, kiedy to amsterdamski golkiper trafił do PEC Zwolle. Wówczas klub, który zaledwie rok wcześniej wywalczył krajowy puchar, zaproponował mu zaledwie roczny kontrakt, który miał być dla niego okresem testowym przed ewentualną dłuższą umową.

- I rzeczywiście jego początki w Zwolle też nie były zbytnio udane. Chyba kluczowym momentem był ten, w którym Mickey zdecydował się na współpracę z trenerem mentalnym. Był jednym z niewielu piłkarzy, który otwarcie przyznał się do problemów natury psychologicznej. Od tego momentu wszystko znowu zaczęło układać się po jego myśli – przyznaje Boon.

Dla Zwolle w latach 2015-2019 w sumie rozegrał 91 spotkań we wszystkich rozgrywkach. Jego przygoda z tym klubem była jednak wielką sinusoidą. Raz grał częściej, raz rzadziej, a zdecydowanie najcięższy był dla niego sezon 2017/2018, kiedy w lidze wystąpił w tylko jednym spotkaniu.

- To nie był dla niego łatwy czas. Nie zawsze miał pewny pierwszy skład. Nawet w minionym sezonie tuż przed przerwą świąteczną ku zaskoczeniu zasiadł w jednym ze spotkań na ławce rezerwowych – odnotowuje Schuiringa.

- Dwa dni przed grudniowym meczem z Bredą w zeszłym roku trener (wówczas był nim jeszcze John van 't Schip – przyp. red.) zaprosił mnie na rozmowę. Myślałem, że chce porozmawiać ze mną o meczu z Ajaksem (przegranym przez Zwolle 1:4 – przyp. red.). Tymczasem powiedział mi, że w najbliższym meczu zamierza posadzić mnie na ławce rezerwowych. Nie mogę powiedzieć, co zrobiłem, gdy wyszedłem z tego spotkania, ale byłem mocno wkurzony – wyznał Van der Hart w rozmowie z „De Stenor Zwolle”.

Chwilę później zmienił się jednak trener, a tym nowym została prawdziwa legenda holenderskiego zespołu – Jaap Stam. Ten z miejsca przywrócił do jedenastki 24-latka, który od tamtego momentu grał już jak z nut. Do końca sezonu zanotował sześć czystych kont, a Zwolle wydostało się z okolic strefy spadkowej i rozgrywki zakończyło na bezpiecznym 13. miejscu.

-  Już wcześniej było jednak wiadome, że trener Stam odejdzie po sezonie do Feyenoordu i trochę długo nie było pewne, kto go zastąpi. Mickey nie chciał czekać, aż jego następca pojawi się w klubie i zacznie nowe porządki. Dlatego gdy Zwolle zaproponowało mu przedłużenie kontraktu (co, warto podkreślić, też nastąpiło stosunkowo późno), on już wiedział, że chce spróbować sił w nowym klubie – przyznaje Boon.

Szlachetny

Mickey van der Hart dla Zwolle w ostatnim czasie dla Zwolle był jednak ważnym ogniwem nie tylko na boisku, ale również poza nim. Zżył się z kibicami „Blauwvingers”, a szczególnie z Jornem Twigtem, niepełnosprawnym młodym fanem zespołu. 

Cała historia ich znajomości zaczęła się w 2016 roku, kiedy 10-latek odwiedził swojego idola Anassa Achahbara, ówczesnego napastnika Zwolle. To właśnie wtedy Van der Hart zainteresował się losami chłopca, który tak jak on był bramkarzem. Jego marzenia o zostaniu golkiperem zostały gwałtownie przerwane, kiedy przeszedł zawał serca, który unieruchomił go na wózku inwalidzkim. Jorn stracił szansę na karierę piłkarską, ale pozostał wielkim fanem futbolu.
 
Nowy bramkarz Lecha zaprzyjaźnił się wówczas z chłopcem do tego stopnia, że zaprosił go wraz z mamą na jedno ze spotkań Zwolle, dodatkowo opłacając też ich pobyt w przystadionowym hotelu. Ich więź przetrwała do końca gry Van der Harta na MAC³PARK Stadion. Po kończącym ligowe zmiana na tym obiekcie w minionych rozgrywkach spotkaniu z VVV-Venlo Jorn ubrany w bluzę z napisem „Team Mickey van der Hart” poprosił swojego idola o jego ostatni autograf jako piłkarz Zwolle. Chwilę później 24-latek został uhonorowany tytułem najlepszego zawodnika zespołu w sezonie 2018/2019.

Zwycięski?

Teraz przed Van der Hartem jego pierwsza zagraniczna przygoda i zupełnie nowe środowisko. Holender wchodzi do Lecha, który zaczyna dopiero wychodzić z ogromnego kryzysu. Trener Dariusz Żuraw chce zaoferować poznańskim kibicom ofensywny futbol, w którym rozegranie piłki będzie inicjowane już przez bramkarza. Pod tym też kątem klub patrzył na potencjalnych kandydatów na nowego golkipera.

- Jeśli Lech szukał więc piłkarza potrafiącego grać nogami, Van der Hart jest dobrym kandydatem. Nie zapominajmy, że Mickey to produkt słynnej akademii Ajaksu, w której bramkarz jest traktowany niemal jak dodatkowy zawodnik z pola – przyznaje Boon.

- „Kolejorz” pozyskał bramkarza, który ma niezły refleks i dobrze radzi sobie na linii. Co może jeszcze poprawić, to z pewnością grę na przedpolu, szczególnie przy rzutach rożnych i wolnych. W zeszłym sezonie Zwolle traciło wiele goli po stałych fragmentach gry – wskazuje z kolei Schuiringa.

Dział sportowy „Dumy Wielkopolski” przed tym oknem transferowym powrócił do strategii sprowadzenia młodych i wciąż głodnych sukcesów obcokrajowców. Wydaje się, że Mickey van der Hart idealnie wpisuje się w te założenia. Jako piłkarz, który miał okazję poznać etos pracy  w takim klubie jak Ajax, z pewnością jest też oswojony z presją. Ta w Lechu, zarówno ze strony kibiców, jak i dziennikarzy od lat jest ogromna, a w nowym sezonie nic nie zapowiada zmiany tego stanu. Wszyscy w Poznaniu chcą wreszcie jakiegoś trofeum. Tego samego wyczekuje też Holender. Jego związek z „Kolejorzem” wydaje się więc połączeniem idealnym.

Najnowsze informacje

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy